Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Społeczeństwo

Więzienia wystraszyły alimenciarzy

Dłużnicy alimentacyjni częściej płacą na swoje dzieci. Boją się sądów
AdobeStock
Możliwość łatwego pozwania za zaległe alimenty zmusiła wielu dłużników do regulowania zobowiązań.

Coraz więcej dłużników alimentacyjnych zaczyna płacić na swoje dzieci. Z najnowszego raportu przygotowanego przez Krajowy Rejestr Długów wynika, że we wrześniu do rejestru trafiło 650 nowych alimenciarzy. Dla porównania w marcu tego roku wpisano do niego aż 2,5 tys. nowych dłużników. Ponadto kwota ich zaległości alimentacyjnych zmniejszyła się ze 180 mln zł na wiosnę do 106 mln zł obecnie.

Skąd ten spadek? Wszystko wskazuje na to, że jest to efekt zaostrzenia przepisów art. 209 kodeksu karnego dotyczącego uchylania się od obowiązku alimentacyjnego. Obecne przepisy mówią, że jeśli zaległość ojca lub matki zobowiązanych do świadczenia przekroczy równowartość trzymiesięcznych alimentów, można złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

– Kobiety chętnie składają takie wnioski. Zauważyłyśmy, że coraz więcej matek się tymi rozwiązaniami interesuje – mówi Iwona Janeczek ze stowarzyszenia „Dla naszych dzieci" zrzeszającego kobiety, które walczą o pieniądze dla dzieci. – Widać, że dłużnicy się przestraszyli, bo zaczęli płacić także ci, który nie dali swoim dzieciom ani złotówki nawet przez dziesięć lat – dodaje kobieta.

Pełne ręce roboty

Wzmożony ruch zauważono także w prokuraturach. Prokuratura Krajowa będzie miała te dane dopiero w przyszłym roku, ale mniejsze jednostki podkreślają, że jest on lawinowy. Przykładowo w okręgu łódzkim tylko w sierpniu i we wrześniu tego roku prokuratury wszczęły 367 takich spraw. To niemal 60 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

– W żadnej innej kategorii przestępstw nie widać takiego skoku – przyznaje Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury. – W tym roku w ciągu dwóch letnich miesięcy łódzkie prokuratury wysłały do sądu 50 aktów oskarżenia w takich sprawach, rok temu w tym samym okresie tylko dziewięć – dodaje prokurator.

Sądy też nie próżnują. – Latem trafiło do nas kilka takich spraw. Sędziowie wobec alimenciarzy orzekali kary ograniczenia wolności. W wakacje skazani byli wysyłani do prac przy remontach szkół i placów wokół nich. Często też pielęgnowali miejskie rabatki i kosili trawę – mówi urzędniczka pracująca w wydziale karnym jednego z mazowieckich sądów.

Na zmianie przepisów skorzystał także Fundusz Alimentacyjny, z którego co roku wypłacane są świadczenia na około 1,5 mld zł. W 2016 r. korzystało z niego 300 tys. osób. Prawo do tego świadczenia ma się tylko wtedy, gdy dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 725 zł. Ściągalność tego długu od uchylających się rodziców nie przekraczała zwykle 13 proc.

Teraz z tego nowego przepisu chętnie korzystają także gminy. Poznańska policja zauważyła, że w ich mieście znacznie wzrosła liczba zawiadomień w tej sprawie składanych przez urzędy. – Każdego dnia w samym Poznaniu i podległych komisariatach urzędnicy składają od kilku do kilkunastu takich zawiadomień. Obecnie mamy do wysłania ok. 500 zawiadomień – zdradza insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Pierwszy krok

Od urzędników zajmujących się wypłatami z Funduszu Alimentacyjnego dowiedzieliśmy się, że liczba wypłat w ostatnich trzech miesiącach spadła. O ile? – Nie mamy jeszcze danych, ale widzimy, że jest to mniej – mówi nam urzędniczka.

Zmian natomiast nie zauważył Robert Damski, komornik z Lipna. – Do mnie trafiają sprawy, które miały swój finał w sądzie jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów. Liczę, że efekt nowych uregulowań komornicy zobaczą dopiero w przyszłym roku – mówi Damski.

Dodaje jednak, że jest przekonany, iż te zmiany przepisów dotyczące alimentów pomogą zmniejszyć liczbę rodziców uchylających się od świadczeń na swoje dzieci. – Ci dłużnicy do komornika już się przyzwyczaili. Zresztą często ukrywali swoje majątki i ja mogłem zająć im jedynie trochę czasu, nic poza tym – opowiada komornik. – Zdecydowanie bardziej boją się oni prokuratora i sądu.

Według niego obawiają się oni dwóch wyroków: robót publicznych, które dla wielu z nich są większym powodem do wstydu niż niełożenie na własne dzieci, oraz nałożenia na nich dozoru elektronicznego. – To drugie rozwiązanie utrudniłoby im mocno pracę na czarno. A często im na takim rozwiązaniu zależy – mówi Damski.

Komornik podkreśla jednak, że sama zmiana przepisu w kodeksie karnym to pierwszy krok. – Ministerstwo Rodziny i Pracy rozmawia z nami o poprawie skuteczności ściągania alimentów i wiem, że w resorcie trwają prace nad kolejnymi rozwiązaniami – podsumowuje.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL