Publicystyka
Prawica anachroniczna
Jak powinien wyglądać polski nowoczesny konserwatyzm? Tak jak w przypadku Davida Camerona popierającego małżeństwa gejowskie i prawo kobiet do aborcji – uważa publicysta
Prawica dała wiarę przekonaniu, że Polacy są tradycjonalistami. To przeświadczenie, posiadające niemalże status dogmatu, sprawiło, że popadła w intelektualną i polityczną drzemkę. Dlatego, w odróżnieniu od szeroko rozumianej strony liberalnej pozbawiona jest dziś zdolności czytania znaków czasu.
Inaczej postępowcy: ci zrozumieli, że Polacy są patriotami, ale nie nacjonalistami. Po kilku latach kpienia z polskości, kiedy stawiali pod pręgierzem wspólnotę narodową, postępowcy weszli na teren, który do tej pory okupowany był głównie przez katolickich konserwatystów. Uznali, i słusznie, że postępowość nie stoi w sprzeczności z patriotyzmem czy chrześcijaństwem.
Niech żyje przeszłość!
W roku 2006 pisałem na tych łamach o potrzebie lewicowego patriotyzmu. O konieczności odebrania prawicy monopolu na interpretowanie polskiej historii. A w szczególności o potrzebie przekroczenia hegemonii prawicowej retoryki tak opisującej nasze dzieje, że zawsze ma ona posmak cierpiętnictwa i "pięknej klęski". Dziś na lewej stronie sceny politycznej nikt nie będzie kpił z polskości. Przeciwnie, postępowcy nie kryją dumy zarówno z naszej historii, jak i z państwa, które budują. Zrozumieli też, że bycie patriotą nie stoi w opozycji do bycia postępowcem. Prawica musi się więc pożegnać z przekonaniem, iż tylko ona posiada klucz do naszego patriotyzmu. Że tylko ona wie, co znaczy polskość. Dziś to liberalna strona z poczuciem sukcesu może powiedzieć: wygraliśmy, gdyż trzymaliśmy się zasady: "tylko ten, kto nie zapomina o swojej przeszłości, może wygrać przyszłość".
Inaczej prawica. W jej szeregach, widać to dobrze w publicystyce, panuje bezkrytyczne umiłowanie przeszłości. I przekonanie o naszej wyjątkowości jako narodu – podszyte naiwnym mesjanizmem czy też stopieniem katolicyzmu z polskością. Dla prawicy nie wystarczy być Polakiem, trzeba być "prawdziwym Polakiem". Bycie patriotą nie polega tu na tym, że przestrzegasz prawa, płacisz podatki, budujesz sprawne państwo, czerpiesz radość z życia, ale na tym, że kochasz Ojczyznę (zawsze pisanej przez duże "O"), i że w każdej chwili, choć dziś, dzięki Bogu, nie ma takiej potrzeby, jesteś gotowy oddać za nią życie. Nasza prawica, co nie pozostaje bez znaczenia, jest też wiecznie zgorzkniała.
Co więcej: przeszłość, nawet jeśli miała charakter spektakularnej narodowej klęski, jest zawsze lepsza od naszych teraźniejszych sukcesów. Dlatego prawicowi politycy nie otworzą ust, a publicyści nie zasiądą do klawiatury bez powtarzania jak mantry opinii o "dziadowskim polskim państwie", słabych instytucjach, zdradzieckich przywódcach itd. Że – krótko mówiąc – naokoło tylko zgliszcza i ruiny. Miłość do "Ojczyzny" na prawicy jest wprost proporcjonalna do nienawiści wobec państwa – pisanego przez małe "p".
Polacy w oczach prawicy to ślepcy. Nie dostrzegają całego "bagna i zgnilizny", które funduje Polsce "postępowy układ". Dlatego prawica krzyczy: "liczy się tylko przeszłość, przyszłość to zagrożenie". I organizuje marsze. Sęk w tym, że nie można okiełznać przyszłości, jeśli koncentruje się tylko na tym, co minione.
Jak na dłoni widać dziś, że Polska przechodzi przyspieszony kurs modernizacji. Dokonuje się on na poziomie "twardej modernizacji", czyli poprzez budowę dróg, rewitalizację dworców, budowę Orlików czy żłobków. Ale także – szczególnie ostatnio – na poziomie miękkiej modernizacji. Chodzi głównie o przemiany postaw społecznych Polek i Polaków.
Kamień u szyi
Polacy za dobrą monetę wzięli wolność osobistą. Przejawia się ona w tworzeniu przez nich indywidualnych strategii życiowych. Rośnie tolerancja dla takich postulatów, jak większy udział kobiet w polityce i biznesie, tolerancja dla mniejszości seksualnych czy niechęć do Kościoła jako instytucji domagającej się wpływów politycznych. Dziś w Sejmie zasiada Robert Biedroń, działacz gejowski, i Anna Grodzka, transseksualistka, zdobywająca mandat w konserwatywnym Krakowie. Zaledwie pięć lat temu byłoby to niemożliwe.
Jak na te zamiany społeczne reaguje prawica? Po pierwsze, nie przyjmuje ich do wiadomości. Z ust prawicowych polityków słyszymy mantrę o nowinkach z Zachodu, które niszczą rodzimą tradycję i w pył obracają klasyczne wartości. Prawica nie chce też wiedzieć, że prawa mniejszości, szacunek wobec obcych, niezgoda na karę śmierci są od lat chlebem powszednim przyzwoitych społeczeństw – i to nie tylko katolickich.















