Teatr

Lupa, czyli niespodziewany powrót metafizycznych straceńców

Paweł Deląg w tytułowej roli Macieja Korbowy
Teatr
„Maciej Korbowa i Bellatrix" Witkacego w reżyserii Krystiana Lupy to przedsięwzięcie niecodzienne, ekscentryczne, powiedziałbym nawet – szalone.

Oto 20 lat po premierze spektaklu dyplomowego krakowskiej PWST Artur Sokołowski zamieszcza na Facebooku zdjęcie z tamtego przedstawienia o „dziwnej grupie ludzi poszukiwaczy nicości". Fotografia wywołuje nie tylko sentymentalne wspomnienia. Część uczestników chce spotkania, ale w towarzystwie swego demiurga Krystiana Lupy, by przeżyć tamto „poszukiwanie nicości" na nowo. Na szczęście reżyser daje się namówić na tę podróż.

Reaktywacja okazuje się niemałym wyzwaniem. Dawni studenci mają dziś zupełnie inne plany życiowe, niektórzy, jak Małgorzata Maślanka czy Radek Krzyżowski, mają już ugruntowaną pozycję w teatrze bądź zdecydowali się na sceny offowe, inni, jak Paweł Deląg, spełniają się głównie w filmie. Jeszcze inni porzucili aktorstwo na rzecz biznesu i chcąc grać w tym przedsięwzięciu, musieli na kilka tygodni wziąć urlop bezpłatny.

„Maciej Korbowa i Bellatrix" – spektakl Łaźni Nowej i warszawskiego prywatnego Teatru IMKA Tomasza Karolaka – to, jak podkreślił sam Lupa, próba zmierzenia się z energią, powidokiem spektaklu sprzed lat. Spojrzenie nań z nową energią, z dzisiejszymi doświadczeniami. Czasami wygląda to jak próba włożenia przyciasnego kostiumu, czasem jednak okazuje się, że ten kostium dopiero dziś, po latach, leży jak ulał.

Grupa artystów zamkniętych w swym hermetycznym świecie, mocno oddalonych od, zdawałoby się, „normalnego życia", to motyw bardzo częsty w twórczości Krystiana Lupy. Mogliśmy go obserwować też w „Factory 2"  czy „Wycince" wg Bernharda.

„Maciej Korbowa..." to fascynujące pole obserwacji zarówno dla widzów, jak też samego reżysera, który z offu na bieżąco komentuje rozgrywające się wydarzenia. Słuchając dialogów pełnych erotyczno-narkotycznych wizji, w których ważne prawdy mieszają się z grafomanią i groteską, mamy okazję ocenić kondycję dawnych marzycieli. W tej, czysto witkacowskiej części szczególnie zwraca uwagę Joanna Federowicz, natomiast Paweł Deląg grający Macieja Korbowę wydaje się bezradny jak dziecko. Wypowiadane z przejęciem słowa zamieniają się w parodię. Wszyscy znacznie lepiej wypadają w części współczesnej. Wtedy, gdy starają się mówić już własnym głosem, o marzeniach, niespełnieniach i oczywiście – jak chciał Witkacy – o zaniku uczuć metafizycznych.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL