Dialog rzemiosła z designem

aktualizacja: 01.09.2012, 10:12
Szewc w swoim zakładzie z Jackiem Kołodziejskim
Szewc w swoim zakładzie z Jackiem Kołodziejskim
Foto: Fotorzepa, Bartek Warzecha Bartek Warzecha

Sześciu rzemieślników, sześciu designerów, sześć obiektów. Fundacja Form i Kształtów realizuje w ramach festiwalu Przemiany projekt „6X6", który ma zwrócić uwagę na niedocenianą pracę szewców, szklarzy czy krawców

Artykuł z tygodnika "Przekrój"
Artykuł z tygodnika "Przekrój"
Artykuł z tygodnika "Przekrój"
W każdym zakamarku warszawskiego Powiśla – niegdyś biednej dzielnicy portowo-fabrycznej – można znaleźć jakiś zakład rzemieślniczy. Niektóre są zapomniane, inne – odwiedzane przez stałych bywalców – dobrze prosperują. Żaden z nich nie rzuca się jednak w oczy, bo rzemiosło nie jest promowane, a z powodu rozwoju technologii wiele zawodów przestaje być potrzebnych. Ludzie coraz rzadziej robią coś na miarę, zwykle kupują gotowe rzeczy. Niezbyt oryginalne i szybko się psujące. Takie, które – gdy się zużyją – po prostu się wyrzuca, zamiast reperować. Rzemieślnicy nie są zatem doceniani, a ich zawód nie wiąże się z wysoką pozycją społeczną.
W każdym zakamarku warszawskiego Powiśla – niegdyś biednej dzielnicy portowo-fabrycznej – można znaleźć jakiś zakład rzemieślniczy. Niektóre są zapomniane, inne – odwiedzane przez stałych bywalców – dobrze prosperują. Żaden z nich nie rzuca się jednak w oczy, bo rzemiosło nie jest promowane, a z powodu rozwoju technologii wiele zawodów przestaje być potrzebnych. Ludzie coraz rzadziej robią coś na miarę, zwykle kupują gotowe rzeczy. Niezbyt oryginalne i szybko się psujące. Takie, które – gdy się zużyją – po prostu się wyrzuca, zamiast reperować. Rzemieślnicy nie są zatem doceniani, a ich zawód nie wiąże się z wysoką pozycją społeczną.
W każdym zakamarku warszawskiego Powiśla – niegdyś biednej dzielnicy portowo-fabrycznej – można znaleźć jakiś zakład rzemieślniczy. Niektóre są zapomniane, inne – odwiedzane przez stałych bywalców – dobrze prosperują. Żaden z nich nie rzuca się jednak w oczy, bo rzemiosło nie jest promowane, a z powodu rozwoju technologii wiele zawodów przestaje być potrzebnych. Ludzie coraz rzadziej robią coś na miarę, zwykle kupują gotowe rzeczy. Niezbyt oryginalne i szybko się psujące. Takie, które – gdy się zużyją – po prostu się wyrzuca, zamiast reperować. Rzemieślnicy nie są zatem doceniani, a ich zawód nie wiąże się z wysoką pozycją społeczną.
– Niewiele osób koncentruje się na tym, żeby własnoręcznie coś wykonać, nie szanuje się ludzi, którzy posiadają takie umiejętności – mówi Iza Rutkowska, autorka i kuratorka projektu „6X6". – Dużą nierównowagę sił można dostrzec już w traktowaniu rzemieślników i osób wykonujących prace „kreatywne", np. designerów. Ci pierwsi traktowani są gorzej i często niegodnie w stosunku do tego, ile warta jest ich praca. Pociąga to za sobą wiele konsekwencji. Niewielu jest ludzi, którzy chcą uczyć się zawodu. Większość chce iść na studia, wybierają kierunki niedające twardych umiejętności. Coraz mniej ludzi potrafi dziś zrobić rzeczy namacalne. W projekcie „6x6" chodziło o to, żeby przełamać pewne stereotypy, docenić prace rzemieślników, którzy dostarczają nam ułatwiające życie usługi i przedmioty, ale również poznać historię ich zakładów oraz osobowość ich właścicieli. Zadanie poznania tych historii i opowiedzenia ich przez stworzone w zakładach instalacje dostali projektanci.
– Niewiele osób koncentruje się na tym, żeby własnoręcznie coś wykonać, nie szanuje się ludzi, którzy posiadają takie umiejętności – mówi Iza Rutkowska, autorka i kuratorka projektu „6X6". – Dużą nierównowagę sił można dostrzec już w traktowaniu rzemieślników i osób wykonujących prace „kreatywne", np. designerów. Ci pierwsi traktowani są gorzej i często niegodnie w stosunku do tego, ile warta jest ich praca. Pociąga to za sobą wiele konsekwencji. Niewielu jest ludzi, którzy chcą uczyć się zawodu. Większość chce iść na studia, wybierają kierunki niedające twardych umiejętności. Coraz mniej ludzi potrafi dziś zrobić rzeczy namacalne. W projekcie „6x6" chodziło o to, żeby przełamać pewne stereotypy, docenić prace rzemieślników, którzy dostarczają nam ułatwiające życie usługi i przedmioty, ale również poznać historię ich zakładów oraz osobowość ich właścicieli. Zadanie poznania tych historii i opowiedzenia ich przez stworzone w zakładach instalacje dostali projektanci.
– Niewiele osób koncentruje się na tym, żeby własnoręcznie coś wykonać, nie szanuje się ludzi, którzy posiadają takie umiejętności – mówi Iza Rutkowska, autorka i kuratorka projektu „6X6". – Dużą nierównowagę sił można dostrzec już w traktowaniu rzemieślników i osób wykonujących prace „kreatywne", np. designerów. Ci pierwsi traktowani są gorzej i często niegodnie w stosunku do tego, ile warta jest ich praca. Pociąga to za sobą wiele konsekwencji. Niewielu jest ludzi, którzy chcą uczyć się zawodu. Większość chce iść na studia, wybierają kierunki niedające twardych umiejętności. Coraz mniej ludzi potrafi dziś zrobić rzeczy namacalne. W projekcie „6x6" chodziło o to, żeby przełamać pewne stereotypy, docenić prace rzemieślników, którzy dostarczają nam ułatwiające życie usługi i przedmioty, ale również poznać historię ich zakładów oraz osobowość ich właścicieli. Zadanie poznania tych historii i opowiedzenia ich przez stworzone w zakładach instalacje dostali projektanci.

Ośmielacz społeczny

Z Izą Rutkowską spotkałam się w jednej z najstarszych warszawskich klubokawiarni – Chłodna 25. Nie przez przypadek. To świetne miejsce na porozmawianie o tym, czym jest projektowanie interakcyjne. A właściwie pewna mutacja działań „site specific", czyli takich, które są tworzone dla konkretnego miejsca. Chodzi o to, by nadać mu nowe znaczenie, by mobilizować ludzi – użytkowników tej przestrzeni – do dialogu, wykorzystując lokalne narracje. Tworzyć platformę wymiany doświadczeń i wspólnych działań zarówno dla twórców, jak i obserwatorów kultury. Celem projektów realizowanych w Fundacji Form i Kształtów jest często tworzenie razem z ludźmi, wykonanie ręcznie jakiegoś obiektu. Taki „ośmielacz", jak go określa Rutkowska.

Ośmielacz społeczny

Z Izą Rutkowską spotkałam się w jednej z najstarszych warszawskich klubokawiarni – Chłodna 25. Nie przez przypadek. To świetne miejsce na porozmawianie o tym, czym jest projektowanie interakcyjne. A właściwie pewna mutacja działań „site specific", czyli takich, które są tworzone dla konkretnego miejsca. Chodzi o to, by nadać mu nowe znaczenie, by mobilizować ludzi – użytkowników tej przestrzeni – do dialogu, wykorzystując lokalne narracje. Tworzyć platformę wymiany doświadczeń i wspólnych działań zarówno dla twórców, jak i obserwatorów kultury. Celem projektów realizowanych w Fundacji Form i Kształtów jest często tworzenie razem z ludźmi, wykonanie ręcznie jakiegoś obiektu. Taki „ośmielacz", jak go określa Rutkowska.

Ośmielacz społeczny

Z Izą Rutkowską spotkałam się w jednej z najstarszych warszawskich klubokawiarni – Chłodna 25. Nie przez przypadek. To świetne miejsce na porozmawianie o tym, czym jest projektowanie interakcyjne. A właściwie pewna mutacja działań „site specific", czyli takich, które są tworzone dla konkretnego miejsca. Chodzi o to, by nadać mu nowe znaczenie, by mobilizować ludzi – użytkowników tej przestrzeni – do dialogu, wykorzystując lokalne narracje. Tworzyć platformę wymiany doświadczeń i wspólnych działań zarówno dla twórców, jak i obserwatorów kultury. Celem projektów realizowanych w Fundacji Form i Kształtów jest często tworzenie razem z ludźmi, wykonanie ręcznie jakiegoś obiektu. Taki „ośmielacz", jak go określa Rutkowska.
– Ludziom łatwiej jest nawiązać kontakt, kiedy mają pretekst do wspólnych działań. Ze sztuką jest tak samo jak ze wspólnym gotowaniem kolacji. Ludzie są razem w jakimś jednym miejscu, nie znają się, są skrępowani, ale mają cel, robią razem obiekt „hand made". Wymieniają się różnymi doświadczeniami, poznają się i ośmielają – opowiada Rutkowska.
– Ludziom łatwiej jest nawiązać kontakt, kiedy mają pretekst do wspólnych działań. Ze sztuką jest tak samo jak ze wspólnym gotowaniem kolacji. Ludzie są razem w jakimś jednym miejscu, nie znają się, są skrępowani, ale mają cel, robią razem obiekt „hand made". Wymieniają się różnymi doświadczeniami, poznają się i ośmielają – opowiada Rutkowska.
– Ludziom łatwiej jest nawiązać kontakt, kiedy mają pretekst do wspólnych działań. Ze sztuką jest tak samo jak ze wspólnym gotowaniem kolacji. Ludzie są razem w jakimś jednym miejscu, nie znają się, są skrępowani, ale mają cel, robią razem obiekt „hand made". Wymieniają się różnymi doświadczeniami, poznają się i ośmielają – opowiada Rutkowska.
Projekty Fundacji Form i Kształtów często służą do rozwiązywania konfliktów społecznych. Takim projektem była „Wyprzedaż" zorganizowana w maju w klubokawiarni Chłodna 25. Chodziło o mediacje w sporze pomiędzy właścicielem kawiarni a wspólnotą mieszkaniową, której przeszkadzał hałas generowany przez gości lokalu. Sytuację dodatkowo utrudniły media, tworząc wizerunek „strasznej, nieprzyjaznej wspólnoty". Zupełnie nie odpowiadało to Grzegorzowi Lewandowskiemu z Chłodnej. Nie chciał być przeciwko mieszkańcom, ale ciężko było mu zdobyć ich przychylność.
Projekty Fundacji Form i Kształtów często służą do rozwiązywania konfliktów społecznych. Takim projektem była „Wyprzedaż" zorganizowana w maju w klubokawiarni Chłodna 25. Chodziło o mediacje w sporze pomiędzy właścicielem kawiarni a wspólnotą mieszkaniową, której przeszkadzał hałas generowany przez gości lokalu. Sytuację dodatkowo utrudniły media, tworząc wizerunek „strasznej, nieprzyjaznej wspólnoty". Zupełnie nie odpowiadało to Grzegorzowi Lewandowskiemu z Chłodnej. Nie chciał być przeciwko mieszkańcom, ale ciężko było mu zdobyć ich przychylność.
Projekty Fundacji Form i Kształtów często służą do rozwiązywania konfliktów społecznych. Takim projektem była „Wyprzedaż" zorganizowana w maju w klubokawiarni Chłodna 25. Chodziło o mediacje w sporze pomiędzy właścicielem kawiarni a wspólnotą mieszkaniową, której przeszkadzał hałas generowany przez gości lokalu. Sytuację dodatkowo utrudniły media, tworząc wizerunek „strasznej, nieprzyjaznej wspólnoty". Zupełnie nie odpowiadało to Grzegorzowi Lewandowskiemu z Chłodnej. Nie chciał być przeciwko mieszkańcom, ale ciężko było mu zdobyć ich przychylność.
– „Wyprzedaż" była nietypowa. Stworzyliśmy model kawiarni z papieru we współpracy z pracownikami lokalu. Zarówno jedzenie, meble, jak i właściciel lokalu mieli swoje papierowe odpowiedniki. Wspólnota z kolei pomogła w przygotowywaniu papierowego szyldu reklamującego akcję. Mieszkańcy eksponowali litery ułożone w hasło „wyprzedaż" na swoich balkonach. Wspólne wykonywanie papierowych obiektów ułatwiło dialog. Na wyprzedaży w kawiarni pojawiła się część mieszkańców. Nie wszyscy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie chce się przyłączyć. Ale część tak. I to zawsze trochę otwiera – mówi Iza.
– „Wyprzedaż" była nietypowa. Stworzyliśmy model kawiarni z papieru we współpracy z pracownikami lokalu. Zarówno jedzenie, meble, jak i właściciel lokalu mieli swoje papierowe odpowiedniki. Wspólnota z kolei pomogła w przygotowywaniu papierowego szyldu reklamującego akcję. Mieszkańcy eksponowali litery ułożone w hasło „wyprzedaż" na swoich balkonach. Wspólne wykonywanie papierowych obiektów ułatwiło dialog. Na wyprzedaży w kawiarni pojawiła się część mieszkańców. Nie wszyscy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie chce się przyłączyć. Ale część tak. I to zawsze trochę otwiera – mówi Iza.
– „Wyprzedaż" była nietypowa. Stworzyliśmy model kawiarni z papieru we współpracy z pracownikami lokalu. Zarówno jedzenie, meble, jak i właściciel lokalu mieli swoje papierowe odpowiedniki. Wspólnota z kolei pomogła w przygotowywaniu papierowego szyldu reklamującego akcję. Mieszkańcy eksponowali litery ułożone w hasło „wyprzedaż" na swoich balkonach. Wspólne wykonywanie papierowych obiektów ułatwiło dialog. Na wyprzedaży w kawiarni pojawiła się część mieszkańców. Nie wszyscy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie chce się przyłączyć. Ale część tak. I to zawsze trochę otwiera – mówi Iza.
Zachęca również do zmiany przyzwyczajeń, sposobu myślenia, jak w przypadku „Grzybobrania" albo „Wędkowania", gdzie obiekty i przestrzeń są tylko pretekstem lub mają wymiar edukacyjny jak „Teren budowy", który jest realizowany w małych miasteczkach i pozwala ich mieszkańcom dowiedzieć się czegoś więcej o ich otoczeniu.
Zachęca również do zmiany przyzwyczajeń, sposobu myślenia, jak w przypadku „Grzybobrania" albo „Wędkowania", gdzie obiekty i przestrzeń są tylko pretekstem lub mają wymiar edukacyjny jak „Teren budowy", który jest realizowany w małych miasteczkach i pozwala ich mieszkańcom dowiedzieć się czegoś więcej o ich otoczeniu.
Zachęca również do zmiany przyzwyczajeń, sposobu myślenia, jak w przypadku „Grzybobrania" albo „Wędkowania", gdzie obiekty i przestrzeń są tylko pretekstem lub mają wymiar edukacyjny jak „Teren budowy", który jest realizowany w małych miasteczkach i pozwala ich mieszkańcom dowiedzieć się czegoś więcej o ich otoczeniu.

Pajęczyny, Afryka i magiczny klucz

Wiele metod działania Fundacji Form i Kształtów zostało użytych podczas projektu „6x6". Wśród zaproszonych projektantów znaleźli się Anna Piwowar, Beton, czyli Marta i Lech Rowińscy, Gosia Rygalik, Jacek Kołodziejski i Robert Czajka. Wśród rzemieślników są szewc, szklarz, krawcowa, właścicielka magla, tokarz i stolarz (nie chcieli podać swoich nazwisk). Są różni – inaczej widzą swoją pracę, mają inne pomysły.

Pajęczyny, Afryka i magiczny klucz

Wiele metod działania Fundacji Form i Kształtów zostało użytych podczas projektu „6x6". Wśród zaproszonych projektantów znaleźli się Anna Piwowar, Beton, czyli Marta i Lech Rowińscy, Gosia Rygalik, Jacek Kołodziejski i Robert Czajka. Wśród rzemieślników są szewc, szklarz, krawcowa, właścicielka magla, tokarz i stolarz (nie chcieli podać swoich nazwisk). Są różni – inaczej widzą swoją pracę, mają inne pomysły.

Pajęczyny, Afryka i magiczny klucz

Wiele metod działania Fundacji Form i Kształtów zostało użytych podczas projektu „6x6". Wśród zaproszonych projektantów znaleźli się Anna Piwowar, Beton, czyli Marta i Lech Rowińscy, Gosia Rygalik, Jacek Kołodziejski i Robert Czajka. Wśród rzemieślników są szewc, szklarz, krawcowa, właścicielka magla, tokarz i stolarz (nie chcieli podać swoich nazwisk). Są różni – inaczej widzą swoją pracę, mają inne pomysły.
– To jest zabawne, bo każdy z projektantów zaczynał prace nad projektem z gotowym pomysłem, jednak pod wpływem miejsca, sytuacji i rozmów z rzemieślnikami projekt stopniowo ewoluował. Robert Czajka na przykład długo zdobywał zaufanie szklarza, który do jego pomysłów podchodził z dystansem. W końcu udało się stworzyć projekt „Uniwersalnego lustra", które będzie można podziwiać przed zakładem szklarza – opowiada Rutkowska.
– To jest zabawne, bo każdy z projektantów zaczynał prace nad projektem z gotowym pomysłem, jednak pod wpływem miejsca, sytuacji i rozmów z rzemieślnikami projekt stopniowo ewoluował. Robert Czajka na przykład długo zdobywał zaufanie szklarza, który do jego pomysłów podchodził z dystansem. W końcu udało się stworzyć projekt „Uniwersalnego lustra", które będzie można podziwiać przed zakładem szklarza – opowiada Rutkowska.
– To jest zabawne, bo każdy z projektantów zaczynał prace nad projektem z gotowym pomysłem, jednak pod wpływem miejsca, sytuacji i rozmów z rzemieślnikami projekt stopniowo ewoluował. Robert Czajka na przykład długo zdobywał zaufanie szklarza, który do jego pomysłów podchodził z dystansem. W końcu udało się stworzyć projekt „Uniwersalnego lustra", które będzie można podziwiać przed zakładem szklarza – opowiada Rutkowska.
Niektóre pomysły narzucały się same. Jak w przypadku stolarza, z którym pracuje kuratorka. Pan Bogdan przez 20 lat był zatrudniony w teatrze. Budował scenografie. Przy tym jest zbieraczem, kolekcjonuje przedmioty, które przynoszą mu ludzie – zakurzone stare talerze z Belgii, meble odnalezione na śmietniku i przerobione zbroje. Wszystko to znajduje się w artystycznym nieładzie, porośnięte pajęczynami – „w takim ogarniętym bałaganie" – jak to określa.
Niektóre pomysły narzucały się same. Jak w przypadku stolarza, z którym pracuje kuratorka. Pan Bogdan przez 20 lat był zatrudniony w teatrze. Budował scenografie. Przy tym jest zbieraczem, kolekcjonuje przedmioty, które przynoszą mu ludzie – zakurzone stare talerze z Belgii, meble odnalezione na śmietniku i przerobione zbroje. Wszystko to znajduje się w artystycznym nieładzie, porośnięte pajęczynami – „w takim ogarniętym bałaganie" – jak to określa.
Niektóre pomysły narzucały się same. Jak w przypadku stolarza, z którym pracuje kuratorka. Pan Bogdan przez 20 lat był zatrudniony w teatrze. Budował scenografie. Przy tym jest zbieraczem, kolekcjonuje przedmioty, które przynoszą mu ludzie – zakurzone stare talerze z Belgii, meble odnalezione na śmietniku i przerobione zbroje. Wszystko to znajduje się w artystycznym nieładzie, porośnięte pajęczynami – „w takim ogarniętym bałaganie" – jak to określa.
Wspólnie postanowili więc tę swoją magiczną przestrzeń uczynić sceną, w której przedmioty grają główne role.
Wspólnie postanowili więc tę swoją magiczną przestrzeń uczynić sceną, w której przedmioty grają główne role.
Wspólnie postanowili więc tę swoją magiczną przestrzeń uczynić sceną, w której przedmioty grają główne role.
Nieco trudniej było z szewcem. Z początku nie był przekonany do całego przedsięwzięcia. Ma 80 lat i już od dawna nie robi obuwia na zamówienie. Tylko je naprawia. Czasem ludzie przynoszą mu buty i nigdy po nie nie wracają, więc leżą tu całe lata. Dlatego w końcu z Jackiem Kołodziejskim wymyślili, że jedna z pozostawionych par będzie pretekstem do dyskusji o estetyce, modzie i prywatnych upodobaniach. Wspólnie chcą przerobić buty w taki sposób, żeby właściciel zechciał po nie wrócić.
Nieco trudniej było z szewcem. Z początku nie był przekonany do całego przedsięwzięcia. Ma 80 lat i już od dawna nie robi obuwia na zamówienie. Tylko je naprawia. Czasem ludzie przynoszą mu buty i nigdy po nie nie wracają, więc leżą tu całe lata. Dlatego w końcu z Jackiem Kołodziejskim wymyślili, że jedna z pozostawionych par będzie pretekstem do dyskusji o estetyce, modzie i prywatnych upodobaniach. Wspólnie chcą przerobić buty w taki sposób, żeby właściciel zechciał po nie wrócić.
Nieco trudniej było z szewcem. Z początku nie był przekonany do całego przedsięwzięcia. Ma 80 lat i już od dawna nie robi obuwia na zamówienie. Tylko je naprawia. Czasem ludzie przynoszą mu buty i nigdy po nie nie wracają, więc leżą tu całe lata. Dlatego w końcu z Jackiem Kołodziejskim wymyślili, że jedna z pozostawionych par będzie pretekstem do dyskusji o estetyce, modzie i prywatnych upodobaniach. Wspólnie chcą przerobić buty w taki sposób, żeby właściciel zechciał po nie wrócić.
Świetnie dogadały się Anna Piwowar z właścicielką magla. Okazało się, że pani Teresa skończyła afrykanistykę na Uniwersytecie Warszawskim, zna suahili i podkładała głos Mei w filmie „W pustyni i w puszczy" Władysława Ślesickiego z 1973 r. Pani Teresa nauczyła Anię krochmalić, dała jej komplety pościeli zostawionych przez klientów, żeby mogła ćwiczyć w domu. A Afryka stała się inspiracją do wykonania instalacji w zakładzie. Z wykrochmalonych ścinków pani Teresa z Anią stworzyły figurki afrykańskich zwierząt. Coś w rodzaju origami. Wymyśliły, by zrobić gablotę na numerki, które przyczepia się do oddawanej do magla pościeli.
Świetnie dogadały się Anna Piwowar z właścicielką magla. Okazało się, że pani Teresa skończyła afrykanistykę na Uniwersytecie Warszawskim, zna suahili i podkładała głos Mei w filmie „W pustyni i w puszczy" Władysława Ślesickiego z 1973 r. Pani Teresa nauczyła Anię krochmalić, dała jej komplety pościeli zostawionych przez klientów, żeby mogła ćwiczyć w domu. A Afryka stała się inspiracją do wykonania instalacji w zakładzie. Z wykrochmalonych ścinków pani Teresa z Anią stworzyły figurki afrykańskich zwierząt. Coś w rodzaju origami. Wymyśliły, by zrobić gablotę na numerki, które przyczepia się do oddawanej do magla pościeli.
Świetnie dogadały się Anna Piwowar z właścicielką magla. Okazało się, że pani Teresa skończyła afrykanistykę na Uniwersytecie Warszawskim, zna suahili i podkładała głos Mei w filmie „W pustyni i w puszczy" Władysława Ślesickiego z 1973 r. Pani Teresa nauczyła Anię krochmalić, dała jej komplety pościeli zostawionych przez klientów, żeby mogła ćwiczyć w domu. A Afryka stała się inspiracją do wykonania instalacji w zakładzie. Z wykrochmalonych ścinków pani Teresa z Anią stworzyły figurki afrykańskich zwierząt. Coś w rodzaju origami. Wymyśliły, by zrobić gablotę na numerki, które przyczepia się do oddawanej do magla pościeli.
Jeszcze inaczej było w przypadku krawcowej. To projekt, który jest odpowiedzią na rzeczywistą potrzebę. Gosia Rygalik zaprojektowała gablotę na nici, która usprawni działania, a przy okazji będzie stałym elementem pracowni i pretekstem do stworzenia kolejnego obiektu. Marta i Lech Rowińscy razem ze ślusarzem skonstruowali klucz, który otwiera wszystkie drzwi.
Jeszcze inaczej było w przypadku krawcowej. To projekt, który jest odpowiedzią na rzeczywistą potrzebę. Gosia Rygalik zaprojektowała gablotę na nici, która usprawni działania, a przy okazji będzie stałym elementem pracowni i pretekstem do stworzenia kolejnego obiektu. Marta i Lech Rowińscy razem ze ślusarzem skonstruowali klucz, który otwiera wszystkie drzwi.
Jeszcze inaczej było w przypadku krawcowej. To projekt, który jest odpowiedzią na rzeczywistą potrzebę. Gosia Rygalik zaprojektowała gablotę na nici, która usprawni działania, a przy okazji będzie stałym elementem pracowni i pretekstem do stworzenia kolejnego obiektu. Marta i Lech Rowińscy razem ze ślusarzem skonstruowali klucz, który otwiera wszystkie drzwi.
Wszystkie projekty będzie można oglądać między 3 a 9 września 2012 r., odwiedzając zakłady rzemieślnicze zamienione na czas festiwalu w minigalerie.
Wszystkie projekty będzie można oglądać między 3 a 9 września 2012 r., odwiedzając zakłady rzemieślnicze zamienione na czas festiwalu w minigalerie.
Wszystkie projekty będzie można oglądać między 3 a 9 września 2012 r., odwiedzając zakłady rzemieślnicze zamienione na czas festiwalu w minigalerie.
Program festiwalu Przemiany: www.przemianyfestiwal.pl
Program festiwalu Przemiany: www.przemianyfestiwal.pl
Program festiwalu Przemiany: www.przemianyfestiwal.pl
KOMENTARZ DNIA
Żródło: Przekrój

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE