Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Donald Tusk - amator w UE - Magierowski

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Do indolencji obecnego rzšdu na arenie unijnej powinniœmy już przywyknšć – twierdzi publicysta
Pemier Donald Tusk jest Ryszardem Czarneckim unijnej polityki. Eurodeputowany PiS lubi opowiadać o swoich wpływach w partii. Szef rzšdu opowiada o swoich wpływach w Europie. Czarnecki szczyci się, iż ma dostęp do ucha prezesa. Tusk szczyci się swojš przyjaŸniš z paniš kanclerz. Czarnecki poucza tych, którzy rozbijajš PiS i polskš prawicę. Tusk karci wzrokiem tych, którzy rozbijajš jednoœć Europy. Czarnecki zawsze wie, skšd wiejš wiatry, i w odpowiednim momencie potrafi przytulić się do najsilniejszej frakcji w partii. Tusk także posiada tę umiejętnoœć – a jako że w Unii najsilniejszš frakcjš jest zawsze Angela Merkel, zatem Tusk przytula się do niej. Widok europosła PiS, który niezgrabnie odgrywa rolę szarej eminencji swojego ugrupowania, może wzbudzić najwyżej litoœć. Ale widok premiera RP, który z kolejnego szczytu UE wraca na tarczy, mimo iż wczeœniej obiecywał wszystkim złoto i frykasy, wywołuje jednoczeœnie smutek i irytację.

Wyszło jak zwykle

W ostatnich tygodniach zarówno sam Tusk, jak i jego minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski częstokroć podkreœlali, iż nasz kraj stanšł właœnie przed jedynš i niepowtarzalnš szansš. Po latach niewoli, upokorzeń i gospodarczej zapaœci w czasach komunizmu, po trudnym okresie transformacji, po żmudnym procesie dochodzenia do względnego dobrobytu wreszcie możemy stać się jednym z najważniejszych krajów Starego Kontynentu i kreować jego przyszłoœć.
Urzšdzono nawet w tym celu spektakl pod tytułem "Europa mówi Sikorskim". Szef polskiej dyplomacji wygłosił brawurowe przemówienie w Berlinie, udzielił wywiadu CNN, zyskał aplauz w anglosaskiej prasie, a Tusk miał na tej fali tylko dopłynšć do Brukseli i jš oczarować. Niestety, jak mawiał nieodżałowany Wiktor Stiepanowicz Czernomyrdin: "Chcieliœmy dobrze, a wyszło jak zwykle". Najpierw obwieœciliœmy, że podpiszemy traktat ustanawiajšcy unię fiskalnš (zanim jeszcze ktokolwiek wymyœlił doń choćby preambułę), a potem obudziliœmy się z rękš w niebieskim nocniku w złote gwiazdki. Projekt umowy nie pozostawia złudzeń: Polska nadal czeka w przedpokoju i nawet usilne starania premiera, by na zdjęciach ze szczytów występować zawsze w towarzystwie Angeli, na niewiele się zdadzš.

Polska to ma gest

Znamienne, iż po powrocie naszej delegacji do Warszawy rzšdowa narracja się zmieniła – sukcesem okazało się... uzyskanie "statusu obserwatora". Nie będziemy więc pełnoprawnymi członkami "jšdra Unii", ale za to będziemy je pilnie "obserwować". Należy docenić upór państwowych urzędników, którzy ratowali w ten sposób twarz. Ale na nieszczęœcie dla Tuska i jego dyplomatów wspomniany projekt ma tylko osiem stron, jest wyjštkowo klarowny i został sporzšdzony nie po grecku, lecz po angielsku. Tym samym trudniej było ukryć fakt, że rzšd opowiada banialuki. Nie było mowy o żadnym "statusie obserwatora", nie było mowy o żadnych korzyœciach, jakie Polska miałaby otrzymać, przystępujšc do tego elitarnego paktu. "Nikt nie mówił, że w wyniku umowy zostaniemy dopuszczeni do współdecydowania o kwestiach, które dotyczš strefy euro. By tak się stało, musielibyœmy do niej należeć" – twierdzi teraz europoseł PO Paweł Zalewski. Panie poœle, czy nie pamięta pan, jak prezydent Komorowski deklarował w "Gazecie Wyborczej" chęć "bycia w unijnym centrum"? Intrygujšce były też wypowiedzi ministra Pawła Grasia. W jednym z poranków radia TOK FM Graœ najpierw zachwalał porozumienie i wymieniał korzyœci, jakie przyniesie ono Polsce, po czym stwierdził, że nie wiadomo jeszcze, jakš większoœciš powinno być ratyfikowane w Sejmie, albowiem... jego ostateczny kształt jest wcišż nieznany. W ubiegły wtorek nastšpił kolejny zwrot: minister finansów Jacek Rostowski stwierdził, że Polska będzie się dopiero starała (sic!) o status obserwatora szczytów eurolandu. Jednak Zalewskiego, Grasia i Rostowskiego przebił Leszek Jesień, niegdyœ wiceminister w rzšdach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego, a dziœ ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W jego opinii z zapisów projektu rzeczywiœcie trudno wysnuć wniosek, iż Polska będzie "obserwatorem", ale powinniœmy umowę podpisać "w geœcie solidarnoœci". Czy Leszek Jesień, doktor nauk politycznych, słyszał kiedyœ o jakiejkolwiek umowie międzynarodowej, podpisanej przez jakiekolwiek państwo "w geœcie solidarnoœci"? Nasz "gest" byłby bez wštpienia ewenementem na skalę œwiatowš.

Złoœliwy  żart Sikorskiego

Rzšd próbował przykryć klapę szczytu wielkš fetš z okazji końca polskiej prezydencji, zasypujšc media informacjami o osišgnięciach MSZ. Atmosfera była do tego stopnia podniosła, że gdy kilku internautów zaczęło sobie z niej żartować ("Bilans prezydencji: Donald Tusk 418 klepnięć po plecach, Radosław Sikorski 372 klepnięcia"), rzecznik ministerstwa nie wytrzymał i w doœć niekonwencjonalnym stylu dał wyraz swojej wœciekłoœci na Twitterze. Owszem, w trakcie prezydencji udało się to i owo załatwić. Czy jednak udana mediacja w sprawie szeœciopaku oraz mały ruch graniczny z obwodem kaliningadzkim przybliżajš nas do "twardego jšdra" UE? Czy bšczki, truskawki oraz "oficjalne krawaty prezydencji" to jest właœnie to, z czego społeczeństwo powinno być dumne? Bo odnoszę wrażenie, że Tusk tego właœnie by chciał – byœmy najedli się truskawek, puœcili sobie bšczka na podłodze i nie zajmowali się takimi błahostkami jak "Międzynarodowa umowa o wzmocnionej Unii gospodarczej". I żebyœmy sobie jeszcze porechotali nad wyjętymi z kontekstu słowami Lecha Kaczyńskiego, który też miał ponoć marzyć o federacyjnej Europie. Tusk tego właœnie by chciał, bo zdaje sobie sprawę, że zbyt duża dawka wiedzy i zbyt rzeczowa analiza jego posunięć mogłyby mu poważnie zaszkodzić. Dlatego woli odpowiadać na pytania typu: "Czy uprawiał pan dzisiaj jogging, panie premierze?" oraz "Kto panu szyje tak wspaniałe garnitury?", niż tłumaczyć się z bajdurzeń na temat "statusu obserwatora". Tusk wie, że wystarczy zdrapać tę cienkš warstwę lukru, aby uciszyć samcze pohukiwania i obnażyć nieudolnoœć jego ekipy. Mylš się jednak ci, którzy utrzymujš, iż premier zdradza polskie interesy, kupczy naszš suwerennoœciš i składa ojczyznę na ołtarzu "niemieckiej Unii". Nic z tych rzeczy, Tusk nie zdradza ani nie kupczy. Przegrywa, bo jest w sprawach europejskich po prostu niekompetentny. Było to widać już wczeœniej, gdy przez kilka miesięcy milczał na temat kryzysu strefy euro, uznajšc, że to nie nasz problem (dziœ zarzuca opozycji, że ta nie przedstawia swoich pomysłów na... wycišgnięcie strefy euro z kłopotów). Tusk ma wiele do powiedzenia w wywiadach z Janinš Paradowskš i Tomaszem Lisem, ale na brukselskich szczytach już taki elokwentny nie jest. Między innymi z tego prozaicznego powodu, iż słabo zna angielski. Notabene: minister Sikorski nieustannie przypomina, iż w dyplomacji trzeba posługiwać się tym językiem biegle, bo większoœć interesów załatwia się podczas nieformalnych rozmów w cztery oczy. W tym kontekœcie słuszne skšdinšd uwagi Sikorskiego brzmiš jak złoœliwy żart.

Bez walenia w stół

Tusk przegrywa na tej arenie także dlatego, że jego głównym doradcš jest wiceminister spraw zagranicznych Mikołaj Dowgielewicz. Człowiek od lat zwišzany ze wspólnotowymi instytucjami, eurokrata par excellence, który przesiškł brukselskš ideologiš i nowomowš do szpiku koœci. To prawdopodobnie od niego Tusk dowiedział się, iż miarš "kompetencji" na salonach UE jest opanowanie standardowego zestawu frazesów o integracji, jednoœci i solidarnoœci, a nie sztuka czytania prawniczych dokumentów ze zrozumieniem. Tusk nie potrafiłby uderzyć pięœciš w stół nie dlatego, że ma zbyt łagodny charakter, lecz dlatego, że nie wiedziałby, w którym momencie. A Dowgielewicz mu nie podpowie, bo dla niego nadrzędnym nakazem jest mityczny, europejski konsensus. Walenie pięœciš w stół w repertuarze wiceministra w ogóle nie występuje. Wszystkie "sukcesy" premiera sš niestety odłożone w czasie, więc wyborcom łatwo zapomnieć, co miało być, a co w rzeczywistoœci jest. Gdy za chwilę dopadnš nas astronomiczne ceny energii, mało kto będzie pamiętał, że to m.in. efekt wynegocjowanego trzy lata temu przez Tuska pakietu klimatycznego. Wręcz przeciwnie: jak znam życie, winnymi podwyżek okażš się Antoni Macierewicz i ojciec Rydzyk. Zaœ minister Sikorski nie omieszka znaleŸć stosownej wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego sprzed nastu lat, by dowieœć, że także on wspierał walkę z globalnym ociepleniem. Podobnie może być w wypadku nowego paktu fiskalnego. Politycy Platformy lekceważš wszelkie wštpliwoœci, twierdzšc, że to dopiero wstępny projekt i poszczególne zapisy mogš się zmienić. Czy mamy jednak wierzyć tym samym specjalistom od prawa międzynarodowego, którzy półtora roku temu zgodzili się na prowadzenie œledztwa smoleńskiego na podstawie konwencji chicagowskiej? Którzy nie odróżniajš samolotu wojskowego od cywilnego? Czy możemy teraz od nich oczekiwać, iż wywalczš dla nas ów wymarzony przez Tuska, Sikorskiego i Dowgielewicza "status obserwatora unii fiskalnej"? Autor jest publicystš tygodnika "Uważam Rze"
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL