Ekonomia

Polaroid: Reaktywacja

Sotheby's, Nowy Jork. The Polaroid Collection. Farah Fawcett na polaroidowym zdjęciu autorstwa Andy' ego Warhola
AFP
Niedawno ponownie ruszyła produkcja polaroidowych klisz, na rynek trafią też nowe modele aparatów. Czy podupadła legenda znów stanie się potęgą?
[b][link=http://www.rp.pl/temat/449164.html]Więcej publicystyki ekonomicznej co piątek w dodatku {eko+}[/link][/b]
Chuck Close, Lucas Samara, Peter Beard, David Hockney, Robert Mapplethorpe, David Levinthal, Lorna Simpson, Andy Warhol, Carrie Mae Weems – to nazwiska tylko kilku artystów, którzy ulegli magii najsłynniejszego "pstrykacza" na świecie. To właśnie ich polaroidowe zdjęcia poszły w ostatnich dniach pod młotek. 1200 zdjęć ze zbiorów polaroidów, które brytyjski dom aukcyjny Sotheby's 21 i 22 czerwca wystawił na sprzedaż, osiągnęło łączną cenę ponad 12 mln dol. – Po raz pierwszy aukcja fotograficzna była oparta na technice, a nie na tematyce prac – mówi "Rz" Simone Klein, szefowa działu fotografii Sotheby's. – Aukcja pokazała tylko bardzo skromną ilościowo część kolekcji. Wyboru dokonaliśmy, kierując się wskazaniami rynku i oczywiście zainteresowaniem potencjalnych klientów – dodaje. Słowo "polaroid" znów bowiem działa cuda. Czy aukcja przywróci dawną świetność tej najbardziej rozpoznawalnej marce w dziedzinie fotografii?
Każde z wystawionych na aukcji zdjęć błyskawicznie znajdowało nabywcę. Rekordy cenowe ustanawiały fotografie Ansela Adamsa, osiągając cenę ponad 700 tys. dol. w zaciętej walce między czterema licytującymi (zdjęcie zatytułowane "Clearing Winter Storm", Yosemite National Park). [srodtytul]Potknięcie na kamerze[/srodtytul] Pieniądze z aukcji zdjęć pochodzących z archiwów firmy są sprzedawane w celu pokrycia długów spółki, która 11 października 2001 r. ogłosiła bankructwo. Schody zaczęły się dużo wcześniej, po nieudanym wprowadzeniu w 1977 r. na rynek Polavision – kamer do kręcenia filmów techniką natychmiastową, która bardzo szybko została wyparta z rynku przez taśmy VHS czy Betamax. Szczególnie że raz wywołany film Polavision nie mógł być ponownie użyty ani odtwarzany na ekranie telewizora. Polaroid utopił na tej inwestycji prawie 70 mln dol., a szef firmy Edwin Land podał się do dymisji już w 1980 r., rezygnując z 300 tys. dol. pensji rocznie. By załatać finansowe dziury, firma zaczęła systematycznie zwalniać pracowników (w ciągu niespełna dwóch lat tuż po odejściu Landa pracę straciło ponad 2 tys. osób, choć oficjalny komunikat firmy mówił o 200 zwolnieniach). Nie tylko jednak niepowodzenie rynkowe polavision ciągnęło Polaroida na dno. Stery firmy po abdykacji Landa przejął Tom Petters, którego skazano w grudniu 2009 r. m.in. z powodu defraudacji majątku firmy. Większość aktywów firma sprzedała za 87,6 mln dol. Polaroid powędrował w ręce Polaroid Holding Company, czyli w praktyce do głównego wierzyciela Banku One, a w 2005 r. własność intelektualną oraz zalegający w magazynach sprzęt przejęła spółka Petters Group Worldwide. Z masy upadłościowej spółki wyłączono jednak kolekcję ponad 16 tysięcy zdjęć. To właśnie część z nich trafiła teraz pod młotek z zamysłem załatania choć części szacowanego na około miliard dolarów długu firmy. Dziś trudno w zasadzie znaleźć magazyn, który nie publikowałby sesji inspirowanych polaroidową kolorystyką. Choć wiele tych efektów uzyskuje się cyfrowo. – Używam aparatu analogowego ze względu na wyższość kolorystyczną powstałych przy jego użyciu zdjęć – deklaruje Rui Faria, fotograf i wydawca prestiżowego brytyjskiego magazynu o modzie "Volt". [srodtytul]Doktor Land na tropie[/srodtytul] Amerykański inżynier Edwin Land, syn złomiarza z Connecticut, wynalazca polaroida, w 1947 r. został niezaprzeczalną gwiazdą wszystkich mediów. Przy finansowym wsparciu wykładowcy fizyki z Harvardu i kilku grubych ryb z Wall Street, Land już w 1932 r. założył firmę, która obok produkcji modnych okularów słonecznych powoli zaczynała ekspansję, proponując w 1941 r. np. kultową dziś szafę grającą Wurlitzer 850 Peacock zaprojektowaną przez Paula Fullera czy okulary do oglądania filmów w trójwymiarze. Okres II wojny przyniósł inaczej sprofilowane zlecenia. Polaroid specjalizował się wtedy w tworzeniu gogli noktowizyjnych, celowników optycznych i skupiał się na doskonaleniu stereoskopowej technologii z zastosowaniem szkła polaryzującego do produkcji trójwymiarowych obrazów wykorzystywanych w fotografii powietrznej do namierzania pozycji. Dziś mało kto o tym pamięta. Jednak 21 lutego 1947 r. to dzień, którego nie pomija żadna kronika z epoki. Wtedy właśnie Land zaprezentował swoje "dziecko", tzw. aparat natychmiastowy, noszący od nazwiska twórcy nazwę Land Camera, który mógł