Opinie

Zbyt długi areszt

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Nasz wymiar sprawiedliwości odporny jest na krytykę. Być może praktykę nazbyt częstego tymczasowego aresztowania odmienią argumenty ekonomiczne – pisze adwokat
Prokuratorzy nie mają środków na benzynę, opinie biegłych, na łamach prasy narzekają na zbyt niskie wynagrodzenia. Przedmiotem publicznej debaty stały się też zarobki sędziów, którzy organizowali nawet quasi-strajki w postaci “dni bez wokandy”. Tymczasem zamiast oczekiwać, że podatnicy dodatkowo dołożą się do pensji, sfinansują przejazdy policjantów i telefony prokuratorów, warto zastanowić się, czy nie można tym podatnikom ulżyć, obniżając koszty postępowań, a oszczędności zagospodarować na upragnione cele.
Racjonalna polityka aresztowań może być źródłem istotnych oszczędności, bo miesięczny koszt utrzymania osoby pozbawionej wolności to 2269,66 zł. Według danych dostępnych na stronie internetowej Służby Więziennej [link=http://www.sw.gov.pl/default.aspx](www. sw. gov. pl)[/link], 31 lipca 2010 w jednostkach penitencjarnych osadzonych było 8591 osób tymczasowo aresztowanych. Tylko w lipcu Skarb Państwa wydał na ich utrzymanie 19 498 649,06 zł. [srodtytul]Za nasze pieniądze[/srodtytul]
W wielu postępowaniach tymczasowe aresztowanie stosowane jest miesiącami, a nawet latami. Bywa, że po środek ten sięga się “na wszelki wypadek”, również w sprawach stosunkowo błahych. Tekst ten powstał na kanwie argumentacji przedstawionej niedawno na posiedzeniu w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania przed jednym z krakowskich sądów. Ostatecznie pozbawiono wolności podejrzanego, który posiadał w domu pół kilograma marihuany, a sąd uzasadnił swą decyzję koniecznością przeprowadzenia konfrontacji z drugim podejrzanym, a także potrzebą wykonania ekspertyz ujawnionych środków odurzających. Człowiek ten przez trzy miesiące będzie jadł za nasze pieniądze, będzie pilnowany, dowożony na czynności procesowe tylko po to, żeby można było wykonać konfrontację, która potrwa nie dłużej niż godzinę, a nadto przeprowadzić dowody z opinii biegłego, przy czym na tę ostatnią czynność podejrzany nie ma żadnego wpływu. Warto też odnotować, że opisywana sprawa była dla prokuratora tak istotna, że nie zechciał nawet przybyć na posiedzenie, na którym był rozpatrywany jego wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania (wbrew § 331 ust. 1 wewnętrznego regulaminu urzędowania powszechnych jednostek prokuratury). Nie sposób zrozumieć, dlaczego podatnicy mają utrzymywać podejrzanego w takiej sprawie, szczególnie gdy nigdy wcześniej nie był karany, a rodzina deklarowała wpłacenie poręczenia sięgającego kilkudziesięciu tysięcy złotych. Zachodzi wszak spore prawdopodobieństwo orzeczenia kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania połączonej z wysoką grzywną (np. 20 tys. zł). Wprawdzie podejrzanemu na poczet grzywny zaliczany jest okres tymczasowego aresztowania, ale jaki ma to sens ekonomiczny? Przestępca powinien ponieść konsekwencje swego zachowania w taki sposób, by niepotrzebnie nie obciążać uczciwych obywateli. Lepiej zatem, by zapłacił całą grzywnę, bo to będzie dla niego bolesne, a jednocześnie nie zajdzie potrzeba utrzymywania go w areszcie śledczym. [srodtytul]Generowanie zbędnych kosztów[/srodtytul] Opisana sprawa nie jest jednostkowa. Postępowania dotyczące przestępstw z [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=CFB0676953DEE6AA8E58ADE2C565E7DA?id=179153]ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii[/link] trwają zwykle dość długo, a sądy nie wahają się przed przedłużaniem stosowania najsurowszego środka zapobiegawczego. W części przypadków – jak w tym opisanym – wydaje się to niepotrzebnym generowaniem kosztów postępowania, bo realne zagrożenie dla procesu jest znikome. Nieprzekonujący jest przy tym argument podnoszony zazwyczaj w tego rodzaju sprawach, iż podejrzany może kontaktować się z innymi, nieustalonymi dotychczas osobami zaangażowanymi w przestępczy proceder. Oczywiście tak może być, bo narkotyki najczęściej trzeba od kogoś kupić, ale jakie szkody dla postępowania może przynieść taki kontakt? Przecież zainteresowani i tak w większości wiedzą o zatrzymaniu, a jeśli sami wpadną w tarapaty, to niczego nie muszą ustalać, bo albo, podejmując współpracę z organami ścigania, potwierdzą określoną transakcję, albo jej zaprzeczą. Nie ma tu większego pola do mataczenia, a w konsekwencji brak istotnych powodów dla wydawania pieniędzy na tymczasowe aresztowanie. Zresztą warto zwrócić uwagę, że nieformalny kontakt z osobą osadzoną w areszcie nie jest większym problemem, bo przy pełnym wykorzystaniu możliwości jednostek penitencjarnych nie sposób wszystkich upilnować. Osadzeni rozmawiają przez okna, ewentualnie korzystają z pomocy innych osadzonych, ulokowanych w celi z dogodniejszym dostępem do świata zewnętrznego. Miejsca, z których rozmawia się z pensjonariuszami więzień i aresztów, mają swoisty koloryt i warte są chociażby reporterskich opracowań, a być może i naukowych. [srodtytul]Strukturalny problem[/srodtytul] Zmiana polityki aresztowej będzie zgodna ze stanowiskiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zadośćuczyni niegdysiejszym staraniom Rzecznika Praw Obywatelskich, jak również pozostanie w zgodzie z poglądami prezentowanymi w nauce. W uzasadnieniu [b]wyroku w sprawie Kauczor przeciwko Polsce (wniosek nr 45219/06) Trybunał stwierdził[/b], iż w Polsce występuje strukturalny problem – praktyka niezgodnej z wymogami Konwencji dotycząca długotrwałości tymczasowego aresztowania. W podobnym duchu wypowiadał się Rzecznik Praw Obywatelskich (np. wystąpienie do ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy z 11 marca 2009). Sądy, rezygnując ze stosowania najsurowszego środka zapobiegawczego w sprawach mniej istotnych lub wobec sprawców odgrywających drugorzędne role w strukturach przestępczych, nie pozostaną zatem w argumentacyjnej próżni. [srodtytul]Kosztowna ostrożność [/srodtytul] Proponowane oszczędności nie będą więc generowane kosztem jakości orzecznictwa. Trzeba to podkreślić, bo o ile zdarzają się niekorzystne dla prokuratora rozstrzygnięcia na poziomie sądów apelacyjnych i wydziałów odwoławczych sądów okręgowych, o tyle w pierwszej instancji prokurator niemal zawsze odnosi sukces. Wynika z tego, że sędziowie lękają się stosować środki alternatywne, nie chcąc brać odpowiedzialności za ewentualną ucieczkę podejrzanego. Ta nadmierna ostrożność jest bardzo kosztowna i niejednokrotnie zbędna, bo dla znakomitej większości podejrzanych perspektywa utraty poręczenia majątkowego jest dostateczną przeszkodą dla podejmowania działań godzących w prawidłowy tok postępowania karnego. Zmiana praktyki stosowania tymczasowego aresztowania nie przyniesie szczęścia i dobrobytu, ale będzie krokiem we właściwym kierunku. Powracając do opisywanej wcześniej sprawy podejrzanego o posiadanie pół kilograma marihuany, trzeba jeszcze raz podkreślić, bo jest to praktyka niespotykana, że prokurator nie widział potrzeby stawiennictwa na posiedzeniu, na którym był rozstrzygany wniosek o tymczasowe aresztowanie. Trudno mu się zresztą dziwić, wszak w letnie, piątkowe popołudnie można zrobić wiele ekscytujących rzeczy, znacznie ciekawszych od refleksji nad zasadnością i kosztami rutynowego postępowania z zatrzymanym. Jeśli jednak rutyna i warunki atmosferyczne będą determinowały działania prokuratorów, to nie pozostanie im nic innego jak publiczne narzekanie na brak pieniędzy, co autor wniosku w opisanej sprawie czynił już dwa dni po owym feralnym piątku na łamach “Rzeczpospolitej”.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL