Radosny finał Off Festivalu

aktualizacja: 09.08.2010, 11:14
Koncert Flaming Lips zakończył piątą edycję Off Festivalu Artura Rojka
Koncert Flaming Lips zakończył piątą edycję Off Festivalu Artura Rojka
Foto: Fotorzepa, Tom Tomasz Jodłowski

Oszałamiający koncert Flaming Lips zakończył piątą edycję Off Festivalu Artura Rojka, pierwszą zorganizowaną w Katowicach po przenosinach z Mysłowic

[srodtytul] Punkt G [/srodtytul]
Zespół z Oklahomy to jedna z największych legend muzyki alternatywnej. W jego muzyce odnaleźć można elementy psychodelii lat 60. i rocka symfonicznego z późniejszej dekady. Doprowadził do perfekcji stylistykę znaną z albumów [link=http://empik.rp.pl/ummagumma-pink-floyd,174744,muzyka-p]„Ummagumma”[/link] i [link=http://empik.rp.pl/meddle-pink-floyd,161932,muzyka-p]„Meddle”[/link] [link=http://empik.rp.pl/szukaj/produkt?author=Pink+Floyd&start=1&catalogType=all&searchCategory=all]Pink Floyd[/link].
[wyimek][link=http://www.rp.pl/galeria/9131,1,520086.html]Zobacz zdjęcia z koncertu Flaming Lips[/link] [/wyimek]
Ale w Katowicach oczekiwano ich również w roli niezastąpionych showmanów. I nikt się nie zawiódł. Największą satysfakcję mieli ci zagorzali fani, którym udało się dostać na scenę. Nie na chwilę, nie na jedną piosenkę, jak to bywa podczas występów innych gwiazd - lecz na cały show.
To już tradycja [link=http://empik.rp.pl/szukaj/produkt?author=Flaming+Lips&start=1&catalogType=all&searchCategory=all]Flaming Lips[/link], że muzycy w czasie próby wyszukają przed estradą ludzi o barwnych, oryginalnych strojach — zwariowanych tak jak oni. Fani otrzymują pomarańczowe kostiumy i mogą w nich tańczyć po lewej oraz prawej stronie estrady, tworząc barwny, falujący pejzaż — tło dla popisów lidera i wokalisty Wayne'a Coyne'a.
[wyimek][link=http://www.rp.pl/galeria/9145,1,519743.html]Zobacz zdjęcia z innych koncertów[/link] [/wyimek]
W umowie z festiwalem zażyczył sobie butle z gazem do pompowania balonów i mnóstwo konfetti. Bez tych karnawałowych atrybutów show [link=http://empik.rp.pl/szukaj/produkt?author=Flaming+Lips&start=1&catalogType=all&searchCategory=all]Flaming Lips[/link] nie może się rozpocząć. Kiedy balony i konfetti poszły w ruch, unosząc się ponad widownią, można było poczuć aurę hipisowskiego lata miłości po wydaniu „Sierżanta Pieprza” w 1967 r.
Centralnym punktem uwertury koncertu były jednak psychodeliczne animacje. Na gigantycznym okrągłym ekranie wiła się w hinduskich figurach naga tancerka. Nie widzieliśmy szczegółów ciała, pozostawały zaciemnione, ale ruchy stawały się coraz bardziej zmysłowe, zaś punkt G promieniował na całą publiczność pulsacyjnym, przesterowanym światłem. Poszerzał się niczym przed porodem.
Wtedy z waginy tancerki, korzystając ze zjeżdżalni, zeszli na scenę muzycy. Coyne nie czekał długo, by rozpocząć tradycyjny przejazd po rękach fanów — w przezroczystej plastikowej kuli, którą sterował zręcznymi gimnastycznymi przewrotkami.
[srodtytul] Laserowe dłonie [/srodtytul]
To był dopiero początek zwariowanych pomysłów lidera. Gdy na scenę wybiegł naturalnych rozmiarów niedźwiedź - taki jakiego można spotkać na Krupówkach, wskoczył mu na plecy i śpiewał. Ze specjalnego pistoletu wystrzeliwał warkocze krepiny. Zachęcał do zabawy i dynamizował kompozycje zespołu uderzając rytmiczne w perkusyjne talerze oraz gong.
Za jego plecami wirowały coraz bardziej zwariowane animacje. Na koniec wykonał swój popisowy numer z atrapami gigantycznych dłoni. Nie służyły bynajmniej do klaskania, tylko do oświetlania widzów światłem zielonych laserów. Wspaniale brzmiała piosenka „Do You Realize?”, od lat hymn Oklahomy.
[srodtytul]Koncertowa publicystyka [/srodtytul]
Przed Flaming Lips, w niedzielne popołudnie, zaprezentowały się polskie gwiazdy. [link=http://empik.rp.pl/szukaj/produkt?author=Lao+Che&start=1&catalogType=all&searchCategory=all]Lao Che[/link] już dawno uwolnił się od legendy wykonawcy powstańczych piosenek. W czasie jego koncertu nie zabrakło nawiązań do legendarnej „Aleksandrii” Siekiery. Mocny był występ rapera [link=http://empik.rp.pl/szukaj/produkt?author=OSTR&start=1&catalogType=all&searchCategory=all]O.S.T.R.[/link], który uwielbia komentować polityczną rzeczywistość. Tym razem odniósł się do sprawy krzyża przed pałacem prezydenckim. Żartował na ten temat również Kryzys, który zaprezentował swoje największe hity sprzed trzydziestu lat, zebrane ostatnio na płycie „Koniec komunizmu”. Robert Brylewski i Maciej Góral zaśpiewali „Telewizję”, „Święty szczyt”, „Dolinę lalek” i „Wojny gwiezdne”.
Komentarz polityczny wygłosiła Dorota Masłowska. Jej wystąpienie był połączeniem happeningu i pastiszu publicystyki. Przerywając, co chwilę, lekturę perlistym śmiechem, napiętnowała Radio Maryja, Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska — wskazując także jego walory. Dostało się Andrzejowi Wajdzie za akcję związaną z pochówkiem Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Ale czy na serio?
Pochwaliła tylko młodzież bawiącą się na Offie. Publiczność była faktycznie znakomita.
Komentarz dnia
Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE