Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Rosja chce zwišzku z Uniš Europejskš

Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Kremlowskie wizje sš dla przyszłoœci naszego kraju kluczowe. Jestem jednak dziwnie przekonany, że w warszawskich gabinetach władzy nikt się nimi nie zajmuje. Więcej, nikomu nie wydajš się one istotne – pisze publicysta
Siergiej Karaganow – bardzo znany rosyjski politolog, który, jak pisze „Gazeta Wyborcza”, „zabiera głos często po to, by nieoficjalnie przedstawić stanowisko rosyjskich elit w sprawach polityki zagranicznej” – napisał w rzšdowej „Rossijskiej Gazietie” bardzo ważny tekst, który „GW” przedrukowała w skróconej formie w ostatnim sobotnim wydaniu. Artykuł Karaganowa jest niezwykle istotny. Równie istotne zaœ – a dla mnie, przyznam, poruszajšce – jest to, że dotychczas nie został on w Polsce dostrzeżony przez bodaj nikogo. Karaganow pisze o pewnej wizji, która – gdyby została zrealizowana – wywróciłaby do góry nogami ekwilibrium polityki œwiatowej. Wizji, którš Rosjanie (i sympatyzujšcy z nimi europejscy intelektualiœci) jak dotšd dyskretnie suflowali, sondowali zachodnie reakcje, ale jeœli przedstawiali w druku, to półgębkiem. Karaganow zrobił to otwarcie. W dodatku w sposób poœredni między sposobem argumentacji i frazeologiš niezależnego analityka a tonem poważnej politycznej oferty wypowiadanej z majestatu kremlowskich komnat. Szef Rady Polityki Zagranicznej przy moskiewskim MSZ krytykuje w sposób umiarkowany przedwczesne i nieprzemyœlane – zdaniem Rosjan – decyzje Zachodu o rozszerzeniu jego struktur na Wschód, co było według niego objawem utraty przez Europę „umiejętnoœci strategicznego myœlenia”. Ubolewa też, że Europejczycy „widzieli Rosję w roli ucznia”. Wszystko to uniemożliwiło bowiem jedyny korzystny – według Karaganowa – dla obu stron scenariusz. A jest nim integracja Rosji i Unii Europejskiej.
Nie chodzi jednak oczywiœcie o wejœcie Rosji do Unii – z punktu widzenia Moskwy taki scenariusz byłby i niemożliwy, i upokarzajšcy. Rosja widzi się jako co najmniej równorzędny partner Wspólnoty. I taki właœnie scenariusz przedstawia autor „Rossijskiej Gaziety”. Proponuje stworzenie nowego bytu – Zwišzku Europy łšczšcego Rosję i Unię jako dwa podmioty. Dotychczas mówiono – jeœli mówiono – o doœć nieokreœlonej osi Moskwa – Bruksela. Propozycja Karaganowa ukonkretnia tę wizję i idzie dalej. [srodtytul]Mało ważny wschodni drobiazg[/srodtytul] Zwišzek Europy nie miałby, oczywiœcie, pocišgać za sobš dostosowania się Moskwy do standardów zachodnioeuropejskich w dziedzinie demokracji i praw człowieka, choć Karaganow między wierszami wydaje się sugerować, że z biegiem czasu integracja w innych dziedzinach spowodowałaby tu pozytywnš zmianę i sprzyjała ewolucji Rosji w stronę może nie aż demokracji, ale przynajmniej rzšdów prawa. Miałby dotyczyć, po pierwsze, œcisłej koordynacji polityki zagranicznej. „Miękka siła Europy mogłaby się połšczyć z twardš siłš niemałego potencjału strategicznego Rosji” – kusi Karaganow. Pisze zarazem, że obecna wspólna polityka zagraniczna UE „wišże ręce wielkim państwom” europejskim, co można zrozumieć jako sugestię, że nowa – ta realizowana już przez Zwišzek Europy – byłaby uzgadniana bardziej w wielokšcie Moskwa – Berlin – Paryż – Londyn i może jeszcze jakieœ inne stolice, bez potrzeby zawracania sobie głowy interesami europejskiego drobiazgu. Zwłaszcza – dodajmy – wschodniego drobiazgu. Po drugie, integracja dotyczyłaby polityki energetycznej w ramach Zwišzku i tego wštku nie ma chyba potrzeby rozwijać. Po trzecie, ustanowienie „wspólnej przestrzeni gospodarczej i technologicznej” w perspektywie wspólnego obszaru celnego. I po czwarte, ruch bezwizowy, a w perspektywie wspólny rynek pracy. Wszystko to jest dla Rosji konieczne, bo „jeœli nie zjednoczymy naszych wysiłków z Europš, w sposób nieunikniony będziemy dryfować ku roli surowcowego dodatku do Chin”. Zbawienne byłoby to również dla Europy, bo europejski „projekt integracyjny zabrnšł w œlepš uliczkę” (m.in. na skutek zbytniego rozszerzenia UE), na skutek czego Europejczycy „pozostajš coraz bardziej na obrzeżach wielkiej polityki strategicznej”. Tymczasem „trójkšt USA – Chiny – zjednoczona Europa” (pod tym ostatnim pojęciem autor rozumie oczywiœcie zwišzek UE i Rosji) mógłby rzšdzić œwiatem. Do takiego Zwišzku Europy (oczywiœcie nie do UE) mogłaby wstšpić Ukraina. A także Turcja i... Kazachstan, co trzeba chyba rozumieć jako sugestię szerszego reintegrowania przez Zwišzek przestrzeni poradzieckiej. [srodtytul]Cena polskiego głosu[/srodtytul] Jeœli artykuł Karaganowa potraktować jako odsłonięcie strategicznej koncepcji Kremla, to wyjaœnia wiele z tego, co stało się w cišgu ostatniego roku w relacjach polsko-rosyjskich. Inicjowane przez Moskwę tendencje odprężeniowe – o czym pisano już wczeœniej, ale co w œwietle tekstu z „Rossijskiej Gaziety” staje się bardziej widoczne – obliczone były i sš na neutralizację ewentualnego polskiego sprzeciwu wobec planów zbliżenia, a w perspektywie może i integracji UE i Rosji. Interpretacje, w myœl których można się w nich dopatrzyć też oferty pod adresem Warszawy (uznanie statusu Polski jako ważnego partnera w grze z Uniš), zyskujš też na wiarygodnoœci. Interpretacje te wydaje się też potwierdzać ostatnia aktywnoœć rosyjskiej dyplomacji, z wizytš ministra Ławrowa i jego tekstem opublikowanym w „GW” na czele. Jak do wizji integracji UE i Rosji powinna się odnieœć Polska? Brak tu miejsca, by szerzej analizować ten problem. Oczywiste jest, że wizja Karaganowa niesie ze sobš potężne zagrożenia zarówno z punktu widzenia całej UE w jej obecnym kształcie, jak i samej Polski. Tytułem przykładu – czy œcisły zwišzek z obecnš Rosjš, państwem, w którym nie rzšdzi prawo, lecz poprzerastane z władzš mafie, nie wpłynie degenerujšco na same kraje Wspólnoty, zwłaszcza te, w których demokracja i system wolnorynkowy sš wcišż względnš nowoœciš? Czy energetyczna integracja Unii z Rosjš nie tylko ostatecznie nie uniemożliwi energetycznej dywersyfikacji naszemu krajowi, ale wręcz trwale nie uzależni od Rosji krajów starej Unii? Oczywiste jest też, że realizacja projektu Zwišzku oznaczałaby kres planów ekspansji Zachodu na Wschód i trwałe pozostawienie Ukrainy formalnie w jakimœ obszarze buforowym, a realnie – w sferze wpływów moskiewskich. Do powrotu do tej sfery zapewne zostałyby zmuszone kraje Zakaukazia. Wszystko to powinno skłaniać nasz kraj do przeciwstawienia się podobnym pomysłom. Co może być realne, bo przecież w krajach i nowej, i starej Unii (także w Berlinie i Paryżu) nie wszyscy sš zachwyceni wizjš bliskich zwišzków z potężnym państwem niedemokratycznym. Ale może się też okazać nierealne, bo wizja rzeczywistych przecież zysków zwišzanych z powstaniem podmiotu rozcišgajšcego się od Atlantyku po Pacyfik może być zbyt potężna. Jeœli tak, to realistyczne myœlenie polityczne nakazywałoby jak najdroższe sprzedanie polskiego „tak”. Zyskanie zań jak najwięcej trwałych korzyœci – i gospodarczych, i politycznych. Uzyskanie jakichœ gwarancji zabezpieczeń minimalizujšcych polityczne zagrożenia. Niestety, nie potrafię pozbyć się wrażenia, że nikt o tym nie myœli. Tu wracamy do sprawy zasygnalizowanej na poczštku. „Gazeta Wyborcza” (chwała jej za to) przedrukowała artykuł Karaganowa w sobotnim numerze. Aż do dziœ nie spowodowało to żadnych reakcji. Żadna telewizja nie poœwięciła sprawie ani jednego programu publicystycznego. W Warszawie żaden dziennikarz nie zadał o to pytania premierowi, prezydentowi, szefowi MSZ, liderom partii opozycyjnych. W Brukseli nikt nie pytał o to Jerzego Buzka, pani Ashton ani Jose Manuela Barroso. Media żyjš sprawami znacznie ważniejszymi – przepychankami o krzyż, marketingowymi zabiegami Henryki Krzywonos, frakcyjnymi sporami w PiS i dywagacjami na temat politycznej przyszłoœci Janusza Palikota... To media. A rzšdzšcy? [srodtytul]Z odwróconš głowš[/srodtytul] Jestem dziwnie przekonany, że kremlowskie wizje, kluczowe dla przyszłoœci Polski, w warszawskich gabinetach władzy nie sš tematem nie tylko kluczowym, ale wręcz nie sš tematem istotnym. W myœleniu rzšdzšcych (w jakiejœ mierze także w największej partii opozycyjnej, ale to na rzšdzšcych spoczywa znacznie większa odpowiedzialnoœć) liczy się konflikt wewnętrzny, wojna polsko-polska. Jakieœ tam rosyjskie pomysły? Zajęcie się nimi zabrałoby nam tylko czas potrzebny do planowania tego, co naprawdę istotne – wdeptania Kaczyńskiego w ziemię. W dodatku przecież piarowsko wygrywamy na odprężeniu z Rosjš, po co zajmować się czymœ, co może być zagrożeniem dla tego odprężenia. I w ogóle – kiedy dzieje się coœ przykrego, to najlepiej jak najdłużej tego nie dostrzegać. Przecież, jak powiedział premier Donald Tusk, żyje się tu i teraz, a ludzie majš prawo do szczęœcia. A cóż jest ważniejsze dla szczęœcia niż spokój? A za rok sš wybory... A PiS? Czy ktoœ potrafi sobie wyobrazić, aby – gdyby wizja Karaganowa zaczęła się materializować – największa partia opozycyjna potrafiła zareagować inaczej niż krzykiem o nowej Jałcie, nowym pakcie Ribbentrop-Mołotow i jego polskich pomocnikach? Sprawa tak kluczowa jak wizja integracji Unii i Rosji wydawałaby się oczywistym tematem do nawet nieoficjalnej wspólnej refleksji rzšdu i opozycji. Czy ktoœ potrafi sobie wyobrazić, aby coœ takiego miało miejsce w Polsce? Czy ktoœ potrafi sobie wyobrazić, aby w obecnej Polsce istniał – gdziekolwiek, w strukturach rzšdowych, opozycyjnych, niezależnych – jakiœ silny think tank, który teraz zastanawia się – realistycznie i kierujšc się jedynie polskim interesem, a nie interesem partii rzšdzšcej czy romantycznš ideologiš – jak odnieœć się do potencjalnie nowej sytuacji? Rok temu Marek Magierowski, analizujšc ówczesne, znacznie mniej zaawansowane niż teraz, wychodzšce ze Ÿródeł rosyjskich i europejskich sugestie dotyczšce strategicznego zbliżenia Unii i Moskwy, zadał pytanie: „czy jesteœmy przygotowani na taki scenariusz?” („Nowe mocarstwo: Eurosja”, „Rz”, 13.05.2009). Dziœ, po roku, w czasie którego sprawa ta nie stała się w Polsce przedmiotem jakiejkolwiek debaty, po artykule Karaganowa i polskim milczeniu na jego temat, wypada stwierdzić, że odpowiedŸ na pytanie Magierowskiego jest przeczšca. I podsumować sytuację genialnymi słowami Jacka Kaczmarskiego z ballady „Reytan, czyli raport ambasadora”: „Rozgrywka z nimi – to nie żadna polityka. To wychowanie dzieci, bioršc rzecz en masse...”. [i]Autor jest publicystš, współpracownikiem „Rzeczpospolitej”. W przeszłoœci był m.in. prezesem PAP [/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL