fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biura podróży

Prezes Rainbowa: Jestem zadowolonym hotelarzem z przypadku

Grzegorz Baszczyński: Na hotelach można dobrze zarobić
Filip Frydrykiewicz
Cały czas szukamy w Grecji okazji do inwestowania w hotele. Nie boimy się przy tym sytuacji, które wystraszyłyby zachodnich inwestorów - opowiada prezes biura podróży Rainbow Grzegorz Baszczyński

W lipcu biuro podróży Rainbow przyjęło pierwszych gości w pięciogwiazdkowym hotelu White Olive Elite Laganas na Zakintos. To pierwszy obiekt, który firma postawiła od początku do końca. Wcześniej zaadaptowała i rozbudowała dwa inne obiekty, czterogwiazdkowe. O tej inwestycji rozmawialiśmy z prezesem Rainbowa Grzegorzem Baszczyńskim.

Filip Frydrykiewicz: Został pan hotelarzem z przypadku, żeby nie powiedzieć z przymusu.

Grzegorz Baszczyński, prezes biura podróży Rainbow: Tak, mieliśmy kontrakt z właścicielem ówczesnego hotelu President, tu w Laganas. Wtedy to były jeszcze studia z własnym wyżywieniem, sprzedawane głównie klientom brytyjskim. 59 pokojów, standard dwóch gwiazdek. W ramach umowy właściciel miał przed sezonem wyremontować hotel, dobudować 30 pokoi i podnieść standard do poziomu czterech gwiazdek, na co zainkasował od nas dobre kilkaset tysięcy euro zaliczki.

Nie wywiązał się z tego i w ten sposób zgodnie z kontraktem, przejęliśmy obiekt za długi. Było to w kwietniu i do sezonu zostały tylko dwa miesiące, a my musieliśmy szybko dokończyć remont, otworzyć hotel i nauczyć się nowego biznesu. Od tego czasu w dwóch etapach rozbudowaliśmy hotel. Ma teraz 137 pokojów, trzy baseny i cztery gwiazdki. Funkcjonuje pod naszą marką jako White Olive Premium Laganas już trzeci sezon.

Najtrudniej pokonać formalności

Nie żałuje pan, że został pan przymuszony do zajęcia się hotelarstwem?

Początkowo nie byłem nastawiony entuzjastycznie, bo miałem świadomość, że się na tym zupełnie nie znamy, a hotel był na tyle mały, że i tak nie da się na nim zarobić. Ale nie żałuję, bo okazało się, że zarobić można i to sporo, biznes wcale nie jest trudny, a w dodatku z perspektywy czasu widać, że biznes całej grupy Rainbow potrzebuje dywersyfikacji i nie można go opierać tylko na segmencie touroperatorskim.

Dzisiaj otwieracie w Laganas trzeci hotel.

Tak, po drodze wynajęliśmy i zainwestowaliśmy w jeszcze jeden obiekt, White Olive Cameo. Ale ten trzeci jest największy, pięciogwiazdkowy i jedyny wybudowany przez nas od zera. Spodziewamy się, że będzie najbardziej rentowny.

Co było najtrudniejsze w procesie inwestycyjnym? Od zakupu ziemi do przyjęcia pierwszych gości.

Dogadanie się z właścicielem co do ceny jest w zasadzie najprostszą częścią procesu. Sama budowa trwała też relatywnie krótko, bo dziewięć miesięcy. To rekordowy czas, nie tylko biorąc pod uwagę standardy greckie. Trzeba pamiętać, że obiekt ma 200 pokojów, zajmuje działkę 12,5 tysiąca metrów kwadratowych. Średnio dziennie pracowało przy jego budowie 130 ludzi, a w projekcie uczestniczyło łącznie 43 poddostawców.

Z naszego punktu widzenia najtrudniejszy był etap zakupu ziemi i całej masy formalności z tym związanych. Zwykle w Grecji ziemia nie należy do jednej osoby fizycznej, ale np. do całej rodziny, kilku spółek lub np. sąsiadów, często brak jest właściwych dokumentów lub trzeba ich szukać w archiwach sprzed 30 lat. Do tego zagmatwany jest jej stan geodezyjny – a to droga przez nią przechodzi, chociaż wcale nie przechodzi, a to strumień, a to most. Tysiąc rzeczy trzeba wyjaśnić, poprawiać, prostować, opłacić. To był etap zaskakująco wydłużający przygotowania i trwał prawie rok.

Polski hotel nie tylko dla Polaków

Kiedy polski inwestor buduje hotel w Grecji ma pewnie pokusę, żeby jak najwięcej włożyć w niego tego co polskie, bo to zna, temu ufa i może czasem u producenta wynegocjować dobrą cenę. Mam na myśli materiały budowlane, materiały wykończeniowe, wyposażenie zaplecza.

Z Polski są meble, nie wiem, czy wszystkie, ale na pewno meble w pokojach – szafy, łóżka, konsole. I, o ile dobrze pamiętam, system otwieranych kartą zamków w drzwiach.

Materiały budowlane i wykonawstwo są w stu procentach greckie. Polegaliśmy na tutejszych przedsiębiorcach, których już znamy i mamy do nich zaufanie. Wcześniej przecież rozbudowywaliśmy dwa hotele. Poza tym tutejsze firmy nie są najdroższe, a materiałów wykończeniowych, nie mówiąc o budowlanych, najczęściej nie opłaca się transportować z Polski.

A polscy pracownicy? Klient w Polsce kiedy usłyszy, że to polski hotel, może się ucieszyć, że będzie mógł swobodnie porozumieć się w nim w ojczystym języku.

Wcale nie chcemy, żeby hotel funkcjonował z przymiotnikiem „polski". Połowę miejsc rezerwujemy dla klientów Rainbowa, ale drugą połowę sprzedajemy touroperatorom z innych krajów – z Czech, Skandynawii, Niemiec, Francji. Po pierwsze dlatego, że ci drudzy zapłacą więcej, a po drugie dlatego, że nie chcemy, żeby hotel był zdominowany przez gości jednej nacji. Nawet sami Polacy, szczególnie klienci pięciogwiazdkowych obiektów, nie zawsze chcą wypoczywać w otoczeniu rodaków. Wolą różnorodność. Nie zakładamy więc zatrudniania polskiej obsługi. Jak w większości hoteli greckich, pracują u nas Grecy i Albańczycy.

Jednym słowem grecka gospodarka i branża turystyczna korzysta z tego, że Polacy zbudowali hotel na Zakintos?

Jak najbardziej. Hotelem zawiaduje spółka White Olive zarejestrowana przez nas w Grecji. Tu płaci wszelkie podatki. Stworzyliśmy miejsca pracy dla Greków. Towary potrzebne do funkcjonowania hotelu – od warzyw i owoców po mydełka i ręczniki - zamawiamy u greckich producentów. Tak jest po prostu taniej i efektywniej.

Dlaczego akurat zdecydowaliście się na postawienie hotelu pięciogwiazdkowego?

Bo nie ma ich na wyspie dużo - oprócz naszego chyba jeszcze tylko dwa - podczas gdy hoteli czterogwiazdkowych jest wiele i ten segment rynku jest już nasycony.

Wiedzieliśmy, że hotel pięciogwiazdkowy będzie się sprzedawał dobrze i tak właśnie jest – sprzedajemy go z sukcesem. Na lipiec i sierpień obłożenie sięga 85-90 procent, uważam więc, że dojdziemy do 100 procent (rozmowa miała miejsce na początku lipca – red.).

Co ciekawe, jeszcze tydzień przed otwarciem przychodzili do niego polscy turyści, żeby zobaczyć, czy jest szansa, że będzie otwarty w terminie, jaki ogłosiliśmy. Wysyłali ich znajomi, którzy już zarezerwowali w nim wakacje i chcieli się upewnić, że będzie gotowy na ich przyjazd. Jeden pan wmawiał nam nawet, że on się zna na budowaniu hoteli i że na pewno nie zdążymy na czas. Wysłaliśmy dla uspokojenia zdjęcia z postępu robót.

Jest okazja, jest też ryzyko

Ile kosztował hotel?

Nie powiem, bo nie mogę, to tajemnica handlowa.

Wiem, że bank udzielił wam 15,5 miliona euro kredytu.

Ale nie cała suma poszła na ten jeden obiekt. Powiem tak – wyremontowanie średniej wielkości, zaniedbanego hotelu i podniesienie jego standardu kosztuje w Grecji 6–7 milionów euro. To nie jest dużo, ale my właśnie szukamy takich okazji. Sami Grecy z branży, z którymi rozmawiam, dziwią się, że tak tanio prowadzimy nasze inwestycje.

To, co nam pomaga to to, że trochę po polsku, nie przerażamy się trudnościami, jakie trzeba pokonać, inwestując w Grecji. Podejrzewam, że na przykład Niemca, Austriaka czy Szweda zniechęcają choćby wspomniane przeszkody prawne i formalne. Okazuje się na przykład, że jakiś budynek stoi nielegalnie, albo roszczenia do nieruchomości ma kilka osób z rodziny i w dodatku nie wiadomo gdzie ich szukać, albo właściciel nie zapłacił jakiegoś podatku i nie prowadzi żadnej dokumentacji, a ostatnią fakturę wystawił 3 lata temu. Wyczyszczenie tego musi trwać i jest obciążone pewnym ryzykiem, ale na koniec dnia się opłaca. Tymczasem inwestor z Europy Zachodniej może się takiego stanu rzeczy zwyczajnie przestraszyć.

Ile można zarobić na White Olive Elite?

Otworzyliśmy go późno zatem nie wykorzystaliśmy pierwszych dwóch miesięcy sezonu letniego. Poza tym nowy obiekt trudno się sprzedaje, bo jest jeszcze nieznany na rynku. Ale już w 2020 roku wszystkie nasze trzy hotele będą działać cały sezon, bez przeszkód. Liczymy, że wtedy ich rentowność EBITDA wyniesie 30-35 procent, a zysk brutto 18-20 procent.

To jest realne, bo mamy kontrakty z touroperatorami, część nawet dwu- i trzyletnich. Połowę pokojów rezerwuje Rainbow, a niedużą pulę oddajemy na wolny rynek, platformom takim jak Booking.com czy Expedia. Można więc dosyć precyzyjnie wyliczyć zysk. A jeśli będziemy pamiętać, że średnia rentowność biznesu touroperatorskiego w Polsce wynosi 2–3 procent rocznie, to mamy odpowiedź, czy to się opłaca.

Jak więc długo inwestycja będzie się zwracać?

Różnie to można policzyć, ale powiem tak – kredyt w banku mamy na dziewięć lat i w tym czasie hotel nam się zamortyzuje.

Czy jest jakaś idea, która łączy hotele sieci White Olive?

Nie, na razie jest na to za wcześnie. Ciągle uczymy się tego biznesu, obserwujemy jacy klienci przyjeżdżają i co im się w naszych hotelach podoba. Wydaje mi się, że z czasem trzeba będzie jednak skategoryzować te obiekty pod kątem tego, dla jakiej grupy klientów są przeznaczone. Na razie po prostu celujemy w klienta masowego – w szczycie sezonu przyjedzie pewnie więcej rodzin, a przed sezonem i po, więcej par. Na razie unikamy szufladkowania.

Na pewno chcemy, by nasze hotele dawały spokój i ciszę. Nie wprowadzamy do nich na przykład animacji. Na zewnątrz jest tyle atrakcji, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Czy doświadczenia z pierwszymi trzema hotelami uważa pan za zachęcające do rozwijania tej działalności?

Tak. Nadal szukamy do kupienia hoteli, które można odnowić i wykorzystać ich potencjał. Rozmawiamy na temat jednego obiektu, do dużego remontu, na innej niż Zakintos greckiej wyspie. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, moglibyśmy go udostępnić gościom już w sezonie letnim w przyszłym roku. Takich hoteli chcielibyśmy wyszukać jeszcze dwa lub trzy w tym roku.

Zakintos przyciąga Polaków

Rozumiem z tego, że Grecja pozostaje ciągle krajem, w którym można takie okazje wyszukać?

Zdecydowanie tak. Można nadal kupić tu coś niedrogiego. Nawet w tej chwili okazje są większe niż dwa lata temu, bo konkurencja Turcji czy Egiptu powoduje spadek zainteresowania wypoczywaniem w Grecji i sezon dla hotelarzy nie jest najlepszy. Na Zakintos na koniec czerwca było o 17 procent rezerwacji mniej niż rok wcześniej. Nasi doradcy mówią, że po sezonie wiele obiektów wróci na rynek nieruchomości.

Wspominał pan we wcześniejszych wypowiedziach, że kiedy touroperator ma własne hotele, to może wydłużyć sezon w danym miejscu. Czy na Zakintos taka sytuacja może mieć miejsce?

Zdecydowanie tak, bo nawet jeśli będzie niesprzyjająca pogoda, to White Olive Elite jest hotelem, w którym po prostu będzie przyjemnie pomieszkać i co robić – przestronne, nowoczesne pokoje, bardzo dobre jedzenie, baseny, bary, spa i siłownia.

Zakintos przeżywa niezwykłą popularność w Polsce. Polacy są najliczniejszą grupą turystów na tej wyspie. Skąd się to bierze?

Przyznaję, że to jest fenomen, którego nie rozumiem. Mamy w ofercie Półwysep Chalcydycki, Kretę, Lesbos, Kos, Rodos, Korfu, Peloponez, Skiatos, Skopelos. Ale to właśnie Zakintos, obok Półwyspu Chalcydyckiego i Krety, jest jedną z wysp najliczniej odwiedzanych przez naszych klientów.

Owszem jest to wyspa na Morzu Jońskim, ale taka mało grecka w swoim charakterze. Historycznie silne były tu wpływy włoskie i brytyjskie, co dzisiaj znajduje odbicie w dużej grupie wypoczywających tu turystów z Włoch i Wielkiej Brytanii. Jej zalety to położenie blisko Europy Zachodniej, czyli krótki lot, dobra pogoda przez cały sezon i stosunkowo niskie ceny. Dodatkowo uwagę gości przyciągają dwie atrakcje – siedlisko żółwi, zwanych po łacinie tak, że każdy zapamięta, careta careta, i Zatoka Wraku z wrakiem statku handlowego uwięzionym na plaży. Zwłaszcza ten wrak to, poza białymi domkami na Mykonos i Santorini, chyba najbardziej znany pocztówkowy widok z Grecji.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA