Sześciolatki w tłoku

aktualizacja: 27.01.2011, 02:03
Urszula Sajewicz-Radtke
Urszula Sajewicz-Radtke
Foto: SWPS

Dziecko musi być przygotowane, że to, co robi, zaczyna być oceniane - mówi Urszula Sajewicz-Radtke, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej

W 2012 roku do szkół pójdą wszystkie sześciolatki. A wraz z nimi te siedmiolatki, których rodzice nie poślą do podstawówek w 2011 r. (teraz bowiem mają wybór: szkoła czy przedszkole).
„Rz” napisała wczoraj, że w 2012 r. w pierwszych klasach może się w spotkać ponad 700 tys. dzieci. Taki podwójny rocznik przejdzie przez gimnazja, licea i studia.
Statystyki MEN pokazują bowiem, że w 2012 r. w pierwszych klasach może być sporo siedmiolatków. Rodzice, którzy od 2009 r. mają wybór, czy zapisać dziecko do podstawówki czy pozostawić je w przedszkolu, wybierają to ostatnie. Teraz w szkołach jest 12,5 proc. sześciolatków.
Minister edukacji Katarzyna Hall w rozmowie z „Rz” stwierdziła, że to samorządy powinny teraz zachęcić jak najwięcej rodziców do posłania sześciolatków do pierwszych klas.
Wylicza, że dla samorządów to zysk w postaci rządowej dotacji na ucznia (nie dostają jej, jeśli sześciolatek jest w przedszkolu). Resort podaje, że np. Warszawa w tym roku otrzymała z tego powodu 16 mln zł, Poznań – 5,6 mln zł, Łódź – 3,3 mln zł.
Jednak rządowa reforma budzi protesty. Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców mówi, że w ramach ruchu Ratuj Maluchy chcą zebrać 100 tys. podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, który zakłada pozostawienie wyboru: czy posłać do szkoły dziecko w wieku sześciu czy siedmiu lat.
[b]Rz: Rodzice sześciolatków muszą zdecydować: posłać dziecko do szkoły w tym roku czy w następnym. Ale wtedy może być tłok. Co robić?[/b]
[b]Urszula Sajewicz-Radtke, psycholog z sopockiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej:[/b] Rodzice nie muszą bać się tłoku w szkole. Dziecko gotowe do pójścia do szkoły w tłumie innych sobie poradzi.
Jeśli jednak rozpocznie naukę niegotowe do tego, to nawet w małej klasie może sobie nie poradzić.
Dziecko musi być przygotowane, że w szkole dominującą aktywnością nie jest już zabawa, że to, co robi, zaczyna być oceniane, nawet jeśli dzieje się to poprzez przyznawanie rysunku słoneczka czy chmurki.
Musi też być przygotowane na nowe obowiązki po lekcjach.
[b]Na koniec przedszkola każde dziecko dostaje opinię, czy jest gotowe do nauki w szkole. To wystarczy?[/b]
Dla większości dzieci jest to wystarczające, ale nie dla wszystkich.
Jeśli rodzice mają wątpliwości, mogą udać się do specjalisty z poradni psychologiczno-pedagogicznej, by ocenić, jaki jest rozwój poznawczy i emocjonalny dziecka.
[b]Co powinno zaniepokoić?[/b]
Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na rozwój emocjonalny i społeczny. Braki w umiejętnościach czytania i pisania są do nadrobienia.
Ale jeśli sześciolatek ma problem z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami, jest nadmiernie wstydliwy, tak że nie odpowiada na pytania i nie odzywa się do innych, bardzo źle reaguje na ocenianie jego zachowania i tego, co robi, jeśli skupia się na zadaniu krócej niż 15 minut, ma problem z zapamiętaniem wierszyka czy piosenki, to przed podjęciem decyzji o posłaniu takiego dziecka do pierwszej klasy warto zasięgnąć porady psychologa. Każde zachowanie, które rodzica zaniepokoi, warte jest sprawdzenia. Lepiej dmuchać na zimne.
[b]Czasami rodzice martwią się, że dziecko nie poradzi sobie, bo jest np. drobnej postury. Takie obawy są uzasadnione?[/b]
Okulary, wada słuchu, drobna postura czy otyłość nie są przeszkodą w pójściu do szkoły. Znaczenie ma jednak to, czy dziecko jest zdolne do emocjonalnego poradzenia sobie z ewentualnymi komentarzami rówieśników na temat jego wyglądu.
[b]Rodzice dzieci, które w 2012 r. skończą sześć lat, nie mają wyboru. Ich dzieci będą się uczyć z siedmiolatkami. Czy szkoły sobie z tym poradzą?[/b]
Nauczyciele w szkołach podstawowych już teraz uczą dzieci sześcio- i siedmioletnie. Nie powinni więc mieć problemów. Program nauczania jest dostosowany do możliwości sześciolatków. Jednak od 2012 r. mogą się w szkołach pojawić dzieci pięcioletnie, których rodzice otrzymają pozytywną opinię z poradni psychologiczno-pedagogicznej o możliwości rozpoczęcia szkoły. I wtedy w jednej klasie mogą być dzieci pięcio-, sześcio- i siedmioletnie. Ta nowość będzie dla nauczycieli wyzwaniem.
[i]- rozmawiała Renata Czeladko[/i]

POLECAMY

KOMENTARZE