Prezes z ładną kartą

aktualizacja: 17.04.2017, 19:45
Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Wielkanoc to nie jest pora na granie. Piłkarze są myślami przy stole z rodzinami, a nie na boisku z kibicami. Żaden z sześciu meczów, rozegranych w sobotę i poniedziałek nie stał na dobrym poziomie. Tylko Lech zagrał zgodnie z oczekiwaniami swoich kibiców i łatwo pokonał w Płocku Wisłę.

REDAKCJA POLECA
18.04.2017
Rosja zaostrzyła kary dla kibiców
kariera
Wulgaryzmy w pracy niedopuszczalne, chociaż powszechne

Godny uznania jest wyczyn Górnika Łęczna. Do przerwy przegrywał we Wrocławiu 0:2, po przerwie zdobył dwie bramki i wywalczył cenny punkt. To paradoks, ale drużyna zajmująca ostatnie miejsce w tabeli gra chwilami lepiej niż niejeden zespół znajdujący się wyżej. Franciszek Smuda wie co robi, nie wiadomo tylko czy zdąży. Dla Górnika podział punktów po rundzie zasadniczej może okazać się zbawienny. A do końca tej fazy rozgrywek pozostała już tylko jedna kolejka.

Rozczarowała w Białymstoku Jagiellonia, a w Warszawie Legia. Bezbramkowe wyniki w obydwu meczach sprawiły, że na czele tabeli nic się nie zmieniło. Gdyby ktoś niezorientowany w układzie sił wpadł na mecz do Warszawy, mógłby się zdziwić, że Legia to mistrz Polski z dużymi szansami na obronę tytułu. Poniedziałkowy mecz był jednym z najsłabszych, jakie wiosną rozegrała. Nic się jej nie kleiło, lepsze wrażenie zrobiła Korona. To też dziwna drużyna. W Kielcach na ogół wygrywa, a na wyjazdach ponosi porażki. Przy Łazienkowskiej zagrała dobrze i była bliższa zwycięstwa. Maciej Bartoszek to jest dobry trener, tylko bardzo nerwowy. Mógłby mniej krzyczeć i przeklinać.

Bardzo krzepiący obrazek pokazał Canal+. Obok siebie siedzieli prezesi obydwu klubów: Dariusz Mioduski i nowy w tej roli w Koronie Krzysztof Zając. Zwykle jestem cięty na takich właścicieli, prezesów i menedżerów, którzy pojawiają się w klubie nie wiadomo skąd i traktują go bezdusznie jak każdy inny biznes, co się często źle kończy. Z Zającem jest inaczej. Pamiętam go jako bardzo dobrego środkowego obrońcę GKS Katowice, grającego w parze z Piotrem Piekarczykiem. W latach osiemdziesiątych rozegrał w lidze ponad sto meczów z rzędu, a w 1986 był kapitanem drużyny, która zdobyła Puchar Polski.

Jeszcze istotniejsze jest to, że Zając był jednym z najsympatyczniejszych piłkarzy w lidze. To nie przypadek, że nosił opaskę kapitana w Katowicach, a potem w Oldenburgu, gdzie grał m.in. z Janem Urbanem. Doszło tam kiedyś do tragedii. Ataku serca na boisku doznał były gracz Pogoni Jerzy Hawrylewicz, którego Zając sprowadził do Oldenburga. Znajdował się w śpiączce przez 17 lat i w tym czasie Krzysztof Zając opiekował się nim, pomagał rodzinie, organizował mecze charytatywne. Zaangażował w pomoc kluby Bundesligi. Hawrylewicz niestety zmarł.

Nie wiem jakim prezesem Korony będzie Zając, wiem, że przyszedł do ligi ktoś godny szacunku.

Komentarz dnia
Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE