Hubertus Spalski 2011

aktualizacja: 13.05.2011, 07:05
fot. Michał Marcinkowski
fot. Michał Marcinkowski
Foto: __Archiwum__

To był już 11. „nowożytny” spalski Hubertus, jeśli nie liczyć tych przedwojennych, zainicjowanych przez prezydenta myśliwego
Ignacego Mościckiego. Te nowe w ciągu 11 lat też przeszły ogromną metamorfozę

Mało jest w naszym kraju miejscowości, które mogą się poszczycić tak bogatymi tradycjami myśliwskimi jak Spała, miejscowość nad Pilicą, wśród lasów będących wspomnieniem dawnej Puszczy Pilickiej. Proboszcz spalskiej parafii, Nadleśnictwo Spała i okoliczni myśliwi podjęli w 2000 roku próbę powrotu do tych tradycji. Tegoroczny, 11. już Hubertus Spalski świadczy o tym, że inicjatywa trafiła na podatny grunt.
Zainaugurowano tym razem nowy wątek spalskiego Hubertusa – Spalski Festiwal Kulinarny „Oswajamy dziczyznę". Do udziału w konkursie profesjonalistów zgłosiło się kilkanaście ekip z szefami kuchni restauracji specjalizujących się w potrawach z dziczyzny. To kontynuacja procesu oswajania współczesnej polskiej kuchni z dziczyzną, owocami leśnego runa, przywracania dziedzictwa kulturowego przy zastosowaniu nowoczesnych metod i jednoczesnym zachowaniu tradycji. Na festiwal składały się konkursy kulinarne profesjonalistów, pasjonatów i amatorów, juniorów, wspólne pieczenie dzika, konkurs nalewek.
O świcie zagrały rogi. Najpierw zwołując myśliwych na hubertowską mszę, celebrowaną przez księdza myśliwego z Niebieskich Źródeł Marka Izydorczyka, kapelana myśliwych woj. łódzkiego. Potem wyruszono na łowy. Najprawdopodobniej największe takie polowanie w kraju. W tym Hubertusie uczestniczyło 220 myśliwych z całego kraju, a nawet z zagranicy. Choć to polowanie świąteczne i symboliczne, na tradycyjny pokot na łące nad Pilicą złożyły się trzy jelenie, sześć dzików, pięć lisów, 112 bażantów i siedem kaczek. Spalski bór i św. Hubert najwyraźniej i też tradycyjnie – darzyli.
Głównym punktem programu Hubertusa jeździeckiego w niedzielę, 17 października 2010 roku, była gonitwa za lisem, ale miała ona znów bogatą i malowniczą oprawę, liczne stoiska handlowe, „biesiadne", prezentacje psów i ptaków myśliwskich, przeróżnych ras koni. Swym widokiem zachwycali ułani, amazonki w strojach z czasów Grunwaldu, najbardziej chyba Jerzy, nomen, omen, Sienkiewicz z Oblęgorka, w kostiumie i rynsztunku żywcem chyba zdartym z Andrzeja Kmicica.
W konnym Hubertusie, którego organizacyjną duszą był jak zwykle myśliwy i jeździec Jan Królikowski, wzięło tym razem udział aż 89 jeźdźców i koni. Po lisią kitę skutecznie sięgnął Roch Jagieliński, wnuk mastera Romana Jagielińskiego, dosiadający konia o imieniu Laredo.

POLECAMY

KOMENTARZE