Gentleman walczący o prawa

aktualizacja: 16.04.2010, 02:11
Był bardzo odważny. Starał się jako rzecznik docierać wszędzie tam, gd...
Był bardzo odważny. Starał się jako rzecznik docierać wszędzie tam, gdzie byli Polacy. Na zdjęciu w Afganistanie
Foto: Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys

Janusz Kochanowski chciał, by Polacy byli dumni ze swojego państwa i uchwalanych w nim ustaw

Janusz Kochanowski był człowiekiem wyjątkowo odważnym. Nigdy nie dbał o własne bezpieczeństwo. W czasie stanu wojennego naukowo dowodził, że dekret wprowadzający go w życie jest nielegalny, podobnie jak wyroki więzienia, na które skazywano opozycjonistów na jego podstawie. Niejako w dopełnieniu tamtej działalności zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego, już jako rzecznik praw obywatelskich, dekret wprowadzający stan wojenny.
Janusz Kochanowski był człowiekiem wyjątkowo odważnym. Nigdy nie dbał o własne bezpieczeństwo. W czasie stanu wojennego naukowo dowodził, że dekret wprowadzający go w życie jest nielegalny, podobnie jak wyroki więzienia, na które skazywano opozycjonistów na jego podstawie. Niejako w dopełnieniu tamtej działalności zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego, już jako rzecznik praw obywatelskich, dekret wprowadzający stan wojenny.
Odważny, bezkompromisowy, a przy tym wyjątkowo ciepły człowiek – tak o Kochanowskim mówią jego najbliżsi współpracownicy.
Odważny, bezkompromisowy, a przy tym wyjątkowo ciepły człowiek – tak o Kochanowskim mówią jego najbliżsi współpracownicy.
– Nie bał się iść pod prąd w słusznych sprawach i bronić słabszych. Był wspaniałym szefem – mówi Mirosław Wróblewski z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. – Tak było m. in., kiedy występował w obronie mniejszości czy IPN, walczył o otwarcie zawodów prawniczych. Ustanowił Nagrodę im. Pawła Włodkowica dla osób występujących w obronie praw i wolności, nawet wbrew zdaniu większości. Sam najbardziej zasłużył na tę nagrodę – uważa Wróblewski.
– Nie bał się iść pod prąd w słusznych sprawach i bronić słabszych. Był wspaniałym szefem – mówi Mirosław Wróblewski z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. – Tak było m. in., kiedy występował w obronie mniejszości czy IPN, walczył o otwarcie zawodów prawniczych. Ustanowił Nagrodę im. Pawła Włodkowica dla osób występujących w obronie praw i wolności, nawet wbrew zdaniu większości. Sam najbardziej zasłużył na tę nagrodę – uważa Wróblewski.
 
 
 
 
Nie bał się wypowiadać sądów, które, szczególnie w środowisku prawników, musiały uchodzić za kontrowersyjne. Opowiadał się za ograniczaniem przywilejów korporacji prawniczych, podważał moralną czystość środowiska sędziowskiego, twierdząc, że nie zrobiło nic, by się oczyścić z osób, które splamiły honor sędziowski w czasach totalitaryzmu.
Nie bał się wypowiadać sądów, które, szczególnie w środowisku prawników, musiały uchodzić za kontrowersyjne. Opowiadał się za ograniczaniem przywilejów korporacji prawniczych, podważał moralną czystość środowiska sędziowskiego, twierdząc, że nie zrobiło nic, by się oczyścić z osób, które splamiły honor sędziowski w czasach totalitaryzmu.
Janusz Kochanowski ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W 1980 r. uzyskał stopień doktora nauk prawnych. W latach 1966 – 1990 pracował na tym wydziale, ponownie został jego wykładowcą w 1997 r. Marzył o dobrym prawie, które stałoby się podstawą sprawiedliwego państwa. Założył fundację Ius et Lex, która miała na celu podnosić kulturę prawną w Polsce i była przez pewien czas jednoosobowym think-tankiem urzeczywistniającym śmiałe plany naprawy polskiej legislacji. – Marzył, by Polacy mogli być dumni ze swojego państwa, które będzie stanowić mądre prawo – mówi Wojciech Arndt, obecny prezes fundacji.
Janusz Kochanowski ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W 1980 r. uzyskał stopień doktora nauk prawnych. W latach 1966 – 1990 pracował na tym wydziale, ponownie został jego wykładowcą w 1997 r. Marzył o dobrym prawie, które stałoby się podstawą sprawiedliwego państwa. Założył fundację Ius et Lex, która miała na celu podnosić kulturę prawną w Polsce i była przez pewien czas jednoosobowym think-tankiem urzeczywistniającym śmiałe plany naprawy polskiej legislacji. – Marzył, by Polacy mogli być dumni ze swojego państwa, które będzie stanowić mądre prawo – mówi Wojciech Arndt, obecny prezes fundacji.
To właśnie za sprawą tej walki o dobre prawo, które będzie służyć ludziom, został w 2006 r. wybrany na rzecznika praw obywatelskich. Chciały go wysunąć zarówno PiS, jak i PO. Blisko było mu zresztą do obu ugrupowań, choć nie bał się im zachodzić za skórę. Za rządów PiS, gdy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro, Kochanowski nie wahał się domagać od niego wyjaśnienia przyczyn przewlekłych aresztów. Za koalicji Platformy z ludowcami nie zawahał się np. podważyć konstytucyjności ustawy o KRUS.
To właśnie za sprawą tej walki o dobre prawo, które będzie służyć ludziom, został w 2006 r. wybrany na rzecznika praw obywatelskich. Chciały go wysunąć zarówno PiS, jak i PO. Blisko było mu zresztą do obu ugrupowań, choć nie bał się im zachodzić za skórę. Za rządów PiS, gdy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro, Kochanowski nie wahał się domagać od niego wyjaśnienia przyczyn przewlekłych aresztów. Za koalicji Platformy z ludowcami nie zawahał się np. podważyć konstytucyjności ustawy o KRUS.
 
 
 
 
– Nigdy nie krył się ze swoimi konserwatywnymi poglądami – mówi jeden z jego bliskich współpracowników. – Nie przeszkadzało mu to jednak rozmawiać bez uprzedzeń z ludźmi o innych poglądach i jeśli uważał, że ich prawa są łamane, natychmiast podejmować interwencję.
– Nigdy nie krył się ze swoimi konserwatywnymi poglądami – mówi jeden z jego bliskich współpracowników. – Nie przeszkadzało mu to jednak rozmawiać bez uprzedzeń z ludźmi o innych poglądach i jeśli uważał, że ich prawa są łamane, natychmiast podejmować interwencję.
– Pamiętam, jak rzecznik pojechał na Przystanek Woodstock dyskutować z uczestnikami o prawie i związanych z nim niedoskonałościach – wspomina jego współpracowniczka Marta Kukowska.
– Pamiętam, jak rzecznik pojechał na Przystanek Woodstock dyskutować z uczestnikami o prawie i związanych z nim niedoskonałościach – wspomina jego współpracowniczka Marta Kukowska.
Rzecznik praw obywatelskich w bojówkach i ciemnych okularach przemawiający do zgromadzonej na Woodstocku młodzieży – taki obraz nieco odbiegał od jego wizerunku. Z dr. Kochanowskiego bowiem żartowano, że jest staromodny i przywiązany do tradycyjnych manier. Zawsze nienagannie ubrany, oburzał się, gdy ktoś nieodpowiednio się zachowywał lub wkładał niestosowny do wydarzenia strój. To z pewnością wynikało z jego dyplomatycznej przeszłości – przez trzy lata był konsulem generalnym w Londynie. Często opowiadał anegdoty z czasów ambasadorskich.
Rzecznik praw obywatelskich w bojówkach i ciemnych okularach przemawiający do zgromadzonej na Woodstocku młodzieży – taki obraz nieco odbiegał od jego wizerunku. Z dr. Kochanowskiego bowiem żartowano, że jest staromodny i przywiązany do tradycyjnych manier. Zawsze nienagannie ubrany, oburzał się, gdy ktoś nieodpowiednio się zachowywał lub wkładał niestosowny do wydarzenia strój. To z pewnością wynikało z jego dyplomatycznej przeszłości – przez trzy lata był konsulem generalnym w Londynie. Często opowiadał anegdoty z czasów ambasadorskich.
Poczucie humoru i dystans do samego siebie także go wyróżniały. – Pamiętam, jak w czasie tworzenia Codziennika Prawnego, serwisu, który miał przybliżać obywatelom najważniejsze zagadnienia prawne, jedna z osób, bardzo przejęta, powiedziała, że chodzi o projekt, który będzie zrozumiały dla ludzi słabo znających prawo. Rzecznik wtrącił: „Ma pani oczywiście na myśli moich szanownych kolegów prawników?” – wspomina Arndt.
Poczucie humoru i dystans do samego siebie także go wyróżniały. – Pamiętam, jak w czasie tworzenia Codziennika Prawnego, serwisu, który miał przybliżać obywatelom najważniejsze zagadnienia prawne, jedna z osób, bardzo przejęta, powiedziała, że chodzi o projekt, który będzie zrozumiały dla ludzi słabo znających prawo. Rzecznik wtrącił: „Ma pani oczywiście na myśli moich szanownych kolegów prawników?” – wspomina Arndt.
To specyficzne poczucie humoru często sprowadzało na niego kłopoty. Jego ironiczne wypowiedzi były przyjmowane dosłownie, choćby wtedy, gdy opowiedział, jak to przed kilkudziesięciu laty wręczył lekarzowi filiżankę Rosenthala. Rozpętała się burza.
To specyficzne poczucie humoru często sprowadzało na niego kłopoty. Jego ironiczne wypowiedzi były przyjmowane dosłownie, choćby wtedy, gdy opowiedział, jak to przed kilkudziesięciu laty wręczył lekarzowi filiżankę Rosenthala. Rozpętała się burza.
Niektórzy zarzucali mu, że jako rzecznik nadużywa swoich uprawnień i wtrąca się w sprawy, które do niego nie należą. – Chcę być rzecznikiem aktywnym. Moim zadaniem jest służyć obywatelom, a nie zastanawiać się, co myślą o tym politycy – odpowiadał krytykom, dodając, że lepiej, by pewnymi sprawami zajął się on, skoro nikomu innemu się do tego nie śpieszy.
Niektórzy zarzucali mu, że jako rzecznik nadużywa swoich uprawnień i wtrąca się w sprawy, które do niego nie należą. – Chcę być rzecznikiem aktywnym. Moim zadaniem jest służyć obywatelom, a nie zastanawiać się, co myślą o tym politycy – odpowiadał krytykom, dodając, że lepiej, by pewnymi sprawami zajął się on, skoro nikomu innemu się do tego nie śpieszy.
Na początku 2006 r., gdy po sporządzeniu pierwszych statystyk okazało się, że do pracy w innych krajach UE wyjechało nawet 2 mln Polaków, Kochanowski szybko dostrzegł, że nikt się o tych ludzi nie troszczy, szczególnie o pomoc prawną dla nich. Polskie konsulaty (których pracę dobrze znał z doświadczenia) nie miały przygotowania ani wystarczających kadr. Zdawał sobie sprawę, że pracownicy z Polski nie zawsze znajdowali opiekę odpowiednich służb na miejscu – czy to np. w Anglii, czy Irlandii. Uznał, że to doskonały powód, by właśnie on się nimi zajął. Był bardzo dumny, że dzięki jego interwencjom MSZ wysłał więcej pracowników do polskich konsulatów na Wyspach.
Na początku 2006 r., gdy po sporządzeniu pierwszych statystyk okazało się, że do pracy w innych krajach UE wyjechało nawet 2 mln Polaków, Kochanowski szybko dostrzegł, że nikt się o tych ludzi nie troszczy, szczególnie o pomoc prawną dla nich. Polskie konsulaty (których pracę dobrze znał z doświadczenia) nie miały przygotowania ani wystarczających kadr. Zdawał sobie sprawę, że pracownicy z Polski nie zawsze znajdowali opiekę odpowiednich służb na miejscu – czy to np. w Anglii, czy Irlandii. Uznał, że to doskonały powód, by właśnie on się nimi zajął. Był bardzo dumny, że dzięki jego interwencjom MSZ wysłał więcej pracowników do polskich konsulatów na Wyspach.
Jako rzecznik podjął się też innego olbrzymiego wyzwania. – Zwracał uwagę, że polskie prawo administracyjne, w przeciwieństwie do karnego czy cywilnego, nie ma swojej części ogólnej. Ma jedynie kilkaset ustaw, a ludziom bardzo ciężko się w nich połapać – opowiada jego współpracownik. – Dlatego w Biurze Rzecznika podjęto prace nad sporządzeniem takiej części ogólnej. Propozycje są już w Sejmie – mówi.
Jako rzecznik podjął się też innego olbrzymiego wyzwania. – Zwracał uwagę, że polskie prawo administracyjne, w przeciwieństwie do karnego czy cywilnego, nie ma swojej części ogólnej. Ma jedynie kilkaset ustaw, a ludziom bardzo ciężko się w nich połapać – opowiada jego współpracownik. – Dlatego w Biurze Rzecznika podjęto prace nad sporządzeniem takiej części ogólnej. Propozycje są już w Sejmie – mówi.
 
 
 
 
Był prawnikiem, ale olbrzymie znaczenie przywiązywał do historii i dbałości o przeszłość. Starał się przypominać o zapomnianych rocznicach. Ostatnio zaangażował się np. w uczczenie pamięci Polek, podczas wojny więzionych w obozie w Ravensbrück, w którym przeprowadzano na nich eksperymenty medyczne. Oraz w zachowanie pamięci o ofiarach zbrodni katyńskiej. Postulował, by polscy uczniowie odwiedzali Katyń. W piątek wysłał list do swojego rosyjskiego odpowiednika, w którym pisał, że Katyń powinien się stać miejscem pojednania narodów polskiego i rosyjskiego.
Był prawnikiem, ale olbrzymie znaczenie przywiązywał do historii i dbałości o przeszłość. Starał się przypominać o zapomnianych rocznicach. Ostatnio zaangażował się np. w uczczenie pamięci Polek, podczas wojny więzionych w obozie w Ravensbrück, w którym przeprowadzano na nich eksperymenty medyczne. Oraz w zachowanie pamięci o ofiarach zbrodni katyńskiej. Postulował, by polscy uczniowie odwiedzali Katyń. W piątek wysłał list do swojego rosyjskiego odpowiednika, w którym pisał, że Katyń powinien się stać miejscem pojednania narodów polskiego i rosyjskiego.
Choć lubił żartować z siebie, a i z osób, które szanował, było kilka spraw, które traktował bardzo serio. Na przykład losy Polski. Gdy rozmawiał z młodymi ludźmi, zawsze powtarzał: „Nie martwię się o siebie, ja prędzej czy później umrę. Ale myślę o was, o tym, w jakim kraju będziecie żyli za kilkanaście lat, w jakim kraju będziecie wychowywali swoje dzieci”.
Choć lubił żartować z siebie, a i z osób, które szanował, było kilka spraw, które traktował bardzo serio. Na przykład losy Polski. Gdy rozmawiał z młodymi ludźmi, zawsze powtarzał: „Nie martwię się o siebie, ja prędzej czy później umrę. Ale myślę o was, o tym, w jakim kraju będziecie żyli za kilkanaście lat, w jakim kraju będziecie wychowywali swoje dzieci”.
Był bardzo dumny z tego, że udało mu się dokończyć książkę o 20 latach polskiej państwowości. Miała być podsumowaniem wielkiej konferencji, którą zorganizował w rocznicę czerwcowych wyborów. Nie mógł się doczekać jej wydania.
Był bardzo dumny z tego, że udało mu się dokończyć książkę o 20 latach polskiej państwowości. Miała być podsumowaniem wielkiej konferencji, którą zorganizował w rocznicę czerwcowych wyborów. Nie mógł się doczekać jej wydania.
– Ostatnio bardzo się żalił, że ma jeszcze tak wiele projektów i pomysłów, a zostało mu tak mało czasu. Jego kadencja miała upłynąć w przyszłym roku. Okazało się, że tego czasu było jeszcze mniej – mówi Arndt.
– Ostatnio bardzo się żalił, że ma jeszcze tak wiele projektów i pomysłów, a zostało mu tak mało czasu. Jego kadencja miała upłynąć w przyszłym roku. Okazało się, że tego czasu było jeszcze mniej – mówi Arndt.
Pochodził z Częstochowy. Mało opowiadał o rodzinie, mało mówił o Częstochowie. Jego ojciec był AK-owcem i doświadczenie prześladowania w czasach stalinowskich ukształtowało go na całe życie. Dlatego właśnie, choć całą dorosłość spędził w Warszawie, rodzina postanowiła, że zostanie pochowany obok rodziców w Częstochowie.
Pochodził z Częstochowy. Mało opowiadał o rodzinie, mało mówił o Częstochowie. Jego ojciec był AK-owcem i doświadczenie prześladowania w czasach stalinowskich ukształtowało go na całe życie. Dlatego właśnie, choć całą dorosłość spędził w Warszawie, rodzina postanowiła, że zostanie pochowany obok rodziców w Częstochowie.

POLECAMY

KOMENTARZE