REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura

Teatr

Nim zredukują artystów

Jacek Cieślak 29-06-2010, ostatnia aktualizacja 01-07-2010 12:53
autor: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
"Był sobie Andrzej, Andrzej, Andrzej i Andrzej". Na zdjęciu Małgorzata Żak
autor: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
"Był sobie Andrzej, Andrzej, Andrzej i Andrzej"
autor: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
"Był sobie Andrzej, Andrzej, Andrzej i Andrzej"

Z wałbrzyskiej sceny można się dowiedzieć, czym żyje Polska poza wielkimi ośrodkami

Dolnośląski Teatr im. Jerzego Szaniawskiego jest sceną wyjątkową. Reaguje na najważniejsze problemy społeczne, cywilizacyjne i polityczne. Bywa, że spektakle drażnią, są nie do końca udane, ale ich autami są bezkompromisowość i szczerość.

Galeria zdjęć ze spektaklu

W najgłośniejszym przedstawieniu ostatniego sezonu w Wałbrzychu – "Był sobie Andrzej, Andrzej, Andrzej i Andrzej", Monika Strzępka i Paweł Demirski nawiązują do postaci Agnieszki z "Człowieka z marmuru" i "Człowieka z żelaza" Andrzeja Wajdy, która buntowała się przeciw kłamstwu komunizmu i decydentom odpowiadającym za kulturę.

Ryzykowała karierę, by nakręcić film o ofierze systemu, przodowniku pracy socjalistycznej Mateuszu Birkucie. W Teatrze im. Szaniawskiego oglądamy "nienakręconą trzecią część cyklu Andrzeja Wajdy": co mogłaby zrobić w naszej rzeczywistości córka Agnieszki, gdyby była reżyserką bezkompromisową jak jej matka.

Cięcia budżetowe

Wałbrzyscy twórcy przekonują, że Wajda, uznawany w PRL za herolda walki o wolność, dla pokolenia, które dojrzewało po 1989 r., stał się częścią establishmentu. Stworzył nową, środowiskową i ekonomiczną cenzurę, opartą na neoliberalnej poprawności politycznej. Po przełomie nie nakręcił żadnego ważnego społeczno -politycznego obrazu. Zajął się ekranizacjami lektur, bo bał się krytykować przyjaciół z dawnej opozycji.

Twórcy nie stosują też taryfy ulgowej dla Kazimierza Kutza. Na wyimaginowanym pogrzebie Andrzeja Wajdy – oby żył sto lat – pokazują sfrustrowanego reżysera, który zazdrości starszemu koledze Oscara. Nie dostrzegają wdzięku w bluzgach pana Kazimierza. Kutz w ich spektaklu to kabotyn. Zrobił karierę w PRL, a w wolnej Polsce odciął się od swoich plebejskich korzeni i prostych ludzi.

Trzecim negatywnym bohaterem spektaklu jest Leszek Balcerowicz. Monika Strzępka pokazuje ojca polskiego cudu gospodarczego w konwencji opery mydlanej o polskich menedżerach. Jest pyszny i butny jak na krakowskim Kongresie Kultury. Gdy wraca do domu, żona się cieszy, że po całodniowej harówce dla dobra kraju tak pięknie wygląda jego zmęczenie. On się zwierza, że znalazł sposób na rozwiązanie problemów w firmie: cięcia budżetowe i wyrzucenie pracowników na bruk z pomocą agencji ochrony.

Bohaterowie spektaklu oskarżyliby pewnie Strzępkę i Demirskiego o populizm. W bogatej Warszawie łatwo mówić o populizmie. Ale gdyby przyjechali do Wałbrzycha i zobaczyli na własne oczy katastrofę społeczną i ekonomiczną miasta (a takich w Polsce jest wiele), sami chwyciliby trzymany przez wałbrzyskich aktorów transparent o treści: niech kulturalne elity wezmą odpowiedzialność za to, co się stało w Polsce w ostatnich dwudziestu latach. Nie w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu – tylko na pozbawionej szans prowincji.

Strzępka i Demirski mają do siebie dystans: mówią otwarcie o frustracji prowincjuszy. Ironizują, że też chętnie przystaliby do warszawskiego establishmentu, chodzili na kolacyjki i kręcili filmy za publiczne pieniądze. Nie mają jednak wątpliwości, że podobnie jak duża część Polaków są we własnym kraju wykluczeni.

Plaga bezrobocia

Mechanizm jest prosty: albo zgadzasz się z tym, co mówi elita, albo jesteś populistą i prostakiem ze wsi. W kapitalistycznej telenoweli o Leszku Balcerowiczu postaciom krytykującym wicepremiera odbierany jest głos, a teatralne etaty podlegają likwidacji w imię reformy wydatków publicznych. Gdy publiczność odpowiada śmiechem – ona też pada ofiarą cięć budżetowych. Sceniczny Balcerowicz mówi, że jak się nie podoba, można iść do domu. Teatr powinien się utrzymać sam i grać pogodne farsy.

Strzępka ilustruje spektakl krytycznymi fragmentami recenzji na swój temat. Wytykają jej pisane na kolanie scenariusze, sceniczny bałagan, wulgarność. To wszystko prawda. Pierwsze dwa akty są niedorobione. To kiepska kopia sztuk Rene Pollescha, w których aktorzy komentują role i mówią we własnym imieniu. Jednak sądząc po reakcjach widowni, perfekcyjna, uładzona forma jest ostatnią rzeczą, na jaką czekają widzowie z małych ośrodków dotkniętych plagą bezrobocia.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Oscarowi faworyci w kinach

Filmy, którym przyznano w tym roku najwięcej nominacji do Oscarów, czyli "Artysta" francuskiego reżysera Michela Hazanaviciusa, oraz "Hugo i jego wynalazek" Martina Scorsese trafią do kin w Polsce >>