REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Komentarz

Druga strona

W stronę państwa Platformy

Paweł Lisicki 20-06-2010, ostatnia aktualizacja 20-06-2010 20:59
Paweł Lisicki, redaktor naczelny
autor: Ryszard Waniek
źródło: Fotorzepa
Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej"

Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego i niezły wynik Jarosława Kaczyńskiego pokazują, że mimo katastrofy smoleńskiej i nękającej Polskę plagi powodzi preferencje wyborcze Polaków są dość stabilne.

Komorowskiemu w wygranej nie przeszkodziły ani liczne gafy, ani brak charyzmy, ani nawet pozbawiona polotu kampania. Wyskoki jego najgorętszych zwolenników, jak choćby Janusza Palikota, mogły chwilowo zmniejszyć poparcie; na stałe odebrać mu głosy – już nie.

Jeszcze ważniejszy i pesymistyczny jest inny wniosek płynący z ostatnich miesięcy. Pełniąc obowiązki prezydenta, Komorowski podjął trzy ważne polityczne decyzje. Choć działał zgodnie z przepisami, to sądzę, że do ich podjęcia brakowało mu demokratycznego mandatu. Każdy czytelnik Tocqueville'a rozumie znaczenie różnicy między przepisami a obyczajami. To te drugie decydują o jakości życia publicznego w demokracji. I to one w jaskrawy sposób zostały przez obecnego marszałka Sejmu naruszone. Komorowski bezwzględnie wykorzystał sytuację: podpisał nowelizację ustawy o IPN, nominował nowego szefa Narodowego Banku Polskiego – w tym przypadku przynajmniej wybór osoby nie budzi zastrzeżeń – oraz doprowadził do rozwiązania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Żadna z tych decyzji mu nie zaszkodziła, za żadną nie został przez wyborców ukarany. Można domniemywać, że większość nie obawia się nadmiaru władzy w jednych rękach, nawet jeśli może być ona sprawowana na granicy reguł demokratycznych. Na razie ważniejsza niż kontrola nad władzą jest jej spójność. To wszystko przemawiało za wyborem Komorowskiego. Pamiętając o dwóch latach nieustannych sporów prezydenta i premiera, większość wolała mieć obu najwyższych polityków z jednego obozu.

Po tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego wydawało się, że polskie społeczeństwo się zmieniło. Wyglądało na to, że towarzysząca żałobie fala masowego współczucia nie tylko spowoduje zmianę podejścia do polityków i życia publicznego, ale też wpłynie na polityczne sympatie Polaków. Tragedia podważyła dotychczasowy wizerunek PiS, który jawił się jako partia zaściankowa, zamknięta i agresywna. Niezależnie od tego, na ile to była prawda, a na ile skuteczny zabieg politycznych oponentów, taki obraz praktycznie skazywał ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego na powolną degradację. We współczesnej demokracji nie da się zwyciężać, nie docierając do politycznego centrum. Dla wyborców centrowych zaś PiS okazywał się nie do przyjęcia.

Po 10 kwietnia zarówno sam Jarosław Kaczyński, jak i jego sztabowcy wykonali wiele pracy, by pokazać się od innej strony. Stąd słowa o końcu wojny polsko-polskiej, o rezygnacji z hasła IV Rzeczypospolitej czy o potrzebie pojednania się. Strategia ta przyniosła pewne korzyści. Można jednak zadawać sobie pytanie, czy Jarosław Kaczyński, walcząc o wyborców centrowych, nie zniechęcił do siebie niektórych własnych, którzy nie poszli głosować. Nawet jeśli sam pomysł, by złagodzić oblicze Kaczyńskiego, był rozsądny, to zwrot polityczny ku centrum został wykonany chyba zbyt gwałtownie. Dla centrowych wyborców PO Kaczyński nie okazał się wiarygodny. Zdezorientowany wyborca stanął wobec dwóch polityków, którzy posługiwali się podobną, opływową retoryką. Największym sukcesem Grzegorza Napieralskiego jest to, że obecny wynik zapewnia mu przeżycie i daje mandat do kierowania lewicą. Czy to jednak, że Napieralski osiągnął lepszy rezultat niż SLD w ostatnich wyborach, jest rzeczywiście wielkim zwycięstwem, to już inna sprawa. Ale to i tak lepiej niż poparcie dla Waldemara Pawlaka. Wyraźnie widać, że z tym politykiem na czele PSL przyszłości nie ma. O ile i bez niego w ogóle ją ma.

Przewaga Komorowskiego nad Kaczyńskim jest spora. Kandydatowi PiS trudno będzie – biorąc pod uwagę choćby brak czasu – dogonić lidera PO. Nie jest to wprawdzie niemożliwe, mimo wszystko mniej prawdopodobne. Wkrótce Polska może się stać krajem rządzonym przez jedno ugrupowanie. Ma to przynajmniej jedną dobrą stronę: PO nie będzie miała już żadnych wymówek dla swego lenistwa, braku chęci działania i unikania reform.

Skomentuj

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Pietryga: Internet – twardy orzech do zgryzienia dla Tuska

Konsultacje rządu z internautami nie przyniosły chyba spodziewanego efektu. >>