Manipulacje generała Czabana

aktualizacja: 16.05.2010, 13:59
Rządowy TU-154 M
Rządowy TU-154 M
Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

Generał Anatol Czaban odpowiada za szkolenie w siłach powietrznych. Komentując tekst "Katastrofa w 36. pułku", wypowiadał się w swojej sprawie. Co nam zarzucił?

"Nie spotkałem w życiu, żeby był wydany certyfikat do porozumiewania się w języku rosyjskim" - mówi. Generał twierdzi co innego niż jego podwładny, dowódca 36. pułku Ryszard Raczyński. Spytaliśmy pułkownika: "Czy członkowie załogi przechodzili kursy korespondencji z wieżą po rosyjsku, czy mają na to dokumenty?" Odpowiedź była precyzyjna: "Nie mają certyfikatów". Raczyński twierdzi, że załoga znała rosyjski, latała do Rosji, na Białoruś (napisaliśmy to w tekście). Czy załoga (zwłaszcza nawigator odpowiedzialny za kontakt z wieżą) przechodziła szkolenie, czy są na to dokumenty (certyfikaty, świadectwa, dyplomy - jak zwał tak zwał)? Jeśli nie, to nie powinni byli lecieć na lotnisko wojskowe, ale na międzynarodowe, gdzie językiem komunikacji jest angielski. Wniosek jest prosty. Choć załoga nie miała udokumentowanej znajomości "lotniczego" rosyjskiego ktoś kazał im lecieć do Smoleńska. Kto generale Czaban?
"Generał oskarża 'Rz' o kłamstwo. Zaznaczył, że pierwszy i drugi pilot wykonali wspólnie 28 - 29 lotów. Natomiast w składzie pilot, drugi pilot i nawigator latali kilkanaście razy. 'Rz' twierdziła, że załoga prezydenckiego Tu wykonała przed katastrofą jeden lot - na Haiti" (informacja za TokFM). Czaban mija się z prawdą, manipuluje. Załoga w tym składzie do Smoleńska wyleciała drugi raz w życiu (generał to wie, dane są z dowództwa pułku). Pierwszy raz leciała na Haiti (6 lądowań po drodze - co napisaliśmy). Członkowie załogi latali ze sobą w innych konfiguracjach - co zostało opisane w tekście: "Protasiuk z Michalakiem 81. razy, Protasiuk z Grzywną 21 razy, Protasiuk z Ziętkiem 5". Generał mówi, że w liniach cywilnych nie ma stałych załóg. Ale tam lata się w dwuosobowych ekipach, a nie na skomplikowanych Tu, gdzie zgranie 4-osobowej załogi jest kluczowe. Cywile latają na lotniska, gdzie są systemy precyzyjnego podejścia do lądowania. Nikt nie wysłałby cywilnej załogi na prymitywne lotnisko. Tym bardziej nikt nie wysłałby jej w złą pogodę i z VIP-ami na pokładzie. I to generał dobrze wie. Czaban mówi, że pilotom były niepotrzebne ćwiczenia na symulatorach (nie ma treningów bo MON nie zapisał ich w umowie z Rosją). Spytaliśmy dowódcę pułku: "- Przydałyby się pana ludziom treningi na symulatorach?" "Oczywiście, że by się przydały - odpowiada". Piloci treningów potrzebują. Czaban uważa, że to bez sensu.
Od 2008 roku, gdy z pułku odeszło wielu lotników panował tam stały kryzys. Zabrakło doświadczonych pilotów. Przez większość czasu jednostka miała jeden samolot Tu (drugi w remoncie). Jedyny na okrągło woził VIP-ów. Kiedy młodzi mieli się szkolić? Trenować awaryjne sytuacje?
To wszystko nie jest winą pilotów, ale ktoś za to musi odpowiedzieć, prawda generale Czaban? Jeden z portali tak zatytułował relację z konferencji generała: "Czaban broni pilotów". Czaban wcale nie broni pilotów, bo nikt pilotów nie atakował. Wiedzą to ci, którzy przeczytali tekst. Szef szkolenia na konferencji bronił siebie.
Dwa tygodnie temu w Sejmie Czaban przedstawił nam wersję katastrofy, korzystną dla wojskowych decydentów.
Wypalił: - Może to był ptak?
- Co panie generale?
- Wielki ptak, który wpadł do silnika! Tego przecież nie można wykluczyć!
Oby Czaban miał rację. Wielki ptak byłby najkorzystniejszy dla wszystkich. Co nie znaczy, że teorią wielkiego ptaka da się wytłumaczy to co działo się w wojskowym lotnictwie.

POLECAMY

KOMENTARZE