Rozmowy jeńców z Wermachtu

aktualizacja: 05.04.2011, 01:51

Protokoły z podsłuchów rozmów niemieckich
żołnierzy wziętych
do niewoli rzucają nowe światło na ich zbrodnie

„Soldaten" (Żołnierze) – to tytuł nowej książki napisanej na podstawie protokołów podsłuchów rozmów niemieckich żołnierzy, którzy znaleźli się w czasie II wojny światowej w brytyjskiej i amerykańskiej niewoli. Służby wywiadowcze podsłuchiwały ich za pomocą umieszczonych w barakach mikrofonów, by uzyskać informacje na interesujące je tematy. Książka dwóch niemieckich historyków, która pojawi się wkrótce w niemieckich księgarniach, zawiera wyznania żołnierzy, którzy przyznają się do zbrodni wojennych.
Oto fragment jednej z rozmów prowadzonych przez niemieckiego pilota o nazwisku Pohl z kolegą, niejakim Meyerem, w jednym z brytyjskich obozów jenieckich.
Pohl: „Atakowaliśmy kolumny (uciekinierów – red.) na drogach. Obsługiwałem karabin maszynowy. Samolot wszedł w lewy skręt. Działają wszystkie karabiny. Co możesz zrobić? Widzieliśmy, jak konie wylatywały w powietrze".
Meyer: „Do diabła z końmi".
Pohl: „Żal mi było tych koni. Ludzi nie. Ale koni żałowałem do ostatniego dnia".
Z kontekstu wynika, że rzecz działa się w pierwszych dniach agresji na Polskę w okolicach Poznania. Pilot Pohl opowiada również, jak w drugim dniu wojny zrzucił pierwsze bomby na dworzec w Poznaniu i nie odczuwał z tego powodu „żadnej radości". „Trzeciego dnia zobojętniałem, ale czwartego dnia czerpałem już z tego przyjemność" – opowiadał Pohl, co skrzętnie zaprotokołowano. Tak jak jego opowieści o tym, że strzelał do uciekających żołnierzy i atakował kolumny uchodźców.
Fragmenty protokołów cytowanych w książce Sönke Neitzela i Haralda Welzera publikuje w najnowszym wydaniu tygodnik „Der Spiegel". Są tam mrożące krew w żyłach opowieści o sadystycznych gwałtach dokonywanych przez żołnierzy Wehrmachtu w Polsce, Francji i w wielu innych krajach. Sadyści dzielą się swymi wspomnieniami bez żenady, często w atmosferze ogólnej wesołości. Nie brak wyznań o mordowaniu kobiet i dzieci oraz o tym, że wielu żołnierzy zdawało sobie sprawę z rozmiarów Holokaustu.
Brytyjskie i amerykańskie protokoły to w sumie około 150 tysięcy stron będących jednym wielkim aktem oskarżenia. Na ich podstawie można było po wojnie wytoczyć procesy tysiącom niemieckich żołnierzy. Alianci trzymali je jednak przez lata pod kluczem. Nawet gdy można było już po nie sięgnąć, nie zainteresowali się nimi prokuratorzy z Centralnego Urzędu Ścigania Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu. Robią to dopiero teraz, zaalarmowani informacjami o publikacji książki. – Nie bylibyśmy w stanie przeanalizować takiej ilości materiałów. Mieliśmy wiele pilnych zadań – tłumaczy Thomas Will, zastępca szefa urzędu z Ludwigsburga.
Korespondencja z Berlina

POLECAMY

KOMENTARZE