Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Styl życia

Bombramsel staw!

Na rei: (od lewej) Michał Borysewicz, Kacper Kucharski, Maciej Dowgiałło i Julia Różycka, III wachta
Fotorzepa, Monika Janusz-Lorkowska m.j.-l. Monika Janusz-Lorkowska
Przecišgły gwizd, alarm do żagli. – Przygotować grot do stawienia! Wszystkie rejowe! Również grotsztaksel! – brzmiš komendy kapitana Baranowskiego na „Pogorii”
Większoœć ekipy na pokładzie składa się z nastolatków w wieku gimnazjalnym, bez doœwiadczenia na morzu. W tym rejsie, wyjštkowo, żaglowiec zależy od nich. Stop! Tylko garda jedzie, tylko garda! Stop! Teraz pik. Stop! Teraz wszyscy naraz, i garda, i pik! – krzyczy czwarty oficer, który nie wiadomo jak pojawia się w kilku miejscach naraz. – Poluzować gordingi! Ajaj! Co robisz, człowieku?! Puœć tę linę! To szot! Niebieska to szot! Gordingi sš czerwone!
[wyimek][b][link=http://www.rp.pl/galeria/492189,1,504643.html]Zobacz galerię zdjęć[/link][/b][/wyimek] Kto nie uważał podczas szkolenia w porcie, teraz ma kłopot. Wœród mnóstwa lin trudno odróżnić dirki od brasów, gejtawy od szotów. Wszystko odbywa się w błyskawicznym tempie. I sił potrzeba dużo. Jednš linę cišgnie troje, nawet czworo dzieciaków. Skutecznie. Żagiel grot rozwija się i zaczyna zajmować należnš mu przestrzeń. Ale za wolno, wiatr już nim szarpie. Jakieœ liny nie napięte, nieprzypilnowane, niezaknagowane. – Szybciej! – wrzeszczy mi nad uchem „czwarty”. Nie ma czasu na teorię. Konsekwencje błędów odczujš wszyscy. W końcu żagle postawione. Po kolei, od dzioba: latacz, bomkliwer, kliwer, foksztaksel. Także pierwszy maszt z rejami. Oraz ogromny grot w kształcie trapezu i trójkštny – grotsztaksel. Płyniemy! [srodtytul]Na 11. piętrze[/srodtytul] Przedtem były ćwiczenia „na sucho”. „Pogoria” jeszcze w porcie. Na pokładzie pierwsze szkoleniowe wspinaczki na reje (to pierwszy maszt, ma pięć poprzecznych belek – rei). Wspinamy się po linowej drabince. Pierwsza reja, na której dolny żagiel fok, jest na wysokoœci trzeciego – czwartego piętra, ostatnia, z żaglem bombramselem – na wysokoœci 11. Na rejach wišże się (klaruje) lub rozwišzuje żagle. Wzdłuż każdej biegnie stalowa lina życia, do której należy się przypišć. Szybko się przekonuję, jak jest potrzebna. Pozwala zachować równowagę, zwłaszcza psychicznš. Oparciem dla stóp jest tu tylko lina gruboœci palca. Mówiš o niej drut telegraficzny, bo gdy już na dolnym marselu (druga reja, wysokoœć ok. pištego – szóstego piętra) nogi drżš mi ze strachu, czujš to wszyscy pracujšcy na moim poziomie. Stopy na drucie, brzuch na rei, pupa wypięta, ręce zajęte pracš. – Gdy padło pytanie, kto pierwszy na reje, bardzo chciałam wdrapać się tam wysoko, ale też bardzo się bałam – opowiada Natalia Kochańska z gimnazjum z Zielonej Góry. – Decyzja przyszła, gdy pomyœlałam: skoro pozwalajš na tę wspinaczkę, musi być bezpieczna. Na górze pierwsze wrażenie straszne, wydawało mi się, że liny uciekajš mi spod stóp. Ale warto było. „Pogoria” dopiero z góry odsłania się w pełni, widać, jaka jest wielka. [srodtytul]Neptunowi co należne[/srodtytul] Opuszczamy port. Na „Pogorii” 34 gimnazjalistów z całej Polski. Na brzegu ich przyjaciele, rodzina. Czasu na pożegnanie niedużo. Choć „Pogoria” nie ma silników strumieniowych, instalowanych dziœ nawet na małych jachtach, z Gdyni wypływamy szybko. By odwrócić żaglowiec dziobem w kierunku morza, używamy pontonu z silnikiem o mocy 75 koni. Napiera gumowym dziobem na bok statku i wypycha „Pogorię” tak, by nie stała równolegle do kei. Na morzu podział na wachty. Obowišzujš trzy: nawigacyjna, kambuzowa, bosmańska. Zmiany co cztery godziny. Wachta między 12 w nocy a 4 rano zwana jest psiš. Za kambuzowš młodzi nie przepadajš, bo to praca w kuchni i sprzštanie pod pokładem, również toalet. Ale cook Sebastian potrzebuje pomocy, każdego dnia przygotowuje posiłki dla 50 osób. – To jak małe wesele – mówi ze œmiechem. – Ale i tak na statku odpoczywam. Na lšdzie przygotowuję czasem catering dla 2,5 tys. osób. Wtedy wykorzystuję fakt, że jestem informatykiem – gotowanie rozpisuję na małego pendrive’a, którego podłšczam do pieca. Ziemniaków jednak komputer nie obierze. Kłopoty na każdej z wacht zaczynajš się, gdy „Pogorię” pod pełnymi żaglami pcha wiatr o sile 4 – 5 stopni B. – Kto chce oddać hołd Neptunowi, musi przypišć się szelkami do relingów – grzmi bosman przez megafon. – Bezwzględnie. Nie chcemy wykonywać manewru człowiek za burtš. Tylko na Boga! Wymiotujcie na zawietrznej, na zawietrznej! [srodtytul]Banderowanie[/srodtytul] Każdego dnia o 7.30 œniadanie, o 8. podniesienie bandery. Salut banderš (opuszczenie i podniesienie bandery) odbył się raz, gdy spotkaliœmy na morzu „Szopena” – polski żaglowiec rejowy. Banderowanie to jedyny moment, gdy cała załoga i wszystkie wachty spotykajš się na pokładzie. To też chwila pochwał i nagan, upomnień i nakazów. – Kto ma wachtę na pokładzie, a chce zejœć do kajuty, musi zapytać o pozwolenie oficera – przypomina kapitan Krzysztof Baranowski. – Na pierwszej œniadaniowej zmianie nie chcę widzieć nikogo z wachty nawigacyjnej! – przypomina. I dodaje: – Może ktoœ uznać tę zamkniętš, pływajšcš przestrzeń za więzienie, i to więzienie o zaostrzonym rygorze. Trudno. Nie przejmuję się tym. Jesteœcie tu dobrowolnie i sš tu reguły, które obowišzujš wszystkich ze względów bezpieczeństwa. [srodtytul]Klasa „pani czwartej”[/srodtytul] Pod pokładem jest pomieszczenie nazywane klasš, w tym rejsie nieużywane. Tu młodzież ma lekcje podczas rejsów semestralnych. Spotkać można w klasie „paniš czwartš” – Agnieszkę Leœny (podczas szkolenia była czwartym oficerem). Jedyna kobieta w załodze. Niebieskie oczy, czarne włosy, nad karkiem zwój imponujšcych dredów. Bezpoœrednia w sposobie bycia, stanowcza w działaniu. Dzieciaki do niej lgnš. Gdy nie wachtuje, pisze doktorat o alternatywnych sposobach nauczania. – Chcę zobaczyć efekty wychowawczo-szkoleniowych rejsów – mówi. – I to nie tylko w postaci pozytywnie zaliczonych testów. Nastolatki wypełniajš przygotowane przez niš dzienniczki pokładowe. Trudno jednak mówić o konkretnej edukacji podczas tak krótkiej trasy. Wyprawa „Pogorii” do Karlskrony to rejs pocieszenia. Obecni tu gimnazjaliœci zakwalifikowali się na trzymiesięczny, a nie tygodniowy rejs. Miał się odbyć w pierwszej połowie 2011 roku. – Jeœli się tu sprawdzimy, to pewnie kapitan zabierze nas wiosnš – zwierza się nietracšcy nadziei Rafał Fiolka z Bytomia. Problem jednak w tym, że Szkole pod Żaglami brakuje sponsorów. – Choć wszystko jeszcze może się udać – przekonuje Mateusz Potempski, student architektury, już z patentem kapitana, tu pierwszy oficer. Płynšł w Szkole pod Żaglami na Karaiby w 2002 roku. Interesujš go losy wszystkich żaglowców w Polsce. – „Pogoria” jest wœród nich szczególna, bo to pierwszy polski żaglowiec rejowy dla każdego – mówi. – „Dar Młodzieży” był i jest dla kadetów Szkoły Morskiej, a „Pogoria” zapoczštkowała tradycję zapraszania na pokład młodzieży cywilnej. Po prostu musi pływać z dziećmi, po to powstała. [i] Rejs „Pogoriš” trwał tydzień, trasa: Gdańsk – Karlskrona – Bornholm – Œwinoujœcie[/i] [i]Monika Janusz-Lorkowska, płynęła na „Pogorii”[/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL