REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Obrazy bezkarnie fałszowane

Janusz Miliszkiewicz 10-09-2009, ostatnia aktualizacja 10-09-2009 00:38
Janusz Miliszkiewicz
autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
Janusz Miliszkiewicz

W Polsce jest przyzwolenie części środowiska antykwariuszy i marszandów na handel podróbkami dzieł sztuki. Także państwo przymyka oko na ten proceder – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Ujawniłem nie tak dawno w „Rzeczpospolitej” kolejną aferę z fałszywym obrazem sprzedanym przez antykwariat. Ilustracją było zdjęcie obrazu z napisem po przekątnej: FALSYFIKAT.

Po kilku dniach zadzwonił znany prawnik. Był na jarmarku staroci w podwarszawskich Broniszach. Oferowano tam ten sam falsyfikat jako oryginał Jana Rubczaka.

Podróbka zegarka lub płyty z muzyką z zasady zatrzymywana jest przez wymiar sprawiedliwości. Dlaczego fałszywe obrazy zwracane są właścicielom?

Nasz wolny rynek sztuki ma 20 lat. Jego specyfiką jest to, że znane antykwariuszom falsyfikaty krążą nie tylko po bazarach, ale także na oficjalnym rynku. Dom aukcyjny wystawia pod młotek jednorazowo średnio ok. 150 przedmiotów, najczęściej obrazów. Zostają one wybrane spośród ok. 300 – 400 oferowanych. Pośród odrzuconych obrazów zwykle kilkadziesiąt procent to oczywiste podróbki lub przedmioty o wątpliwej autentyczności. Właściciel odrzuconego w danej firmie falsyfikatu z reguły oferuje go gdzie indziej aż do skutku.

Awantury antykwariuszy

Jak to możliwe? Moim zdaniem panuje przyzwolenie części środowiska antykwariuszy i marszandów na handel fałszywymi dziełami sztuki. Można mówić także o przyzwoleniu ze strony państwa.

Kiedy widzę w obiegu fałszywą monetę np. 5 złotych, mam prawny obowiązek wezwać policję. Natomiast antykwariusz odrzuca proponowany mu fałszywy obraz, nierzadko wyceniony na kilkadziesiąt tysięcy, a potem spokojnie ogląda go w witrynie innego antykwariusza. Nie zdała egzaminu propozycja sprzed lat, aby każdy członek Stowarzyszenia Antykwariuszy Polskich (SAP) obowiązkowo informował innego antykwariusza, że w jego ofercie spostrzegł falsyfikat. Praktyka pokazała, że informowani w ten sposób antykwariusze reagowali awanturami. Ostrzeżenie odbierali jako próbę zdeprecjonowania towaru przez konkurencję.

W ubiegłym roku Ośrodek Ochrony Zbiorów Publicznych (OOZP) resortu kultury zaplanował międzynarodową konferencję na temat fałszerstw na polskim rynku sztuki. Miała się odbyć w listopadzie tego roku, powstać miał projekt prawa ograniczającego patologie na rynku sztuki. Ogłoszono długą listę prelegentów: wybitnych prawników, specjalistów z policji, historyków sztuki, antykwariuszy oraz tematy ich wystąpień. Imprezę zareklamowano w prasie i na największym portalu o handlu sztuką. Zaproszenia do udziału wysłano np. do antykwariatów, galerii, policji, sędziów, prokuratorów, wojewódzkich konserwatorów zabytków.

Po trzech miesiącach zgłosiło się siedmiu słuchaczy. Dlatego pod koniec sierpnia zapadła decyzja o odwołaniu konferencji. Ośrodek nie mógł dłużej czekać ze względu na terminy zobowiązań finansowych związanych z organizowaniem konferencji. Dyrektor OOZP Piotr Ogrodzki ma nadzieję, że uda się problem podjąć w innej formule.

Pośród wspomnianych siedmiu słuchaczy, którzy wyrazili zainteresowanie konferencją, znalazł się jeden antykwariusz! Gdy SAP zrzesza ok. 100 firm, a poza nim działa ok. 300 firm, które utrzymują przynajmniej podstawowy poziom jakości oferty. Faktem jest, że SAP, mimo kolejnych deklaracji, od lat nie jest w stanie opracować skutecznego systemu wyłaniania fachowych i rzetelnych ekspertów, którzy decydują o autentyczności, choć są gotowe europejskie wzory w tej dziedzinie. Dlatego po rynku sztuki masowo krążą ekspertyzy autentyczności bezwartościowe pod względem prawnym, pisane w poczuciu bezkarności, wystawiane przez przypadkowe osoby.

Milczenie prokuratury

Prawnik dr Kamil Zeidler, autor prac z dziedziny ochrony dziedzictwa kultury, stwierdził parę miesięcy temu na żółtych stronach „Rzeczpospolitej”: „Niektórzy eksperci swoimi działaniami legalizują podejrzane dzieła, zamiast je z rynku sztuki eliminować” („Czy rynek sztuki wymaga interwencji ustawodawcy”, „Rz”, 8.10.2008).

Faktem jest, że gdyby eksperci ostro selekcjonowali towar, antykwariusze nie mieliby czym handlować. Problemem naszego rynku antykwarycznego jest bowiem niska podaż towaru. Dodatkowo ceny dzieł sztuki wzrosłyby o koszta rzetelnych ekspertyz, co też nie jest w interesie antykwariuszy i marszandów.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Zychowicz: KARTA na krawędzi

Ośrodek KARTA od ćwierć wieku wyręcza państwo, kompletując wiedzę o sowieckich zbrodniach na Polakach. Teraz państwo może doprowadzić do upadku tej instytucji >>