Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Duda: Feminizujšce katoliczki

Sebastian Duda
Fotorzepa, Mateusz Dšbrowski Mateusz Dšbrowski
Od ponad dwóch lat prowadzę na Podyplomowych Gender Studies w Instytucie Badań Literackich PAN kurs teologii feministycznej. Bardzo cenię sobie te zajęcia.
W zdecydowanej większoœci ich uczestnikami sš kobiety, żywo zainteresowane kwestiami równego traktowania, feminizmu i tolerancji. To bardzo wpływa nie tylko na sposób prowadzenia zajęć (częœciej sš one rozmowš opartš np. na wspólnej analizie biblijnych tekstów niż suchym wykładem), ale i na moje postrzeganie wielu zjawisk społecznych – także tych zachodzšcych w Koœciele katolickim w naszym kraju. Co charakterystyczne, wiele spoœród tych studentek otwarcie przyznaje, iż ma poważny problem z polskim katolicyzmem. Wbrew temu bowiem, co mogliby myœleć niektórzy o studentkach podyplomowych Gender Studies, ich stosunek do wiary chrzeœcijańskiej najczęœciej wcale nie jest jednoznacznie negatywny. Wolno mi chyba sšdzić, iż większoœć z nich wyrosła w religii katolickiej, a przynajmniej miała w życiu stycznoœć – większš lub mniejszš – z katolickš doktrynš. Być może sš też wœród nich i takie, których zwišzki z katolicyzmem przypominajš te, jakie opisała niedawno w rozmowie z Piotrem Szumlewiczem znana feministka i ateistka Agnieszka Graff: „Natychmiast się mogę przeżegnać, mam to wbudowane w ciało. To odruch. Pewnie bym to robiła raz za razem w spadajšcym samolocie. Po prostu przez tyle lat chodziłam do koœcioła, że moje ciało jest skolonizowane. Ale nie mówię tego z pretensjš. [...] Byłam ostatnio na przedstawieniu teatru < > w Supraœlu, gdzie grupa aktorów w rytmiczny sposób wygłaszała „Wierzę w Boga”, czyli Credo. Chyba nie potrafiłabym tego wyrecytować z pamięci, ale jak oni zaczęli to mówić, to zaczęłam mówić z nimi. I wróciło mi to dziwne uczucie z dzieciństwa, jakbym była w koœciele. Połšczenie nudy z uwznioœleniem, wiary z niedowierzaniem – że co ja właœciwie mówię, że to coœ mówi jakby mnš, że to piękne jest i obce zarazem. Tak, znam całš tę sekwencję klękania, siadania i wstawania, i rozumiem potrzebę chodzenia do koœcioła co tydzień, rytualizacji życia”[sup]1[/sup].
Mimo deklarowanego zrozumienia potrzeb ludzi religijnych, Graff w dalszej częœci wywiadu oznajmia, że Koœciół katolicki zmonopolizował w Polsce „rytualnš stronę życia”. Że nie tylko ciało Graff, ale i cała Polska jest „skolonizowana”, co z pewnoœciš widać najmocniej w sferze politycznej. Rzecz oczywista, że na prowadzonych przeze mnie zajęciach spotykam się i z takimi opiniami. Krytyka zaangażowań politycznych Koœcioła nie jest jednak jednostronna. W trakcie kursu niejednokrotnie zdarza mi się wysłuchiwać utyskiwań na poziom katechezy szkolnej, na brak zainteresowania teologiš wœród kleru, jego niski poziom intelektualny i moralny, wreszcie – na negatywny i patriarchalny stosunek Koœcioła do aspiracji współczesnych kobiet. Takie sšdy zwykle nie sš wyrazem ateizmu czy agnostycyzmu, lecz raczej głosem wydobywajšcym się z wnętrza œrodowisk wierzšcych. Jak mniemam bowiem, wiele uczestniczek moich zajęć chciałoby się zdeklarować jednoczeœnie i jako feministki, i jako osoby wierzšce. I to pragnienie pozostaje w nich Ÿródłem nieustannego napięcia. Œwiadczš o nim prace zaliczeniowe, które studentki przedstawiajš na koniec prowadzonego przeze mnie kursu. Oto jedna z uczestniczek pisze, co następuje: „Z całš pewnoœciš Koœciół katolicki ma jeszcze przed sobš długš drogę. Strach i mizoginia, które mu towarzyszš, nie sš sprawš jednorazowego odrzucenia. Trzeba wiary w równoœć i równowartoœciowoœć doœwiadczeń œwiętoœci mężczyzn i kobiet. Należy docenić powołanie kobiet i ich rolę tak w religii, jak w Koœciele”. To bez wštpienia szlachetne postulaty, ale czy kiedykolwiek mogš one doczekać się w katolicyzmie realizacji? Refleksja nad tym pytaniem towarzyszy nam przez cały semestr zajęć z teologii feministycznej. Można się przecie zastanawiać, czy przypadkiem w samym rdzeniu chrzeœcijańskiej doktryny nie tkwi coœ, co uniemożliwia równoœć kobiet i mężczyzn tak, jak zwykle współczeœnie jš pojmujemy. Czy chrzeœcijaństwu zupełnie nie po drodze z (po)oœwieceniowym pojęciem równoœci? W tym kontekœcie warto zacytować wypowiedŸ innej ze studentek: „Mam ambiwalentne odczucia odnoœnie tego, czy w chrzeœcijaństwie jest miejsce dla feminizmu. Czy obie postawy da się w ogóle pogodzić? Dla mnie feminizm jest dostrzeganiem nierównoœci w traktowaniu kobiet i mężczyzn i dšżeniem do jej wyrównania. Chrzeœcijaństwo, jak rozumiem, również przewiduje równoœć wszystkich (< > List œw. Pawła do Galacjan 3,28), choć ma inny skrypt dla mężczyzn, a inny dla kobiet. I tu tkwi problem”. To głos ciekawy. Autorka tej wypowiedzi uważa, że kategoria równoœci jest w chrzeœcijaństwie obecna i dotyczy wszystkich. Tyle że ta majšca powszechny charakter, choć jednoczeœnie „chrzeœcijańska” czy „katolicka” równoœć inaczej realizowana jest w odniesieniu do mężczyzn, a inaczej do kobiet. Na tej podstawie wcišż odmawia się œwięceń kapłańskich kobietom nie tylko w Koœciele katolickim, ale w wielu innych chrzeœcijańskich denominacjach. I coraz częœciej taka interpretacja równoœci w chrzeœcijaństwie budzi wštpliwoœci licznych chrzeœcijanek. Pozytywne bšdŸ negatywne podejœcie do œwięceń kobiet uznajš one za probierz wszelkich działań na rzecz sprawiedliwoœci w ich własnych Koœciołach. Tak się rzecz ma również w przypadku polskich katoliczek, szczególnie tych dobrze wykształconych, z wielkomiejskich œrodowisk. Kobiety te z trudem już dziœ przyjmujš tłumaczenia, że poza kapłaństwem jest dla nich wcišż wiele miejsc, gdzie spełniać się mogš w posłudze na rzecz Koœcioła. Bycie katechetkš, gospodyniš na plebanii, zakrystiankš-sprzštaczkš czy nawet zakonnicš-ksieniš to bowiem nie to samo, co pełnienie urzędu proboszcza lub biskupa. Coraz silniejsze jest chyba wœród wykształconych, polskich katoliczek przekonanie, że zakaz ordynacji kapłańskiej kobiet to tylko jeden z przejawów mizoginii obecnej od wieków w Koœciele. A także sposób sprawowania nad kobietami niesprawiedliwej – bo patriarchalnej – władzy. Krytyka feministyczna pozwala tę niesprawiedliwoœć celnie i dobitnie wyrażać. Egzemplifikacjš takiej postawy jest następujšcy fragment pracy zaliczeniowej kolejnej z uczestniczek moich zajęć: „Drogi do realnej władzy w hierarchii Koœcioła, czy wartoœć powołania kobiety do kapłaństwa sš cišgle banalizowane i deprecjonowane. Można na to spojrzeć od strony refleksji nad władzš i hegemoniš, która na wiele sposobów jest obecna w dyskursie akademickim (od metafory panoptikonu po okreœlenie życia prywatnego jako obrębu działań polityki). Z jednej strony Koœciół katolicki jest instytucjš głęboko wpływajšcš na œwiadomoœć swoich wyznawców, zatem jest oœrodkiem władzy. Przez wieki za religiš, czyli za systemem wytworzonym dzięki podstawowej dla wielu potrzeby wiary i wytłumaczenia wszechœwiata, stoi właœnie pojęcie władzy realnej. Zatem jest to obieg materii sprzężony z pełnš ekonomicznoœciš i politycznoœciš działań. Władza jednak nie jest tylko zwišzana z tym, co uznajemy za państwo: nie jest to tylko oznaczony kawałek ziemi, czy konkretny schemat funkcjonowania ustawodawczego patriarchów. Jest to także ta władza zinternalizowana, która każe postępować swoim wyznawcom w okreœlony sposób i ta władza dociera do domów, sprawiajšc że zachowujemy pewne normy, układ: dobre–złe. W œwiecie aprobowanym przez Koœciół katolicki, kobieta spełnia rolę podrzędnš, nie jest dopuszczana do wszystkich sakramentów. Wišże się to bezpoœrednio z podtrzymywaniem gorszego statusu kobiety, który jest obecny w różnych kulturach na całym œwiecie”. Koœciół katolicki trzyma tedy w Polsce rzšd dusz nie po to, by – jak sobie wyobrażajš niektórzy katoliccy konserwatyœci – polska tożsamoœć narodowa mogła znaleŸć swe silne oparcie w wierze. Nie po także tylko – jak sšdzš radykalni antyklerykałowie – by kler mógł się bogacić, korzystajšc z nader familiarnych kontaktów z władzš państwowš. Dla kobiet, które mniej czy bardziej chcš się identyfikować z feminizmem, Koœciół katolicki w Polsce – skoro sprzeciwia się kapłaństwu kobiet i nie dopuszcza ich do koœcielnych struktur władzy – pozostaje najsilniejszš instytucjš patriarchalnš. Dlatego zdaniem feministek – wœród nich jest już także pewna liczba, jak je nazywam, feminizujšcych katoliczek – Koœciół dzierżšc w Polsce rzšd dusz, przyczynia się do dyskryminacji kobiet w naszym społeczeństwie. Sšd taki, choć bez wštpienia wcišż bardzo kontrowersyjny, spotyka się w różnych rodzimych œrodowiskach kobiecych z coraz większš akceptacjš. Nie znaczy to, że wœród polskich katoliczek reakcje przeciw feminizmowi – traktowanemu en général, bez zwracania uwagi na znaczšce odmiennoœci między jego poszczególnymi nurtami – nie sš przynajmniej równie silne. Gdy kilka lat temu Magdalena Œroda, pełnomocniczka rzšdu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, powiedziała, że Ÿródła przemocy wobec kobiet w Polsce tkwiš w silnym wpływie Koœcioła katolickiego na społeczeństwo, spotkała się z gwałtownš – i poniekšd słusznš – krytykš nie tylko w stricte koœcielnych œrodowiskach. Jednak kwestia, czy katolicyzm dyskryminuje kobiety, jest w naszym kraju, podobnie jak na Zachodzie, wcišż otwarta. Nie można jej zamknšć obwieszczaniem, że pewna pani została rzecznikiem prasowym w pewnej diecezji, a w sšdach koœcielnych pojawiły się prawniczki. Mało komu też trafia zapewne do przekonania informacja, że sš parafie, w których kobiety zajmujš się finansami, bo to nadal w Polsce – jak powszechnie wiadomo – raczej rzadkie przypadki. Coraz większa jest za to œwiadomoœć, że w wielowiekowej tradycji Koœcioła mnóstwo jest antykobiecych wštków, które – w œwietle ewangelicznego przesłania – trudno byłoby usprawiedliwić. Dlatego twierdzę, że feminizm lub elementy feministycznej emancypacyjnej retoryki z roku na rok chętniej sš przyjmowane i pod katolickimi strzechami. Na poparcie tej tezy trudno jednak znaleŸć argumenty w rzetelnych badaniach socjologicznych. Dostarczyć ich zatem musi póki co – doœć subiektywna, przyznaję – obserwacja debaty publicznej. A w niej coraz częœciej pojawiajš się kierowane pod adresem Koœcioła i jego hierarchii oskarżenia o mizoginię, również w kontekœcie zakazu œwięceń kobiet. Z oskarżeniami tymi zgadzajš się w zdecydowanej większoœci studentki uczęszczajšce na moje zajęcia, a sš wœród nich także – jak już wspomniałem – wierzšce katoliczki. To fakt symptomatyczny, w jakimœ stopniu zwiastujšcy pewnie zmiany mentalnoœciowe w polskim Koœciele. Mimo to można oczywiœcie dowodzić, że przecież w ostatnich latach powstało w obrębie katolicyzmu w Polsce kilka przynajmniej œrodowisk, w których próbuje się np. podejmować refleksję nad tym, co Jan Paweł II napisał i powiedział o kobietach. Można też argumentować, iż na Gender Studies trafiajš osoby specyficzne, które, nawet jeœli czujš się jeszcze z katolicyzmem zwišzane, to prędzej czy póŸniej od niego odpadnš. Moja intuicja jest jednak inna. Myœlę, że feminizujšcych katoliczek będzie w Polsce coraz więcej, co znaczšco wpłynie na przyszły kształt polskiego Koœcioła. Będzie to wpływ inny niż obecne działania, owych wspomnianych wyżej, propapieskich wewnštrzkoœcielnych grup, zajmujšcych się problematykš kobiecš. W tworzšcym się u nas ponowoczesnym społeczeństwie nie ma bowiem miejsca na mizoginię, a co jest mizoginiš definiujš dziœ chyba bardziej np. „Wysokie Obcasy” niż uczestniczki seminariów na temat papieskiego nauczania. Czy jednak hierarchowie Koœcioła katolickiego do feminizujšcych katoliczek będš odnosili się z szacunkiem i tolerancjš? Z pewnoœciš nie wszystkie już polskie katoliczki myœlš, iż przezwyciężeniem mizoginicznych zaszłoœci Koœcioła mógłby być np. proponowany przez Jana Pawła II „nowy feminizm”. Przeszkadza im np. traktowanie macierzyństwa jako podstawowego powołania kobiety, nawet jeœli owo macierzyństwo należy postrzegać – tak, jak czynił to Papież – bardzo szeroko (np. jako macierzyństwo duchowe dziewic). Ta macierzyńska przestrzeń samorealizacji może licznym kobietom wydawać się niewystarczajšca i nieadekwatna. Również wœród katoliczek pojawia się potrzeba redefinicji pojęcia macierzyństwa, proponowanego przez Koœciół. Tak przedstawia tę propozycję jedna z uczestniczek moich zajęć: „Gdyby powszechnie uznać, iż Bóg jest i może być kobietš, matkš, przestałby być niejednokrotnie tak surowy (w pojęciu wielu osób, w ogólnym Jego obrazie). Wizerunek Boga z tego surowego i groŸnego staruszka zostałby poniekšd „odczarowany”. Myœlę, że byłoby to dobrze, choćby dla naszych wyobrażeń o Bogu. Niech już, skoro wielu nie potrafi w inny sposób do Niego przystšpić, pozostanie tym wszechwładnym, wszechmogšcym, wszechistniejšcym staruszkiem, ale „dorysujmy” Mu trochę kobiecych rys: łagodnoœci, radoœci, uœmiechu”. Pytanie tylko, kto taki „odczarowany”, „pro-macierzyński” – oparty w końcu na biblijnych, choć wcišż niezbyt powszechnie znanych, metaforach – obraz Boga mógłby w polskim katolicyzmie wprowadzać. To raczej nie jest zadanie dla mężczyzn w sutannach... Nawet i w tym wypadku powraca zatem kwestia miejsca kobiety w Koœciele. Niektóre jego członkinie żšdajš, jak wiadomo, specjalnego umocowania instytucjonalnego dla siebie. Mówi się im jednak, że kapłaństwo instytucjonalne nie jest dla nich przeznaczone. Jak zatem powinna wyglšdać instytucjonalna ekspresja owej specyficznej „godnoœci kobiety”, którš tak bardzo podkreœlał Jan Paweł II? Na to pytanie wcišż nie dano w katolicyzmie przekonujšcej odpowiedzi. Nie musi więc dziwić szczególnie, że papieski „nowy feminizm” często odbierany jest jako kolejny objaw zawoalowanej mizoginii, a nie wezwanie do konkretnych działań na rzecz równego traktowania kobiet w Koœciele. Myœlę, że z podobnymi głosami będziemy się w Polsce spotykać coraz częœciej. Kto wie, czy wiele członkiń polskiego Koœcioła nie poszłoby już dziœ raczej za takš interpretacjš katolickiej myœli, na jakš zdobyła się inna moja studentka: „Można zadać pytanie o to, czemu to prawa Koœcioła katolickiego, miałyby fundować nowe społeczeństwo. Nawet jeœli w gruncie rzeczy tak się stało, a kultura chrzeœcijańska zdominowała Europę na wieki, to jednak tego od niej oczekuje się, że będzie sprawiedliwym i niekwestionowanie dobrym głosem, za którym ludzie będš mogli podšżać i z którym (po częœci) będš się identyfikować. Mizoginia zaœ, ten okrutny obraz nienawiœci do kobiet, pojawia się nie tylko w wykluczeniu kobiet z kapłaństwa, ale ich traktowaniu i kanalizowaniu ich duchownej aktywnoœci. [...] W Koœciele od wieków pokutowała myœl o kobiecie jako istocie gorszej z natury, która jest warta tyle, ile mężczyzna, który raczy za niš stanšć. Mizoginiczne jest także traktowanie kobiety jako istoty nieczystej biologicznie i jednoczeœnie upoœledzonej duchowo. Jej krew miesięczna jest traktowana w najlepszym wypadku jako nieistniejšce już, prastare zło. Prymarnoœć wykluczenia w stopniu, który jest niezdeterminowany wolš jednostki jawi się jako najboleœniejsza. Dlatego samo nierówne traktowanie powołania do kapłaństwa kobiety jest pojmowane jako stan naturalnego porzšdku, zaœ kwestionowanie go jest fanaberiš lub zamachem na wiekowš tradycję Koœcioła”. Póki co głosy – jak ów przytoczony powyżej – uważa się w Polsce za bardzo skrajne. Być może to dowód na to, że wedle wielu wierzšcych chrzeœcijaństwo ostatecznie zawsze zachowuje zdolnoœć odrzucenia zła, które popełniano i nadal się popełnia także wtedy, gdy za usprawiedliwienie i rękojmię bierze się Biblię czy koœcielnš doktrynę. Być może za tš wiarš kryje się również œwiadomoœć, że równoœć jest w chrzeœcijaństwie czymœ niezmiernie istotnym i nie dotyczy tylko – wbrew temu, co publicznie obwieszcza prof. Magdalena Œroda – rzeczywistoœci eschatologicznej. Dlatego jeœli nawet feminizujšce katoliczki zaczynajš czuć się u nas obco we własnym Koœciele, jeszcze bardziej obco czujš się pewnie w œrodowiskach radykalnych feministek, gdzie często jednoznacznie antyreligijna postawa jest czymœ na porzšdku dziennym. Radykalny feminizm wyklucza katoliczki, co z perspektywy tego ruchu, działajšcego przecie w katolickim kraju, trudno uznać za szczególnie inteligentne posunięcie. Ale faktem jest, że do polskich katoliczek coraz bardziej zdajš się przemawiać niektóre feministyczne postulaty. Na portalu ludzi dotkniętych bezpłodnoœciš, „Nasz Bocian”, katoliczki otwarcie przyznały się do stosowania metody in vitro i nie zgodziły się na nazywanie jej – za polskimi biskupami –„rodzajem wyrafinowanej aborcji”. Tego typu przypadki powinny luminarzom polskiego życia koœcielnego i publicznego dawać wiele do myœlenia. Nie bez przyczyny już Jan XXIII uznawał emancypację kobiet za „znak czasu”, który powinien zostać właœciwie odczytany przez ludzi Koœcioła. Dobrze by było, gdyby ów Koœciół pamiętał nie tylko o tym, że kategoria równoœci wszystkich ludzi jest starsza niż europejskie Oœwiecenie. A jej Ÿródłem w naszej kulturze jest chrzeœcijaństwo, w którym wiara w to, że „wszyscy ludzie, stworzeni na obraz Jedynego Boga, obdarzeni takš samš rozumnš duszš, majš tę samš naturę i to samo pochodzenie”[sup]2[/sup], ma miejsce szczególne. Dla chrzeœcijan zdania te nie mogš stanowić pustych prawd. Zawarta jest w nich przecież – choć implicite – krytyka wszelkich form dyskryminacji, godzšcych w godnoœć osoby ludzkiej. Na takim właœnie fundamencie została zbudowana europejska cywilizacja. W tym sensie oœwieceniowš koncepcję równoœci wobec prawa można traktować jako rozwinięcie tradycji chrzeœcijańskiej. Myœlę, że feminizujšce katoliczki mogłyby się z tym zgodzić. Ich aspiracje niekoniecznie muszš się z chrzeœcijaństwem – również z katolickim Urzędem Nauczycielskim – rozmijać. Tym bardziej Koœciół, ten hierarchiczny, powinien pozwalać im mówić. Zwłaszcza w Polsce, gdzie wyznawczynie (sic!) religii katolickiej cišgle jeszcze wyraŸnie w społeczeństwie dominujš. [i]Sebastian Duda – filozof, teolog, publicysta, redaktor „Przeglšdu Powszechnego”. [/i] ____________________________________________________________ [i][sup]1[/sup] Zob. Niezbędnik ateisty. Rozmowy Piotra Szumlewicza, Warszawa 2010, s. 49. [sup]2[/sup] Katechizm Koœcioła Katolickiego, 1934.[/i] [ramka][srodtytul]Wyzwania dla polskiej tolerancji[/srodtytul] „Polska tolerancja” to projekt, który powstał z inicjatywy Fundacji Tezeusz przy współpracy z Laboratorium Więzi. Od 6 wrzeœnia do 29 listopada, co tydzień w serwisie Tezeusz.pl, na stronie internetowej [link=http://rp.pl/polskatolerancja]rp.pl/polskatolerancja[/link], na Facebooku oraz na platformie internetowej salon24.pl będš się odbywać debaty poœwięcone ważnym kwestiom społecznym stanowišcym wyzwanie dla polskiej tolerancji. Wprowadzeniem do dyskusji będš teksty m.in.: Jadwigi Staniszkis, Jana Rokita, Tomasza P. Terlikowskiego, Jana Hartmana, Magdaleny Œrody, Kingi Dunin czy Henryki Bochniarz. Debaty będš co tydzień podsumowywane przez moderatora w formie audiowizualnej, a po zakończeniu projektu zostanie wydany e-book obejmujšcy dyskutowane teksty i najciekawsze komentarze. [link=http://polskatolerancja.tezeusz.pl "target=_blank"]http://polskatolerancja.tezeusz.pl[/link] [i]—maty[/i][/ramka]
ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL