Jak punk pokochał polkę

aktualizacja: 17.08.2010, 18:31
Foto: AFP

Miłość do tradycyjnego tańca połączyła górniczą orkiestrę, duet żeński i zespół folkpunkrockowy

Deptak w Zielonej Górze, wczesny wieczór. Pod niewielką sceną gromadzą się ludzie. Trochę emerytów i trochę młodzieży, rodzice z małymi dziećmi. Gdzieś z boku przystaje dziewczyna z podgoloną głową, ubrana w glany i kraciaste spodnie. Wreszcie pojawia się gwiazda wieczoru – niemiecki zespół Polkaholix. Ze sceny płyną dźwięki akordeonu, sekcji dętej, gitary. Mocne punkrockowe rytmy splatają się ze skocznymi ludowymi melodiami. Wyśpiewana po niemiecku piosenka o skradzionej kiszce sąsiaduje z autorską wersją „Das Model”, najbardziej znanego przeboju grupy Kraft-werk. Część dzieci zaczyna tańczyć, widzowie klaszczą.
Za plecami muzyków widać banner z nazwą grupy i hasłem „We Are On a Mission of Polka”. – Ta misja trwa już siedem lat. Chcemy powiedzieć ludziom, że polka to podstawa wszelkiej muzyki – mówi „Rz” Jo Meyer, jeden z muzyków grupy.
[srodtytul]Nasza i wasza[/srodtytul]
Koncert, który się odbył w ubiegły czwartek, stanowił zapowiedź wspólnego projektu Cottbus i Zielonej Góry – festiwalu polki w niemieckiej miejscowości. Jak przekonują organizatorzy, była to pierwsza tego typu impreza w Europie. W jej programie znalazły się m.in. koncerty czeskiej kapeli ludowej Krajanka, niemieckiej orkiestry górniczej z Forst, ale też duetu Anne i Marie i grup Rzepczyno oraz Budzillus, które starają się łączyć polkę z nowszymi gatunkami muzycznymi, jak punk czy ska. Festiwalowi towarzyszyło hasło „Polka żyje”, a jego ikonką stało się zdjęcie kobiety w ludowym stroju pląsającej z ubranym w dżinsy i kaptur punkiem. – O polkę toczy się swego rodzaju walka. Spór dotyczy tego, czy jest ona bardziej czeska czy może polska bądź niemiecka. A nam zależy na tym, by pokazać, że może ona łączyć nie tylko kraje, ale i pokolenia – podkreśla Magdalena Mazik, odpowiedzialna za kontakty z mediami.
Polka jest tradycyjnym tańcem ludowym. Narodziła się w latach 20. XIX wieku.
– Wiele osób kojarzy ją z Polską, a to zasadniczy błąd. Polka bowiem pochodzi z Czech – wyjaśnia profesor Tomasz Król z Akademii Muzycznej w Łodzi.
Taniec i towarzysząca mu muzyka szybko jednak zyskały popularność w innych częściach Europy, np. Niemcy czy Włochy. Polka wkroczyła też na salony. – Po jej melodie sięgali znani kompozytorzy, jak choćby Johann Strauss czy Antonin Dvorak. W ich utworach tradycyjna polka podlegała procesowi stylizacji – tłumaczy profesor Król. Polki do dziś często rozbrzmiewają w filharmoniach. Są też obowiązkowym punktem w repertuarze wielu zespołów ludowych. – Polka to żywioł, radość, emocje, zarówno jeśli chodzi o utwory wokalne, jak i taniec – podkreśla Izabela Migocz, kierownik artystyczny Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk.
[srodtytul]Disco spod Chicago[/srodtytul]
Ale polka otrzymała też zupełnie inne życie. A wszystko za sprawą amerykańskich polonusów. Za oceanem pod hasłem „polka” kryje się odrębny gatunek muzyczny. Na tyle uznany, że stał się jedną z kategorii Grammy – najważniejszych nagród przemysłu muzycznego w Stanach Zjednoczonych.
Polka to jednak nie tylko disco z okolic Chicago. – Gra się ją na całym świecie – przekonuje Jo Meyer. – Dla nas objawieniem był koncert grupy z Teksasu. Kiedy ich usłyszeliśmy, stwierdziliśmy: to jest to. Polka wiąże się z różnymi gatunkami muzycznymi i różnymi postawami. W Meksyku na przykład jest blisko polityki. Grają ją zespoły kojarzone z buntem, rewolucją, na ich koncerty przychodzą ludzie w koszulkach z Che Guevarą. Polka jest słyszalna w utworach reaggae, house, sięgają po nią młodzi didżeje...
Piotr Baron, dziennikarz muzyczny radiowej Trójki: – Flirt muzyki ludowej i popularnej nie jest zjawiskiem nowym. A kiedy nastaje jakaś moda, zawsze pojawia się tabun naśladowców, którzy starają się doczepić do ludowego pociągu. I wtedy nie bez racji pojawiają się określenia w stylu etno polo czy góralo polo. Myślę sobie jednak, że jeśli ktoś czerpie z muzyki ludowej z przekonaniem, ma na to pomysł, to jego utwory ocaleją.
Zdaniem Barona tak było choćby w przypadku Skaldów, Marka Grechuty, a teraz Kapeli Ze Wsi Warszawa.
A organizatorzy festiwalu polki w Cottbus zapowiadają, że impreza prawdopodobnie się rozrośnie. – Chcielibyśmy, aby w przyszłości festiwal na dobre zagościł po obydwu stronach granicy – zaznacza Mazik.

POLECAMY

KOMENTARZE