Panie ministrze, przyjechał pan do Davos w tym roku słuchać, co się dzieje na świecie, czy wyjaśniać Polskę?

Przyjechałem oczywiście spotykać się z liderami biznesowymi, gospodarczymi i politycznymi, jak zawsze w Davos, ale także opowiadać o Polsce. O tym, że jesteśmy dziś 20. największą gospodarką świata, że będziemy pracować w ramach grupy G20 i że Polska jest obecnie najlepszym miejscem do inwestowania w Europie.

Musiał pan o tym przypominać, czy raczej słyszał pan gratulacje?

Część rozmówców doskonale o tym wiedziała, ale są też tacy, których trzeba o tym poinformować, a czasem po prostu pochwalić się tym sukcesem. To element budowania pozytywnego wizerunku Polski i myślę, że tego nigdy za wiele.

Ci, którzy o tym nie wiedzieli, byli zaskoczeni?

Dla wielu osób sukces gospodarczy Polski jest wręcz niewyobrażalny. W ciągu 35–36 lat transformacji osiągnęliśmy naprawdę bardzo dużo. Poza Chinami nie było kraju, który w tym okresie rozwijałby się szybciej niż Polska. W ujęciu PKB per capita, skorygowanym o poziom cen, wyprzedziliśmy Japonię. To fakty, które dla wielu uczestników Davos są zaskoczeniem.

Davos to nie tylko oficjalne wystąpienia, ale też nieformalne spotkania liderów polityki i biznesu. Jakie wnioski płyną z tych rozmów?

Świat szuka dziś nowego kierunku. Globalizacja w takim kształcie, jaki znaliśmy z lat 90., dobiegła końca. Przechodzimy do większej regionalizacji, do skracania łańcuchów dostaw, ich dywersyfikacji i do silniejszego akcentowania kwestii bezpieczeństwa.

Selektywna globalizacja?

Raczej regionalizacja i dywersyfikacja. To tematy, które bardzo często pojawiają się w rozmowach w Davos.

Drugiego dnia Forum dominował jednak Donald Trump – Grenlandia i pomysł Rady Pokoju. Zacznijmy od Grenlandii. Jak pan odebrał jego deklaracje?

Po pierwsze, dobrze, że prezydent Trump wykluczył scenariusz siłowy. To budziło największy niepokój. Dobrze też, że mówi o rozmowach. Jutro w Brukseli spotkają się liderzy Unii Europejskiej z premierem Donaldem Tuskiem i tam będzie omawiana europejska odpowiedź na stanowisko Stanów Zjednoczonych. Rozmawiajmy, dyskutujmy, deeskalujmy – to leży w interesie Polski i całej Unii Europejskiej.

Ale gdzie pana zdaniem powinny się kończyć te rozmowy?

Integralność terytorialna Unii Europejskiej nie podlega negocjacjom. I to jest stanowisko, które – jak sądzę – podzielają wszyscy europejscy liderzy.

Drugi pomysł Donalda Trumpa to Rada Pokoju. Zaproszenie otrzymał m.in. prezydent Karol Nawrocki, ale udział kosztowałby miliard dolarów. Ma pan takie pieniądze w budżecie?

Zacznijmy od tego, że jakiekolwiek porozumienie międzynarodowe wymaga uchwały Rady Ministrów, a takiej uchwały dziś z całą pewnością nie ma. Po drugie, mówimy o bardzo poważnych zobowiązaniach prawnych, które musiałyby zostać szczegółowo przeanalizowane. A odpowiadając wprost: miliarda dolarów w budżecie na to z całą pewnością nie ma. Są ważniejsze zadania do sfinansowania niż uczestnictwo w tej radzie.

Czy Europa – w kontrze do słów Trumpa – zaczyna mówić jednym głosem, jak w czasie pandemii?

Europa rzeczywiście potrzebuje dziś większej decyzyjności. Przemyślanych, ale jednoznacznych decyzji, jasnego wskazywania interesów i granic, których nie można przekroczyć. Musimy skupić się na odbudowie potęgi gospodarczej Europy. Europa powinna znów być potęgą gospodarczą, a nie wyłącznie regulacyjną. Gospodarka europejska jest dziś nadmiernie przeregulowana i wiele tych regulacji powinno po prostu zniknąć.

Czy Polska ma tu odegrać szczególną rolę?

Polska już dziś jest „disruptive country” – krajem, który może wskazywać nowe ścieżki rozwoju. Wiemy, co trzeba zrobić: odbudować rynki kapitałowe, obniżyć ceny energii, walczyć z nieprzemyślanymi regulacjami, które krępują przedsiębiorców. Sprawmy, by Europa znów była najlepszym miejscem do inwestowania.

Jak to przełożyć na praktykę?

Trzeba przemyśleć polityki, które ograniczają inwestycje w Europie, w tym niektóre rozwiązania Zielonego Ładu. Chcemy czystego środowiska, ale nie możemy zapłacić za to deindustrializacją Europy. Bezpieczeństwo i siła gospodarki muszą być priorytetem.

Kolejne obszary?

Rynki kapitałowe – to skandal, że europejskie firmy wolą debiutować w Nowym Jorku niż w Europie. Mamy silny rynek w Warszawie, WIG wzrósł w ubiegłym roku o 47 proc. Wykorzystajmy to. Do tego cyfryzacja, gdzie musimy przyspieszyć oraz transformacja energetyczna – ceny energii w Europie wciąż są zbyt wysokie.

Czy da się pana spotkania w Davos przeliczyć na miliardy inwestycji?

To są miliardy, ale rozłożone w czasie. To efekt pracy wielu lat i wielu osób. Warto spotykać się z biznesem i budować pozytywny obraz polskiej gospodarki.