Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Publicystyka

Najwyższa forma równouprawnienia

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
W Polsce najważniejszą funkcją kobiety jest praca zawodowa. To ona ją definiuje i przydaje statusu. Nowym blaskiem lśnią dziś plakaty przodowniczek, już nie w waciakach, lecz w mundurkach z logo firmy – pisze publicystka
Kobieta XXI wieku jest nowocześnie wielofunkcyjna. Łączy role: pracownicy, matki, żony, kochanki, sprzątaczki, kucharki, kierowcy, dowódcy i wiele, wiele innych. Jest jednocześnie sprawna, niezależna i wydajna. A także kobieca, uległa i opiekuńcza. Urocza jak w reklamie kremu, zatroskana jak w reklamie witaminy C. Skuteczna i zdecydowana jak w reklamie odplamiacza. Działa 48 godzin na dobę. Tańczy, śpiewa i gotuje z półproduktów. [srodtytul]Kobieta model 2011[/srodtytul] Wszystko to docenia państwo, bo taka właśnie kobieta jest potrzebna społeczeństwu na progu 2011 roku. Do nowoczesnej kobiecości zachęca przyjęta właśnie przez Sejm ustawa o opiece nad dziećmi do lat trzech.
Domowy obiad dla rodziny, odrobienie lekcji z dziećmi, spacer na plac zabaw, pranie, sprzątanie, zmywanie – ograniczenie się do tych zadań choćby tylko przez krótki czas, gdy w domu jest raczkujące niemowlę, to wstyd, nieróbstwo, pasożytnictwo, folgowanie stereotypom, społeczna degradacja i obniżenie konkurencyjności na rynku pracy. Poza tym czynności wykonywane w domu są niezauważalne i oczywiste. Same się robią. Do niczego się nie wliczają. Są odpoczynkiem po prawdziwej pracy, za którą dostaje się pensję, czyli coś bardziej wymiernego niż widok usypiającego, sytego pokarmem i miłością dziecka. Dlatego w Polsce nie ma i nie będzie powszechnych świadczeń rodzinnych ani płatnych urlopów wychowawczych. Nasz kraj jest europejskim trendsetterem najwyższej formy równouprawnienia. W naszym państwie najważniejszą funkcją kobiety jest praca zawodowa. To praca ją definiuje, przydaje statusu. Od pracy wszystko się zaczyna, bez niej nic nie ma znaczenia. Nowym blaskiem lśnią plakaty przodowniczek, dziś już nie tak przaśnych, nie w waciakach, lecz w mundurkach z logo firmy. Współczesna kobieta nie ogranicza się do przekraczania 100 procent normy. To zrobiła już dawno jej babcia. Współczesna kobieta robi karierę. Praca! To jest to, co dziś dodaje splendoru płci pięknej. Praca w korporacji, na stanowisku dyrektorskim czy kasjerskim. W banku i supermarkecie, z laptopem czy ścierką. Byle wyrabiać PKB, łożyć na ZUS i płacić podatki. Byle nie tracić na konkurencyjności, nie degradować się intelektualnie, społecznie i moralnie w domowych pieleszach, przy dziecięcym łóżeczku, marchewkowym soczku i pierwszych sylabach wypowiadanych przez zaślinione dziąsła. Twarz zawsze uśmiechnięta, nieco tylko zamglona fluidem, który ukrywa szarość zmęczenia. Ale terminal dowodzenia zawsze sprawny, zawsze niezawodny. Kobieta – motorka cywilizacyjnych przemian kulturowych i społecznych. Dziś jeszcze bierze na siebie ciężar zacofania drugiej płci. Wyrabia podwójną normę. Ale już widać światełko nadziei. Dzięki hojności podatnika Unii Europejskiej, przy współpracy i patronacie właściwego ministerstwa głos lektora w TV zaleca równomierny podział obowiązków: „Dziel korzyści, mnóż zyski”. [srodtytul]Podpora Piotrusia Pana i państwa[/srodtytul] Może w przerwie meczu głos usłyszy mężczyzna siedzący w fotelu? Może ruszy do pomocy przy segregowaniu prania? Także ten mężczyzna, który w toku kulturowych zmian został wykastrowany z obowiązków i zatrzymał się w błogostanie wiecznego dzieciństwa. Nowy Piotruś Pan, na którym nie spoczywa żadna powinność ani odpowiedzialność, który syci swą innowacyjność gadżetami do samochodu, a pasję wojownika zaspokaja zdobywaniem goli. Mężczyzna, od którego nic i nikt nie zależy. Kobieta musi być przecież samowystarczalna na każdym etapie swojego życia. Nawet wtedy, gdy krew, mleko i hormony odbierają jej siły. To ona jest własną podporą. Ale też podporą rodziny, podporą dzieci i męża. Ona wreszcie jest podporą całego państwa. Mówią o tym również przepisy, mówią urzędnicy, a z nimi całe społeczeństwo. Współczesna cyberkobieta nie może być niedyspozycyjna. Musi odpracować ciążę do dnia porodu lub iść na przedwczesny macierzyński, by nie okradać innych pracowników, by nie okradać ZUS. Musi odstać swoje w kolejce do kasy albo na sejmowej mównicy. Równouprawnienie zobowiązuje, a ciąża to nie choroba. Zwłaszcza kobieta ciężarna może w pierwszej kolejności udowodnić, że nie odstaje od normy, nikomu nie zagraża i niczego nie zabiera. Jednocześnie ma też obowiązki. Dbać o siebie, zapewnić dziecku wizytę u lekarza, jeszcze zanim się zorientuje, że jest w ciąży, jak mówią nowe przepisy o becikowym. Łykać witaminy, nie przemęczać się, trzymać nogi w górze i spać minimum osiem godzin na dobę. [srodtytul]Barbie i pszczółki[/srodtytul] W minionym wieku w sklepach z zabawkami sprzedawano model ciężarnej lalki Barbie z odczepianym brzuchem. Szast-prast – jest brzuch, szast-prast – brzucha nie ma, jest dziecko. Pokolenie dziewczynek wychowanych na takich gadżetach już dorosło. Jednak ograniczenia techniczne wciąż trzymają je same w uzależnieniu od natury. Właściwości prokreacyjne, które stanowią ewolucyjne zapóźnienie, skamielinę z epoki nierównouprawnienia, degradują kobietę do roli ciężarnej, a potem mamki. Jaka szkoda. Gdyby choć kobiece mleko obłożyć VAT, można by było jeszcze zachować resztki obywatelskiej godności. Ale nie, w macierzyństwie wszystko jest takie pierwotne i przedpaństwowe. Potrafimy już co prawda położyć nasze dzieci na swoistą taśmę produkcyjną, która rozpoczyna się żłobkiem wraz z ukończeniem przez nie 20. tygodnia życia, a kończy na rynku pracy. Ale z ciążą radzi sobie w naszym świecie na razie tylko lalka Barbie. Sporo kłopotów sprawia też tzw. naturalne karmienie. Jakże daleko jeszcze kobiecie do pszczoły, wzorowej, zawsze aktywnej robotnicy, cudownie niezależnej od prokreacji. Tradycyjne teorie nauk przyrodniczych stawiające ssaki na szczycie ewolucji nie wytrzymują, jak widać, konfrontacji z rzeczywistością. Na szczęście jest jeszcze państwo, forma egzystencji, która zbliża nas do wyżej rozwiniętych od nas gromad, czyli owadów. Na pierwszym w nowym roku posiedzeniu Sejmu posłowie przyjęli przy niemal wzorowej jednomyślności (przy jednym głosie sprzeciwu) ustawę o opiece nad dziećmi do lat trzech, tzw. żłobkową. Rządzący liczą, że ta bezkosztowa ustawa pomoże zrealizować wytyczne strategii lizbońskiej i przy dzisiejszych 3 proc. dzieci w żłobkach trafi tam wkrótce więcej niż 30 proc. Główny zysk, jaki wskazano w uzasadnieniu ustawy, to duża liczba kobiet, które trafią na rynek pracy, zapłacą składki ZUS i podatki, oraz niemowlaki obdarzone możliwością jeszcze wcześniejszej edukacji. Kobieta polska uwolniona zostanie od łatwej wymówki: „nie zostawiam 20-tygodniowego niemowlęcia w żłobku, bo nie ma miejsca”, albo „nie wracam do pracy za tysiąc złotych, bo więcej zapłacę opiekunce”. Państwo pomoże w utrzymaniu godnej postawy wobec społeczeństwa. Kobieta musi mieć prawo chodzić z podniesionym czołem. Móc patrzeć prosto w oczy 34-letnim emerytom i wszystkim innym współobywatelom, którzy z rozmaitych racji zajmują bardziej uprzywilejowane pozycje w naszej społeczności. [srodtytul]Matka jako samodzielna jednostka[/srodtytul] Udało się wreszcie uszeregować, ogarnąć ten pozapaństwowy, nieprofesjonalny czas wczesnego macierzyństwa, a kobieta zostanie uwolniona z okowów roli, w której jest tak upokarzająco wyjątkowa i boleśnie niezastąpiona. Matka będzie wreszcie jednostką samodzielną. Będzie mogła się realizować choćby w odpikiwaniu przy kasie produktów. A jej dziecko – czy to nie wspaniałe – da szansę pracy innej kobiecie, która będzie się nim opiekować nie tak prymitywnie jak matka, ale w sposób cywilizowany, również wyrabiając PKB. Ustawa żłobkowa gwarantuje jej, że będzie mogła to robić wszystko jedno gdzie i w jakichkolwiek warunkach. W kawalerce na 15. piętrze czy w hotelu robotniczym. Podejmie pracę z gromadą cudzych dzieci, ucząc, bawiąc, wychowując, sprzątając, gotując i karmiąc. Ale już profesjonalnie, ze składką. W życiu nowoczesnej kobiety od pracy wszystko się zaczyna i na pracy kończy. Swoje tradycyjne zobowiązania, z których nikt jej na razie nie zwolnił, podjąć musi w nowy, twórczy sposób. Premier, pytany niedawno o politykę rodzinną u progu zapaści demograficznej, skierował również do kobiety polskiej słowa: „Skoro jest za mało dzieci, to nie trzeba pisać ustaw, tylko wziąć się do zupełnie innej roboty”. Ułatwień żadnych nie będzie, bo kobieta nie potrzebuje pomocy, tylko sposobności do jak najwydajniejszej pracy, i to się jej uczciwie zapewnia. A ona powinna się odwdzięczyć. Sypialnia, szpital, plac budowy. Wszędzie pierwsza i niezawodna. Sama zbuduje Orliki i sama zapełni je nową kadrą, uprasuje stroje i nadmucha piłki. A potem będzie już tylko podziwiać, jak jej chłopcy strzelają po mistrzowsku gole. Mój Boże, jak oni to robią? [i]Autorka jest prezesem Fundacji Rzecznik Praw Rodziców [link=http://www.rzecznikrodzicow.pl]www.rzecznikrodzicow.pl[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL