Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Ekonomia

Garnitury szyte na miare

Fotorzepa, Rafał Guz rg Rafał Guz
To już nie stary krawiec w zakurzonej kanciapie, ze szpilkami w zębach. Do męskiego szycia na miarę weszło młode pokolenie. Wykształcone, obyte, œwiatowe. Tacy sami sš klienci
– To wełna Dormeuil, to kaszmir Zegna, to flanele Holland & Sherry, stabilne, piękne materiały w brytyjskim stylu, dużo krat. A tu mamy Fintes, jedwab z wełnš, stoosiemdziesištka, ultralekki – wyjaœnia Marek Buczyński w swojej warszawskiej pracowni na ulicy Narbutta. Dotykamy gotowych ubrań, które czekajš na odbiór. Buczyński zdejmuje z wieszaka granatowy płaszcz dyplomatkę z bršzowym kołnierzykiem z alcantary. Czy angielski klasyk, płaszcz ministra Sikorskiego, znalazł naœladowców? – Mieliœmy sporo takich zamówień – odpowiada Marcin Konarski z pracowni Buczyńskiego. Marek Buczyński, 31 lat (szara marynarka z pomarańczowš podszewkš, granatowe wšskie spodnie, bršzowe buty, skarpetki w kolorowe paski) działał w branży doradztwa strategicznego.
Dziesięć lat mieszkał, studiował i pracował za granicš – w Afryce Południowej, Niemczech, Holandii, Austrii. Od kiedy dostał pierwszy garnitur, marzył o stworzeniu firmy krawieckiej dla klientów w swoim wieku. Po powrocie do Polski udało się to marzenie zrealizować. Jego firma szyje ubrania made to measure. Po polsku – krawiectwo pasowane lub półmiarowe. Wystarczy jedna przymiarka, w czasie której zdejmuje się miary i ocenia właœciwoœci sylwetki. Klient może przymierzyć próbniki, czyli ubrania, które pozwalajš mu wyobrazić sobie, jak będzie wyglšdał produkt końcowy. Ubranie dostosowuje się do wymiarów: szerokoœci ramion, talii, długoœci nogawek i rękawów. Ceny: od 3 tysięcy w górę. Inaczej działa bespoke – krawiectwo na miarę. Tu wykrój sporzšdza się indywidualnie. Wymagania i wymiary klienta przekłada się na niepowtarzalny, stworzony tylko dla niego wykrój. Miary sš trzy, na każdej wykrój jest korygowany. Oko krojczego ma decydujšce znaczenie. Jego wyczucie proporcji i stylu pomoże ukryć wady figury klienta i wydobyć jej mocne strony. W takim systemie działa najbardziej znana warszawska pracownia Zaremba i Kamiński Bespoke Tailors. „Od 116 lat szyjemy garnitury, smokingi, fraki i płaszcze słynnš metodš bespoke" – reklamujš się na Facebooku. Zaremba ma 29 lat, Kamiński 38. Od półtora roku prowadzš rodzinny interes wczeœniej należšcy do rodziny Zarembów. Na wystawie zakładu wisi smoking z 1938 roku. Tu ceny startujš od 6 tysięcy w górę. Firma niechętnie zdradza nazwiska klientów, ale wiadomo, że w swojej długiej historii ubierała ministrów, dyplomatów i artystów. Za czasów PRL cudzoziemcy, robišc użytek z korzystnej wymiany dolara, zamawiali po kilka garniturów. Tu szyli telewizyjne i cywilne ubrania Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski, zamawiał garnitury Radosław Sikorski. Ze współczesnych klientów udaje mi się wydobyć nazwisko Marcina Prokopa, co do pozostałych panowie sš dyskretni. – Przychodzš do nas przedsiębiorcy, dyplomaci, kadra zarzšdzajšca. Największš grupę, 80 proc., stanowiš prawnicy. Odręczna dokumentacja klientów przechowywana jest w grubym zeszycie. Guziki z rogu i podszewki zamawia się we Włoszech. Każde ubranie poza metkš firmy otrzymuje wszytš w wewnętrznš stronę wewnętrznej kieszonki karteczkę z ręcznie wypisanym nazwiskiem klienta, datš, numerem ubrania, rodzajem tkaniny, nazwiskiem krawca i krojczego. [srodtytul]Ile waży garnitur[/srodtytul] Krawiectwo na miarę miewa się dobrze. Nie naruszyło go ani rozluŸnienie stylu, ani ogromna oferta ubrań gotowych z ich agresywnym marketingiem. Krótkotrwałe tšpnięcie branży nastšpiło po 1990 roku, kiedy ludzie zachłysnęli się importem modnej konfekcji. Ale wkrótce sytuacja wróciła do normy. Teraz grupa mężczyzn, którzy potrafiš docenić jakoœć ubrania szytego na miarę, roœnie. Wszyscy moi rozmówcy sš zgodni co do tego, że gotowe ubrania pasujš na wszystkich i na nikogo. I nikt nie ma dobrego zdania o stylu polskich mężczyzn. – Marynarka za długa, za szeroka w ramionach, spodnie o 10 cm za długie, za długie rękawy w marynarce – wyliczajš przewinienia Maciej Zaremba i Piotr Kamiński. Te same grzechy zauważa Marek Buczyński. – Społeczeństwo się zmienia – tłumaczy. – Dużo pracy, mało ruchu. Za sukces mężczyŸni często płacš sylwetkš. Brzuch, zgarbione plecy, skrzywione biodra, opadajšce ramiona. Wady postawy to także odłożone w czasie skutki ciężkich tornistrów. Ale to wszystko można skorygować dobrze uszytym garniturem – pociesza. Wojciech Szarski, autor blogu macaronitomato poœwięconego klasycznej męskiej elegancji, znawca tematu: – Gdy patrzę na posłów i polityków, mam wrażenie, że wszyscy noszš za duże ubrania. Kto im wmówił, że rękaw ma sięgać do połowy dłoni? W niedopasowanym ubraniu człowiek Ÿle się czuje i, co za tym idzie, Ÿle wyglšda. Kto raz włożył ubranie szyte na miarę, już nigdy nie wróci do gotowego. Podstawš stylu jest dopasowanie, potem kolor, na trzecim miejscu jakoœć materiału.W czasie naszej rozmowy do pracowni Buczyńskiego po odbiór garnituru przychodzi klient. Około trzydziestki, œredniego wzrostu, niezbyt szczupły, w sportowym ubraniu. Gdy wychodzi z przymierzalni w granatowym garniturze, wyglšda, jakby stracił 10 kg wagi. – Podkrój kroku zrobiliœmy wysoko – mówi Buczyński, pochylajšc się nad ubraniem. – A jak uda? – pyta. – Nogawka nie za wšska? Długoœć nogawki, pół centymetra ponad obcasem, będzie widać dopiero, gdy klient włoży buty do garnituru. MężczyŸni marzš o garniturze wygodnym, w którym pięć godzin w samochodzie czy w samolocie nie będzie problemem. Majš także życzenia indywidualne. Wzmocnienie kieszeni, bo noszš w niej klucze, podszewkę na całej długoœci spodni, bo majš alergię na wełnę. Nie chcš podszewki na całej długoœci marynarki, bo jest w niej za goršco. [srodtytul]O kaszmirze godzinami[/srodtytul] Najbardziej znane sš u nas tkaniny Dormeuil, ale mamy też firmy mniej znane – Drago, Ariston, Taglia Delfino. Wełny, kaszmiry, mieszanki z jedwabiem – wyjaœnia Marek Buczyński. Maciej Zaremba pokazuje katalogi z próbkami. – Loro Piana, Vitale Barberis Canonico, Botto Giuseppe, William Halstead Limited, Harris Tweed – wylicza. Większoœć to niewielkie manufaktury szyjšce na potrzeby krawców. Sprawdzamy tkaniny, zanim polecimy je klientom. O materiałach krawcy mogš rozmawiać godzinami. Z czułoœciš dotykajš lœnišcych wełen, przesuwajš dłonie po jedwabistych kaszmirach. Wyjmujš dziesištki próbek, każda z nazwš producenta, dokładnymi parametrami oraz próbnikami w różnych kolorach. Kraje pochodzenia to na ogół Włochy lub Anglia, rzadziej Francja i Belgia. Na pytanie o bielskie fabryki Maciej Zaremba smutno kręci głowš. – Te materiały sš sztywne, ciężkie. Nie nadajš się. Na ubrania do pracy Zaremba i Kamiński polecajš wełnę 100 procent, najczęœciej 120 albo 130. Ta liczba oznacza, że z 1 kg surowca można uzyskać 100 km włókna, z którego następnie tka się materiał. Inne oznaczenie dotyczy wagi. Letni garnitur będzie bardzo lekki, gdy uszyje się go z wełny 200. Metr kwadratowy waży 200 gramów. Letnie szyje się z 200 – 280, całoroczne sš cięższe, ok. 300. Włosi lubiš wełny lżejsze 260, Anglicy od 300. Swoje wtajemniczenia majš smokingi i fraki. Lubiš wełnę owczš z domieszkš młodego kozła, to nadaje im sprężystoœci i sztywnoœci. Przed sezonem œlubów do krawców zgłaszajš się klienci okazjonalni, którzy szyjš garnitur raz w życiu. Przyszłym panom młodym Marek Buczyński poleca tkaniny lekkie. – Œlub to nerwy, zmęczenie – mówi. – Nie można wstać z klęcznika w pogniecionym ubraniu. – Czy dzienny frak ze sztuczkowymi spodniami zdobywa popularnoœć? – pytam. – To wcišż rzadkoœć – odpowiada Zaremba. – Panny młode bojš się, że strój mężczyzny odwróci od nich uwagę – żartuje Buczyński. Maciej Zaremba pokazuje mi kupon wielbłšdziej wełny na płaszcz, który zamówił dyplomata z ambasady holenderskiej. Materiał jest piękny, ale płaszcz będzie kosztował ok. 10 tysięcy. Klejonka – to słowo, które wykopało przepaœć między krawiectwem miarowym a tym, co gotowe i półprzemysłowe. W ustach moich rozmówców słowo „klejony” brzmi jak obelga. W ich pracowni nikt by się do tego nie posunšł. Ale o co chodzi? – Klejonka to fizelina, którš wszywa się do materiału, żeby lekko go usztywnić – wyjaœnia Wojciech Szarski. Garnitur nie może być lejšcy, a jeœli uszyty jest z tkaniny bardzo lekkiej, usztywnienie jest niezbędne. Dobry krawiec używa do tego płótna (dawniej robiło się je z końskiego włosia). Fizelina to włóknina syntetyczna, którš podkleja się do materiału. – To jarmarczna metoda – mówi Szarski. – Tworzy martwš przestrzeń, na której po pewnym czasie tworzš się bšble i która po praniu deformuje tkaninę. [srodtytul]A gdzie moda?[/srodtytul] Kiedyœ już kilkuletni chłopiec przyzwyczajał się do noszenia marynarki. Ojciec prowadził syna do krawca, zamawiał mu ubranie, uczył, jak trzeba je nosić. Od kiedy ludzkoœć przesiadła się na dżinsy, garnitur dla większoœci młodych ludzi jest ciałem obcym. Debiutujš w nim dopiero na studniówce, z koniecznoœci i trochę dla zabawy, bo to dla nich jak przebranie. Wychowali się na czterech rozmiarach ubrań: S, M, L i XL. Ale i tak prędzej czy póŸniej dopadnie ich garnitur. W latach 90. projektant Diora Hedi Slimane i Tom Ford z Gucciego wylansowali bardzo obcisłe ubrania, które obowišzywały jeszcze w połowie obecnej dekady. Sprzyjała im fala sfeminizowanej mody metroseksualnej. Agresywnie ze swoimi pomysłami atakowali Włosi. W 2006 roku na pokazach męskich w Mediolanie oglšdałam garnitury biznesowe haftowane w kwiatki, szorty z frędzlami, marynarki z legginsami. „Mediolan na ziemię! „Pokażcie trochę umiarkowania”, apelował wtedy w „New York Timesie” dziennikarz Guy Trebay. Poskutkowało. Obecne kolekcje sš zdyscyplinowane, pozbawione ostentacji. Widać powrót do porzšdnego włoskiego krawiectwa, szczególnie neapolitańskiego, dopasowanego do ciała, jak trzyczęœciowe garnitury mafiozów. „Konstrukcja miękka tradycyjnie kojarzona jest z krawiectwem włoskim, twarda z angielskim" – pisze w swoim blogu Wojciech Szarski. „Marynarka miękka jest lejšca, jakby mniej uformowana. Materiał inaczej układa się na ciele, drapuje. Marynarka angielska wyglšda bardziej jak uniform. Jest bardziej elegancka w sensie formalnoœci. Taki styl wybrałbym na marynarkę do pracy czy na wieczór. Jak u bankowców i maklerów z londyńskiego City. Koszule ze sztywnym kołnierzykiem, czarne buty. Marynarka włoska bardziej kojarzy mi się ze stylem casual. Pomyœlcie o kaszmirowych marynarkach, wełnianych krawatach i zamszowych butach. Czy różnica jest czytelna?”. Jeszcze nie dla wszystkich.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL