Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Zwišzki partnerskie

Piotr Winczorek: historia prawa i obyczajów

Profesor Piotr Winczorek
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Zmiany, jakie można zaobserwować w dziedzinie obyczajów w cišgu minionych 200 lat, nie majš charakteru cišgłego. Przeciwnie, demokratyzacja i humanizacja podlegały niejednokrotnie zahamowaniom i cofnięciom – pisze konstytucjonalista
Toczšca się obecnie w Polsce dyskusja o nadaniu prawnych form (celowo nie używam okreœlenia "legalizacja", bo nie sš one w naszym kraju obecnie nielegalne) tzw. zwišzkom partnerskim skłania do spojrzenia na dzieje relacji między przekonaniami obyczajowo-moralnymi społeczeństw a przyjętymi przez nie regulacjami prawnymi. Co do uregulowania prawnego tego typu zwišzków się nie wypowiadam; chcę natomiast zwrócić uwagę na to, że nie można tej i podobnych kwestii rozpatrywać bez uwzględnienia tendencji, jakie w sferze obyczaju i przekonań moralnych rysujš się w kulturze europejskiej co najmniej od XVIII wieku.

Coraz łagodniej

Ogólny kierunek zmian, które w tym względzie można zaobserwować, wyraża się w laicyzacji, demokratyzacji i humanizacji. Czy zmiany te okreœlić można jako postępowe, to kwestia wyboru ideowego. Dla wielu konserwatystów już samo pojęcie postępu jest podejrzane, a istnienie tego zjawiska w przestrzeni społecznej wydaje się im mocno wštpliwe.
Niemało jest też takich, którzy wierzš w postęp jako immanentnš cechę ludzkich dziejów i przypisujš mu bezdyskusyjnie wysokš wartoœć etycznš. Nie będę zabierał w tych sporach głosu, bo sš one, moim zdaniem, nierozwišzywalne. Zgodzę się natomiast z tezš, że zmiany, jakie w dziedzinie obyczajów i przekonań moralnych można zaobserwować w naszej sferze kulturowej w cišgu ponad 200 lat, nie majš charakteru cišgłego, przeciwnie, demokratyzacja, a zwłaszcza humanizacja podlegały niejednokrotnie zahamowaniom i cofnięciom. Dwie zwłaszcza dziedziny prawa podlegały w cišgu wieków wyraŸnym przeobrażeniom pod wpływem ewoluujšcych obyczajów i przekonań moralnych: prawo karne i rodzinne. Gdy idzie o pierwsze, trudno nie zauważyć postępujšcego jego łagodzenia. Wyrażało się to w trzech co najmniej jego fragmentach: katalogu czynów zabronionych, metodach znajdujšcych zastosowanie w postępowaniach dowodowych i w wykazie dopuszczanych kar.

Czy wracać do tortur

Dawne zestawy czynów karalnych obejmowały obok i dziœ znanych przestępstw, takich jak zabójstwo, kradzież, rozbój, czyny, których obecnie w europejskich przynajmniej kodeksach już nie spotykamy: cudzołóstwo, zdrada małżeńska (raczej kobiet niż mężczyzn), homoseksualizm, zoofilię, a także, na przykład, publiczne bluŸnienie Bogu (np. w przedwojennym polskim kodeksie karnym). Tego typu przestępstwa spotykamy jeszcze w kodeksach XIX-wiecznych. Choć na przykład kodeks karny francuski z 1810 r. wyłšczał karalnoœć zabójstwa żony, którš mšż zdybał na zdradzie, "zanim ciała się nie rozłšczyły" (S. Grzybowski, Dzieje prawa, 1981, s. 225). Gdy spojrzeć nieco głębiej w przeszłoœć, ale nie dalej niż do XVII wieku, za przestępstwa uchodziły czary, herezja lub odstępstwo od wiary. To ostatnie jest nadal karalne w niektórych państwach islamskich pozostajšcych pod rzšdami szarijatu. Z drugiej jednak strony do kodeksów karnych trafiły takie czyny, których niegdyœ nie rozróżniano, jak mobbing, molestowanie seksualne, seksualne wykorzystywanie nieletnich czy niehumanitarne postępowanie ze zwierzętami. To też jest przejaw ewolucji obyczajów i wrażliwoœci moralnej społeczeństw. Katalog œrodków dopuszczonych jako dowód, niekiedy dowód koronny, w postępowaniach karnych także się bardzo zmienił. Nie wspominam tu o wczesnoœredniowiecznych pojedynkach sšdowych, ale wystarczy powołać się na dopuszczalnoœć tortur, które gdzieniegdzie nadal, jeœli nie jako legalne, sš tolerowane i uchodzš za niezawodny œrodek wymuszania prawdy w zeznaniach podejrzanych. W Polsce tortury zostały oficjalnie zakazane w latach 70. XVIII wieku, zarówno jako narzędzie nadmiernie okrutne, jak i mało skuteczne. W ostatnich czasach, także w Polsce, słychać głosy, że być może warto do nich powrócić w niektórych sytuacjach (np. niedawna wypowiedŸ Janusza Majcherka dla "Gazety Wyborczej"). Dziwię się jednak, że poglšdy takie powracajš po tym wszystkim, co dotychczas udowodniono odnoœnie do ich okrucieństwa i zawodnoœci. Przez długie wieki jako ostateczny œrodek dowodowy przyjmowano przyznanie się oskarżonego do winy: "confessio est regina probationum". Zasada ta znana też prawu stalinowskiemu œwietnie współgrała z praktykowaniem tortur. Dziœ przyznanie się oskarżonego jest ważnš, ale nie jedynš przesłankš pozwalajšcš na uznanie go za winnego zarzucanego czynu.

Wychowywać i przywracać

Obrazy kar stosowanych przez wieki mogš wypełnić bogaty album ilustrujšcy ludzkš skłonnoœć do horroru: œmierć zadawana na najrozmaitsze, najbardziej nawet nieludzkie sposoby, kary cielesne wykonywane publicznie, uwięzienie ze szczególnym udręczeniem, piętnowanie na ciele i pozbawianie członków, karanie członków rodziny wraz z bezpoœrednio oskarżonym o przestępstwo itp. Dziœ odpowiedzialnoœć zbiorowa, kary okrutne, cielesne, kara œmierci sš niedopuszczone przez kodeksy państw europejskich. Nawet kara dożywotniego pozbawienia wolnoœci jest traktowana jako wyjštkowa i stosunkowo rzadko bywa w Europie orzekana. Zamiast wywierać zemstę na skazanym lub go na zawsze eliminować z życia wspólnoty, kara ma go wychowywać i uzdrowionego moralnie przywracać społeczeństwu. Ten radykalny zwrot w myœleniu o karze i jej funkcjach datuje się głównie od wystšpienia Cezarego Beccarii (XVIII w.). Nie wszystkim to się podoba, ale w tym właœnie kierunku poszła w XIX i XX w. ewolucja głównego nurtu przekonań obyczajowych i moralnych oraz postępujšce za nimi zmiany prawa karnego. W dziedzinie prawa rodzinnego zmiany sš nie mniej istotne. Przez kilka wieków torowało sobie drogę do społecznej i ustawodawczej aprobaty prawo do rozwodu. Dopiero kilka tygodni temu rozwody zostały drogš referendum zalegalizowane na Malcie, ostatnim, których ich nie znał, kraju UE. Rozwód pozostaje nadal czymœ niedopuszczalnym w œwietle nauki moralnej i prawa Koœcioła katolickiego, ale jak się zdaje, Koœciołowi pozostały obecnie w rękach, by mu się przeciwstawić, jedynie œrodki duszpasterskie i kanoniczne. Przekonanie o obyczajowej i moralnej dopuszczalnoœci rozwišzania zwišzku małżeńskiego stało się bowiem w laicyzujšcych się społeczeństwach europejskich powszechne.

Zwyczajne zwišzki partnerskie

Istotna zmiana dotyczy położenia prawnego małżonków. Od całkowitego niemal uzależnienia prawnego żony od męża jako "naturalnej głowy rodziny" do pełnego równouprawnienia współmałżonków. Drogę tę małżeństwa europejskie przebyły w cišgu około  150 lat XIX i XX wieku. Podobnie sytuacja przedstawia się z prawami dzieci pozamałżeńskich. Nazywano je niegdyœ "bękartami", potem, już mniej je może stygmatyzujšc, "z nieprawego łoża", zawsze jednak dyskryminujšc w porównaniu z dziećmi narodzonymi w małżeństwie. Były one pomijane w przypadku spadkobrania, miały duże trudnoœci z ustaleniem ojcostwa, pozostawały bez wsparcia alimentacyjnego ze strony biologicznego ojca, który mógł je, wedle woli, uznać lub odrzucić. Dziœ dzieci takie traktowane sš prawnie na równi z dziećmi, które przyszły na œwiat w małżeństwie. I wreszcie tzw. zwišzki partnerskie. Współżycie osób różnej płci bez zalegalizowania przed kapłanem odpowiedniej religii uchodziło już nie tylko za ciężki grzech, ale niekiedy œcigane było (jako cudzołóstwo) przez obowišzujšce prawo. Dziœ życie na kociš łapę nie stało się wprawdzie społecznš normš, ale jest rozpowszechnione i uznawane z reguły za coœ zwyczajnego, dopuszczanego nawet przez społecznoœci o konserwatywnym, co do zasady, nastawieniu. To samo dotyczy dzieci pochodzšcych z takich zwišzków. Zwišzki homoseksualne zaœ były przez wieki nielegalne i tępione karnie jako szczególnie moralnie odrażajšce. Dziœ nie idzie już o ich prawo do istnienia, ale do uzyskania statusu prawnego porównywalnego z małżeństwem, co stało się już faktem w niektórych krajach europejskich. To, oczywiœcie, nie wszystkie przemiany obyczajowe, które wymusiły z biegiem lat wprowadzenie zmian prawnych. Do ich listy dodać można na przykład demokratyzację stosunków społecznych, która pocišgnęła za sobš likwidację tytułów i przywilejów szlachecko-rodowych, emancypację kobiet, której następstwem było przyznanie im praw wyborczych, prawa do zajmowania stanowisk publicznych, studiów wyższych, podejmowania pracy zastrzeżonej niegdyœ tylko dla mężczyzn itp.

Po znieprawieniu prawoœć

Powstaje pytanie, jak ustosunkować się do tych przeobrażeń. Czy jedne – i jakie – odrzucać, a inne aprobować? Czy podejmować próby przeciwstawiania się im w imię trwałych, ponadczasowych wartoœci moralnych, prawa naturalnego, odwiecznego porzšdku rzeczy? Czy rozsšdniejsze jest bierne poddanie się biegowi spraw i, choćby wbrew przekonaniu, należy ujmować w ramy prawne to, co wydaje się nieuniknione? Czy wreszcie stymulować przez wprowadzanie nowych uregulowań normatywnych zachodzšce przemiany obyczajowe i moralne, a nawet je wyzwalać? Jest to dylemat, przed którym stojš dzisiejsi i pewno stać będš przyszli ustawodawcy. Ci, którzy uważajš, że w imię nienaruszalnych zasad etycznych i dobrych obyczajów trzeba stawić czoła fali zepsucia i demoralizacji prowadzšcej do upadku cywilizacji, liczš zwykle na to, że fala ta, dziœ tak wysoka, jednak się kiedyœ cofnie. Społeczeństwa się opamiętajš i powrócš skruszone na drogę cnoty. Dlatego obecny opór, choć może się wydawać beznadziejny, ma sens i przyniesie kiedyœ owoce. Nic nie jest przesšdzone raz na zawsze. Po reformacji przychodzi kontreformacja, po Wieku (fałszywych) Œwiateł czas powrotu do Ortodoksji, po znieprawieniu – prawoœć. Być może tak będzie i tym razem. Nie potrafię powiedzieć, czy oczekiwania te się sprawdzš. Ale niezależnie od osobistego stosunku do "konserwatystów" i "postępowców" szanuję wysiłki tych pierwszych i rozumiem nadzieje tych drugich. Autor jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, znawcš tematyki konstytucyjnej
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL