Ojciec przyszłego reżysera, Jakub, był wojskowym, a matka, Aniela - absolwentką seminarium nauczycielskiego. Pierwsze pokolenie z wyższym wykształceniem w swoich rodzinach... Andrzej wychowywał się w przyjaznym kręgu, sąsiadami Wajdów były inne rodziny oficerskie. – Wtedy świat wydawał się mu bezpieczny – mówiła badaczka w wykładzie, który wygłosiła podczas konferencji dla nauczycieli zorganizowanej przez Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy: „Andrzej Wajda. Uczeń, nauczyciel, twórca. Inspiracje edukacyjne”.
Andrzej był nieśmiały i wycofany. Trudno było znaleźć w tym chłopcu choćby zalążki cech przywódcy, którymi musiał wykazywać się później jako reżyser i twórca. Dużo bardziej odpowiadała mu rola cichego obserwatora. „W dzieciństwie byłem nieustannie przeziębiony i siedząc w oknie godzinami obserwowałem dzieci bawiące się przed domem. Rwałem się do życia, ale ono trzymało mnie na dystans. To wyrobiło we mnie pewien rys melancholii, który pozwala mi od czasu do czasu być artystą, nie tylko reżyserem filmowym” – wspominał po latach w swojej autobiografii.
Lekcje opuszczał z ulgą, w domu mógł oglądać książki z reprodukcjami obrazów i rysować. Lubił m.in. „Orlęta Lwowskie” Wojciecha Kossaka i „Puszczę” Artura Grottgera. Te wizje mocno przemawiały do jego dziecięcej wyobraźni. W szkole nie postrzegano go jako wybitnego ucznia, nawet z rysunków miewał ocenę dobrą. Zdarzało mu się robić błędy ortograficzne, był dyslektykiem, w dodatku leworęcznym… Szczególnie nie cierpiał matematyki.
Czytaj więcej
Andrzej Wajda był artystą i wizjonerem. Ale był też obywatelem, czuł ogromną odpowiedzialność za kraj. Poruszał często tematy świeże i aktualne, ni...
W cieniu rodzinnej tragedii
Ojciec, myśląc o przyszłości Andrzeja, rozważał karierę wojskową. Zabierał go na jazdę konną, ale chłopiec nie nauczył się nigdy pewnie trzymać w siodle. Wysłano go na obóz do Kartuz, gdzie młodzież podzielona na grupy realizowała różne zadania w tym sportowe i samokształceniowe, ale Andrzej nie wspominał dobrze tego, czasu. Spuścił na tę przygodę zasłonę milczenia na kolejnych kilkadziesiąt lat. Tuż przed wybuchem wojny zaprowadzono go na egzaminy do korpusu kadetów we Lwowie. Zawiódł na całej linii. „Moje odpowiedzi na pytania egzaminatorów były żenujące. Nic nie umiałem, niczego nie wiedziałem. Ojciec nie powiedział na to zwyczajem Wajdów ani słowa, ale zaprowadził mnie na ‘Panoramę Racławicką’. Wrażenie niezapomniane i, jak się okazało, niezatarte” – pisał po latach w swojej autobiografii.
Jakub Wajda został rozstrzelany w kwietniu 1940 roku w Charkowie. „Odchodząc na wojnę, zostawił w domu swój mundur galowy, ordery i szablę” – wspominał syn. Szablę Andrzej zakopał, by nie dostała się w ręce Niemców. Mundur z kolei, przefarbowany na granatowo, ze zmienionymi guzikami, służył chłopcu jako strój wyjściowy przez całą wojnę. Matka wciąż czekała na wieści od męża, nawet wtedy, gdy pojawiały się informacje o zbrodni katyńskiej. Andrzej Wajda pisał w autobiografii, że tak nienawidził dzieciństwa, że wymazał z pamięci wszystkie wspomnienia. „Chciałem być jak najszybciej dorosły. Tak też się stało. Kiedy rozpoczęła się wojna miałem 13 lat i rozpocząłem dorosłe życie, mając 15 lat musiałem pójść do pracy, aby chronić się przed wywiezieniem do Rzeszy, ale dzieciństwa nigdy nie żałowałem” – czytamy we wspomnieniach reżysera.
Czytaj więcej
Teatr TV premierą „Wszystko na sprzedaż” w reżyserii Agnieszki Jakimiak i Mateusza Atmana włącza się w rozpoczęty właśnie Rok Andrzeja Wajdy. „Rzec...
„Tryb przetrwania”
Wraz z nadejściem wojny skończyły się choroby. – Po klęsce ocknął się z chłopięcego snu, skończyły się warunki do chorowania, psychika przeszła skokowe dojrzewanie, zadziałał instynkt walki, szok mobilizacyjny przestawił go na tryb przetrwania – opowiadała Agnieszka Morstin podczas konferencji. W 1940 roku skończył szkołę powszechną, brał udział w tajnych kompletach, ale te działały nieregularnie. W dodatku zaczął pracować, zatrudniał się w składzie kiszonej kapusty, w zakładzie ślusarskim, jako tragarz i pomocnik bednarza. Paradoksalnie jednak, gdy warunki wokół były coraz trudniejsze, intensywniej zaczynał o siebie walczyć.
Edukował się na własną rękę. Odkrywał sztukę która stała się furtką do nowego, lepszego świata. Symbolicznym przełomem było otrzymanie w prezencie pudełka farb i książki Józefa Czapskiego o malarzu Józefie Pankiewiczu. Odtąd wojenną rzeczywistość urozmaicała historia artysty opisana przez innego artystę. Śledził rozwój twórczości i stylu Pankiewicza, analizując technikę, kolorystykę i kompozycję. Czytał o kontaktach artysty z europejskimi malarzami, o podróżach do Paryża. Doznał olśnienia, na dobre otworzył się na świat sztuki. Poza lekturą książki Czapskiego kształtowały go jeszcze teksty m.in. Czesława Miłosza i Juliana Przybosia.
W 1942 roku wstąpił do Armii Krajowej i został łącznikiem. Miał przenosić meldunki i uczyć się reguł konspiracji. W pewnym momencie musiał wyjechać z Radomia, by uniknąć aresztowania. Udał się do Krakowa, gdzie pomagał w ślusarskim warsztacie swojego stryja. Również w 1942 roku rozpoczął naukę w prywatnej Wolnej Szkole Rysunku, Malarstwa i Rzeźby założonej przez Wacława Dobrowolskiego. Fascynacja sztuką narastała, został pomocnikiem znanych artystów – Wiktora Langera, Adama Stalony-Dobrzańskiego i Eugrniusza Pisarka, którzy tworzyli polichromie w radomskim kościele Bernardynów.
W czasie wojny z chłopca staje się mężczyzną. Wszyscy w tych trudnych latach dojrzewali szybciej. Nie było czasu na dzieciństwo, dorosłość przyszła nagle, wraz z cierpieniem, poczuciem zagrożenia, rosnącą odpowiedzialnością za los swój oraz najbliższych.
„Jeśli będzie padać…”
W październiku 1946 r. zdał małą maturę i rozpoczął studia na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Tam zaprzyjaźnił się z Andrzejem Wróblewskim, jednym z najwybitniejszych malarzy powojennych. Wajda przyznawał, że bezgranicznie podziwiał kolegę, jego talent i inteligencję. „Rozstrzelanie” Wróblewskiego wywarło na Wajdzie ogromne wrażenie. Poczuł, że to jest twórczość, jaką on sam chciałby uprawiać. Ale czy naśladownictwo ma sens?
Po trzech latach studiów na ASP zdecydował, że pojedzie na egzamin do szkoły filmowej w Łodzi, by mówić o tym samym, co Wróblewski, ale innym językiem. W lipcu 1949 roku, podczas wakacji w Sopocie, podjął decyzję – jeśli następnego dnia będzie deszcz, pojedzie do Łodzi. „Rano padało, wsiadłem więc do pociągu”. W ten sposób został reżyserem, odnajdując swoją własną drogę. Temu zajęciu pozostał wierny do końca, tworząc ikoniczne filmowe obrazy, jak „Kanał”, „Popiół i diament”, „Człowiek z marmuru” czy „Wesele”. Nie wiadomo, jak wyglądałoby polskie kino, gdyby w ten decydujący lipcowy poranek zaświeciło słońce…