Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Polska źle dowodzona

Sławomir Petelicki
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Czas przestać udawać, że mamy sprawne wojsko. Katastrofa smoleńska oraz powódŸ wykazały wszystkie słaboœci polskiej armii – pisze były dowódca GROM Sławomir Petelicki
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/blog/2010/06/07/slawomir-petelicki-polska-zle-dowodzona/]Skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek] To nie piloci Tu-154 sš winni katastrofy pod Smoleńskiem, ale minister obrony narodowej Bogdan Klich, który zostawił ich bez wsparcia i pomocy, tak jak rok temu œp. kapitana Daniela Ambrozińskiego, którego patrol Talibowie bezkarnie ostrzeliwali przez szeœć godzin. Państwo, które nie potrafiło zapewnić ochrony swojemu prezydentowi, ministrom i najwyższym dowódcom wojskowym (czyli znaczšcej częœci infrastruktury krytycznej tego państwa), nie zdało egzaminu. Wmawianie Polakom, że państwo zdało egzamin, a zawiniła pogoda, piloci, lotnisko w Smoleńsku i Kancelaria Prezydenta, kompromituje nas nie tylko w oczach sojuszników w NATO i Unii Europejskiej, ale przed całym œwiatem.
[wyimek]Warto się zastanowić, ile koni, krów i innych zwierzšt domowych mogłyby uratować amfibie, które musiały transportować terenowe bmw premiera, szefów MSW i MON[/wyimek] W 1990 roku oficerowie b. wywiadu PRL uratowali w Iraku życie amerykańskim oficerom CIA i DIA. Z wdzięcznoœci za ten spektakularny akt odwagi i profesjonalizmu rzšd USA (tajna dyrektywa prezydenta) nie tylko zmniejszył nasze długi o 20 miliardów dolarów i udzielił pomocy przy tworzeniu jednostki GROM, ale także przez ponad dziesięć lat uczył kolejne rzšdy RP zarzšdzania w sytuacjach kryzysowych i ochrony infrastruktury krytycznej państwa. Zdaniem Amerykanów było to niezwykle ważne dla ładu demokratycznego wolnej Polski. Nasz strategiczny partner wiedział, co mówi! My na to odpowiadaliœmy, że polski lotnik potrafi latać na drzwiach od stodoły, a procedury Ministerstwa Obrony Narodowej sš najlepsze i mogš się ich uczyć inne resorty! W tym tekœcie chciałbym skupić się wyłšcznie na ochronie najwyższych dowódców naszego wojska. Zwracam uwagę na następujšce fakty: to minister Obrony Narodowej dysponuje samolotami CASA, Jak-40 i Bryza, majšcymi między innymi służyć do transportu najwyższych dowódców (tym uzasadniał Bogdan Klich kupno samolotów Bryza po katastrofie samolotu CASA). Dysponuje też pilotami wojskowymi, technikami lotniczymi mogšcymi sprawdzić i w razie potrzeby odpowiednio przygotować polowe lotnisko A i lotniska zapasowe dla najważniejszych delegacji. To w dyspozycji ministra obrony narodowej jest Służba Kontrwywiadu Wojskowego i Żandarmeria Wojskowa, do obowišzków których należy ochrona najwyższych dowódców naszego wojska. Dla wszystkich specjalistów (z wyłšczeniem tych od propagandy) oczywiste jest, że ekipy SKW i Żandarmerii Wojskowej powinny znajdować się na lotnisku w Smoleńsku i lotnisku wybranym jako zapasowe przed przylotem delegacji, a nie wieczorem po porannej katastrofie! Nie ma takich cudów techniki, które pozwoliłyby prawidłowo zabezpieczyć rzšdowe telefony satelitarne, laptopy i telefony ofiar katastrofy, do której doszło rano, jeœli się przybywa na jej miejsce wieczorem. A zabezpieczenie tych urzšdzeń jest bardzo ważne, bo aby w inny sposób zdobyć znajdujšce się na nich dane, obcy wywiad musiałby pracować wiele lat. Nie brnijmy więc dalej w ten œlepy zaułek, nie opowiadajmy, że NATO nie ma procedur bezpieczeństwa, nie mówmy, że dyskutowanie nad przyczynami katastrofy jest dolewaniem oliwy do ognia i kampaniš wyborczš. Dzięki zaufaniu rzšdu Tadeusza Mazowieckiego mogłem w 1990 roku nie tylko zaczšć tworzyć GROM, ale przejœć kilkuletnie szkolenie, na które rzšdy USA i Wielkiej Brytanii wydały ponad milion dolarów. To dzięki zdobytym wtedy umiejętnoœciom w zakresie zarzšdzania ryzykiem, ochrony infrastruktury krytycznej państwa i zarzšdzania w sytuacjach kryzysowych mogłem przez ostatnie osiem lat pracować jako doradca strategiczny prezesa globalnej korporacji amerykańskiej. Także z tego powodu czuję się zobowišzany pomagać społecznie Polsce. Dlatego po katastrofie przekazałem moje przemyœlenia premierowi oraz posłom, a teraz zwracam się do czytelników „Rzeczpospolitej”. W 1920 roku wielkie zwycięstwo Polaków nad Armiš Czerwonš przeciwnicy marszałka Józefa Piłsudskiego nazwali cudem nad Wisłš, choć to nie był cud. To było skoordynowane, przemyœlane działanie bohaterskich profesjonalistów. Wybitni polscy matematycy rozszyfrowali system łšcznoœci wroga, dzięki czemu polskie dowództwo mogło wyprzedzać ruchy Armii Czerwonej na froncie o długoœci 700 km. Pomagało wtedy całe społeczeństwo czujšce, że jest dobrze dowodzone. Żołnierz w czasie wojny, tak jak strażak, policjant i ochotnik w czasie klęski żywiołowej, ma niezbywalne prawo być dobrze dowodzonym. Jednak gdyby nie ostatnia katastrofa, to oszukiwane przy pomocy piarowskich sztuczek społeczeństwo nie dowiedziałoby się pewnie o rozmiarach aroganckiego nieudacznictwa władzy. Redaktor naczelny bardzo popularnego wœród młodzieży, żołnierzy zawodowych i miłoœników wojskowoœci miesięcznika „Komandos” Andrzej Wojtas w ostatnim edytorialu pisze: „Historia wojskowoœci nie odnotowuje takiego przypadku, aby w cišgu dwóch lat w wyniku dwóch niemal takich samych incydentów, jakaœ armia straciła wpierw wszystkich dowódców sił lotniczych, a następnie wszystkich głównodowodzšcych. Arabskie przysłowie powiada, iż tylko dureń potyka się dwa razy o ten sam kamień (...). Z całš pewnoœciš jako naród i społeczeństwo zasługujemy na znacznie lepiej skonstruowane państwo i armię. Żšdamy tego od całej (zdziesištkowanej) klasy politycznej. Jeœli owego oczekiwania obecni politycy szybko nie spełniš, to niech się idš bujać na zielonš trawkę, tam będš mogli do woli pogrywać w szmaciankę”. Obydwoma rękami podpisuję się pod słowami redaktora Wojtasa, napisanymi jeszcze przed powodziš. A wielka powódŸ potwierdza, że nasi politycy, na czele z premierem Donaldem Tuskiem, nie wycišgnęli żadnych wniosków z katastrofy pod Smoleńskiem i brnš dalej w œlepš uliczkę. W liœcie do premiera, który wysłałem w nocy po zakończeniu żałoby narodowej, sugerowałem między innymi przywrócenie na stanowisko szefa Rzšdowego Centrum Bezpieczeństwa doktora Przemysława Guły, po którego skandalicznym zwolnieniu odeszło z tego centrum na znak protestu dziesięciu najlepszych w Polsce specjalistów od zarzšdzania w sytuacjach kryzysowych. Premier tę szczerš radę zignorował. Gdyby z niej skorzystał, mógłby już w pištek, 14 maja, zaczšć profesjonalnš akcję zapobiegawczo-ratowniczš. Specjaliœci z Rzšdowego Centrum Antykryzysowego zamiast wydawać uspokajajšcy komunikat, że nie ma zagrożenia powodziš, przygotowaliby mu raport, na podstawie którego rozdzieliłby zadania i obowišzki