Kultura

Sontag, czyli seks kontra intelekt

materiały prasowe
"Odrodzona" to pierwszy tom dzienników Susan Sontag, pisarki i filozofki, ikony feminizmu – pisze Monika Małkowska
Na książkę rzuciłam się zachłannie – poznam oto kobietę, którą podziwiam, znam z tekstów, zdjęć i niezwykłego związku z Annie Leibovitz. To rzecz o dojrzewaniu Sontag; o tym, jak hartowała się stal jej charakteru. I rozczarowanie. Niczym mi nie zaimponowała. Zobacz na Empik.rp.pl
Oto nastoletnia Susan Sontag: ambitna prymuska, nad wiek rozwinięta czytelniczka europejskiej klasyki, zarazem zakompleksiona prawiczka. W 1947 r. zaczyna pisać dziennik, jak większość rozkwitających dziewczyn. Co ją różni od rówieśniczek? Pazerność. Wszystkiego chce doświadczyć na maksa. Seksu też. Noc spędzona z pewną wyzwoloną dziewczyną sprawia, że wpada w euforię. Dostrzega własną atrakcyjność cielesną, smakuje alkohol, doznania zmysłowe prowadzą ją do mało odkrywczej konstatacji, że „życie jest niesamowite". Wtedy zmienia życiowe plany – zamiast iść na University of California w Berkley, zamierza... uprawiać miłość fizyczną, jak najczęściej, z kim się da.
Sontag jednak zdaje na studia, ale nie odpuszcza też eksperymentów na polu erotyki. Wiemy to dzięki zapiskom opublikowanym cztery lata po śmierci pisarki przez Davida Rieffa, syna Susan. Pojawienie się Davida na świecie to nie przypadek. Sontag przez siedem lat usiłowała wieść życie przykładnej żony i matki, również asystentki starszego o dziesięć lat profesora socjologii Philipa Rieffa. Przez ten czas wyznawała teorię, że wyrazem pełni człowieczeństwa jest biseksualizm. W pamiętniku prowadzonym przez kilkadziesiąt kolejnych lat ze zmienną systematycznością objawia się jako osobowość rozdwojona – intelektualnie ponadprzeciętnie sprawna i dojrzała; emocjonalnie pogubiona, infantylna, uzależniona od humorów męża, potem partnerek. Rozczaruję wszystkich spodziewających się sensacji – z kobietami Susan przerabia takie same wzloty i upadki jak młody Werter z Lottą. Opisy tortur zazdrości i odrzucenia, serwowane przez Sontag, do złudzenia przypominają wynurzenia zadurzonych pensjonarek z minionych epok. Nieznośnie afektowana tonacja wyznań miłosnych kontrastuje z suchymi uwagami na temat matki, rodziny, dzieciństwa. W tym zakresie Sontag posługuje się formą zwaną strumieniem świadomości. Te zaś fragmenty zderzane są z nudnymi wyliczankami, co i o której autorka zjadła, kiedy zasnęła, czego słuchała w radiu. Są nadzieje na ciekawsze wywody, gdy autorka wyjeżdża do Anglii, następnie Francji, gdzie spędza sporo lat. Niestety, znów uwagę Sontag pochłaniają vie romantique, orgazmy i śledzenie kulturalnej bieżączki. Są jednak powody, dla których warto sięgnąć po „Odrodzoną". Sontag ma świetne momenty – czasem błyskotliwie komentuje jakiś film, wystawę, spektakl; gdzie indziej zdarzają się jej bon moty i aforyzmy trafne jak u Rochefoucaulda. Najważniejsze, że dzięki dziennikom śledzimy mozolne kształtowanie się indywidualności, jak wiemy, z czasem wybitnej, wpływowej, dziś ikonicznej.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL