Telewizja
Kim jest generał
Dokument Roberta Kaczmarka i Grzegorza Brauna będzie budził kontrowersje. Autorzy wydają wyrok: Wojciech Jaruzelski jest zdrajcą narodu. I chociaż argumentów im nie brakuje, trudno nie dostrzec, że kreślą portret generała grubą kreską
Po zakończeniu emisji dokumentu "Towarzysz Generał" zapraszamy do dyskusji na blogu
Generał Jaruzelski nie jest bohaterem mojej bajki. Przeciwnie, w latach 80. rysowałem jego portrety na murach, opatrując je niecenzuralnymi epitetami. Był dla mnie wtedy wrogiem publicznym nr 1. „Komuchem”, który w imię własnych interesów zaprzepaścił w 1980 roku wielką szansę, a potem kłamał o konieczności wprowadzenia stanu wojennego. Nigdy nie nazwałbym go człowiekiem honoru, zbawcą narodu, czy współtwórcą porozumień Okrągłego Stołu. I niezmiennie uważam, że za wiele swoich działań powinien ponieść odpowiedzialność karną.
Nieszczęściem jest to, że dokument o jego życiu powstaje dopiero dwadzieścia lat po pierwszych półwolnych wyborach. Że nadal tak mało mówi się na lekcjach historii o ludziach pokroju Jaruzelskiego, którzy pięli się po peerelowskich drabinach władzy, umacniali przyjaźń polsko-radziecką, choć wiedzieli o 17 września, Katyniu i sowiecko-ubeckich zbrodniach w zniewolonej Polsce. A mimo to uważam, że film Roberta Kaczmarka i Grzegorza Brauna jest zbyt jednostronny. Historyczne tło wydarzeń, które ukształtowały generała, razi uproszczeniami. Jakby widz miał odnieść wrażenie, że za wszelkim złem PRL-u stał wyłącznie Wojciech Jaruzelski.
W filmie występuje dziewięciu historyków, każdy z nich dorzuca interesujące fakty. Oglądamy portret karierowicza, który zawierzył Sowietom, dał się przez nich zwerbować i który pozostał im wierny. Znakomite są materiały archiwalne, rzadko pokazywane (film powstał na zlecenie TVP Historia i tam był emitowany po raz pierwszy). Historycy mówią spokojnie, rzeczowo. Jednoznacznych osądów unika zwłaszcza Andrzej Paczkowski. Ale i on nie ma wątpliwości – tak, Jaruzelski należał do grona ludzi decydujących o antysemickich czystkach w wojsku czy hańbiącej inwazji na Czechosłowację.
Rosyjski pisarz i dysydent Władimir Bukowski wyraża się ostrzej: bohater filmu był sowieckim lokajem. Po tak mocnej wypowiedzi należałoby oddać głos drugiej stronie – zwolennikom generała, którzy chętnie widzieliby go na piedestale historii. W filmie ich nie ma – i to mój główny zarzut.
Rozumiem, że dokument próbuje odpowiedzieć wszystkim tym, którzy widzą w Jaruzelskim jednego z „ludzi honoru”, że przynosi wiedzę o mało znanych faktach z jego życia i dzięki temu pełni rolę edukacyjną. Ale tak jak nie można mówić o Jedwabnem, zapominając o antyżydowskich polskich lękach, czy wypominać Piłsudskiemu zamach stanu, nie pamiętając, jak krucha była wtedy międzynarodowa pozycja Polski, tak nie można pominąć w filmie o Jaruzelskim historycznych realiów, w których robił karierę i podejmował najważniejsze decyzje.
Grzegorz Braun i Robert Kaczmarek odpowiadają ogniem potępienia na kult generała. Jatka trwa, a jej skutkiem jest rosnąca obojętność Polaków na własną historię. Dobrze, że po emisji filmu zaplanowano „Post scriptum” z udziałem m.in. Wojciecha Jaruzelskiego i Adama Michnika. Dyskusja pewnie będzie burzliwa, ale czy przyniesie nowe wnioski – wątpię. Barykada jest wciąż za wysoka.
Towarzysz generał
20.20 | tvp 1 | PONIEDZIAŁEK















