REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Elity nie dorosły do demokracji

Andrzej Rozpłochowski 07-09-2011, ostatnia aktualizacja 07-09-2011 23:54
źródło: Rzeczpospolita

Napisałem moje wspomnienia o „Solidarności” z lat 1980–1981, by dać świadectwo prawdzie, bez przemilczeń i bez upiększeń - fragment książki Andrzeja Rozpłochowskiego „Postawią ci szubienicę…”

Piszę tak, jak było. Jak pamiętam, że było. Jest to niezmiernie ważne, ponieważ dzisiaj niektórzy z tych, co przed laty działali w (lub przy) NSZZ „Solidarność", kreują się na... niezłomnych przeciwników socjalizmu, wyłącznie dążących do jego obalenia i budowy wolnej Polski. A to jest po prostu nieprawda!

Prawdą jest to, że przed laty wiele tych osób – łącznie z Lechem Wałęsą, Kazimierzem Świtoniem i innymi – wcale z socjalizmem nie walczyło, aby go obalić. Szukało jedynie sposobu, jak go ulepszyć, aby usunąć z niego słynne – i przecież nieusuwalne – „wypaczenia". Szukano komunizmu z rzekomo możliwą ludzką twarzą. A to nie było możliwe, bo komunizm jest właśnie nieludzki.[...]

[...] Na kunktatorstwie i zgodzie na samoograniczenia polegał, niestety, zawarty również 8 lat później kontrakt okrągłego stołu. Dlatego powstała w roku 1989 w jego wyniku III Rzeczpospolita jest, jaka jest. Doskonale mają się w niej elity jej twórców, nieliczni szczęściarze i ci, którzy zgromadzili majątek często drogą wielkich nieuczciwości, a nawet przestępstw. Cierpi natomiast naród, który na wolność swoją i lepsze życie postawił już w roku 1980, decydując się na wielomilionowe poparcie NSZZ „Solidarność".

Niespełnienie tych nadziei owocuje dzisiaj również wielkim odwróceniem się połowy ludności od sceny politycznej, niezależnie od aktualnych, takich czy innych, wydarzeń. Przez swą pychę i ślepotę wiele elit ocenia to jednak jako... niedorośnięcie narodu do demokracji! Czyżby, panowie? Mam w tej mierze zdanie odmienne. Naród wie, co robi, tylko Wy nie dorośliście do działania w jego interesie! W latach 1980–1981 było zupełnie inaczej, a i dzisiaj naród głodny jest liderów, mających odwagę na obecną Polskę patrzeć także krytycznie i dających ludziom realną nadzieję, że naprawdę może być lepiej. [...]

Jeden związek w całym kraju

[...] W pierwszych dniach po zakończeniu strajków NSZZ „Solidarność" nie powstał samoczynnie ani nie był on dzieckiem żadnego z trzech znanych ośrodków strajkowych w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu. Wszędzie tam ludzie podjęli tworzenie nowych związków, ale o charakterze lokalnym. Było tak również u nas w Dąbrowie Górniczej. Ani z Gdańska od Wałęsy, ani od Jurczyka ze Szczecina, nie mówiąc oJastrzębiu, my w Dąbrowie Górniczej nigdy nie otrzymaliśmy zaproszenia do tworzenia wspólnie jednej organizacji związkowej.

Stało się jednak odwrotnie. To w naszym hucianym ośrodku taka myśl się zrodziła i z niego wyszła potrzeba jej realizacji. Niezależnie od bardzo szybkich postępów w tworzeniu nowego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego z tymczasową siedzibą w Hucie Katowice, jako przywódca tych wydarzeń miałem całkowite przekonanie, że tworząc nowy ruch, powinien powstać jeden związek w całym kraju, ponieważ tylko taka siła miała największe szanse walczyć z komunistyczną dyktaturą o demokratyczne zmiany dla wszystkich Polaków.

W całej Polsce w coraz liczniejszych środowiskach pracowniczych i społecznych trwało mniejsze lub większe posierpniowe wrzenie. Ludzie otwierali się na szukanie wzajemnych kontaktów. Dzwonili do siebie i komunikowali się z sobą na wszystkie możliwe sposoby. Stąd moja inicjatywa nie trafiła w próżnię. Od świtu do późnej nocy zajęci byliśmy również nawiązywaniem kontaktów z innymi. Miałem jednak świadomość, że decydujące rzeczy dla kraju mogą się dziać w oparciu o ludzi i postrajkowe środowiska na Wybrzeżu, a zwłaszcza w Gdańsku, ponieważ na Gdańsk właśnie zwrócona była główna uwaga krajowych i zachodnich mediów.

Dlatego zaraz po powrocie stamtąd naszej delegacji, już 6 września 1980 roku, przez co najmniej jednego osobistego kuriera, wysłałem pakiet dokumentów na ręce przywódcy strajku w Szczecinie Mariana Jurczyka oraz przywódcy strajku w Gdańsku Lecha Wałęsy. Najważniejszym z nich był Apel w sprawie utworzenia jednego krajowego kierownictwa założycielskiego nowego związku, które nazwaliśmy wówczas Centralnym Zarządem Komitetu Założycielskiego Związków Zawodowych.

Chodziło mi o to, aby Jurczyk i Wałęsa zapoznali się z treścią Apelu i poparli jego realizację. Do dokumentu załączyliśmy również treść zawartego w hucie wstępnego porozumienia o zakończeniu strajku oraz projekt statutu tworzonego u nas NSZZ i jakieś, nie pamiętam już treści, oświadczenie Kazimierza Świtonia. Pamiętam, że natychmiast odpowiedzieli nam ludzie ze Szczecina. Teleksował, czy też przysłał telegram i dzwonił sam Marian Jurczyk i pomysł nasz gorąco poparł. Przyrzekł mi, że oni się do tworzenia jednego związku w kraju przyłączają oraz, na moją prośbę, przyrzekł, iż będzie w tej sprawie kontaktował się z Gdańskiem i, jeżeli trzeba, sam tam pojedzie. Lech Wałęsa na nasz projekt nigdy nawet nie odpowiedział. [...]

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Saryusz-Wolski: Grecja: próba dla całej Unii

Groźny jest jednak nie tylko finansowy aspekt kryzysu greckiego, ale też jego konsekwencje geopolityczne w postaci potencjalnej destabilizacji na południowo-wschodniej flance Unii Europejskiej >>