fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biura podróży

7islands: Nie chcemy kopać się z TUI, zmieniamy model biznesowy

Filip Frydrykiewicz
Biuro podróży 7islands, dwunaste pod względem wielkości w kraju, zwolniło ośmioro z dziesięciu pracowników, w tym prezesa Artura Gryglaka. - W związku z sytuacją na rynku reorganizuję firmę – tłumaczy właściciel

W połowie października prezes 7islands Artur Gryglak wręczył zwolnienia siedmiorgu z dziesięciorga pracowników tego biura podróży. Kilka dni później właściciel spółki, Paweł Michalski, stanął sam na czele spółki i zwolnił Gryglaka. W firmie zostało dwóch pracowników odpowiedzialnych dotąd za produkt.

Jak mówi Michalski, zamierza zmienić model działania 7islands.

7Islands istnieje na rynku dziesięć lat. Biuro specjalizuje się w organizowaniu wyjazdów turystów do Grecji. Wiele lat rosło bardzo powoli, ale w ostatnim czasie – wtedy jeszcze jej prezesem był Michał Głowa – jej rozwój przyspieszył. W 2017 roku znalazło się na 12 miejscu największych firm w Polsce. Przewiozło wtedy 19,3 tysiąca klientów, a jej przychody wyniosły 39,7 miliona złotych, o 30 procent więcej niż rok wcześniej. W ofercie miało około 30 hoteli na czterech wyspach: Krecie, Kos, Krofu i Zakintos. Na początku stycznia nastąpiła zmiana na stanowisku prezesa – z firmy odszedł Michał Głowa, a zastąpił go dotychczasowy kierownik do spraw operacji Artur Gryglak.

Michalski przyznaje, że sprzedaż wyjazdów na 2018 rok szła we wczesnym okresie dobrze. Później zaczęły się kłopoty. Ostatecznie ostatni sezon firma zakończyła dużym spadkiem – liczba klientów zmniejszyła się do niecałych 15 tysięcy, a przychodów do 24 - 25 milionów złotych. Jako przyczynę Michalski wskazuje mistrzostwa świata w piłce nożnej, które zatrzymały część klientów w domach, ładną pogodę w kraju, co z kolei nie zachęcało do podróżowania na południe Europy, i niskie ceny na rynku wycieczek, na co szczególny wpływ miało zalanie rynku tanimi ofertami przez biuro podróży TUI Poland.

- Jestem za mały, żeby kopać się z TUI czy Wezyrem, ale w przeciwieństwie do dużych firm, na tyle elastyczny, że mogę zmienić model biznesowy. Rynek będzie się w Polsce zmieniać, dlatego warto mieć swoją niszę – twierdzi Michalski. Teraz zamierza wysyłać klientów tylko do trzech hoteli, w których ma wyłączność na Polskę, a dwa z nich wydzierżawił na kilkanaście lat.

- Jeden z nich będziemy prowadzili w 2019 roku już trzeci, a drugi - czwarty sezon. W tym roku oba były wypełnione całkowicie od pierwszego do ostatniego dnia. To nieduże trzygwiazdkowe obiekty, jeden ma 60 (Amuse na Krecie), a drugi 30 (Estia na Kos) pokojów. Te pokoje są duże, rodzinne, w niektórych może nocować nawet sześć osób. Ludzie to lubią, przyjeżdża do nich dużo rodzin z południa Polski. Jest kameralnie, cicho i spokojnie – opowiada Michalski.

Zdradza, że gościom podoba się, że niemal cała obsługa - od menedżera, poprzez kucharzy, barmana, recepcjonistkę, do sprzątaczek - składa się z Polaków. - W menu są akcenty polskie, można zjeść musakę, ale i pomidorową czy schabowego – dodaje prezes.

- Rainbow też inwestuje w hotele w Grecji, tylko że oni mają duże obiekty i nie zapełniają ich sami, część pokojów wynajmują Czechom czy Skandynawom. Moje hotele są na tyle małe, że mogę zapewnić im obłożenie wyłącznie gośćmi z Polski – wyjaśnia Michalski i przyznaje, że myśli o wydzierżawieniu kolejnego, niedużego obiektu.

- Biznes hotelowy bardziej się opłaca od touroperatorskiego, rentowność sięga 35 procent. Przy tym prowadzenie obiektu przez samego operatora gwarantuje pełną kontrolę jakości. A dla klienta bardziej niż nowoczesne wyposażenie liczy się czystość, świeże jedzenie, obsługa, bliski kontakt z innymi ludźmi. Co nie znaczy, że nie inwestuję i nie odnawiam tych hoteli, ale mogę to robić etapami, na niedużą skalę – przekonuje.

Na całej operacji reorganizowania firmy cieniem kładzie się spór z dwiema pracownicami, które twierdzą, że właściciel nie zapłacił im za październik, a jedna z nich oczekuje też pieniędzy za dwa miesiące odprawy.

Pierwsza z nich dostała wynagrodzenie dopiero kiedy wysłała do właściciela wezwanie przedsądowe. Drugiej Michalski nie chce wypłacić pieniędzy, oskarżając ją o to, że pracowała dla konkurencyjnej firmy. - PKD jest to samo – twierdzi.

- Dorabiałam sobie pilotując wycieczki po Polsce. Zresztą za zgodą i wiedzą prezesa Głowy. To nieprawda, że to konkurencja dla 7islands – wyjaśnia druga z nich (nazwisko pozostawiamy do wiadomości redakcji). - To tylko szukanie pretekstu, żeby mi nie zapłacić – skarży się.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA