Polscy wykonawcy dysponują doświadczonymi zespołami, które wielokrotnie sprawdziły się przy wymagających inwestycjach. Mamy zasoby, kompetencje i doświadczenie zdobywane latami, dlatego potrafimy skutecznie radzić sobie z wyzwaniami.

Jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę na niebezpieczną narrację, która sprowadza debatę do „mierzenia polskości”. Naszą ambicją powinno być coś więcej – przekonanie, że to, co powstaje w Polsce, jest po prostu najlepsze jakościowo i konkurencyjne na każdym rynku.

W ostatnich latach zrealizowano w kraju imponujący program inwestycyjny, który w widoczny sposób zmienił infrastrukturę i krajobraz gospodarczy. Wystarczy przejechać przez Polskę, by zobaczyć skalę tej transformacji. Polscy budowlańcy należą dziś do europejskiej czołówki. 

Czytaj więcej

Moś, PSG: Tu chodzi o bezpieczeństwo gospodarcze

Potwierdzeniem tego są także sygnały z zagranicy. Odbieram je bezpośrednio od zarządzających innymi rynkami. Europejskie firmy zabiegają dziś o polskich specjalistów. Co istotne, coraz częściej nie są oni jednak już zainteresowani wyjazdem, bo warunki pracy i poziom projektów w Polsce nie odbiegają dziś od tych oferowanych za granicą. Local content to dla mnie wzmocnienie polskości i silne przekonanie, że to, co jest tworzone tutaj w Polsce jest prawdziwie wartościowe i jako takie powinno być promowane. Zdecydowanie kibicuję wzmacnianiu krajowego potencjału. Przestrzegam jednocześnie przed pokusą administracyjnego czy nieformalnego ograniczania dostępu do rynku podmiotom, które nie mieszczą się w skali „polskości”. Konkurencja powinna opierać się przede wszystkim na jakości, kompetencjach i rzetelności, które od lat cechują polskich wykonawców.

Właściwe jest szerokie, wielowątkowe i odpowiedzialne podejście do tej kwestii. Wolne od uproszczeń i emocjonalnych ocen. Tylko tak będziemy mogli zbudować trwałą siłę gospodarki i jeszcze skuteczniej promować ją za granicą. Powinniśmy nauczyć się mówić o sobie dobrze nie tylko na zewnątrz, ale również wewnętrznie. Mamy ku temu realne podstawy.