Polityka

Z politycznym wrogiem za pan brat

ROL
Niesiołowski i Kurski, Giertych i Sikorski: oficjalnie ze sobą walczą, prywatnie się lubią. Przyjaźń nie zna podziałów partyjnych
– W polskiej polityce ponadpartyjne przyjaźnie są na porządku dziennym. Ostro spieramy się w studiach telewizyjnych, ale później razem wracamy do domu. Przykładowo koleguje się ze sobą cały skład „Kawy na ławę” w TVN 24, do której też jestem zapraszany – wyjaśnia poseł PSL Eugeniusz Kłopotek.
Tak samo było w okresie międzywojennym. Najbardziej znaną przyjaźnią ponad podziałami tego czasu była relacja łącząca generała Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego ze Zbigniewem Stypułkowskim. „Mój przyjaciel endek” – mawiał o Stypułkowskim, stronniku Romana Dmowskiego, generał, adiutant marszałka Józefa Piłsudskiego i znany bon vivant. Piłsudczycy i endecy walczyli ze sobą metodami, które trudno dziś uznać za demokratyczne. Ale Wieniawie-Długoszowskiemu i Stypułkowskiemu nie przeszkadzało to utrzymywać serdecznych relacji. Poznali się podobno podczas pojedynku, w którym naprzeciw siebie stanęli zwolennik marszałka i stronnik Dmowskiego. Wieniawa-Długoszowski sekundował temu pierwszemu, ale gdy zobaczył, jak Stypułkowski strzela, ogłosił go „honorowym piłsudczykiem”.
Podobne układy koleżeńskie występują obecnie. Czasem za przyzwoleniem, częściej wbrew woli partyjnych liderów. [srodtytul]Wspólna pasja – historia[/srodtytul] „Człowiek nieodpowiedzialny, kłamca, osoba, która wyrządziła wiele zła” – tak wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski mówił o europośle PiS Jacku Kurskim. Senatora PiS Ryszarda Bendera nazwał „osobą, która nie powinna istnieć w polityce”, a byłemu premierowi Leszkowi Millerowi z SLD wieszczył szybki koniec kariery. Słuchając tych wypowiedzi, można dojść do wniosku, że Niesiołowski nie pała do wspomnianych osób sympatią. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. – Lubię Jacka Kurskiego ze względu na nasze podobne konstrukcje psychiczne. Dla Bendera mam uznanie jako dla historyka. Z kolei z Leszkiem Millerem poznaliśmy się nawet na gruncie rodzinnym – opowiada „Rz”. Niesiołowski działał z Kurskim w Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Demokratycznym. Często ściśle współpracowali. Dlatego do dziś przed wizytami w studiach telewizyjnych panom zdarza się ustalać, jakich tematów unikać. A po programie wracają jednym samochodem. Znajomość z Ryszardem Benderem też sięga czasów ZChN. Niesiołowski wielokrotnie na zaproszenie Bendera przyjeżdżał do Lublina na zebrania tamtejszego Klubu Inteligencji Katolickiej. Łączy ich pasja historyczna (Bender jest profesorem historii) i podobne poczucie humoru. – Gdy byłem senatorem, żartobliwie ustalaliśmy na przykład, że nie warto robić posiedzenia, bo jest akurat rocznica bitwy przy moście Mulwijskim – wspomina Niesiołowski. Z Leszkiem Millerem wicemarszałka Sejmu łączy z kolei to, że obaj pochodzą z Łodzi. Poznali się na początku lat 90. – Niesiołowski potrafi być bardzo dowcipny. W naszych rozmowach często z nutką nostalgii i humoru wraca do wspomnień z czasów internowania – wyjaśnia Leszek Miller. – Ostatnio odwiedziłem go nawet w jego gabinecie w Sejmie. [srodtytul]Szok przy ul.Rozbrat[/srodtytul] – Sejm przypomina dużą korporację. Tak jak w każdej firmie nietrudno się z kimś zakolegować. Podczas prac hazardowej komisji śledczej mocno konkurowaliśmy, a w przerwach piliśmy kawę – opowiada poseł PO Sławomir Neumann. Ponadpartyjne sympatie często nie spotykają się jednak z uznaniem w oczach kolegów z ugrupowania. – Taka przyjaźń jest w porządku, dopóki nikt się z nią nie afiszuje. W przeciwnym wypadku zaczyna się liczenie potencjalnych zysków i strat dla partii – mówi jeden z polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Wyjaśnia, że z tego powodu problemem dla SLD stała się relacja łącząca byłego premiera, obecnie prezesa NBP Marka Belkę ze słynącym z konserwatywnych poglądów byłym prezydentem Łodzi Jerzym Kropiwnickim. Znają się od początku lat 70. – poznali się na Uniwersytecie Łódzkim. Starszy o siedem lat Kropiwnicki pomagał Belce w karierze naukowej. Belka nigdy tego Kropiwnickiemu nie zapomniał. W 2006 roku wystąpił nawet w jego reklamówce wyborczej. Niektórych działaczy SLD to zgorszyło. Prawdziwą konsternację wzbudziło, gdy we wrześniu Belka zaproponował Kropiwnickiemu stanowisko doradcy w NBP. – Wyciął Sojuszowi niezły numer. Przecież to SLD doprowadziło do referendum, w którym mieszkańcy Łodzi odwołali Kropiwnickiego. W siedzibie SLD przy ul. Rozbrat to był szok – mówi Leszek Miller. [srodtytul]Połączyły ich piosenki[/srodtytul] Problemy z powodu swojej ponadpartyjnej przyjaźni miał też były prezes LPR Roman Giertych. – Jego związki z szefem dyplomacji w rządzie PO Radkiem Sikorskim często były tematem plotek w partii – mówi jeden z byłych polityków LPR. Tajemnicą poliszynela jest utrzymywanie przez nich kontaktów prywatnych. Wysłali nawet dzieci do jednej szkoły, prowadzonej przez Opus Dei. – Potwierdzam, że znam Radka Sikorskiego. Nasze stosunki to jednak sprawa prywatna – ucina Giertych. Sikorski o Giertychu wypowiada się chętniej. „Jest czarującym człowiekiem, dowcipnym, oczytanym, towarzyskim. Nie zauważyłem u niego śladu patriarchalnego podejścia do pięknej i inteligentnej żony. (…) Miałby w USA szansę zostać jednym z przywódców tak zwanej moralnej większości” – powiedział w wydanym w 2007 roku wywiadzie rzece „Strefa zdekomunizowana”. Przyjaźń mimo podziałów łączy wiceprzewodniczącą SLD Katarzynę Piekarską i Leszka Czajkowskiego, poetę i kompozytora zwanego bardem polskiej prawicy. Choć kiedy się poznali, byli jeszcze po jednej stronie. – Znamy się od czasów studiów na UW. Niektórzy myśleli tam, że jesteśmy rodzeństwem – mówi Katarzyna Piekarska. Leszek Czajkowski nigdy nie krył swojej sympatii dla koleżanki. Swego czasu wprowadził ją w zakłopotanie, śpiewając: „bez żenady wam doniosę, że mam chęć na panią poseł”. Problemy zaczęły się pod koniec lat 90., gdy Katarzyna Piekarska przeszła z Unii Wolności do SLD, a Leszek Czajkowski zaangażował się w kampanię wyborczą Antoniego Macierewicza. – Po moim przejściu na lewą stronę w jego środowisku zawrzało. Gdy rozmowa schodziła na mój temat, zawsze starał się ją urywać – wspomina Katarzyna Piekarska. Zmiana sytuacji w relacjach z Piekarską znalazła wyraz w piosenkach Czajkowskiego. Zaczął śpiewać: „poszła Kaśka do Millera, co kariera, to kariera” oraz „stara miłość nie rdzewieje, choć czasami czerwienieje”. Katarzyna Piekarska ciepłe relacje utrzymuje też z Jackiem Kurskim. – Oboje osobiście znaliśmy Jacka Kaczmarskiego. Umawialiśmy się nawet, że wspólnie poćwiczymy jego piosenki. Na razie nic z tych planów nie wyszło – opowiada Kurski. [srodtytul]Użyteczne kontakty[/srodtytul] W SLD znajomości Piekarskiej nikomu nie przeszkadzają, bo szefostwo partii myśli pragmatycznie: zamiast zakazywać ponadpartyjnych kontaktów, lepiej je wykorzystywać. – Wicemarszałek Sejmu Jerzy Szmajdziński, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem, miał świetne kontakty z liderem PO Grzegorzem Schetyną. Często z tego korzystaliśmy. Po tej linii uzgadnialiśmy w 2008 r. treść ustawy medialnej, która potem przepadła w Sejmie – opowiada czołowy polityk SLD. Szefostwo partii wykorzystywało też zażyłość łączącą wpływowego byłego eurodeputowanego SLD Andrzeja Szejnę z europosłem PiS Adamem Bielanem. Przed wyborami parlamentarnymi w 2007 roku podczas wspólnego lotu samolotem uzgodnili, że Jarosław Kaczyński pierwszą debatę telewizyjną odbędzie nie z głównym rywalem Donaldem Tuskiem, ale z byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. [wyimek]Podczas prac hazardowej komisji śledczej mocno konkurowaliśmy, w przerwach piliśmy kawę Sławomir Neumann poseł PO[/wyimek] Najwięcej pożytku przynoszą ostatnio Sojuszowi ponadpartyjne kontakty Marka Wikińskiego. Przyjaźni się przykładowo z Januszem Palikotem. Podczas każdego posiedzenia Sejmu panowie znajdą chwilę na wspólne wypicie lampki wina. Z ustaleń „Rz” wynika, że na kilka tygodni przed katastrofą smoleńską Wikiński namawiał Palikota do przejścia do SLD. W imieniu przewodniczącego partii Grzegorza Napieralskiego zapraszał go do tego publicznie w mediach. – Nie będę tego komentował – ucina Wikiński. Nie ukrywa jednak, że Palikota zna i wykorzystywał to w kampanii prezydenckiej. Był wtedy szefem sztabu Napieralskiego, a Palikot doradzał Bronisławowi Komorowskiemu. – 12 czerwca, w przeddzień debaty telewizyjnej z udziałem głównych kandydatów, przez pół godziny namawiałem telefonicznie Janusza, by przekonał Komorowskiego do wzięcia w niej udziału. Ta rozmowa odniosła chyba skutek. Komorowski pojawił się w studio – relacjonuje Wikiński (wcześniej obecny prezydent zapowiadał, że w debacie udziału nie weźmie). Wikiński dodaje, że podczas kampanii wyborczej wykorzystywał też znajomość z szefem sztabu Komorowskiego Sławomirem Nowakiem, z którym znają się jeszcze z czasów działalności w organizacjach młodzieżowych (Wikiński był szefem ZSP, a Nowak – Stowarzyszenia Młodzi Demokraci). Zdaniem polityków takich serdecznych kontaktów ostatnio zrobiło się jednak mniej. – Relacje interpersonalne się spłyciły. Pod koniec lat 90. w pokoju obecnego europosła PiS Michała Kamińskiego spotykali się politycy ZChN i SLD. Poseł Sojuszu Wiesław Ciesielski grał na gitarze, a Kamiński śpiewał Okudżawę – wspomina Wikiński. [srodtytul]Kibicom się nie podoba[/srodtytul] Dlaczego takich ponadpartyjnych imprez już nie ma? Według europosła PiS Ryszarda Czarneckiego sami wyborcy zaczęli oczekiwać od polityków, by rywalizowali w atmosferze wojny. – Kilka tygodni temu po meczu na warszawskim stadionie Legii ustawiłem się w kolejce do punktu gastronomicznego. Podszedł do mnie Wojciech Olejniczak z SLD. Wymieniliśmy dwa słowa. Kibice odebrali to bardzo negatywnie. Pojawiły się głosy, że niby ze sobą rywalizują, a tak serdecznie się witają – opowiada. Wygląda więc na to, że od okresu międzywojennego niewiele się zmieniło. Wspólne pojawienie się Wieniawy-Długoszowskiego i Stypułkowskiego w kawiarni Mała Ziemiańska, w której zbierały się elity II Rzeczypospolitej, też budziło kontrowersje.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL