REKLAMA

Analiza "Rz"

Wersja Tuska i niedopowiedzenia

Piotr Gursztyn 04-02-2010, ostatnia aktualizacja 05-02-2010 07:46

Premier wypadł przed komisją doskonale. Niczego jednak nie wyjaśnił

Premier Tusk przed komisją hazardową

Komentarz wideo

Zeznania szefa rządu pod pewnym względem bardzo przypominały przesłuchanie Mariusza Kamińskiego. Tusk wprawdzie zrezygnował ze swobodnej wypowiedzi – zostawiając ją świadkom tak podrzędnym jak ministrowie czy byli szefowie służb. Ale i bez tego gładko przedstawił swoją wersję wydarzeń.

Zaprezentował się jako mąż stanu: umiarkowany ("nie interesuję się operacjami specjalnymi, nie mam nawyku śledzenia podsłuchów"), ale stanowczy i zatroskany o standardy.

Wypadł dobrze, podobnie jak Kamiński. Ci, którzy wierzyli Tuskowi do tej pory – wierzą mu nadal. Tych, którzy mu nie wierzą, nie przekonał. Efekt jest identyczny jak ten po przesłuchaniu Kamińskiego. Wiara zwolenników nie została zdruzgotana żadnym podchwytliwym pytaniem posłów opozycji. A niewiara sceptyków nie została przezwyciężona zalewem bardzo długich monologów premiera.

Naprawdę ważne były dwie wypowiedzi Donalda Tuska. Dotyczą spotkania z 19 sierpnia 2009 r. (z Mirosławem Drzewieckim) oraz 26 sierpnia 2009 r. (ze Zbigniewem Chlebowskim). Na obu premier wypytywał o przebieg prac nad ustawą hazardową i zaangażowanie w nią tych polityków.

Tusk przyznał, że nigdy wcześniej nie odbywał takich rozmów na temat żadnej ustawy. Wniosek jest jeden: Drzewiecki i Chlebowski mieli prawo czuć się zaniepokojeni. Szczególnie Chlebowski. Znając brutalność, z jaką Tusk zwykle traktował nielubianego przez siebie Chlebowskiego, można też domniemywać, że nie było to delikatne i dyskretne wypytywanie.

W czasie przesłuchania premiera widać też było, jak ważną kwestią jest sprawa przecieku. Co ciekawe, to nie ze strony opozycji padło znane już pytanie: "gdzie był przeciek?". Pytali o to posłowie PO, z wyraźną sugestią, że musiał nastąpić z CBA. Premier ochoczo podchwycił ten wątek. Nie negował, że wiadomości o akcji Biura dotarły do osób nieupoważnionych. Ale to – zdaniem Tuska – wyłączny skutek niekompetencji Biura. To zrozumiała taktyka premiera. Bo jeśli przecieku nie było w CBA, to znaczy, że nastąpił około 25 sierpnia 2009 r. z kręgów bardzo bliskich premierowi. To wersja Mariusza Kamińskiego, najlogiczniejsza z przedstawionych do tej pory. Wersja z przeciekiem w CBA ciągle jest nieporównanie słabsza, bo w odróżnieniu od Kamińskiego żaden z polityków PO (w tym premier) nie przedstawił innego przekonującego łańcuszka osób zdradzających informacje o śledztwie.

Czy we wszystkim można wierzyć zeznającemu premierowi? Pytany o śledztwo w Rzeszowie przeciw Kamińskiemu i o naciski na prowadzącego je prokuratora Olewińskiego premier mówił, że kazał sprawdzić tę sprawę przełożonemu prokuratora, czyli ówczesnemu ministrowi sprawiedliwości Andrzejowi Czumie. Wtedy okazało się, że Olewiński nie skarży się już na naciski. Wydał nawet oświadczenie, że do niczego takiego nie doszło. Zdaniem Tuska wszystko więc było w porządku.

To niby drobny szczegół. Ale premier nie dodał, że prokuratura to struktura ściśle hierarchiczna, gdzie minister mógł "wytłumaczyć" podległemu prokuratorowi, że nie powinien robić tyle kłopotu.

Tusk nie dodał też – lub nie wiedział o tym – że dziennikarze "Rz" i "Dziennika" dotarli do innych prokuratorów, którym Olewiński mówił o naciskach i wymuszaniu na nim przedstawienia Kamińskiemu zarzutów.

Więc może takich niedopowiedzeń w zeznaniach premiera jest więcej?

Jeden dzień to za mało na przesłuchanie tak ważnego świadka jak Donald Tusk. Pamiętajmy, że Leszek Miller zeznawał trzy dni przed komisją ds. afery Rywina. I też pierwszego dnia wypadł doskonale.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Druga odsłona szorstkiej przyjaźni

Leszek Miller, atakując Aleksandra Kwaśniewskiego, pokazał, że jest gotów do walki o przywództwo w SLD i na całej lewicy >>