Teza 1: Obecny sztywny, ośmiogodzinny czas pracy jest optymalny i niepotrzebny jest nowy system czasu pracy.
Zgadzam się - lecz z tym zastrzeżeniem, że możliwe są inne rozwiązania (w tym skrócenie tygodniowego wymiaru czasu pracy, czyli np. praca przez cztery, a nie pięć dni), bez jednak możliwości systemowego naruszenia zasady ośmiogodzinnego dnia pracy.
Teza 2: Polskie firmy nie są gotowe na czterodniowy tydzień pracy.
Zależy o jakie firmy chodzi. Jeżeli firmą jest administracja publiczna, to w jej ramach - chyba że chodzi o pracę polegającą na stałym kontakcie z użytkownikami (jak punkt informacyjny) - czterodniowy dzień pracy jest, jak wynika z zadeklarowanego zainteresowania, możliwe. W wielu przypadkach zwiększenie intensywności pracy indywidualnej nie wydaje się możliwe, a zatem wystąpić by musiała potrzeba zatrudnienia nowych pracowników - co oznacza zarówno trudność w znalezieniu ich, a w razie znalezienia dodatkowe koszty.
Teza 3: Rządowy program pilotażowy, opłacany ze środków Funduszu Pracy, nie powinien skupiać się tylko na testowaniu krótszego tygodnia pracy w administracji publicznej z pominięciem przedsiębiorców.
Jak rozumiem, taki program opłacany ze środków Funduszu Pracy powinien być adresowany do - zainteresowanych - przedsiębiorców, a nie do pracodawców sektora publicznego w podmiotach nieprowadzących działalności gospodarczej.
Teza 1.Inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy powinni mieć kompetencje do kwalifikowania umowy zlecenia i B2B jako umowy o pracę. :
Taką kompetencję inspektorzy PIP mają już obecnie - tyle że polega ona, w szczególności, na skierowaniu sprawy do sądu, który dokonuje rozstrzygnięcia (często nie zgadzając się ze stanowiskiem inspektora). Rozszerzenie kompetencji o rozstrzyganie w przedmiotowej kwestii w drodze decyzji nie musi samo z siebie budzić wątpliwości - jednakże pod warunkiem, z jednej strony, zapewnienia odpowiedniej procedury prowadzącej do wydania decyzji (przy czym najistotniejsze powinno być stanowisko samego zatrudnionego, bowiem kwalifikacja wbrew jego stanowisku oznaczałaby zmuszenie go do poddania się innemu, niekoniecznie dla niego korzystniejszemu, reżimowi prawnemu niż on sam tego chce), z drugiej zaś strony, przy braku natychmiastowej wykonalności, zapewnienie szybkiego rozpoznania sprawy przez sąd w razie zaskarżenia decyzji.
Teza 2. Nadanie nowych uprawień inspektorów PIP nie poprawi ochrony zatrudnionych i stworzy jedynie iluzję kontroli. :
Odpowiedź na to pytanie musi zależeć od szczegółów rozwiązania - które, po pierwsze, nie są do końca w wydaniu projektodawców jasne, a po wtóre, co wynika już z odpowiedzi na pytanie pierwsze, powinny być poważnie i na nowo rozwązone.
Teza 3.Nowe uprawnienia inspektorów w sprawie przekształcania umów, to nadmierna regulacja, która będzie miały realne konsekwencje dla konkurencyjności polskich firm. :
Powyższa pozytywna odpowiedź dotyczy propozycji w aktualnie prezentowanym kształcie - a nie każdego wyobrażalnego rozwiązania.
Teza 1: Prezydent ma prawo odmówić nominacji czy awansu sędziego, ale powinien to uzasadnić w odniesieniu do każdej kandydatury.
Należy przy tym stwierdzić, że w Konstytucji RP, w szczególności w art. 144 ust. 3 i 179, gdzie mowa o powoływaniu sędziów przez Prezydenta RP, nie występuje określenie "prerogatywa", które ma charakter jedynie historyczny i publicystyczny. Powoływanie sędziów przez Prezydenta następuje jedynie bez podpisu Prezesa Rady Ministrów - a to nie to samo, co historyczna prerogatywa. Trybunał Konstytucyjny dopuścił możliwość odmowy - ale na zasadzie wyjątku, a do tego w sytuacji wystąpienia odpowiednich przesłanek już po przedstawieniu kandydatury przez KRS. Tym samym uzasadnienie trzeba uznać za niezbędne - tym bardziej, że odmowa dotyczy dostępu do służby publicznej (art. 60), a wobec tego powinna (wbrew dawniejszemu stanowisku NSA) móc podlegać kontroli sądowej (art. 45 ust. 1 w związku z art. 77 ust. 2 Konstytucji RP), a w braku uzasadnienia kontrola może przybrać charakter czysto uznaniowy, co nie powinno mieć miejsca.
Teza 2: Odmowa nominacji sędziów, którzy m.in. podpisywali listy w sprawie respektowania wyroków TSUE, może być interpretowana wyłącznie jako działanie motywowane politycznie.
Jest tak wobec braku odpowiedniego formalnego uzasadnienia.
Teza 1: Prawo nie pozwala na szybkie i skuteczne ściganie hejtu w internecie. Niezbędne jest wprowadzenie instytucji tzw. ślepego pozwu.
Przy akceptacji samej idei tzw. ślepego pozwu, funkcjonującego przecież w prawie anglosaskim, nie można nie zwrócić uwagi na istotne trudności w jej ustawowym wdrożeniu, mające zarówno wymiar systemowy, w tym konstytucyjny, jak i charakter techniczny (wynikający z nałożenia nowych zadań na mało wydolne sądy, do tego narażone na kwestionowanie orzeczeń wydawanych przez "neosędziów"). Szczególnie w tym zakresie "diabeł tkwi w szczegółach", przy czym są to także szczegóły o znaczeniu podstawowym - poczynając od zapewnienia zgodności z Konstytucją (w szczególności z uwzględnieniem zasady proporcjonalności ograniczenia praw potencjalnych pozwanych i już pozwanych) i aktami prawa UE oraz spójności z innymi ustawami (np. co do ochrony sygnalistów). Szczególne znaczenie powinna mieć kwestia zapewnienia realnej wstępnej oceny merytorycznej pozwu przed zwróceniem się przez sąd do odpowiednich podmiotów o wskazanie autora hejtu; bez tego, "ślepy pozew" może być nadużywany w różnoraki sposób. Dokonanie takiej oceny przez sąd (a chodzi o "przedsąd", a nie badanie pod względem wyłącznie formalnym) nie jest praktycznie możliwe w terminie 7 dni, a zapewne także 14 dni. Trudno też sobie wyobrazić, żeby ocena taka była dokonywana poza sądem - np. przez organ jakiejś "policji cyfrowej", bo oznaczałoby to powstanie jeszcze jednego etapu postępowania, poprzedzającego postępowanie sądowe.
Teza 2: Należy zobowiązać platformy społecznościowe do wypłacania odszkodowań ofiarom hejtu – o ile nie udowodnią, że dołożyły wszelkich (a nie pozorowanych) starań, aby szkalowaniu i poniżaniu danej osoby zapobiec.
Znów jednak "diabeł tkwi w szczegółach" - samo domniemanie odpowiedzialności i tym samym przerzucenie ciężaru dowodu (ale przecież nie co do wysokości odszkodowania) to za mało, by ocenić, na ile tego typu rozwiązanie mogło zafunkcjonować praktycznie.
Teza 1: Instytucja skargi nadzwyczajnej powinna być zlikwidowana.
Skarga nadzwyczajna - o ile byłaby instytucją w pełni wyjątkową (jaką, choć tylko faktycznie, jest i obecnie) - może służyć jako swoisty wentyl bezpieczeństwa, mający na celu usuwanie skutków, niestety zdarzających się, pomyłek (jeżeli są rażące) wymiaru sprawiedliwości.
Teza 2: Zlikwidowane powinny być dwie tzw. nowe Izby Sądu Najwyższego: Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Odpowiedzialności Zawodowej. Ich kompetencje powinny przejąć „stare” izby SN.
To również nie wymaga komentarza.