pomiędzy ministrów spraw wewnętrznych i obrony Narodowej. W czasie tak wielkiej powodzi te dwa ministerstwa muszš ze sobš œciœle współpracować, uzupełniajšc się i wspierajšc nawzajem. Ktoœ musi jednak pracę tych resortów skoordynować, i od tego właœnie jest prezes Rady Ministrów. W Wielkiej Brytanii raz do roku odbywajš się ćwiczenia antykryzysowe pod przewodnictwem premiera. Po 11 wrzeœnia bywało, że takie ćwiczenia odbywały się nawet dwa razy w roku. Elementarnš zasadš jest, że premier i ministrowie kierujš akcjš ratowniczš ze sztabu. Na miejsce kataklizmu wolno im przyjechać dopiero po zakończeniu tragedii, żeby ocenić straty. Przyjazd w czasie akcji ratowniczej ma charakter czysto piarowski i dezorganizuje pracę miejscowych służb ratowniczych, które zamiast zajmować się ratowaniem dobytku mieszkańców, w tym ich zwierzšt, muszš zajmować się premierem i jego œwitš. Wystarczy się zastanowić, ile koni, krów i innych zwierzšt domowych mogłyby uratować amfibie przewożšce terenowe bmw premiera, ministra spraw wewnętrznych i ministra obrony narodowej. Użycie w pierwszym etapie katastrofy tylko 700 żołnierzy i brak ciężkich œmigłowców przystosowanych do przenoszenia specjalnych wielkich worków z gruzem, które mogš szybko uszczelnić duże wyrwy w przerwanych tamach, stanowić może nawet podstawę do wnioskowania o postawienie przed Trybunałem Stanu odpowiedzialnego za to ministra. Ale czego można się spodziewać po członku rzšdu, który nie wiedział nawet, że przed przylotem do Smoleńska najwyższych dowódców Wojska Polskiego powinien znajdować się tam zespół składajšcy się z ekspertów lotniczych od naprowadzenia samolotu na lotnisko polowe oraz oficerów Kontrwywiadu i Żandarmerii Wojskowej? Taki sam zespół powinien znajdować się na lotnisku zapasowym. Wtedy piloci nie byliby pod tak niewyobrażalnš presjš. Generałowie powinni byli lecieć kilkoma samolotami CASA, których wojsko ma przecież 11! Czas przestać udawać, że mamy sprawne wojsko. Gdy Romuald Szeremietiew mówił kiedyœ, że dla bezpieczeństwa obywateli potrzebne sš œmigłowce, a nie samoloty F-16, po prostu go zniszczono. Brał w tym udział obecny kandydat na prezydenta Bronisław Komorowski. To Komorowski jako minister obrony narodowej obniżył pensję komandosów GROM i zaakceptował wykreœlenie z etatu jedynych w naszych Siłach Zbrojnych pilotów œmigłowców przeszkolonych w USA do nocnych lotów na niskich wysokoœciach. W wyniku tej decyzji odeszło z GROM kilkudziesięciu œwietnie wyszkolonych specjalistów. Wczeœniej Bronisław Komorowski próbował przekazać GROM pod dowództwo gen. Jerzego Słowińskiego – szefa Żandarmerii Wojskowej, z którym polował na terenie zamkniętego oœrodka wojskowego Omulew. A generał Słowiński, powołujšc się na decyzję ministra Komorowskiego, zażšdał od dowództwa GROM zaprezentowania sobie karabinów snajperskich, bo chciał sprawdzić, czy nadajš się one do polowań. W koszmarnym współzawodnictwie o to, kto bardziej zaszkodził naszym Siłom Zbrojnym, Bronisław Komorowski pozostaje jednak daleko w tyle za obecnš ekipš rzšdzšcš z ministrem Bogdanem Klichem. Rok temu, po bohaterskiej, ale niepotrzebnej œmierci kapitana Daniela Ambrozińskiego w Afganistanie, premier miał szansę skorzystać z rad wybitnego dowódcy generała Waldemara Skrzypczaka, który ostrzegał, że biurokratyczny beton w wojsku może doprowadzić do kolejnej katastrofy. Jednak wtedy generała zakrzyczano, twierdzšc, że naruszył œwiętš zasadę cywilnej kontroli nad wojskiem. To pewnie dlatego żadnemu z najwyższych dowódców wsiadajšcych na pokład tupolewa nie przyszła do głowy myœl, że powinni polecieć innymi samolotami. Œp. kapitan Daniel Ambroziński ze swym patrolem był pozostawiony bez pomocy tak samo jak piloci samolotu Tu-154 lecšcego do Smoleńska. Największym bogactwem Polski jest œwietnie wykształcone pokolenie młodych ludzi, które myœli zupełnie inaczej niż ludzie skażeni programem „BMW” (bierny, mierny ale wierny). Młodych jest ponad 13 milionów i to oni wprowadzš nas w złotš dekadę. Aż przyjemnie jest z nimi rozmawiać, gdyż myœlš kategoriami państwa, a nie partii politycznej. To oni przed kilkoma laty odsunęli od władzy PiS, między innymi wysyłajšc esemes o treœci „schowaj babci dowód”. Teraz wysyłajš esemesy: „przebrała się miarka, głosuję na Jarka”, „wolę Jarka z kotem niż Bronka z Palikotem” i – najwięcej mówišcy – „oni myœlš, że my nie myœlimy, a my wiemy, co oni o nas myœlš”. Tym młodym ludziom nie podobajš się ani „chłopcy z ferajny”, ani zakładajšce komitet ich obrony „towarzystwo wzajemnej adoracji”. Na szczęœcie osoby niezależne, do niedawna należšce do towarzystwa wzajemnej adoracji, pod wpływem nieprofesjonalnego prowadzenia akcji ratowniczej przy powodzi przechodzš na stronę ludzi dobrej woli. Wybitny satyryk rozesłał ostatnio esemes o następujšcej treœci: „dobry Niemiec, u którego od 13 lat jestem dozorcš, doradza, żeby pochwalić się sukcesem w walce z powodziš, zanim powodzianie się zorientujš, że nie ma obiecanych im pieniędzy. Pomóżcie proszę”. Ten żartobliwy esemes chyba potraktował poważnie nowy redaktor naczelny tygodnika „Wprost” Tomasz Lis. Pierwszy wychwalał w mediach znakomitš koordynację wszystkich służb walczšcych z powodziš, a drugi w edytorialu napisał: „Zauważamy więc na dzień dobry, że premier Tusk odrobił lekcję Włodzimierza Cimoszewicza i zdał egzamin powodziowy”. Pewien wybitny muzyk napisał do mnie: „Czas skończyć z nazywaniem ludzi krytykujšcych nieudacznictwo władzy pisiorami (czyli zwolennikami PiS). Ja nigdy nie będę popierał PiS, ale jak patrzę na arogancję i niereformowalnoœć Klicha, zagłosuję na Jarka!”. Dlaczego w ostatnim czasie poparcie Jarosława Kaczyńskiego tak bardzo wzrosło wœród młodego pokolenia? Nie dlatego, że polubili oni PiS, ale dlatego, że wiedzš, co to jest audyt zewnętrzny i czym grozi sytuacja, gdy z jednej partii będš prezydent i premier. Głęboko wierzę, że w nowym parlamencie, tak jak to ma miejsce w Wielkiej Brytanii, pokolenie ludzi ukształtowanych po 1989 będzie miało tak silnš pozycję, że nie będzie można zbudować rzšdu bez ich udziału. Bo tylko oni mogš wprowadzić nas w złotš dekadę i zahamować tragicznš spiralę aroganckiego nieudacznictwa. Ci młodzi ludzie œwietnie rozumiejš, że dla bezpieczeństwa naszych obywateli najważniejsze sš profesjonalne szpitale, dobre drogi, obrona terytorialna (zbudowana na wzór państw skandynawskich) i różne rodzaje œmigłowców, a nie kadłub korwety Gawron, który zamiast 300 milionów, kosztował 1 miliard 200 milionów złotych i nie nadaje się nawet do pocięcia na żyletki. Tragicznym symbolem nieudolnoœci władzy sš zdjęcia pokazywane w TVN 24. Na pierwszym samotna kobieta klęczy i modli się przy przerwanej tamie, a na drugim czterech żołnierzy na łodzi kręci się wkoło, bo każdy wiosłuje w inna stronę, a mieszkańcy, których majš ratować, krzyczš „O rany! Oni nie umiejš wiosłować! Za chwilę rozwalš nam płot!”. Sowicie opłacani specjaliœci od piaru ministra obrony narodowej Bogdana Klicha doradzili mu, żeby jak najczęœciej pokazywał się na terenach zalanych wodš w towarzystwie generałów. Jako piarowcy nie muszš oni wiedzieć, że robišcy tło ministrowi dowódca Wojsk Lšdowych i szef Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych powinni w tym czasie dowodzić żołnierzami. Nikt nie potrafił też wyjaœnić, co na miejscu katastrofy robił kilkakrotnie generał Gruszka, szef Dowództwa Operacyjnego odpowiedzialnego za prowadzenie działań wojennych w Afganistanie. Całkowitš piarowskš i organizacyjnš klapš dla ministra Klicha okazało się uroczyste powitanie w Moršgu 25 maja szkoleniowych wyrzutni rakiet Patriot i obsługujšcych je amerykańskich żołnierzy. W swoim długim przemówieniu minister Klich przypomniał Amerykanom nasze zwycięstwa pod Grunwaldem, Kircholmem i Wiedniem, a następnie ostrzegł ich, żeby nie nadużywali polskiej goœcinnoœci i przestrzegali polskiego prawa. Amerykanie wzięli sobie to do serca i wyjeżdżajš już w czerwcu, by wrócić dopiero za trzy miesišce. Prawdziwe problemy ministra zaczęły się, dopiero gdy ambasador USA Lee Feinstein rozpoczšł swoje przemówienie. Nadleciał wtedy niezidentyfikowany œmigłowiec Mi-8, który narobił takiego hałasu, że amerykański dyplomata musiał przerwać przemówienie. Minister pytał szefa Sztabu Generalnego, czy wie, co to za œmigłowiec. Generał Mieczysław Cieniuch nie wiedział. Dopiero po dziesięciu minutach oczekiwania ambasador mógł zakończyć swoje przemówienie. Jako następny wystšpił amerykański pułkownik, który chciał podziękować za goœcinę i zapewnić, że żołnierze amerykańscy będš przestrzegali polskiego prawa – ale nikt go nie słuchał, bo ktoœ dał komendę do defilady i polscy żołnierze zaczęli maszerować. Zdezorientowani Amerykanie podšżyli za nimi, a TVN 24 przerwał transmisję. Gdyby to nie dotyczyło polskiego ministra Obrony Narodowej, a happeningu zorganizowanego przez miłoœników bobrów i piżmaków, to można by się z tego œmiać. To nie jest œmieszne, ale tragiczne. To z winy obecnego ministra obrony narodowej 1 czerwca w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego 30 oficerów złożyło wypowiedzenia. A w sumie do tego dnia wypowiedzenia w wojsku złożyły ponad 5 tysięcy żołnierzy zawodowych. MON twierdzi, że to efekt plotek i insynuacji. Ale czy z winy plotek i insynuacji nastšpiły także katastrofy CASY, bryzy, mi-24 i tu-154, w których œmierć poniosło 121 osób? [i]Autor do 1989 roku był oficerem wywiadu PRL. Potem był pomysłodawcš i organizatorem Jednostki Wojskowej GROM, którš dowodził w latach 1990 – 1996 i 1997 – 1999. Otrzymał za to stopień pułkownika, a następnie generała brygady Wojska Polskiego oraz Krzyż Oficerski i Komandorski Order Odrodzenia Polski, Krzyż Zasługi za Dzielnoœć i amerykańskie odznaczenie bojowe For Military Merit.[/i] [ramka][b]Spotkanie z gen. Petelickim[/b] Samorzšd Studentów Uniwersytetu Warszawskiego zaprasza na spotkanie z gen. Sławomirem Petelickim - twórcš i dwukrotnym dowódcš GROM oraz dr Przemysławem Gułš - byłym szefem Rzšdowego Centrum Bezpieczeństwa. Temat spotkania : "Zarzšdzanie Ryzykiem w nowoczesnym Państwie". Spotkanie odbędzie się 8 czerwca o godzinie 17 w budynku Samorzšdu Studentów UW, ul. Krakowskie Przedmieœcie 24 (wejœcie z Małego Dziedzińca) - sala 200. [i]-koz[/i][/ramka]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL