Rozmowa "Rz"
Fajni ludzie pod krzyżem
I jedni, i drudzy mają w sporze o krzyż swoje racje. Niestety, w tym konflikcie zabrakło chęci i umiejętności rozmowy. Po obu stronach – przekonuje socjolog Anna Giza-Poleszczuk w rozmowie z Marcelim Sommerem
Kim są „obrońcy krzyża” przed pałacem prezydenckim? I co jest ich prawdziwym celem: walka o obecność religii w życiu publicznym czy o pamięć o tragedii smoleńskiej?
Anna Giza-Poleszczuk: Ani jedno, ani drugie. W moim przekonaniu, grupa „obrońców krzyża” wyłoniła się spośród ogółu osób uczestniczących w żałobie po10 kwietnia, by poprzez sprawę krzyża zamanifestować coś niezwiązanego ani z religią jako taką, ani z katastrofą. Ich postawa jest przede wszystkim wyrazem braku zaufania do władzy oraz ogólnego niezadowolenia z kierunku spraw społeczno-państwowych w Polsce.
Z czego wynika ten brak zaufania i niezadowolenie?
Przede wszystkim z nieszczęśliwych doświadczeń życiowych. W każdej zbiorowości są ludzie, którym się nie powiodło, którzy są głęboko niespełnieni. I oni tę swoją frustrację czy złe doświadczenia muszą w jakiś sposób wobec reszty społeczeństwa artykułować. Wiele jest ruchów, które swój sprzeciw artykułują w języku radykalnej religijności, np. amerykańskie Dzieci Jezusa. Pod względem ilości różnego rodzaju ruchów fundamentalistycznych Polska, na tle rozwiniętych krajów Zachodu, wybija się zresztą raczej na korzyść.
Co popycha ludzi w stronę fundamentalizmu?
Spójrzmy choćby na drobnych przedsiębiorców (nadreprezentowanych zresztą wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości). Mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające poniżej 9 osób stanowią ponad 90 proc. polskiego biznesu. Drobni przedsiębiorcy wychwalani są za to, że dzięki nim uniknęliśmy recesji w okresie kryzysu. W praktyce ich los jest jednak nie do pozazdroszczenia. Spójrzmy chociażby na rozwiązania prawne dotyczące rozliczania VAT: zobowiązanie podatkowe powstaje w momencie wystawienia faktury, a nie w chwili uzyskania płatności. Konsekwencją tego jest ciągła walka o płynność finansową. Drobni przedsiębiorcy pełniący funkcję podwykonawców muszą dokładać do interesu z własnej kieszeni, bo płaci się im na samym końcu. Przez lata nikt nie wpadł na pomysł, żeby wprowadzić kilka prostych przepisów, które ułatwiłyby im życie. Drobni przedsiębiorcy czują się zaniedbani, wykorzystywani, pozbawieni rzecznika swoich interesów w całym systemie państwowym. I mają rację. Ich problemów nie porusza się w debacie publicznej – są tylko slogany o deregulacji gospodarki czy podatku liniowym, który korzyści przynosi przede wszystkim wielkiemu biznesowi. Jeszcze gorzej jest z dyskursem na temat wsi, o której mówi się tylko, że „musi się zmienić”, a najlepiej po prostu wymrzeć. Tego typu doświadczenie bezsilności, bezradności, osierocenia przez państwo i elity, jest udziałem wielu ludzi. A najgorsze, że nikt z nimi nie próbuje nawet rozmawiać.
Ale „obrońcy krzyża” czują się raczej reprezentantami większości narodu, a nie wykluczonej mniejszości.
To typowy przejaw fundamentalizmu, przekonania, że posiadło się prawdę objawioną. Ale też, kiedy się patrzy na tych ludzi, to widać, że szczerze wierzą w to, co mówią, że nie ma w nich udawania czy manipulacji. Jest w nich natomiast dużo godności, zdolności do poświęceń w imię tej swojej prawdy. Proszę sobie wyobrazić, jak trudne psychologicznie jest poczucie, że jest się jedynym widzącym w gronie ślepców, a wszyscy wokół idą w stronę przepaści, nie zważając na krzyki o opamiętanie. Tragedia smoleńska i sprawa krzyża jest dla tych ludzi po prostu kolejnym symbolem tego, że sprawy w kraju przybierają zły obrót. Mamy też do czynienia z pojawianiem się zjawiska charakterystycznego dla tego rodzaju wykluczonych grup: spiskowych teorii rzeczywistości.
Obrońcy krzyża i im podobni kontestatorzy „ducha czasu”, to nie jest zjawisko ani nadnaturalne, ani specyficznie polskie, ani nawet nowe – myślę, że można szukać analogicznych grup niemal w każdej epoce historycznej. Religia dostarcza im narzędzi do wyrażenia sprzeciwu. Starają się bronić pewnych wartości, które niektórym mogą się wydawać anachroniczne czy karykaturalne. W realiach nowoczesnej demokracji powinniśmy jednak szanować ich odmienność.













