Reklama

Bogusław Chrabota: Kambodża i „Czas Apokalipsy”

Siem Reap na północy Kambodży. Dziś rozkrzyczane, wielkie miasto, pełne przewalających się tłumów, buddyjskich świątyń, mnichów w pomarańczowych szatach, którzy wychylają się z tuk-tuków z uśmiechem Mony Lisy, deszczu i rozwrzeszczanego ptactwa. Siem Reap to mekka dla spragnionych magii orientu, głównie Chińczyków, bo od niedawna ta właśnie grupa narodowa zdecydowanie tu dominuje. Siem Reap odcina kupony od bliskości Angkoru, dawnej khmerskiej stolicy; świątynie są niedaleko stąd, największa Angkor Wat ledwie osiem kilometrów od centrum miasta. Łatwo stąd tam dojechać, wszystko jest zresztą temu podporządkowane.
Współczesna Kambodża - widok na stolicę Phnom Penh

Współczesna Kambodża - widok na stolicę Phnom Penh

Foto: AFP

Angor – jak gigantyczna pompa – wchłania więc w siebie rocznie kilka milionów turystów. Jak mało które miejsce na świecie żyje, oddycha, upaja się obcością. To niebywałe, ale jeszcze dwie dekady temu kontrolę nad miastem okresowo przejmowali Czerwoni Khmerzy. Ostrzeliwali autobusy, atakowali rzadkich wtedy jeszcze turystów, kontrolowali szeroko rozłożone pola minowe. Zaminowali nawet same świątynie. Gdyby nie syzyfowa praca saperów z oddziałów ONZ, wstęp na teren zabytków do dziś byłby utrudniony.

Pozostało jeszcze 85% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
„Posłuchaj Plus Minus”: Nie będzie łatwego zakończenia wojny Rosji i Ukrainy
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Plus Minus
„Cisza i zgiełk obrazów”: Wyłonione ze zgiełku
Plus Minus
„Aces of Thunder”: Lataj ostrożnie!
Plus Minus
„O krok za daleko”: Dobry, prosty kryminał
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama