Społeczeństwo

Rozpacz firmy, chłód urzędników

Biochem od października zwolnił już połowę załogi. Na decyzji prezesa NFZ tracą też kooperanci firmy
Fotorzepa, Guzik Piotr Piotr Piotr
Prezes NFZ doprowadza do ruiny działającą 23 lata rodzinną firmę z Bochni. Pogarsza też sytuację pacjentów.
Firma Biochem od 1989 r. zajmuje się produkcją pasty i plastrów borowinowych, sprzedawanych głównie do uzdrowisk. Przez blisko ćwierć wieku spełniała wszystkie stawiane jej przez Ministerstwo Zdrowia wymagania.

- W 1989 r. otrzymaliśmy certyfikat rejestracyjny. Następnie co pięć lat dokonywaliśmy rerejestracji. Posiadamy zezwolenie na wytwarzanie produktu leczniczego i pozwolenie na dopuszczenie do obrotu, podlegamy nadzorowi GIF – mówi „Rz” Barbara Michalik, która po śmierci męża zarządza firmą.
Przychodzi październik 2012 r. Prezes NFZ wydaje niewinne, wydawać by się mogło, zarządzenie (nr 69/2012/DSM). Wskazuje, że refundacji podlegać będą jedynie te produkty, które wytwarzane są z borowiny pobieranej na terenie uzdrowisk. Pech Biochemu – surowiec pobiera z Czarnego Dunajca, który gminą uzdrowiskową nie jest (ubiega się o ten status). Paradoks tej sytuacji – wynika ze śledztwa przeprowadzonego przez „Rz” i lekturę dokumentów dotyczącej tej sprawy – polega na tym, że właściwości lecznicze borowiny z Dunajca zostały zweryfikowane w procesie rejestracji produktu leczniczego. Potwierdzają to też liczne certyfikaty i badania.
Co więcej, produkty Biochemu, spełniając wymogi obowiązujące dla produktu leczniczego, poddane są znacznie ostrzejszym rygorom niż borowina pochodząca z uzdrowiska

Redukcja etatów

Jaki jest efekt zarządzenia prezesa NFZ? – Uzdrowiska, zwłaszcza te z południa Polski, muszą rezygnować z zakupu naszych produktów na rzecz borowiny przywożonej z drugiego końca Polski, co znacznie podnosi koszty zabiegów. W październiku zatrudniałam 30 osób, teraz jest ich o połowę mniej i nie wiem, ile zostanie – mówi nam Barbara Michalik. Spadek jej obrotów dotyka też przedsiębiorstw powiązanych, np. produkujących opakowania, czy firm kurierskich. Skarżą się też uzdrowiska. Chcący zachować anonimowość dyrektorzy sanatoriów krynicko-popradzkich, podkarpackich i Solca wskazują, że zarządzenie prezesa NFZ ograniczyło konkurencję na rynku, zmuszając ich do korzystania z droższych borowin praktycznie z jednego źródła. A to naraża ich na wyższe koszty. Rozgoryczona Michalik zadaje retoryczne pytania: Jak można jednym kuriozalnym zarządzeniem zniszczyć dorobek życia? Gdzie tu logika i sens? Przecież przez 23 lata spełniałam wszystkie warunki, a teraz nagle jest inaczej? Podobnie decyzję NFZ oceniają zwalniani z Biochemu pracownicy. – Przepracowałem tu pięć lat. Raz na kwartał byliśmy szkoleni w zakresie wymagań GMP. Myślałem, że w tak zorganizowanej firmie przepracuję wiele lat, a tu nagle redukcja zatrudnienia o połowę. Teraz z innymi zwiększymy grono bezrobotnych. W okolicy brak pracy – mówi nam Sławomir Mazur.

Walka na listy z NFZ

Po zarządzeniu rozpoczyna się nierówna walka Biochemu z urzędnikami. Firma kieruje pisma zarówno do NFZ, jak i Ministerstwa Zdrowia. Fundusz tłumaczy decyzję zaleceniami wydanymi przez resort. Oto fragment używanej przez Biochem argumentacji w piśmie z 7 stycznia tego roku kierowanym do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza: „Na rynku obrotu produktami leczniczymi dochodzi do kuriozalnej sytuacji, w ramach której w obrocie konsumenckim borowiny o stwierdzonych właściwościach leczniczych (pochodzące z uzdrowisk i te, które są spoza nich) konkurują między sobą przy zachowaniu zasad wolnorynkowych, a w obrocie tzw. uzdrowiskowym poprzez brak refundacji tych drugich konkurencji brak”. Trudno odmówić słuszności temu argumentowi. Przecież dla konsumenta po pierwsze obojętne jest, czy jest leczony borowiną z uzdrowiska czy spoza niego, jeśli mają one identyczne właściwości. Po drugie lepiej dla niego, aby na rynku było więcej firm zajmujących się produkcją tego rodzaju produktu, bo dzięki temu płaci za niego mniej.
Urzędnicy tłumaczą wydaną decyzję względami prawnymi. Powołują się na niezliczoną liczbę przepisów, ustaw i rozporządzeń. W pewnym momencie sami nabierają jednak wątpliwości. 6 grudnia 2012 r. Zbigniew Teter, zastępca prezesa ds. służb mundurowych NFZ, pisze do Biochemu, że „w celu rozwiania wątpliwości podnoszonych przez Panią zwróciłem się do Ministra Zdrowia o interpretację i opinię w przedmiotowej kwestii”

W prawnym niebycie

Sławomir Neumann, wiceminister zdrowia, 20 grudnia ubiegłego roku, w piśmie do NFZ podtrzymuje jednak swoją interpretację. Zaznacza w uzasadnieniu, że „dopuszczenie możliwości stosowania innych kopalin do udzielania świadczeń z zakresu lecznictwa uzdrowiskowego spowodowałoby utratę kontroli MZ nad jakością surowców leczniczych, co (...) mogłoby doprowadzić do zagrożenia bezpieczeństwa pacjentów”. Jest to jednak argumentacja o tyle dziwna, że dotyczy borowiny spełniającej wszelkie wymagania dla produktu leczniczego. Mimo to Agnieszka Pachciarz, prezes NFZ, w połowie stycznia tego roku odpowiada Biochemowi: – Fundusz nie może refundować ich produktów, skoro nie czerpią surowca z gminy uzdrowiskowej. Prawnicy, którzy reprezentują Biochem, wskazują, że minister zdrowia i NFZ konserwują absurd. – W obronie zdrowia i bezpieczeństwa pacjentów nie zezwalają na refundowanie leczenia uzdrowiskowego przy wykorzystaniu produktów leczniczych powstałych na bazie surowców pochodzących z terenu nieposiadających statusu uzdrowiska, a których właściwości lecznicze sam potwierdził stosownymi zezwoleniami – podkreśla mec. Tomasz Miśkowicz. Wskazuje też na kuriozalną sytuację prawną spółki, która de facto nie ma się gdzie odwołać od zarządzenia NFZ. Nie ma bowiem formuły prawnej do zaskarżenia tak wydanej decyzji. Firmie pozostaje zatem korespondencja z NFZ i nadzieja, że zmieni on zdanie.
Ministerstwo Zdrowia przez ponad tydzień nie odpowiedziało na pytania „Rz”. NFZ odpisał, że wysłał odpowiedź do Biochemu, i nie odniósł się merytorycznie do naszych zapytań. Tak oto dokonuje się kolejny odcinek w serialu „Państwo nieprzyjazne przedsiębiorcom”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL