Świat

Modernizacja po rosyjsku

Kreml chce radykalnie zmienić wizerunek armii. Na zdjęciu prezydent Dmitrij Miedwiediew na pokładzie krążownika "Piotr Wielki" (Fot. Mikhail Klimentyev)
RIA NOVOSTI
Wojskowi zapowiadają miliardowe wydatki, a premier Putin – budowę nowego kosmodromu i lot na Marsa
Rosyjski resort obrony twierdzi, że wytargował od Ministerstwa Finansów znaczną podwyżkę wydatków na zbrojenia w latach 2011 – 2020. – Mówimy o sumie prawie 20 bilionów rubli (około 650 miliardów dolarów, wcześniej planowano 420 miliardów – red.) – chwalił się wiceminister obrony Władimir Popowkin podczas międzynarodowego salonu lotniczego w podlondyńskim Farnborough.
Lista zakupów jest długa. Obejmuje m.in. myśliwce piątej generacji T-50, 20 transportowców An-124, 60 nowych An-70 oraz około 1000 śmigłowców, w tym duże maszyny transportowe. Popowkin podkreślał, że w rosyjskiej armii pojawił się już pierwszy mobilny system rakietowy RS-24 Jars, nie zagłębiał się jednak w szczegóły planowanych zakupów nowego uzbrojenia dla wojsk rakietowych. A to właśnie na broń strategiczną potrzebne będą nie tylko góry pieniędzy, ale także wolne moce przerobowe. – Moskwa podpisała z USA nowy układ o ograniczeniu broni jądrowej. Ale docelowe 700 rakiet i 1650 głowic to dla nas ciągle bardzo wysoki pułap – tłumaczy „Rz” analityk wojskowy Wiktor Litowkin.
– Przyczyna jest banalna – większość naszych rakiet już swoje odsłużyła. Stare satany, stilety i topole trzeba zastępować nowymi systemami RS-24 i Topol-M. Żeby zdążyć na czas, konieczne jest zwiększenie mocy przerobowych i rozbudowanie zakładu w Wotkińsku, jedynego w Rosji producenta rakiet – tłumaczy ekspert. Ministerstwo Obrony zamierza do 2020 roku radykalnie zmienić wizerunek armii i zastąpić stary sprzęt nowym. Obecnie – odnotowują z niezadowoleniem eksperci – nowoczesne uzbrojenie stanowi zaledwie 10 procent wyposażenia. Ambitne plany przewidują, że odsetek ten wzrośnie do 70 – 80 procent. Rosjanie uspokajają tych, którzy obawiają się inwestycji w zbrojenia. Tłumaczą, że chcą jedynie zasypać przepaść technologiczną, jaka dzieli ich od czołowych armii świata. Którą, przypominają, doskonale było widać podczas wojny z Gruzją dwa lata temu. Litowkin wymienia inne bolączki: systemy łączności, automatycznego zarządzania walką, samoloty bezzałogowe, broń precyzyjna. – Potrzebny jest nam jakościowy skok, żeby nadrobić zaległości – tłumaczy Litowkin. I dodaje, że choć wojskowym po długiej walce udało się przekonać ministra finansów do większych wydatków, to i tak kwoty są zbyt małe. A gazeta „RBC Daily” wylicza, że dziesięcioletni budżet rosyjskiej armii to tylko niewiele więcej niż roczny budżet Pentagonu (537 mld dolarów). Nasz rozmówca narzeka na „sowiecką” strukturę przedsiębiorstw zbrojeniowych, które są rozdęte i nieefektywne, nie mówiąc o tym, że mocno zawyżają ceny. Inni eksperci wskazują na jeszcze poważniejszy problem. Rosyjska zbrojeniówka jest skorumpowana, więc chociaż płyną pieniądze z kasy państwa, konkretnych efektów nie widać. W dziedzinie zbrojeń Rosjanie przyznają się do zacofania, natomiast Moskwa stawia sobie ambitne cele w dziedzinie podboju kosmosu. Premier Władimir Putin oświadczył przedwczoraj, że rząd podjął decyzję o przeznaczeniu 800 milionów dolarów na budowę kosmodromu Wostocznyj w obwodzie amurskim na Dalekim Wschodzie. Ma się on stać „pierwszym kosmodromem przeznaczonym do celów cywilnych”, który w dodatku uniezależni Moskwę od dzierżawionego w Kazachstanie Bajkonuru. Poza tym Rosjanie w ciągu pięciu lat mają rozbudować rosyjski segment międzynarodowej stacji kosmicznej, do 2018 r. chcą zakończyć budowę statku kosmicznego nowej generacji, no i oczywiście – wysłać kosmonautów na Marsa. [i]–Justyna Prus z Moskwy[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL