Ubezpieczenia

Prezes ZUS: obniżenie wieku emerytalnego w latach 2017-2021 to koszt ok. 54 mld zł

Fotorzepa/ Krzysztof Skłodowski
54 mld zł - tyle w latach 2017-2021 kosztować ma nowa ustawa emerytalna, obniżająca wiek przechodzenia na emeryturę. Kwota przewidziana na wypłaty w tym roku to ok. 805 mln zł - poinformowała w czwartek w Szczecinie prezes ZUS prof. Gertruda Uścińska.

1 października w życie wejdą przepisy, które przywracają wiek emerytalny: 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Jest to powrót do stanu sprzed reformy z 2012 r., która wprowadziła stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego do 67 lat bez względu na płeć. Wnioski o przejście na emeryturę według nowych zasad można składać od 1 września.

Prezes ZUS, pytana przez dziennikarzy o koszt wprowadzenia nowej ustawy emerytalnej odpowiedziała, że "koszty ustawy wiekowej za lata 2017-2021 to ok. 54 mld zł". "Koszty, które są przewidziane na wypłaty w tym roku to ok. 805 mln zł. W przyszłym roku i w kolejnych będą one zdecydowanie wyższe" - dodała.

Prof. Uścińska przypomniała też, że od 1 września do ZUS wpłynęło 160 tys. wniosków o emeryturę, w tym 120 tys. osób chce skorzystać z nowej ustawy, obniżającej wiek przejścia. Jak dodała, z tygodnia na tydzień urząd obserwuje tendencję malejącą w składaniu wniosków.

"W ramach szczegółowego harmonogramu przygotowania się do stosowania ustawy wykonaliśmy analizy wstecz, jak to było w poprzednich latach, kiedy wchodziła taka ustawa, która zmieniała coś istotnego w prawie i wysokości emerytury. Ustaliliśmy, że ok. 82 proc. osób podejmuje decyzję i korzysta z nowych uprawnień" - powiedziała prof. Uścińska podczas konferencji w Szczecinie.

"Przyjęliśmy, że skoro mamy prawie 415 tys. osób, które spełnią warunki, to ok. 331 tys. podejmie teraz decyzję o przejściu na emeryturę. Spodziewamy się nawet, że będzie tych osób mniej, pomimo że dziś już złożyło te wniosków 120 tys. osób" - wyjaśniła.

Jak podkreśliła prezes ZUS, "spośród 331 tys. osób ok. 40 proc., to osoby, które w tej chwili nie są ubezpieczone, czyli takie, które miały przerwę w pracy lub były bezrobotne". "Osoby te na pewno składały wnioski w pierwszych dniach. Teraz są zarejestrowane, a ustalenie ich praw do świadczeń będzie trochę trwało" - zaznaczyła.

Prof. Uścińska podkreśliła, że "największą słabością jest brak ustalenia kapitału początkowego przez osoby składające wniosek o emeryturę". "Ustaliliśmy, że przeszło 90 tys. osób nie ma kapitału początkowego czyli tej części emerytury, do której nabyliśmy prawo przed 1 stycznia 1999 r. ZUS jej nie ustali z urzędu, ale na nasz wniosek. To powoduje, że proces wyliczenia emerytury może być wydłużony" - podkreśliła.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL