Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Komentarze

The Show Must Go On

O współczesnej kulturze mówi się, że żyje obrazkiem. Inaczej przeciętny widz nic z niej nie zrozumie. O podobnym mechanizmie można mówić w przypadku polityki. Ta żywi się emocjš. Bez niej publika też nic nie zrozumie.
Kolejnym dowodem jest przemówienie Radosława Sikorskiego w Berlinie i reakcje nań. Jesteœmy œwiadkami spektaklu, w którym wštki ważne i nieważne przeplatajš się w sposób trudny do logicznego uporzšdkowania. Skutek jest taki, że najbardziej wygrywajš interpretacje najprostsze. By nie rzec najbardziej prostackie. W skrócie: rozumiejšcy wyzwania czasu Europejczycy kontra zaœciankowi frustraci. Albo targowiczanie kontra patrioci. Publika to łyka, niezależnie, że iluœ kataryniarzy z obu stron przygrywa jej z pełnym cynizmu wyrachowaniem. Zacznijmy od tego, kto był pierwszy. Radosław Sikorski pojechał do Berlina, gdzie wysłuchało go bardzo ważne audytorium. Już to leczy nadwiœlańskie kompleksy. PóŸniej dowiedzieliœmy się - my czytelnicy polskich mediów - że bardzo ważni panowie z zagranicy uznali mowę za przełomowš. Każdemu Polakowi - pawiowi i papudze narodów - brakuje takich pochwał. A gdy już się zdarzajš stajš się najlepszym argumentem w krajowej debacie o to, kto ma słusznoœć w naszych tubylczych sporach. Odpowiedziš były marsowe spojrzenia, zmarszczone czoła i słowa pełne troski. O zagrożonej niepodległoœci, Trybunale Stanu, kondominium. Tak się to pisze, a czyta się "zdrada".
Nieuniknionym kolejnym etapem jest zdyscyplinowane przegrupowanie najwierniejszych kibiców obu stron. Gdy nie wiemy, co myœleć spójrzmy co powiedział Sikorski, a co Jarosław Kaczyński. Wtedy sami poznamy, gdzie jest prawda. I tak będzie toczyła się debata (tym eleganckim słowem pozwolę sobie okreœlić tę wzajemnš wymianę epitetów). Szkoda, że nie jest inaczej. Bowiem mowę Sikorskiego da się przeanalizować inaczej, zwłaszcza, gdy się jš przeczyta. Szef naszej dyplomacji, następca trony w PO, nakreœlił bardzo zgrabny speech. To rzeczywiœcie napisane w sugestywny sposób przemówienie. Problemy zaczynajš się, gdy zajrzymy wewnštrz tego opakowania. Po pierwsze, nie wiadomo w czyim imieniu przemawiał Sikorski. Czy to, co przedstawił jest programem rzšdu. Być może nie, ale z drugiej strony minister ma małš swobodę przedstawianiu swoich prywatnych wizji. Jest też problem z tym, że na przemówienie szefa dyplomacji czeka polski Sejm i akredytowany w Warszawie korpus dyplomatyczny. Zapowiedział to Donald Tusk w czasie swojego expose, zaznaczajšc, że wizję polityki zagranicznej przedstawi osobno szef MSZ. To skšdinšd dowód na postępujšcš utratę realnego znaczenia Sejmu w polskim systemie politycznym. Krócej: rzšd ma w nosie parlament. Sikorski przedstawił diagnozę stanu Europy. Trzeba mu przyznać, że przygotował się do tego starannie. Dzięki temu jego uwagi robiš duże wrażenie. Ma rację mówišc, że to nie rozszerzenie jest winne kryzysowi. Bogaci dotujšc nowe kraje kupili sobie bezpieczne rynki zbytu. Szaleństwem byłaby też polemika z tezš, że upadek strefy euro będzie czymœ dobrym dla polskiego dobrobytu. Jednak obok diagnozy Sikorski wysuwa postulaty. W skrócie: zagwarantujmy minimum suwerennoœci państwom członkowskim, a kilka kluczowych rzeczy oddajmy wzmocnionej centrali. Próbuje to obwarować deklaracjami o potrzebie zwiększenia wpływu obywateli UE na wybór jej władz. I tu jest słaby punkt, bo zaproponował wprowadzenie wspólnej listy wyborczej do Parlamentu Europejskiego i chyba z aprobatš wspomniał o bezpoœrednim wyborze prezydenta Unii. Szkoda, że nie dodał iż to rozwišzania promujšce najliczniejszy naród w Unii. Może jednak tak będzie, że narody unijne kiedyœ dojrzejš do tego, aby stać się Stanami Zjednoczonym Europy. Na razie niewiele na to wskazuje, zwłaszcza, gdy oglšda się transparenty z greckich manifestacji. To rodzi pytanie, czy minister (ponoć miał rzšdowe upoważnienia) jest fantastš, czy realistš. Czy publicystš na rzšdowym etacie, czy też spragnionym poklasku showmanem? Tu jest problem, ale nie uprawnia to do wezwań o Trybunał Stanu. Aby stanšć przed nim Sikorski musiałby popełnić tzw. delikt konstytucyjny. Mówienie rzeczy głupich i szkodliwych - uwzględniajšc to, iż wielu tak ocenia przemówienie ministra - nim nie jest. Z tego powodu trudno uznać za mšdrzejsze pohukiwania PiS i Solidarnej Polski. Prawidłowej oceny nie ułatwia też pohukiwanie o IV Rzeszy. Ono bowiem ułatwia sprowadzenie jakiejkolwiek krytyki do groteski. Przy czym niestety należy zaznaczyć ważnš rzecz: apele o normalnš rozmowę nie majš sensu. Przekaz z obu stron musi być bardzo prosty, bowiem kibice mogš się pogubić, gdy ktoœ wskaże jakieœ niuanse.
ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL