Rewolucja pieszczochów

aktualizacja: 16.02.2008, 21:06
Foto: EK PICTURES

- Ulrike Meinhof i Klaus Rainer Röhl to moi rodzice, natomiast ich polityczne poglądy, pomyłki i zawirowania są mi obce. Jakaś część tych zawirowań to temat 'Zabawy w komunizm!'- mówi Bettina Röhl w rozmowie z Ewą Stefańską

Rz: Czy Niemcy lubią się bawić w komunizm? Tak sugeruje tytuł wydanej właśnie w Polsce pani książki.
Zapewne nie jest to przypadek, że komunizm został wymyślony w Niemczech. Niektórzy Niemcy mają najwyraźniej skłonności do generowania fikcyjnych systemów i podporządkowywania im życia. Czynią to kosztem zaniechania prób strukturalnego ogarnięcia obiektywnej rzeczywistości. Nauka Karola Marksa poszła w świat, stając się furtką dla wyłącznie totalitarnych reżimów. Tak było też w przypadku NRD. Tam komunizm sprawiał radość jedynie nielicznym funkcjonariuszom władzy i ideologom.
Natomiast w Niemczech Zachodnich i w ogóle na całym Zachodzie bycie komunistą stało się wyśmienitą rozrywką. Dzięki niej można było zarobić, zyskać sławę i do tego uchodzić za wyjątkowo dobrego człowieka. W środowisku zachodnioniemieckiej lewicy obowiązywała zasada: żyć jak kapitalista w kapitalizmie i jednocześnie wychwalać komunizm ewentualnie tzw. demokratyczny socjalizm. Takim komunizmem ci ludzie zabawiali się ze szczególną pasją. Fenomen lewicowej socjety w czasach zimnej wojny nie został do dziś właściwie rozpoznany i opisany zarówno w kontekście historycznym, jak i społecznym.
Na czym polega ten fenomen?
W NRD za czasów Ulbrichta i Honeckera, podobnie jak w pozostałych krajach bloku wschodniego, brakowało wolności oraz dóbr materialnych, za to działał niezwykle rozbudowany system inwigilacji. Tymczasem na Zachodzie mówiono bez ustanku o rewolucji światowej, pławiąc się przy tym w luksusie. Dla wielu wyznawców zachodniej lewicy konspiracyjna współpraca z Berlinem Wschodnim czy Moskwą, KPD i SED czyniła zabawę w komunizm jeszcze lepszą. Przy czym uczestnicy tej zabawy niewiele ryzykowali. Współpraca z Berlinem Wschodnim była także udziałem moich rodziców. O tym traktuje „Zabawa w komunizm!”.
W swojej książce opisuje pani genezę powstania pisma „Konkret”, największego pisma studenckiego, organu Opozycji Pozaparlamentarnej (APO) oraz tuby propagandowej ruchu ’68 w Republice Federalnej Niemiec. Jednocześnie dużo miejsca poświęca pani historii niemieckiej lewicy od 1949 roku. Pani matka Ulrike Meinhof była długoletnią felietonistką i przez pewien czas redaktorką naczelną „Konkretu”, natomiast pani ojciec Klaus Rainer Röhl był jego wydawcą. Co złożyło się na sukces tego duetu oraz ich pisma?
Mieszanka poważnej, dążącej do celu i zdecydowanie działającej Ulrike Meinhof, która doskonale władała piórem, oraz naturalnego talentu medialnego, jakim niewątpliwie był obdarzony niepoprawny nonkonformista Klaus Rainer Röhl. Ci dwoje tworzyli cudowną parę, która poruszała się między cudem gospodarczym, lewacką polityką oraz infiltracją Zachodu przez wschodnioniemieckie służby. To wszystko złożyło się na sukces pisma, które w 1968 roku jako dwutygodnik osiągnęło nakład 250 tys. egzemplarzy.
„Konkret” wykreował nowy styl dziennikarstwa w Niemczech. Oferował zarówno kolorowe tematy, jak i wysokiej jakości felietony. W sprawach seksu i popkultury nie miał sobie równych, podobnie jeśli chodzi o lewicowo radykalną publicystykę, która atakowała Zachód i propagowała socjalizm. Powstało dobrze prosperujące pismo, które pod koniec lat 60. nabrało charakteru kultowego. „Konkret” był platformą dla wiodących postaci APO, jak Rudi Dutschke czy później Daniel Cohn-Bendit. Wielu lewicowych pisarzy, np. Günter Grass, Hans Magnus Enzensberger, Günter Wallraff czy Jean-Paul Sartre, publikowało tu swoje teksty. I prawie żaden z nich nie wiedział, że pismo wymyślono i założono w latach 50. w Berlinie Wschodnim. Od tego czasu było wspierane finansowo comiesięczną sumą w wysokości 40 tys. DM.
Cytuje pani nigdzie dotąd niepublikowane akta z berlińskiego Archiwum Federalnego, do których dotarła pani w 1998 roku. Odnalezione materiały są szczegółową dokumentacją współpracy pani rodziców z Berlinem Wschodnim. Z akt wynika, że Erich Honecker był w latach 50. osobiście odpowiedzialny za finansowanie i wyznaczanie linii programowej tygodnika przez KPD/SED. Jakie nowe informacje przynoszą te akta?
W konspiracyjnych mieszkaniach Berlina Wschodniego, a także w pięknej willi położonej nad jeziorem Schwielowsee pod Berlinem prowadzono strategiczne rozmowy o tym, jak regularnie dyskredytować system Republiki Federalnej oraz jej wybranych konserwatywnych polityków. Poza tym koncentrowano się na grze w badmintona oraz celebracji polityczno-taktycznych sukcesów grupy „Konkret” obficie zakrapianych wódką. Młodzi wschodnioniemieccy komuniści oraz zachodni redaktorzy kręcili się głównie wokół kilku dziewcząt z ruchu antyatomowego.
Wszystko to zostało skrupulatnie udokumentowane w raportach sporządzanych przez funkcjonariuszy wschodnioniemieckich służb. Dzięki nim dowiadujemy się z pierwszej ręki, jakie były relacje między wschodnim a zachodnim komunizmem. Nie chodzi mi jedynie o demaskację współpracy poszczególnych osób z tajnymi służbami Berlina Wschodniego, lecz także o przedstawienie oraz podjęcie próby zrozumienia protagonistów ówczesnej epoki. Zarazem jest to historia pisma sterowanego przez Wschód, a wydawanego na Zachodzie. Z niektórymi wschodnimi funkcjonariuszami, których nazwiska znalazły się w aktach, przeprowadziłam wywiady. Czytelnik może prześledzić historie tych ludzi, ich drogę do komunizmu i lata spędzone w konspiracji, gdy byli członkami nielegalnej w Niemczech Zachodnich KPD. Szczególnym walorem odnalezionych przeze mnie akt jest ich integralność. Po upadku muru SED zdołała jeszcze zniszczyć wiele dokumentów, w wyniku czego nie można dziś dokładnie opisać licznych kontaktów między SED a zachodnią lewicą. Najwyraźniej przeoczono wówczas akta „Konkretu”.
Jaki wpływ miało pismo na formację ówczesnych młodych intelektualistów Republiki Federalnej Niemiec?
W kręgach lewicowych intelektualistów wczesnej RFN, obecnie 50 – 80-latków, nie było nikogo, kto nie czytałby lub w jakiś sposób nie pozostawał pod jego wpływem. To było sztandarowe pismo Nowej Lewicy oraz protestu ’68, w którym propagowano wielkie osiągnięcia nowego, lepszego świata, obecne tak w maoistowskich Chinach, jak i w Wietnamie Ho Chi Minha czy na Kubie Fidela Castro. Takie były historyczne wzorce i ikony uczestników ruchu ’68, którzy dziś nie przyznają się do tego. Moja matka Ulrike Meinhof, zanim zdryfowała w kierunku terroryzmu, była dziennikarską gwiazdą APO i podejmowała w swoich felietonach niemal wszystkie późniejsze wątki ideologów generacji ’68.
Ilu ówczesnych czytelników „Konkretu” jest dziś aktywnych w niemieckiej polityce?
Bardzo wielu. W rządzie Gerharda Schrödera i Joschki Fischera oraz w obecnej koalicji po stronie SPD było i pozostaje wielu przyjaciół Ulrike Meinhof, nierzadko sprawujących kierownicze funkcje. Były minister spraw wewnętrznych Otto Schily podczas rozruchów 1968 roku w Berlinie był towarzyszem Ulrike Meinhof oraz jednym z licznych jej adwokatów w postępowaniu rozwodowym z Klausem Röhlem. Johannes Rau, były prezydent Republiki Federalnej, z którym w 2000 roku przeprowadziłam wywiad na potrzeby mojej książki, był wielkim wielbicielem Ulrike Meinhof w czasach jej aktywności w ruchu antyatomowym. Joschka Fischer i Daniel Cohn-Bendit na wieść o jej śmierci wyszli na ulice Frankfurtu, wzniecając gwałtowne zamieszki. Kolejny eksprezydent Republiki Federalnej Gustav Heinemann był w latach 60. jej obrońcą w medialnym procesie przeciw politykowi CSU Franzowi Josefowi Straussowi. Także wielu dzisiejszych polityków SPD i Partii Zielonych, nierzadko z radykalną przeszłością, znało i podziwiało Ulrike Meinhof. Przynajmniej wtedy.
Jak zdefiniowałaby pani pojęcie „pokolenie ’68”?
Uczestnicy ruchu ’68, czyli ci, którzy w 1968 roku byli nastolatkami bądź wchodzili właśnie w dorosłe życie, byli pierwszym tzw. pokoleniem kieszonkowego. Młodzi ludzie pierwszy raz zyskali tak wielkie przywileje. Wyposażeni w swoje kieszonkowe, dysponując pieniędzmi otrzymanymi od rodziców, dziadków i państwa, stali się istotną siłą na rynku. Dotychczas było to jedynie udziałem dorosłych. Za niewielkie pieniądze mogli wypożyczać samochody, podróżować po świecie, wynajmować duże mieszkania i swobodnie przemieszczać się z jednej demonstracji na drugą. Dopiero co pojawiła się na rynku pigułka antykoncepcyjna, w domu stał własny sprzęt muzyczny, a perspektywy zawodowe, wbrew gwałtownym protestom, były wyśmienite. W 1969 roku Republika Federalna ogłosiła amnestię dla brutalnych demonstrantów rewolty ’68. W tym czasie nie istniało zjawisko bezrobocia w Niemczech. Gospodarka kwitła. Akurat w tych sprzyjających warunkach ci młodzi ludzie zwariowali na punkcie idei maoistowskich i propagowali zniszczenie systemu zachodniego. Na potrzeby definicji pokolenia ’68 ukułam pojęcie „popkomunizm”. Była to na wskroś dekadencka, luksusowa rewolucja.
Uczestnicy ruchu ’68 nie uznają swoich błędów, których nawet dostatecznie nie rozpoznali. Jest to możliwe głównie dlatego, że odnieśli zwycięstwo w mediach oraz w kulturze. Ówcześni rewolucjoniści pełnią do dziś ważne funkcje w administracji państwowej oraz w wymiarze sprawiedliwości. Nadal panuje ideologia spod znaku ’68. Jej wyznawcy nie wymyślili rewolucji seksualnej ani też nie wspierali emancypacji kobiet, co sobie przypisują, strojąc się w cudze piórka. Sami niczego nie stworzyli, sięgnęli jedynie po wypracowane przez komunistów struktury na Zachodzie, do których zalicza się także pismo „Konkret”. Z pewnością nigdy wcześniej nie było pokolenia bardziej uprzywilejowanego, które żyło na tak wysokiej stopie. I zapewne długo jeszcze taka sytuacja się nie powtórzy. Szkoda jedynie, że akurat ta uprzywilejowana generacja dała się porwać tak absurdalnej ideologii.
W jakim stopniu uczestnicy pokolenia ’68 wpływają na obraz Polski w niemieckich mediach?
W niemieckim społeczeństwie wyrocznią w sprawach polityczno-kulturalnych jest ideologia ’68, czyli to, co nazywam popkomunizmem. Także percepcja Polski jest naznaczona tym piętnem. Wielu twórców medialnych, szczególnie młodszego pokolenia, nie uświadamia sobie nawet, jak bardzo ulega wpływom tej ideologii.
Czy jest to zjawisko typowo niemieckie?
Nie. Ideologia ’68 ma korzenie amerykańskie. Jest fenomenem, który zaistniał w całej Europie Zachodniej, w najmniejszym stopniu z pewnością w Wielkiej Brytanii. Jednakże szczególny status stosunków niemiecko-niemieckich w czasie zimnej wojny stworzył bardzo podatny grunt dla rozwoju strukturalnych, antydemokratycznych i antyzachodnich sił. Dlatego to właśnie w Niemczech nadreprezentacja generacji ’68 jest tak silna.
Pani matka Ulrike Meinhof, podobnie jak Che Guevara, stała się ikoną walki z opresyjnym kapitalizmem. Czy słusznie? W wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” powiedziała pani niedawno, że pojęcie „dobra terrorystka” nie istnieje. Co składa się na mit Ulrike Meinhof?
Od 37 lat powstają na jej temat sztuki teatralne, filmy i biografie. Istnieje mit dobrej matki Meinhof, która załamała się w wyniku stosunków społecznych panujących w Niemczech oraz romansów męża Klausa Rainera Röhla. Istnieje mit zaangażowanej dziennikarki Meinhof i naturalnie mit „dobrej terrorystki”, swoistej Joanny d’Arc, której jedynym pragnieniem było czynienie dobra. Istnieje także mit jedynej szlachetnej Niemki Meinhof, która, mówiąc sarkastycznie, 25 lat po upadku reżimu narodowosocjalistycznego stawiała mu niezłomny opór. Pewien amerykański reżyser powiedział mi niedawno, że Ulrike Meinhof w niektórych częściach świata jest, zaraz po Hitlerze, najbardziej znaną Niemką.
Problem polega na tym, że niemal wszystkie filmy i książki na jej temat nie mają oparcia w rzetelnych źródłach i tym samym rozpowszechniają bardziej baśniowe niż prawdziwe wizje Ulriki Meinhof. Moja książka jest pierwszym opracowaniem mającym umocowanie w solidnym materiale źródłowym. W wielu miejscach Ulrike Meinhof zabiera głos we własnej sprawie poprzez cytowaną korespondencję, oryginalne nagrania z jej udziałem itp. Dzięki temu czytelnik ma szansę wyrobić sobie własną opinię. Ulrike Meinhof była dla mnie, w przeciwieństwie do wielu jej fanatycznych zwolenników, człowiekiem z krwi i kości. Znałam nie tylko ją samą, ale także jej najbliższych krewnych, znajomych i towarzyszy, z którymi także przeprowadziłam wywiady na potrzeby mojej publikacji. Na przykład w Niemczech komunistyczna proweniencja Ulrike Meinhof była prawie nieznana. Okazało się, że moja matka była komunistką z przekonania, nastawioną silnie na współpracę z Berlinem Wschodnim, co udokumentowałam niezbicie dzięki dotarciu do akt związanych z „Konkretem”.
Pani ojciec Klaus Rainer Röhl zmienił z czasem diametralnie swoją orientację polityczną. Dziś uchodzi za narodowego liberała, który sympatyzuje m.in. z kontrowersyjnymi w Polsce inicjatywami Eriki Steinbach. Co spowodowało tak radykalną zmianę poglądów?
Komuniści marzący o rewolucji światowej stworzyli w krajach, w których rządzili, na wskroś narodowe tendencje. W 1989 roku Niemcy nigdzie nie były tak niemieckie jak w upadającej NRD. Niestety, często miesza się schemat lewica – prawica z kwestią nacjonalizmu. Istnieją przecież także osobliwe sojusze, daleko wykraczające poza granice polsko-niemieckie. Ludzie spod znaku ’68, w przeciwieństwie do tego, co mówią dziś, prowadząc swoją schizofreniczną politykę opóźniali de facto proces otwarcia na Zachód byłych komunistycznych krajów, a tym samym przesuwali w czasie załamanie się bloku wschodniego. Wystarczy przywołać gwałtowne starania Güntera Grassa po upadku muru w latach 1989 – 1990. Gdyby to od niego zależało, NRD istniałaby do dziś.
Sądzę, że Klaus Röhl, który do 16. roku życia uczęszczał do szkoły w Gdańsku (nawiasem mówiąc, Günter Grass chodził do równoległej klasy), nie zmienił aż tak bardzo poglądów. Moim zdaniem także w szalonych latach 60. był aktywnym starym gdańszczaninem. W 2004 roku odwiedziłam Gdańsk i przeprowadziłam wywiad dla miesięcznika „Cicero” z prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem oraz burmistrzem partnerskiego miasta Bremy Henningem Scherfem. Podczas podróży do Polski poznałam wielu Polaków. Byłam zaskoczona, jak otwarcie i życzliwie odnosili się do Niemiec. Tymczasem niemieckie media kreują obraz, jakoby większość Polaków była nastawionych do nas nadzwyczaj sceptycznie i niechętnie. Cieszę się, że Polska i Niemcy są sąsiadami w Europie bez granic. Pytałam burmistrzów Gdańska i Bremy, czy Gdańsk nie byłby właściwym miastem na siedzibę europejskiego miejsca pamięci o drugiej wojny światowej.
Ulrike Meinhof i Klaus Rainer Röhl to moi rodzice, natomiast ich polityczne poglądy, pomyłki i zawirowania są mi obce. Jakaś część tych zawirowań to temat „Zabawy w komunizm!”.
Czy uważa pani, że Frakcja Czerwonej Armii była spontaniczną inicjatywą ideologicznych bojowników?
Ulrike Meinhof pozostała w Niemczech ikoną lewicy mimo przejścia do lewicowego terroryzmu. W związku z tym, że była wcześniej znaną dziennikarką, ma do dziś wielu zwolenników, którzy wprawdzie dystansują się od RAF, ale heroizują samą Meinhof. Mit Ulrike Meinhof jako „dobrej terrorystki” opiera się także na tęsknocie wielu uczestników rewolty ’68 za wyraźnym stwierdzeniem, że ich rewolucja w Niemczech Zachodnich była w jakimś stopniu słuszna. Spór o to, czy RAF była jedynie bandą kryminalistów i morderców, czy też grupką ideologicznych bojowników walczących o słuszne cele, jest obecny w niemieckich mediach od niemal 40 lat.
Ostatnio obchodzono w Niemczech 30. rocznicę czerwonego terroru, tzw. niemieckiej jesieni. Tym razem większą uwagę poświęcono ofiarom RAF i ich rodzinom.
Rzeczywiście pierwszy raz pochylono się nad ofiarami RAF. W ciągu ostatnich 40 lat opinia publiczna zdążyła się wyuczyć na pamięć biografii członków RAF: Andreasa Baadera, Gudrun Ensslin, Ulrike Meinhof i innych, podczas gdy ofiary terroru zaburzały dobre samopoczucie społeczeństwa. Problem polegał na tym, że sami terroryści prezentowali się w roli ofiar (społeczeństwa i kapitalizmu). Naturalnie potężna armia uczestników pokolenia ’68, która przejęła władzę w państwie i społeczeństwie, w kulturze i w mediach, także postrzegała sprawców jako ofiary. Rzeczywiste ofiary terroru naruszały jedynie ten obraz i percepcję społeczną.
Debatę na temat RAF, która w 2007 roku w niezrozumiały sposób trzymała całe Niemcy w napięciu, należy w tym kontekście paradoksalnie określić jako duchowo-polityczną stagnację, która faktycznie cofa cały rozrachunek. Zachodnioniemieckie społeczeństwo nie zdołało się jeszcze uporać z RAF i rewoltą ’68. Na swój sposób moi rodzice odgrywali kluczową rolę w tych ruchach.
Pani także stała się ofiarą RAF. W 1970 roku została pani jako siedmiolatka wraz z siostrą uprowadzona przez członków RAF na Sycylię. RAF planowała następnie umieszczenie pani i siostry w palestyńskim obozie dla sierot w Jordanii. Po czterech miesiącach została pani wraz z siostrą uwolniona przez Stefana Austa, który wydobył tajny kod od jednej z terrorystek. Ostatecznie trafiła pani do ojca i wyrosła w mieszczańskim środowisku w Hamburgu, podczas gdy matka pozostała w terrorystycznym podziemiu.
W obszernym epilogu opisuję przejście Ulriki Meinhof do terrorystycznego podziemia i jej działalność w RAF. Jednak w „Zabawie w komunizm!” koncentruję się bardziej na latach poprzedzających rewoltę studencką. Historię RAF oraz dzieje naszego uprowadzenia na Sycylię i próbę osadzenia w obozie dla palestyńskich sierot podejmę w innej książce.
Istnieje wiele spekulacji na temat samobójstwa Ulrike Meinhof popełnionego w 1976 roku w więzieniu. Co pani o tym sądzi?
Otto Schily wprowadził w tej kwestii wiele zamętu. Był wówczas jednym z obrońców RAF. W NRD wydano rozkaz strzelania do uciekinierów przekraczających granicę. Rozkaz wydał rząd – tak funkcjonowały dyktatury. Nie było i nie mogło być podobnego rozkazu rządu zachodnioniemieckiego, aby zamordować Ulrike Meinhof. Wychodzę z założenia, że sama odebrała sobie życie.
Bettina Röhl urodziła się w 1962 roku w Hamburgu. W 1970 roku jej matka – lewicowa publicystka Ulrike Meinhof wstąpiła do organizacji terrorystycznej Frakcja Czerwonej Armii (RAF). Meinhof kazała wywieźć Bettine – wbrew woli jej ojca, wydawcy lewicowego pisma „Konkret” Klausa-Reinera Röhla – wraz z jej siostrą bliźniaczką na Sycylię, skąd miały trafić do obozu szkoleniowego RAF w Jordanii. Dziewczynki zostały uratowane przez późniejszego redaktora naczelnego niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” Stefana Austa. Bettina wróciła do Hamburga. Jej matka została aresztowana w 1972 roku i skazana trzy lata, później na dożywocie m.in. za udział w pięciu zamachach bombowych, w których zginęły cztery osoby. W maju 1976 roku Meinhof powiesiła się w swojej celi. Bettina dorastała u ojca, studiowała historię i germanistykę w Hamburgu i Perugii. Od 1986 roku pracuje jako dziennikarka, m.in. dla niemieckich tygodników „Der Spiegel”, „Die Zeit” oraz dziennika „Die Netzeitung”. Opublikowała kilka krytycznych książek na temat generacji, 68 i niemieckiej lewicy. W 2001 roku wywołała skandal biografią ówczesnego ministra spraw zagranicznych, członka partii Zielonych i byłego działacza ruchu, 68 Joschka Fischera, w której oskarża go nie tylko o sympatie dla terrorystów, ale również o ich aktywne wspieranie. W Polsce ukazała się właśnie jej książka „Zabawa w komunizm”.

POLECAMY

KOMENTARZE