fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biura podróży

Betlej: 500+ nadzieją polskiej turystyki

Filip Frydrykiewicz
Wzrost realnych wynagrodzeń, malejące bezrobocie, program 500+ i taniejące paliwa to czynniki, które wpłyną na zwiększenie popytu na usługi biur podróży – prognozuje ekspert. Ale są też przeszkody – polityka krajowa, terroryzm, tanie linie lotnicze i... nieprofesjonalni agenci turystyczni

W październiku biura podróży zakończyły kolejny rok turystyczny (2014/2015). Zapisze się on wprawdzie jako historycznie najlepszy, ale jedynie z niezbyt dużą przewagą nad rokiem poprzednim, który pamiętamy jako okres bardzo zdecydowanego odbicia w polskiej turystyce wyjazdowej po kilkuletnim zastoju. To, że w najważniejszym segmencie, jakim jest turystyka lotnicza, był on lepszy od poprzedniego, możemy już stwierdzić na podstawie oficjalnych danych za III kwartał 2015 roku, opublikowanych przed samymi świętami przez Urząd Lotnictwa Cywilnego. Wraz z poprzednimi danymi dają one obraz pierwszych 11 miesięcy (listopad 2014 roku - wrzesień 2015 roku), których brakujący jeszcze do kompletu październik nie jest już w stanie istotnie zmienić.

Warto zauważyć, że był to okres dużych wahań koniunktury między sezonem zimowym i letnim. Duży, 28-procentowy wzrost w miesiącach zimowych (listopad 2014 r. - marzec 2015 r.) bardzo kontrastował z 1-procentowym wzrostem w II kwartale i ponad 2-procentowym spadkiem w kwartale trzecim. Ogółem 11 miesięcy zamknęło się jednak dzięki zimie na 2,2-procentowym plusie, a licząc razem z tanimi liniami - które na kierunkach turystycznych wykazały wzrost 42 – 44-procentowy - liczba turystów w całej lotniczej turystyce wyjazdowej przyrosła prawie o 7 procent.

Polityka i terroryści szkodzą

Na słabe zainteresowanie wypoczynkiem letnim w dużym stopniu wpłynęło niekorzystne połączenie dwóch czynników – krajowego i międzynarodowego. Chodzi o ciągnące się, zacięte kampanie wyborcze (prezydencka i parlamentarna) oraz gwałtowny wzrost zagrożenia terroryzmem, który objawił się spektakularnymi zamachami, w tym skierowanych przeciw turystom.

Emocje i obawy polityczne nie mogą zupełnie odwieść turystów od zagranicznych podróży, ale mogą je odwlekać. Taki właśnie opóźniony popyt bardzo pechowo natrafił na zamachy terrorystyczne, z których drugi, w Tunezji, wywarł, w połączeniu z kolejnymi mniej istotnymi wydarzeniami, już znaczny wpływ na koniunkturę w polskiej turystyce wyjazdowej oraz na zmianę geograficznej struktury popytu. Sytuację w dużej mierze uratowali liderzy branży (np. Itaka i Rainbow), którzy mogli zaoferować klientom w odpowiedniej skali alternatywne kierunki, akceptowane przez nich, jako relatywnie bezpieczne. W ten sposób straty touroperatorów w liczbie uczestników i w przychodach zostały znacznie ograniczone.

Generalnie rzecz biorąc, ostatni sezon dowiódł jednak, że trend umacniania się popytu na zagraniczne wycieczki wśród naszych rodaków jest nadal bardzo silny. Wzrost we wcześniejszym sezonie (2013/2014) był w pewnym stopniu (o kilka procent) przereagowany, a nagromadzenie na wiosnę i w lecie 2015 roku niekorzystnych dla turystyki wyjazdowej czynników było bardzo duże. W tej sytuacji kolejny, choć stosunkowo niewielki, postęp liczby uczestników imprez oraz obrotów branży można uznać za przekonujący dowód siły trendu wzrostowego, którego nie potrafią odwrócić czynniki nawet tak istotne jak zagrożenie terroryzmem i permanentna nerwowość polityczna.

Dodatkowe miliardy w kieszeniach turystów

Wnioskowanie dotyczące zakończonego już sezonu jest o tyle ważne, że może służyć jako jedna ze wskazówek do przewidywań odnośnie do obecnego sezonu. Na razie budzi on duże obawy ze względu na bezprecedensowy spadek w ostatnich tygodniach liczby rezerwacji.

Tymczasem z punktu widzenia makro- i mikroekonomii większość czynników sprzyja koniunkturze nawet bardziej niż w dwóch poprzednich sezonach. Po pierwsze nadal mamy do czynienia z bardzo dużą dynamiką wzrostu realnych wynagrodzeń, która powinna być podtrzymywana przez malejące bezrobocie, sprzyjające wzrostowi konkurencji na rynku pracy (w niektórych zawodach), co może powodować oferowanie im wyższych płac. Po drugie w kwietniu lub maju powinna się już rozpocząć realizacja programu wsparcia dla rodzin z dziećmi, czyli tak zwanego programu 500+. A po trzecie - silnie ostatnio taniejące paliwa nie tylko wpływają na możliwość oferowania niższych cen przelotów, ale pozostawią w kieszeniach rodaków kolejne spore kwoty (szacowane na 7 - 10 miliardów złotych) zaoszczędzone na kosztach paliwa do samochodów osobowych.

Tylko te trzy elementy, nie licząc ewentualnego zwiększenia kwoty wolnej od podatku oraz pomniejszych oszczędności z obniżek cen innych nośników energii (np. oleju opałowego, czy węgla), powinny zwiększyć dochody gospodarstw domowych o ponad 7 procent, czyli w tempie bliskim dwukrotności i tak już bardzo wysokiego wzrostu realnych wynagrodzeń.

Cena przekona Polaków

Niestety, nie ustąpiły negatywne czynniki, które wpłynęły na turystyczny biznes w ostatnim sezonie letnim. Nadal mamy w kraju duże zamieszanie polityczne, a sprawa terroryzmu cały czas stawia duże znaki zapytania. Tunezja po trzech zamachach i z trwającym tam nadal stanem wyjątkowym w najbliższym sezonie raczej nie wróci do łask turystów. Wydaje się natomiast, że szansę na zahamowanie spadku ruchu turystycznego ma Egipt, na którego lotniskach przeglądy stanu bezpieczeństwa przeprowadzają specjaliści z Niemiec i z Rosji. Największą niewiadomą w kwestii zagrożenia niebezpiecznymi incydentami wydaje się teraz Turcja, która uwikłała się w dość złożoną sytuację polityczną. Jednak ten kraj ma z kolei do rozpoczęcia sezonu turystycznego jeszcze kilka miesięcy, co daje spore szanse na wyjaśnienie wielu kwestii.

W tej chwili obawa wyjazdami do krajów wschodniej części basenu Morza Śródziemnego udziela się również Niemcom, wśród których obserwuje się znaczne zmniejszenie popytu na Turcję i Grecję, a wzrost na wyjazdy do Hiszpanii, Portugalii, do krajów egzotycznych i na rejsy wycieczkowcami. Jednak w odróżnieniu od Niemiec i Skandynawii, wśród polskich turystów Grecja nie powinna obawiać się spadku popytu. Tamte nacje przy decyzjach o odwiedzeniu Hellady trochę obawiają się problemu uchodźców (mają z nimi raczej negatywne doświadczenia z własnego podwórka), a trochę potencjalnych niedogodności z wciąż nieusuniętego ryzyka Grexitu – choć dzisiaj szanse na to wydają się mniejsze niż kilkanaście procent. Naszych rodaków przynajmniej to drugie ryzyko nie powinno zniechęcać, bo może mieć skutki pozytywne w postaci okazji tańszych wakacji. Dla zarabiających trzy, a nawet pięć razy lepiej od nas Niemców i Skandynawów różnica w cenie gra mniejszą rolę niż niedogodności podczas urlopu, ale dla polskich turystów może być dokładnie odwrotnie – różnica ceny może ucieszyć znacznie bardziej niż ewentualne problemy logistyczne związane z pobytem.

Złoty wiek Ryanaira

Przesunięcie wakacyjnego popytu na zachód Europy ma też, niestety, konsekwencje negatywne, które mogą wpłynąć na zmniejszenie ogólnego popytu na usługi zorganizowanej turystyki wyjazdowej. Po pierwsze oznacza to przesunięcie strumienia turystów w stronę kierunków droższych, co spowoduje spadek ekonomicznej dostępności takich wyjazdów i nieco ograniczy liczbę ludzi, którzy będą sobie mogli na nie pozwolić.

Po drugie - nastąpi przesunięcie popytu z kierunków, na których wcale lub prawie wcale nie funkcjonują tanie linie (Turcja, Egipt, Tunezja), na kierunki, na których mają one relatywnie silną pozycję (np. Hiszpania, Włochy, Portugalia). Jednak w przeciwieństwie do kilku innych krajów w warunkach polskich nie powinno to mieć nazbyt dużego znaczenia, ponieważ tanie linie raczej nie będą w najbliższym czasie rozszerzać zbyt intensywnie swoich programów w Polsce, a przynajmniej będą to czynić w znacznie mniejszym zakresie niż bezwzględny wzrostu popytu na turystyczne wyjazdy. Ryanair postawił teraz na ekspansję na względnie omijanym dotychczas rynku niemieckim, na którym do końca dekady chce zwiększyć swój udział aż czterokrotnie.

Kilka najbliższych lat będzie prawdopodobnie złotym wiekiem Ryanaira. Nowe superoszczędne maszyny, korzystanie z tańszego paliwa (na razie kupuje je drożej, bo wcześniej zawarł niekorzystne kontrakty hedgingowe) oraz bardzo tanie finansowanie powinno dać mu, przy zachowaniu dotychczasowych przewag operacyjnych, większą dominację cenową nad konkurencją niż dotychczas. Zapewne wykorzysta to do ostatecznego umocnienia się na kluczowych zachodnioeuropejskich rynkach. Gdy powróci już do większej obecności na innych kierunkach (w tym w Polsce) wcale nie wiadomo, czy nadal będzie chciał być tak tanią linią jak obecnie.

Domowy komputer kontra zawodowcy

Przy takiej ekspansji tanich linii ewentualne przepisy nowej ustawy turystycznej bazującej na niedawno ogłoszonej europejskiej dyrektywie turystycznej mogą nie dać polskim agentom oraz mini touroperatorom, oferującym tzw. usługi powiązane, tak dużych możliwości biznesowych, z jakich korzystają ich koledzy z Zachodniej Europy. Pozycja klasycznych touroperatorów w Polsce może się okazać dużo trwalsza niż to się dzisiaj wydaje, a ich głównym konkurentem będą nie tyle oferenci usług powiązanych, ile domowe komputery na których tata, mama, a czasem dzieci, pracowicie poszukiwać będą możliwości samodzielnego zorganizowania wakacji.

Jest zatem bardzo prawdopodobne, że jeszcze przez wiele lat głównym partnerem agentów w polskim turystycznym biznesie nie będą wcale tanie linie i hotelowe portale rezerwacyjne (ewentualnie bezpośrednio sieci hotelowe), ale touroperatorzy, którzy w emocjach klientów będą konkurowali swoim produktem z ich własnym konceptem wakacji „wytworzonym" przy domowym komputerze. W takim świecie będzie zawsze miejsce dla obu stron, tak jak w świecie kierowców są zwolennicy samochodów z silnikiem Diesla i benzynowym.

Łatwiej można natomiast wskazać, dla kogo w takim świecie miejsca raczej nie będzie. Są to ci organizatorzy, którzy chcą oferować swoje wycieczki relatywnie drogo, nie dając nic w zamian, chociażby wysokiej jakości obsługi, czy jakiejś wartości dodanej.

Zły agent zepsuje robotę dobrym

Usługi konstruowane samodzielnie mają to do siebie, że często wypadają nieco taniej. Jednak ważne są szczegóły. A najczęściej jest to różnica w cenie. Gdy jest niewielka, to może przeważyć wygoda zorganizowanej wycieczki, opieka rezydenta, czy obecność przynajmniej kilku rodaków. Gdy jednak różnica jest duża, bo dany touroperator operuje zbyt wysoką marżą, to sprawa się komplikuje.

We współczesnym świecie możliwości porównywania cen są coraz szersze i prostsze. Ktoś kto przepłacił wcale nie musi się o tym dowiedzieć od sąsiada na basenowym leżaku, ale łatwo może to w jakiejś chwili odkryć samodzielnie. Takie odkrycie budzi poczucie zawodu i to wcale nie odnośnie do drogiego touroperatora, ale raczej agenta, który zaproponował ofertę, odbiegającą znacznie od optymalnej. Zawiedziony klient informuje zwykle o sprawie kilku swoich znajomych. Jego przykład jest powtarzany i w konsekwencji utwierdza w przekonaniu ludzi głoszących wyższość turystyki samodzielnej nad turystyką organizowaną przez biura podróży.

Agenci i touroperatorzy w jednej drużynie

W warunkach ograniczonych możliwości oferowania usług powiązanych, a takie właśnie będą prawdopodobnie panowały w naszym kraju, agenci turystyczni i touroperatorzy będą rzeczywiście grać w jednej drużynie, a ich głównym przeciwnikiem będą domowe komputery rodzin planujących samodzielne wyjazdy na wakacje. Warunkiem sukcesu jest jednak to, żeby zarówno agent, jak i touroperator prezentowali się korzystnie z punktu widzenia turysty. Agent turystyczny jako kompetentny i budzący zaufanie sprzedawca, a touroperator jako oferujący produkty o takiej relacji jakości do ceny, której nie będzie można przebić już po kilku minutach spędzonych w sieci.

Agenci doskonale wiedzą, kto w polskiej branży turystycznej oferuje różnorodne i atrakcyjne produkty oraz systematycznie odnosi sukcesy. To właśnie ci touroperatorzy są ich długoterminowymi partnerami w biznesie i głównym wsparciem w konkurencji z wyjazdami konstruowanymi przez turystów samodzielnie, mimo że w jakiejś skali będzie również funkcjonować „trzecia droga", czyli oferowanie turystom usług powiązanych.

Andrzej Betlej

Autor jest ekspertem turystycznym, prezesem prywatnego Instytutu Badań Rynku Turystycznego TravelData. W latach 90. pracował w banku Millennium jako członek zarządu i wiceprezes. Kolejne 10 lat związany był z firmami lotniczymi i turystycznymi.

Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA