Opinie

Spółdzielnie pracy nie są reliktem

O konieczności wprowadzenia sankcji dla spółdzielni, które nie przeprowadzają lustracji, i o wielu bolączkach tej branży opowiada Janusz Paszkowski, prezes zarządu Związku Lustracyjnego Spółdzielni Pracy w rozmowie z Renatą Krupą-Dąbrowską
Rz: Spółdzielnie pracy to przeżytek?
Janusz Paszkowski: Na całym świecie są bardzo popularne. To dobra forma prowadzenia działalności gospodarczej również w dobie kryzysu, ponieważ wpisuje się ona w zasady ekonomii społecznej, m.in. zapobiega bezrobociu, odrzuceniu społecznemu czy też po prostu zwykłej biedzie. W ostatnich czterech latach liczba członków spółdzielni wzrosła na świecie z 800 mln do 1 mld. Spółdzielnie powstają w krajach biednych, np. w Indiach, ale także wysoko rozwiniętych, jak USA, Japonia, Włochy, Francja czy Hiszpania. Przeciętnemu Polakowi jednak kojarzą się z epoką komunizmu, a nie z nowoczesnym przedsiębiorstwem. Czy jest to uzasadnione?
Jest to skojarzenie nieprawdziwe i krzywdzące. Przecież polska spółdzielczość ma ponad 150-letnią historię. Dzisiaj kondycja spółdzielni jest zróżnicowana. Jest wiele spółdzielni bardzo nowoczesnych, jak Muszynianka czy tygodnik „Polityka", o których trudno powiedzieć, że to relikty komunizmu. Są też takie, które borykają się z trudnościami, ale głównie dlatego, że w przeszłości i dzisiaj mogą liczyć tylko na siebie. Wszystkie typy spółdzielni prowadzą ponadto działalność społeczną na rzecz swoich członków i środowiska. Finansują zespoły artystyczne, domy kultury, wspierają artystów, sportowców – w tym sportowców niepełnosprawnych, są także mecenasami kultury. Najlepszym przykładem jest Krakowski Bank Spółdzielczy, który za tego typu działalność otrzymał nagrodę prezydenta RP i czterokrotnie nagrodę prezydenta Krakowa „Mecenas kultury polskiej". Krajowa Rada Spółdzielcza i związki spółdzielcze organizują  współpracę między spółdzielniami w kraju i za granicą,  sponsorują krajowe i zagraniczne kiermasze i targi, wydają książki i czasopisma, a także ponoszą nakłady na promocję polskich spółdzielni i ich wyrobów. A ile obecnie działa w Polsce tego typu spółdzielni? Około 1,5 tys., wliczając w to także spółdzielnie inwalidów, Cepelia i socjalne. Ponadto dynamicznie rozwija się spółdzielczość uczniowska, która po okresie zapaści na początku lat 90. znacznie się rozrosła. Tych spółdzielni jest już w Polsce około 6 tys. Działają głównie w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych, rozwijając wśród uczniów idee spółdzielcze. Spółdzielni pracy byłoby więcej, gdyby nie niekorzystne przepisy zabraniające dokonywania przekształceń upadających zakładów państwowych w spółdzielcze. Przed dwoma laty kilka zespołów opieki zdrowotnej zwróciło się do nas o pomoc w przekształceniu w spółdzielnie pracy. Nie chciały bowiem być na siłę sprywatyzowane. Opracowaliśmy dla nich krok po kroku instrukcje działania. Okazało się jednak, że nie mogą tego zrobić, ponieważ zabraniają tego polskie przepisy. Co ciekawe, w innych państwach jest inaczej. We Francji czy Włoszech można  przekształcać upadające przedsiębiorstwa państwowe w spółdzielnie pracy, a u nas wręcz podjęto próbę likwidacji tych spółdzielni. Ma pan na myśli przekształcanie spółdzielni pracy w spółki? Tak. 1 lipca 2011 r. weszła w życie ustawa o ograniczaniu barier administracyjnych i prawnych, która wprowadziła zmiany także do prawa spółdzielczego. Przewidują one uproszczone zasady przekształcania  spółdzielni w spółki prawa handlowego. Co w tym jest złego? Nie jestem przeciwny przekształceniu spółdzielni w spółkę prawa handlowego, jeżeli jej członkowie zdecydują solidarnie, że jest to jedyne wyjście dla uratowania ich zakładu pracy. Muszą być jednak zabezpieczone w równy sposób interesy wszystkich członków spółdzielni, nawet tych, którzy nie chcą wejść do spółki. Ustawa napisana na kolanie i uchwalona w pośpiechu to bubel prawny, który nie znalazł odzewu wśród spółdzielni. Spółdzielnie nie tylko nie przekształcają się lawinowo w spółki, ale obserwujemy zjawisko odwrotne. Na jednym z walnych zgromadzeń, kiedy prezes zaproponował zmianę formy własności, z sali padł wniosek o nieudzielenie mu absolutorium i musiał się ze swojego pomysłu wycofać. Spółdzielnia pracy wydająca tygodnik „Polityka" chciała się przekształcić w spółkę. Słyszałem, że tak, ale do tego na razie nie doszło. Do Trybunału Konstytucyjnego trafił zresztą wniosek kwestionujący krytykowane przeze mnie przepisy. Mam nadzieję, że Trybunał uzna te uregulowania za sprzeczne z ustawą zasadniczą i przestaną one obowiązywać. Nie jestem jednak przeciwnikiem zmian. Widzę wady obecnego systemu. Spółdzielniom lifting zdecydowanie by się przydał. Krajowa Rada Spółdzielcza oraz związki rewizyjne przygotowały projekt nowego prawa spółdzielczego i został on już wniesiony do laski marszałkowskiej w Sejmie obok dwóch innych projektów proponowanych przez Platformę Obywatelską i Ruch Palikota. Będzie to więc 11. próba przeprowadzenia zmian. Myśli pan, że uda się uchwalić nowe prawo spółdzielcze, skoro innym to nie wyszło? Jest taka potrzeba i właśnie dlatego  Krajowa Rada Spółdzielcza przygotowała ten projekt. I – co najważniejsze – jest to propozycja przekonsultowana ze spółdzielniami, czego nie można powiedzieć o  dotychczasowych projektach. Ktoś je tworzył na naszą rzecz, tyle że bez pytania spółdzielców o zdanie. Od 1982 r. w prawie spółdzielczym dokonuje się poprawek i uchwala nowe akty normatywne. Jest więc ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych, prawo spółdzielcze, ustawa o bankach spółdzielczych, ustawa o SKOK i ustawa o spółdzielniach socjalnych. Ich wielość tworzy chaos, a byłoby dobrze mieć jeden akt normatywny, który byłby ramą prawną. Szczegóły dotyczące działań poszczególnych rodzajów spółdzielni – ze względu na wielość rodzajów branż i spółdzielni – powinny być zapisane w ich statutach. I do tego zmierzamy w naszej propozycji ustawy. Nawiasem mówiąc, spółdzielczość, która liczy w sumie ponad 8 mln członków, nie ma swojego przedstawiciela w Komisji Trójstronnej. Nie może więc konsultować propozycji aktów normatywnych. Jakie więc zmiany państwo proponują? Projekt przewiduje m.in., że pięć, a nie – jak to jest obecnie – dziesięć osób będzie mogło założyć spółdzielnię. Dzięki temu łatwiej będzie powoływać je do życia. Przewiduje ponadto możliwość dziedziczenia udziałów członkowskich. Jest to niezmiernie ważne rozwiązanie. Po pierwsze, członek spółdzielni pracy wychodzący z tej spółdzielni nie musiałby wycofywać swoich udziałów, po drugie zaś, pieniądze mogłyby dalej pracować zarówno dla niego, jak i dla tej spółdzielni. Dziedziczenie udziałów mogłoby przyciągnąć do spółdzielni spadkobierców – młodych ludzi. Jakiego rzędu są to kwoty? Od kilku do kilkudziesięciu tysięcy. Sporo. Proponujemy także, by w małych spółdzielniach można było prowadzić uproszczoną rachunkowość, tzn. książkę przychodów i rozchodów. Obecnie prowadzą one pełną księgowość, co jest kosztowne i zbędne. Tymczasem już teraz z takich udogodnień korzystają spółki prawa handlowego. Dlaczego więc nie miałyby tego robić także małe spółdzielnie? Obecnie w Polsce prawo spółdzielcze zabrania prowadzenia działalności gospodarczej przez związki rewizyjne, a szkoda, bo mogłyby one wypracowane przez siebie przychody przeznaczyć na wspieranie zrzeszonych  spółdzielni. Chcemy to również zmienić. A lustracja? Obecny system jej prowadzenia jest krytykowany za brak wiarygodności i za to, że kolega lustruje kolegę, bo większość lustratorów podobno na co dzień zarządza spółdzielniami. To nieprawda, że kolega lustruje kolegę. Lustrację przeprowadzają wykwalifikowani, zawodowi lustratorzy. Zdarzają się sporadycznie nieprawidłowości, które szybko są korygowane. Prezesi spółdzielni są także zawodowymi lustratorami? Tak, choć jest ich niewielu. Związki rewizyjne i Krajowa Rada Spółdzielcza starają się więc nie zlecać lustracji prezesom spółdzielni. Poza tym lustratorzy raz na dwa lata muszą obowiązkowo przejść szkolenie. Uważa więc pan, że zmiany w lustracji nie są potrzebne? ??Są, i to bardzo, ale w innym zakresie. Zdarza się bowiem, że spółdzielnie nie poddają się lustracji w ustawowych terminach co trzy lata. Niestety, przepisy nie przewidują mocnych sankcji z tego tytułu. Związki rewizyjne zgłaszają  takie wnioski do prokuratury, ale zwykle tego typu sprawy są umarzane ze względu na znikomą szkodliwość czynu. Proponujemy więc to zmienić. Przepisy antykorupcyjne – widzi pan konieczność zmian w tym zakresie? Tego typu uregulowania potrzebne są wszędzie. Nie tylko w spółdzielczości. W spółdzielczości pracy nie notujemy przypadków korupcji. W prowadzonych przez nas szkoleniach dla spółdzielni zwracamy uwagę na to zjawisko. Chciałbym powiedzieć o jeszcze jednej naszej propozycji dotyczącej członków spółdzielni wchodzących w skład rad nadzorczych. Zdarza się, że trafiają do nich osoby, które nie mają dostatecznych kwalifikacji do piastowania tych funkcji. Proponujemy, aby każdy kandydat do rady lub jej członek musiał odbyć obowiązkowe szkolenie w zakresie podstawowych zagadnień ekonomicznych i prawnych spółdzielczości. Chcemy też wprowadzić do nowej ustawy spółdzielczej nakaz szkolenia i weryfikacji kompetencji członków rad nadzorczych.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL