Życie na cmentarzu

aktualizacja: 30.10.2011, 14:29
Przed laty,  podczas prac budowlanych na Kanonii, wykopano sporo kości...
Przed laty, podczas prac budowlanych na Kanonii, wykopano sporo kości z cmentarza na tyłach katedry. Co ciekawe, szczątki znajdują się też w wąskim przejściu między nią a kościołem oo. Jezuitów, gdzie ludzi chowano również w czasie Powstania Warszawskiego
Foto: Rzeczpospolita, Jak Jakub Ostałowski

W dawnej Warszawie i wokoło niej było niegdyś pół setki oficjalnych miejsc pochówku, nie licząc tysięcy grobów wspólnych zwanych „jeneralnymi”. Jeśli komuś wydaje się, że pod jego domem czy osiedlem nie było mogiły, to jest w błędzie.

Niedawno znalazłem informację, że podczas budowy domu Wedla przy Szpitalnej natrafiono na cztery doły, w których znaleziono 400 zwłok z końca XVIII w.
Poważna gazeta, jaką był „Przegląd Katolicki", doniosła w 1892 r., że: „W jednym z tych dołów, najszerszym i najgłębszym, położonym w bliskości ulicy Szpitalnej ciała zmarłych ułożone były w czterech warstwach (...) bez trumien i jakichkolwiek śladów odzieży. Natrafiono na jednego tylko nieboszczyka w trumnie, która w połowie przegniła". Lekarz stwierdził, że są to czaszki młodych mężczyzn w wieku od 18 do 30 lat, a pochodzą sprzed wieku. Potwierdziły to badania archiwów: „Istotnie przed 98 laty pogrzebano w tym miejscu sporo młodzieńców". Zakopano ich na Cmentarzu Szpitala Dzieciątka Jezus, „mimo że zmarli gdzie indziej". A dokonano tego z powodu gorącej wiosny, a więc z obawy, że od niepogrzebanych zwłok wybuchnąć może zaraza.
Kiedy cofnąć się o te 98 lat, otrzymamy rok 1794, czyli walki w Warszawie podczas powstania kościuszkowskiego. Ale czyje to zwłoki? Nie wiadomo – albo mieszkańców poległych w trakcie bojów ulicznych, albo też żołnierzy rosyjskich; tej kwestii „Przegląd Katolicki" nie wyjaśnił. Dodał jedynie, że nieopodal znaleziono jeszcze dwa inne miejsca pochówku – w piątym w piwnicy w nieładzie leżały ciała, a „na szósty dół natrafiono przy chodniku od Szpitalnej", gdyż niegdyś grzebano w poprzek tej ulicy.

Trzydzieści tysięcy

Wbrew różnym opracowaniom cmentarz nie był lokowany tylko pod dzisiejszym Bankiem pod Orłami i sąsiednimi domami, ale „ciągnął się od ulicy Zgoda, przecinając Hortensję, do Nowego Światu, a na szerokość zajmował część placu Wareckiego od ulicy Wareckiej do Chmielnej". Rzeczywiście, w roku 1885 podczas układania kanalizacji przy Nowym Świecie wykopano dużo kości ludzkich. Na całym wspomnianym terenie pogrzebano do końca wieku XVIII aż 30 tys. ciał, a i później je chowano. Innymi słowy, parkując auto choćby przy Szpitalnej, możemy to robić nad jakąś mogiłą.

Za kościołem

Tylko na samym terenie uważanym dziś za starą Warszawę znajdowało się niegdyś ponad 20, przeważnie przykościelnych, cmentarzy różnych wyznań. Natomiast poza miastem lokowano tzw. cmentarze choleryczne, czyli miejsca grzebania ludzi zmarłych na różne zarazy. I tu pewna dygresja – otóż ciała biednych, bezdomnych, a często i małych dzieci zakopywano w dołach wspólnych (tych „jeneralnych") kopanych często poza oficjalnymi cmentarzami. Podobnie czyniono z poległymi podczas wojen, a chowano ich w zbiorczych tzw. bratnich mogiłach. O nieboszczykach tych niezależnie, czy byli Polakami, czy obcymi żołnierzami stosunkowo szybko zapominano, bo nie było bliskich do opiekowania się miejscami pochówku.
Kiedy w wieku XIX i  do połowy zeszłego stulecia odkrywano szkielety podczas prac budowlanych, zabierano je na odległe cmentarze i zakopywano pod murem. Tak było ze szczątkami znalezionymi przy ul. Hortensji. „Kości te na dziesięciu wozach szpitalnych wywieziono na cmentarz brudzieński".

Precz z miasta

Trupi jad z ciał zakopanych na przykościelnych cmentarzach dostawał się do wód podziemnych i zatruwał studnie. Pamiętajmy, że sprawne wodociągi mamy w mieście dopiero od trzeciej ćwierci wieku XIX. Magistrat wielokrotnie, lecz bezskutecznie upominał, by nie grzebano zmarłych w bliskości domów mieszkalnych. I dopiero pod koniec wieku XVIII wydano policyjny zakaz. Po kilku latach zaczęto ciała chować z dala od zabudowy na tzw. cmentarzach polowych, ale czyniono to nader niechętnie, bo sprzeciwiała się temu ówczesna obyczajowość. By dać odpowiedni przykład, biskup Gabriel Wodzyński  w  testamencie nakazał zakopać swe doczesne szczątki na Koszykach. A nastąpiło to w roku 1788. W tym czasie stare kości ze zlikwidowanych cmentarzy rzadko przenoszono poza miasto i dziś co jakiś czas natrafia się na nie podczas różnych prac, tak jak przed paroma laty na staromiejskiej Kanonii, a w 1913 r. przy Franciszkańskiej 6.
Pierwszym większym, peryferyjnym cmentarzem było pole na tyłach kościoła św. Krzyża. Zmarłych chowano tam przez 300 lat! A teren ten rozciągał się pod dzisiejszym Ministerstwem Finansów.
Był też Cmentarz Świętokrzyski, zwany tak nie od ulicy, przy której się nie znajdował (!), ale od nazwy jurydyki. Leżał między Marszałkowską, Emilii Plater, Nowogrodzką i Żurawią. Początkowo lokowano go na obszarze półtora hektara, który to otoczono strefami ochronnymi, a potem musiano nieco poszerzyć, gdyż zakopano tam aż 130 tys. ciał. Po powstaniu listopadowym cmentarz zamknięto, część kości wywieziono (oczywiście wszystkich nie dano rady), a płytami nagrobnymi wykładano okoliczne podwórka.
Trzecim cmentarzyskiem był teren na Koszykach zwany też Ujazdowskim, gdyż przeniesiono na niego ciała z grobów na Ujazdowie i z rejonu dzisiejszego Belwederu. Liczył ponad cztery hektary, zajmując teren obecnej Politechniki. Jeszcze w okresie międzywojennym odnajdowano tam kości. Czwartym – opisanym już – była nekropolia przy Szpitalu Dziesiątka Jezus.
Wspomniałem tu tylko o cmentarzach nieistniejących dzisiaj, a i tak nie o  wszystkich. Znano jeszcze choćby cmentarz przy kościele na pl. Soleckim, dwa na Cytadeli, kiedy jeszcze nie zbudowano tam fortyfikacji, trzy w al. Solidarności między Andersa i Jana Pawła II oraz wiele cholerycznych niewspominanych nawet przez kroniki.

Pod stopami

Największym cmentarzyskiem była jednak sama Warszawa, gdzie podczas Powstania 1944 r. zginęło ponad sto tysięcy osób. Do dziś nie wyliczono ile, a jedyna, naukowa estymacja wykonana tzw. metodą analizy krzyżowej, pochodząca z IPN, podaje całkowitą liczbę strat w wysokości 140 – 150 tys. cywilów oraz żołnierzy podziemia. I oni wszyscy pozostali w Warszawie po październikowej kapitulacji. Ciała zakopywano na podwórzach, skwerach oraz trawnikach. Tysiące zwłok leżały w piwnicach, a nawet niepogrzebane na ulicach. Na początku 1945 r. rodziny dokonały ekshumacji około siedmiu tysięcy poległych, a służby miejskie wydobyły 30 tys. ciał z pojedynczych grobów, złożyły je w zbiorczych wykopach i dopiero potem wywiozły na cmentarze. Taką procedurę stosowano z powodów trudności technicznych – większość ulic była nieprzejezdna, a i transportu nie było. Do połowy 1947 r. pochowano też 69 tys. niezidentyfikowanych zwłok – całych lub spopielonych. Później też wywożono, ale z relacji wynika, że jeszcze w latach 50., kiedy podczas prac budowlanych natrafiano na pojedyncze kości, zakopywano je na miejscu. To był skutek powstałego podczas okupacji zobojętnienia na śmierć.
Nasze tragiczne dzieje spowodowały, że w każdym miejscu miasta spoczywają zapomniane szczątki ludzkie, nad którymi przechodzimy, nawet o tym nie wiedząc.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE