Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Katastrofa smoleńska

Gentleman walczšcy o prawa

Był bardzo odważny. Starał się jako rzecznik docierać wszędzie tam, gdzie byli Polacy. Na zdjęciu w Afganistanie
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Janusz Kochanowski chciał, by Polacy byli dumni ze swojego państwa i uchwalanych w nim ustaw
Janusz Kochanowski był człowiekiem wyjštkowo odważnym. Nigdy nie dbał o własne bezpieczeństwo. W czasie stanu wojennego naukowo dowodził, że dekret wprowadzajšcy go w życie jest nielegalny, podobnie jak wyroki więzienia, na które skazywano opozycjonistów na jego podstawie. Niejako w dopełnieniu tamtej działalnoœci zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego, już jako rzecznik praw obywatelskich, dekret wprowadzajšcy stan wojenny. Odważny, bezkompromisowy, a przy tym wyjštkowo ciepły człowiek – tak o Kochanowskim mówiš jego najbliżsi współpracownicy. – Nie bał się iœć pod pršd w słusznych sprawach i bronić słabszych. Był wspaniałym szefem – mówi Mirosław Wróblewski z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. – Tak było m. in., kiedy występował w obronie mniejszoœci czy IPN, walczył o otwarcie zawodów prawniczych. Ustanowił Nagrodę im. Pawła Włodkowica dla osób występujšcych w obronie praw i wolnoœci, nawet wbrew zdaniu większoœci. Sam najbardziej zasłużył na tę nagrodę – uważa Wróblewski.
    Nie bał się wypowiadać sšdów, które, szczególnie w œrodowisku prawników, musiały uchodzić za kontrowersyjne. Opowiadał się za ograniczaniem przywilejów korporacji prawniczych, podważał moralnš czystoœć œrodowiska sędziowskiego, twierdzšc, że nie zrobiło nic, by się oczyœcić z osób, które splamiły honor sędziowski w czasach totalitaryzmu. Janusz Kochanowski ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W 1980 r. uzyskał stopień doktora nauk prawnych. W latach 1966 – 1990 pracował na tym wydziale, ponownie został jego wykładowcš w 1997 r. Marzył o dobrym prawie, które stałoby się podstawš sprawiedliwego państwa. Założył fundację Ius et Lex, która miała na celu podnosić kulturę prawnš w Polsce i była przez pewien czas jednoosobowym think-tankiem urzeczywistniajšcym œmiałe plany naprawy polskiej legislacji. – Marzył, by Polacy mogli być dumni ze swojego państwa, które będzie stanowić mšdre prawo – mówi Wojciech Arndt, obecny prezes fundacji. To właœnie za sprawš tej walki o dobre prawo, które będzie służyć ludziom, został w 2006 r. wybrany na rzecznika praw obywatelskich. Chciały go wysunšć zarówno PiS, jak i PO. Blisko było mu zresztš do obu ugrupowań, choć nie bał się im zachodzić za skórę. Za rzšdów PiS, gdy ministrem sprawiedliwoœci był Zbigniew Ziobro, Kochanowski nie wahał się domagać od niego wyjaœnienia przyczyn przewlekłych aresztów. Za koalicji Platformy z ludowcami nie zawahał się np. podważyć konstytucyjnoœci ustawy o KRUS.     – Nigdy nie krył się ze swoimi konserwatywnymi poglšdami – mówi jeden z jego bliskich współpracowników. – Nie przeszkadzało mu to jednak rozmawiać bez uprzedzeń z ludŸmi o innych poglšdach i jeœli uważał, że ich prawa sš łamane, natychmiast podejmować interwencję. – Pamiętam, jak rzecznik pojechał na Przystanek Woodstock dyskutować z uczestnikami o prawie i zwišzanych z nim niedoskonałoœciach – wspomina jego współpracowniczka Marta Kukowska. Rzecznik praw obywatelskich w bojówkach i ciemnych okularach przemawiajšcy do zgromadzonej na Woodstocku młodzieży – taki obraz nieco odbiegał od jego wizerunku. Z dr. Kochanowskiego bowiem żartowano, że jest staromodny i przywišzany do tradycyjnych manier. Zawsze nienagannie ubrany, oburzał się, gdy ktoœ nieodpowiednio się zachowywał lub wkładał niestosowny do wydarzenia strój. To z pewnoœciš wynikało z jego dyplomatycznej przeszłoœci – przez trzy lata był konsulem generalnym w Londynie. Często opowiadał anegdoty z czasów ambasadorskich. Poczucie humoru i dystans do samego siebie także go wyróżniały. – Pamiętam, jak w czasie tworzenia Codziennika Prawnego, serwisu, który miał przybliżać obywatelom najważniejsze zagadnienia prawne, jedna z osób, bardzo przejęta, powiedziała, że chodzi o projekt, który będzie zrozumiały dla ludzi słabo znajšcych prawo. Rzecznik wtršcił: „Ma pani oczywiœcie na myœli moich szanownych kolegów prawników?” – wspomina Arndt. To specyficzne poczucie humoru często sprowadzało na niego kłopoty. Jego ironiczne wypowiedzi były przyjmowane dosłownie, choćby wtedy, gdy opowiedział, jak to przed kilkudziesięciu laty wręczył lekarzowi filiżankę Rosenthala. Rozpętała się burza. Niektórzy zarzucali mu, że jako rzecznik nadużywa swoich uprawnień i wtršca się w sprawy, które do niego nie należš. – Chcę być rzecznikiem aktywnym. Moim zadaniem jest służyć obywatelom, a nie zastanawiać się, co myœlš o tym politycy – odpowiadał krytykom, dodajšc, że lepiej, by pewnymi sprawami zajšł się on, skoro nikomu innemu się do tego nie œpieszy. Na poczštku 2006 r., gdy po sporzšdzeniu pierwszych statystyk okazało się, że do pracy w innych krajach UE wyjechało nawet 2 mln Polaków, Kochanowski szybko dostrzegł, że nikt się o tych ludzi nie troszczy, szczególnie o pomoc prawnš dla nich. Polskie konsulaty (których pracę dobrze znał z doœwiadczenia) nie miały przygotowania ani wystarczajšcych kadr. Zdawał sobie sprawę, że pracownicy z Polski nie zawsze znajdowali opiekę odpowiednich służb na miejscu – czy to np. w Anglii, czy Irlandii. Uznał, że to doskonały powód, by właœnie on się nimi zajšł. Był bardzo dumny, że dzięki jego interwencjom MSZ wysłał więcej pracowników do polskich konsulatów na Wyspach. Jako rzecznik podjšł się też innego olbrzymiego wyzwania. – Zwracał uwagę, że polskie prawo administracyjne, w przeciwieństwie do karnego czy cywilnego, nie ma swojej częœci ogólnej. Ma jedynie kilkaset ustaw, a ludziom bardzo ciężko się w nich połapać – opowiada jego współpracownik. – Dlatego w Biurze Rzecznika podjęto prace nad sporzšdzeniem takiej częœci ogólnej. Propozycje sš już w Sejmie – mówi.     Był prawnikiem, ale olbrzymie znaczenie przywišzywał do historii i dbałoœci o przeszłoœć. Starał się przypominać o zapomnianych rocznicach. Ostatnio zaangażował się np. w uczczenie pamięci Polek, podczas wojny więzionych w obozie w Ravensbrück, w którym przeprowadzano na nich eksperymenty medyczne. Oraz w zachowanie pamięci o ofiarach zbrodni katyńskiej. Postulował, by polscy uczniowie odwiedzali Katyń. W pištek wysłał list do swojego rosyjskiego odpowiednika, w którym pisał, że Katyń powinien się stać miejscem pojednania narodów polskiego i rosyjskiego. Choć lubił żartować z siebie, a i z osób, które szanował, było kilka spraw, które traktował bardzo serio. Na przykład losy Polski. Gdy rozmawiał z młodymi ludŸmi, zawsze powtarzał: „Nie martwię się o siebie, ja prędzej czy póŸniej umrę. Ale myœlę o was, o tym, w jakim kraju będziecie żyli za kilkanaœcie lat, w jakim kraju będziecie wychowywali swoje dzieci”. Był bardzo dumny z tego, że udało mu się dokończyć ksišżkę o 20 latach polskiej państwowoœci. Miała być podsumowaniem wielkiej konferencji, którš zorganizował w rocznicę czerwcowych wyborów. Nie mógł się doczekać jej wydania. – Ostatnio bardzo się żalił, że ma jeszcze tak wiele projektów i pomysłów, a zostało mu tak mało czasu. Jego kadencja miała upłynšć w przyszłym roku. Okazało się, że tego czasu było jeszcze mniej – mówi Arndt. Pochodził z Częstochowy. Mało opowiadał o rodzinie, mało mówił o Częstochowie. Jego ojciec był AK-owcem i doœwiadczenie przeœladowania w czasach stalinowskich ukształtowało go na całe życie. Dlatego właœnie, choć całš dorosłoœć spędził w Warszawie, rodzina postanowiła, że zostanie pochowany obok rodziców w Częstochowie.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL