W swoich filmowych obrazach odmalowywał Polskę w różnych jej odsłonach - z ostatnich dwustu lat. Sięgał po literaturę. Inspiracji szukał u takich twórców jak m.in. Mickiewicz, Iwaszkiewicz, Żeromski, Andrzejewski czy Wyspiański. Uważano go za kontynuatora tradycji romantycznej. Jego bohaterowie spalali się na ołtarzu idei. Ale nie bezcelowo. Wajda wierzył, że sztuka może zmieniać ludzi i świat na lepsze.
Dorobek reżysera jest imponujący - 38 filmów pełnometrażowych, 15 krótko- i średniometrażowych, trzy mini-seriale, 48 spektakli teatralnych i 11 spektakli telewizyjnych. Mało kto może pochwalić się takimi osiągnięciami. A przecież duża część jego pracy twórczej przypada na trudne lata komunizmu, gdy polityka kontrolowała życie kulturalne, traktując film, kino czy teatr jako jedno z politycznych narzędzi. Tymczasem Wajda poruszał tematy problematyczne i niejednoznaczne. Tworzył przecież sztukę, nie publicystykę na użytek partii.
Szkoła negocjacji
„Film w PRL mógł powstać i być rozpowszechniany wyłącznie w ramach państwowego monopolu. Cóż dziwnego, że prowadziliśmy z naszymi mocodawcami negocjacje, nieustannie szukając jakiegoś wyjścia z tej nienaturalnej sytuacji” – pisał w swojej autobiografii „Kino i reszta świata”. Jak wyglądało to w praktyce? Najpierw reżyser składał kilkustronicowy projekt. Jeśli został zaakceptowany, mógł przystąpić do pisania scenariusza. Ten był następnie oceniany przez komisję tworzoną przez działaczy partyjnych i filmowców, a gdy ciało to zlikwidowano – przez szefa kinematografii i jego doradców. Jeśli materiał został zaakceptowany, wchodził do produkcji. Gotowy film składało się w urzędzie kinematografii, gdzie przechodził krótszą czy dłuższą ścieżkę zatwierdzania. Czekanie na werdykt – jak pisał Wajda – trwało tygodniami. Rzecz jasna, dużo do powiedzenia miała tu cenzura. Zapadały więc decyzje o wycięciu czy zmianie politycznie niepożądanych fragmentów.
Czytaj więcej
– Radom, połowa lat 30., dziewięcioletni Andrzej znów jest chory. Nie poszedł do szkoły, został z matką w domu. Wiosną 1934 r. wyprowadził się z ro...
„Robiąc w PRL-u filmy o politycznym rezonansie, trzeba było przestrzegać bezwzględnie zasady” ‘ja się do polityki nie mieszam’. Tej zasady, rzecz jasna, nie musieli przestrzegać ci, którzy robili filmy na zamówienie władzy; przeciwnie, oni musieli mieszać w polityce, wspomagając tym swoich mocodawców. Ja przed ‘polityką’ broniłem się rękami i nogami, zwłaszcza w pierwszych latach mojej pracy” – podkreślał Wajda.
Sympatyczny zabójca
Mimo to podejmował często tematy żywe i aktualne. „Kanał” powstał w 1956 roku, zaledwie dwanaście lat po Powstaniu Warszawskim. Tematyka powstańcza była żywa i niewygodna dla ówczesnych władz. Mimo to udało się film nakręcić. Mało tego, zaprezentowano go na festiwalu w Cannes, gdzie odniósł sukces. Wajda wiedział, że musi iść na pewien kompromis. To, co chciał powiedzieć, musiał ukryć głęboko po tragedią powstańców albo zastąpić słowa symbolicznymi obrazami. Ostatecznie oczekiwania ani jednej, ani drugiej strony nie były zaspokojone - część warszawiaków, którzy stracili w powstaniu swoich bliskich, nie była usatysfakcjonowana wizją klęski. Chcieli zobaczyć duchowe i moralne zwycięstwo powstańców, a nie śmierć w kanałach. Domagali się pełnej akceptacji Powstania, mimo jego upadku.
Akcja „Popiołu i diamentu” rozgrywa się w pierwszym dniu wolności, tuż po zakończeniu wojny. Film ujrzał światło dzienne w 1958 roku, zaledwie trzynaście lat po klęsce Niemiec. Wizja artysty nie była na rękę władzom, przekaz nie był jednoznaczny. Maciej Chełmicki, żołnierz Armii Krajowej, otrzymuje rozkaz zabicia Szczuki, partyjnego dygnitarza i wywiązuje się z tego zadania. Jerzy Lewiński, ówczesny prezes Urzędu Kinematografii, wspominał pokaz z 1958 roku dla działaczy partyjnych, na którym zgłoszono wobec „Popiołu diamentu” szereg krytycznych uwag. „Głównie dotyczyły one tego, że postać Maćka Chełmickiego budzi sympatię, a postać Szczuki tej sympatii nie budzi i jest ‘niemrawa’. Również zakończenie filmu, zdaniem działaczy, nie dość wyraźnie symbolizowało upadek ideologii, którą główny bohater reprezentował” – pisał Lewiński. Mimo to film trafił na ekrany kin. Wajda mówił, że nie byłoby to możliwe gdyby nie zdecydowane działania Jerzego Andrzejewskiego, który był współautorem scenariusza. Przeprowadził on frontalny atak na przeciwników filmu, zapraszając na pokaz czołowych kolegów-literatów, w dodatku z legitymacjami PZPR.
Czytaj więcej
Teatr TV premierą „Wszystko na sprzedaż” w reżyserii Agnieszki Jakimiak i Mateusza Atmana włącza się w rozpoczęty właśnie Rok Andrzeja Wajdy. „Rzec...
Prawdziwy głos ludzi pracy
„Człowiek z marmuru” wyprodukowany został w 1976 roku, choć scenariusz był gotowy już w 1962 roku. Akcja rozgrywa się w dwóch planach, współczesnym i w latach 50. Agnieszka, studentka szkoły filmowej, ma zrealizować film o przodownikach pracy z lat 50., ale jej wizja filmu zaczyna być kontrowersyjna. Od pomysłu do realizacji dzieła Wajdy musiało minąć czternaście lat. „Odszedł znienawidzony Gomułka, a wraz z nim kult lat pięćdziesiątych. Do władzy doszli młodsi politycy, byli zetempowcy, z którymi można było rozpocząć pertraktacje od nowa. Całą odpowiedzialność za film ‘Człowiek z marmuru’ wziął na siebie ówczesny minister kultury Józef Tejchma – i tylko jemu zawdzięczam, że film w ogóle powstał, a co ważniejsze, wszedł na ekrany” – wspominał Wajda. Widzowie żywo reagowali na najnowszą produkcję, wysyłali do reżysera emocjonalne listy. „Takiego filmu, nagiej prawdy (za którą tak tęsknimy), jeszcze nie było!” – pisała jedna z uczestniczek seansu.
Jeszcze goręcej było w 1981 roku, kiedy na ekrany kin wszedł „Człowiek z żelaza”. Tu wydarzenia działy się prawie na bieżąco. Akcja rozgrywa się przecież w roku 1980, podczas wydarzeń sierpniowych. Nakręcenia filmu domagali się sami stoczniowcy, których Wajda spotkał podczas wizyty w Stoczni Gdańskiej. „Niech Pan zrobi film o nas” – powiedział jeden z pracowników. „Jaki film?” zapytał reżyser. „Człowiek z żelaza!” – odpowiedział bez namysłu tamten. „Nigdy nie robiłem filmu na zamówienie, ale tego wezwania nie mogłem zignorować” – pisał w autobiografii. „Człowiek z żelaza” powstawał szybko. Zdjęcia rozpoczęły się w styczniu 1981 roku, a już latem obraz pojawił się w polskich kinach. Zdjęto go z ekranów w grudniu, w wyniku wprowadzeniem stanu wojennego, ale zdążyło go obejrzeć kilka milionów widzów. Podczas seansów emocje buzowały, atmosfera chwilami bardziej zbliżona była do wiecu politycznego niż do zwykłego seansu kinowego. O wprowadzeniu filmu do kin zdecydowały – jak pisał Wajda – dziesiątki telegramów z podpisami załóg hut, kopalń i stoczni. „Zwyciężyła Solidarność, a wraz z nią jej film” – pisał reżyser.
Oddziaływanie filmów Wajdy, zwłaszcza w czasach komunizmu, było ogromne. Po wprowadzeniu na ekrany kin „Popiołu i diamentu” pojawiło się grono naśladowców Maćka Chełmickiego, nagle ulice zapełniły się postaciami w ciemnych okularach. Na kreowaniu nowego stylu jednak się nie kończyło, kino działało na ludzkie serca i umysły. W czasach, gdy wolność wypowiedzi nie istniała, przemycało ważne idee przy pomocy symboli i obrazów, oddawało głos tym, których go pozbawiono, dawało nadzieję na przyszłość. Uczyło patrzenia na świat z wielu perspektyw, nakłaniając do refleksji nad wolnością, moralnością, odpowiedzialnością, stając się ważnym elementem kreowania świadomości Polaków.