wykonać czarno-białą fotografię w ciągu 60 sekund dzięki zastosowaniu samowywołującej się błony fotograficznej. Gdy niecałe dwa lata później, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, 57 aparatów trafiło do bostońskiego domu handlowego Jordan Marsh (w pierwszym rzucie wyprodukowano ich tylko 60), wyprzedały się na pniu! Na początku lat 70. powstała bardziej zaawansowana wersja kliszy: Integral Film, która zdobyła tak dużą popularność, że Polaroid sprzedawał codziennie grubo ponad 50 tys. opakowań! A trafiały w ręce dosłownie wszystkich. Bo polaroid w wersji niedużego i bajecznie prostego w obsłudze aparatu Highlander 80 okazał się zabawką zaspokajającą wiele fotograficznych potrzeb: zadowalał zarówno niecierpliwych domorosłych fotografów, którzy chcieli natychmiast zobaczyć upamiętnione przed minutą świeczki na torcie na urodzinach cioci, jak i artystów pokroju Warhola czy Mapplethorpa, którym Land dawał aparaty do testowania w zamian za wykonane nimi zdjęcia. Integral Film, ze względu na powszechną dostępność i niską cenę, z łatwością docierał też pod strzechy. – Ta magia oczarowała ludzi – mówi "Rzeczpospolitej" znany z charakterystycznego stylu słynny brytyjski fotograf Tom Hunter. – Bez specjalnych ceregieli, za naciśnięciem jednego guzika można było wyczarować coś niepowtarzalnego i jednocześnie z przejęciem obserwować proces powstawania: biały, błyszczący papier zyskiwał obraz! Czegoś takiego do tej pory nie było. I mnie to właśnie przyciągnęło do polaroida. Podobno do dziś jest na świecie około miliarda działających aparatów tej marki. Do niedawna jednak były bezużyteczne, bo sławę polaroida przyćmił ekspresowy rozwój technologii cyfrowej. W 2008 r. Polaroid zamknął z tego powodu fabryki w Norwood i Waltham w USA oraz w Enschede w Holandii i zadeklarował chęć pójścia z duchem czasu, skupiając się na inwestycjach w najnowsze technologie. [srodtytul]Misja niemożliwa?[/srodtytul] Jeszcze nie tak dawno na stronie internetowej The Impossible Project (TIP) tykał zegar precyzyjnie wskazujący, ile dokładnie czasu dzieli nas od momentu, gdy wystartuje ponownie produkcja natychmiastowych filmów fotograficznych. TIP to dzieło 12-osobowej grupy holenderskich fanów zakochanych w retrofotografiach z białą obramówką. Wpadli oni na pomysł, by zaadaptować ideę wywoływanego natychmiast filmu do nowych możliwości technicznych. Na czele projektu stanął Andre Bosman, który wcześniej w Polaroidzie zajmował się procesem produkcyjnym. Dziś już zegara na stronie nie ma. I to nie dlatego, że misja zapaleńców z Holandii poległa. Wszystko bowiem poszło zgodnie z planem i od marca w wyspecjalizowanych sklepach fotograficznych, w opakowaniach z logo projektu, jak też w specjalnym nowojorskim butiku sygnowanym The Impossible Project umiejscowionym w przestrzennym lofcie na Soho pojawiły się polaroidowe filmy. Jednak w początkach tej akcji główny właściciel praw do marki Polaroid – wspomniana już amerykańska spółka Petters Group Worldwide – nie był zbyt ochoczo nastawiony do inwestowania w inicjatywę bazującą na archaicznej technologii. Jednak popularność The Impossible Project i szerokie poparcie dla akcji doprowadziły do porozumienia. Właściciele Polaroida i przedstawiciele The Impossible Project wspólnie ogłosili, że produkcja materiałów do fotografii natychmiastowej zostanie wznowiona. I tak się właśnie stało. Idealne odwzorowanie starego Integral Film przy użyciu 30 nowoczesnych komponentów już zapewniło projektowi ogromne zainteresowanie klientów. Prestiżowy magazyn "Monocle" umieścił właśnie The Impossible Project w rankingu przedsięwzięć, którym warto się bliżej przyglądać. Przez obiektyw polaroida oczywiście. Nowe modele PIC-1000 lada moment trafią na rynek, The Impossible Project sprzedaje filmy PX 100 i PX 600 po około 20 dol. Do tego dyrektor artystyczną marki Polaroid została ostatnio gwiazda popkultury – Lady GaGa. – Ta marka potrzebuje tak charakterystycznego przewodnika, kogoś, kto jak Warhol jest w stanie porwać tłumy i przekonać ludzi, że każdy potrafi robić sztukę – potwierdza trafność wyboru Tom Hunter. – Obok GaGi nie sposób przejść obojętnie. – Podobnie jak obok zdjęć zrobionych polaroidem – mówi Hunter. – Gdy pstrykamy setki fot cyfrówką, zrzucamy je na komputer, a potem nigdy do nich nie zaglądamy. Parę lat temu poszedłem z polaroidem na ślub znajomych. Na koniec imprezy wręczyłem im w prezencie 50 zrobionych w jej trakcie zdjęć. Z żadnego prezentu się tak nie cieszyli. Dzięki technice natychmiastowego wywoływania można od razu się z kimś podzielić czymś fajnym. Nie mówiąc już o łatwości nawiązywania znajomości na imprezach.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL