O ewangelii w sowieckim mundurze

aktualizacja: 10.12.2009, 23:50
Waldemar Kuczyński
Waldemar Kuczyński
Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

Gdyby płomień wolnościowej rewolucji w Polsce stłumili Rosjanie, Jaruzelski byłby jedną z pierwszych ofiar jako współwinny stworzenia sytuacji, w której imperium musiało użyć siły – pisze były działacz opozycji demokratycznej

[b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/12/10/waldemar-kuczynski-o-ewangelii-w-sowieckim-mundurze/" "target=_blank]Skomentuj[/link] [/b]
Jak co roku o tej porze zapalają się bożonarodzeniowe światełka i pojawia się kolejna sensacja IPN dowodząca, jakim to łotrem był generał Wojciech Jaruzelski, oparta na kolejnym sowieckim ewangeliście w mundurze. Tym razem mamy ciąg dalszy zeszytu generała Wiktora Anoszkina, adiutanta marszałka Wiktora Kulikowa – dowódcy wojsk Układu Warszawskiego.
Ten zeszyt oraz protokół z posiedzenia Biura Politycznego KPZR 10 grudnia 1981 roku podarowany nam przez Borysa Jelcyna (innych z tamtych dni już nam nie podarował) to najczęściej przywoływane dokumenty mające potwierdzać, że:
a) Jaruzelski chciał sowieckiej interwencji w Polsce,
b) Rosjanie nie chcieli interwencji w Polsce,
c) stan wojenny – jak napisał Antoni Dudek – "na kolejnych osiem lat utrwalił komunistyczny monopol władzy" (Antoni Dudek – "Bez pomocy nie damy rady". Biuletyn IPN 12/2009) .
Czy jednak te dokumenty są solidną podstawą dla takich wniosków? Moim zdaniem nie są i stosujący rygory nauki badacz nie wyciągnąłby z nich tak kategorycznych wniosków, jak to się robi. Zeszyt Anoszkina, traktowany z ogromnym kredytem zaufania, to rękopis, waham się nazwać go dokumentem, który powinien wzbudzać ostrożność ze względu na niejasne okoliczności powstania, na skrótowość zapisków, na okoliczności ujawnienia (przywieziony przez marszałka Kulikowa w 1997 roku na konferencję w sprawie stanu wojennego w Jachrance) niewykluczające manipulacji. Dlaczego ZSRR, czyli Rosja, ma być oskarżany o zamiar zduszenia Polaków, skoro, dawkując papiery, można zrzucić to na Jaruzelskiego, wpuszczając przy okazji szczura, za którym Polacy będą biegali latami, gorąco się kłócąc. Z tego zeszytu sensację budzą trzy zdania podobno wypowiedziane przez generała Jaruzelskiego podczas rozmowy z marszałkiem Kulikowem 9 grudnia 1981 roku; "Strajki są dla nas najlepszym wariantem. Robotnicy pozostaną na miejscu. Będzie gorzej, jeśli wyjdą z zakładów i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne itd. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy (ZSRR) będziecie nam musieli pomóc".
Wyciąga się stąd wniosek, że polski premier domagał się interwencji wojskowej. Być może cytat ten wyraża "coś", co powiedziano, bo podobna opinia pojawia się na posiedzeniu Biura Politycznego KPZR 10 grudnia 1981 roku.
[srodtytul]Chciał czy nie chciał pomocy?[/srodtytul]
Wypowiada tę opinię Rysakow (cytuję wedle własnego przekładu z wersji rosyjskiej); "On (Jaruzelski – W.K.) mówi, że jeśli polskie siły nie uporają się z oporem "Solidarności", to polscy towarzysze liczą na pomoc innych krajów włącznie z wprowadzeniem sił zbrojnych na terytorium Polski". Ale w tym samym dokumencie są wypowiedzi zupełnie odmienne. Mówi Susłow: "Wydaje mi się, że Jaruzelski chytrzy, chce się odgrodzić kierowanymi do nas prośbami... a potem powie, prosiłem o pomoc, ale mi jej nie daliście. Jednocześnie Polacy mówią wprost, że są przeciwni wprowadzaniu wojsk. Jeśli będą wprowadzone wojska, to to będzie katastrofa". Teraz Ustinow, minister obrony narodowej: "Kulikow nie mógł mówić o wprowadzaniu wojsk. On doskonale wie, że Polacy sami prosili, by nie wprowadzać wojsk". Gdzie więc jest prawda?
Zastanawia też, dlaczego Jaruzelski, chcąc wsparcia "radzieckich", ukrywał przed nimi zamiary. Mówi Ustinow: "Teraz wszystko zależy od Jaruzelskiego... ale prawdę mówiąc, o jego działaniach na razie nikt nic nie wie. I my nie wiemy. Rozmawiałem z Siwickim. On mi po prostu powiedział, że nie wie, co myśli generał". Kto jak kto, ale generał Siwicki, najbardziej zaufany człowiek szefa PZPR, na pewno wiedział, tylko miał zakaz informowania nawet marszałków ZSRR. "To, co mówi Jaruzelski – żalił się Rysakow – bardziej przypomina wodzenie nas za nos". Te opinie i żale wskazują, że Rosjanie nie mieli do Polaka zaufania i czuli, że prowadzi z nimi grę. W toku gry różne słowa mogły padać, nie oznaczając koniecznie tego, co się im przypisuje. Tak mogło być z cytatem, który wzbudził sensację. Dlaczego kluczył? Moim zdaniem dlatego, że chciał uniknąć stanu wojennego i zwlekał, zwodząc napierających Rosjan, z nadzieją, że znajdzie jakieś bardziej pokojowe wyjście do przełknięcia przez sojuszników. Decyzja o 13 grudnia to była decyzja straszliwa. Jaruzelski mógł obawiać się, że jeśli będzie zwlekał, to Rosjanie się zniecierpliwią i pewnej nocy nieoczekiwanie, jak kiedyś w Pradze, wyląduje mu w Warszawie spadochronowa jednostka, a do Polski wejdzie sześć armii w ramach "Tarczy , 81".
Ja w odróżnieniu od niektórych historyków i dziennikarzy nie biję czołem przed prawdomównością polskich agentów i sowieckich marszałków. Osobiście wierzę generałowi Jaruzelskiemu, że chciał stłumić przedwczesny płomień wolnościowej rewolucji, w której sam brałem udział, wyłącznie polskimi rękami. To, paradoksalnie, leżało wtedy w interesie Polski, ZSRR i jego samego.
Gdyby zrobili to Rosjanie, Jaruzelski byłby jedną z pierwszych ofiar jako współwinny stworzenia sytuacji, w której imperium musiało wkroczyć, płacąc wielkie międzynarodowe koszty. Można oczywiście w to nie wierzyć, ale nie wolno przechodzić do porządku nad faktami, które własnej wiary nie potwierdzają. W owym ubóstwianym niemal protokole z 10 grudnia są wypowiedzi przeczące oskarżeniom, że polska strona chciała bratniej pomocy, choćby jako wsparcie własnych działań. Dlaczego się wierzy Rysakowowi i Anoszkinowi, a nie wierzy się Susłowowi i Ustinowowi?
[srodtytul]Polski w biedzie nie opuścimy [/srodtytul]
Jest oczywistością, że Rosjanie w Polsce interweniować nie chcieli. Nie chcieli, tak jak nie chcieli interweniować w Berlinie w 1953 roku, w Budapeszcie w 1956 roku czy w Pradze w 1968 roku. Każda interwencja niosła wielkie koszty. Mimo to wkraczali. I zrobiliby to w Polsce już w grudniu 1980 roku, gdyby Kania i Jaruzelski nie przekonali ich, że sami poradzą sobie z kontrrewolucją.
Między grudniem 1980, gdy gotowi byli wejść, a grudniem 1981, gdy mówili, że nie wejdą, nie ma żadnej różnicy, poza tą, że przygotowany jest stan wojenny i Rosjanie to wiedzą. W tym momencie nie ma potrzeby wchodzenia, ale dlaczego ten Jaruzelski zwleka? Co kombinuje?
Czy jednak zapewnienia, robione na kilka dni przed 13 grudnia, że nie wprowadzą wojsk do Polski, można odczytać w ten sposób, że byli gotowi tolerować do końca rozwój sytuacji, który słusznie oceniali jako zamach na ustrój? Czy można je interpretować jako gotowość do pogodzenia się z upadkiem komunizmu w Polsce? Tylko taka interpretacja pozwalałaby na wysnucie wniosku, że stan wojenny na osiem lat utrwalił monopol władzy komunistycznej w Polsce. Ona też, podobnie jak teza o namawianiu Rosjan do interwencji przez generała Jaruzelskiego, opiera się na kilku zdaniach. Tym razem Andropowa, który miał powiedzieć: "Nie wiem, jak będzie wyglądała sprawa z Polską, ale jeśli nawet Polska będzie pod władzą "Solidarności" to jedno. A jeśli na Związek Radziecki rzucą się inne kraje kapitalistyczne, a one się już porozumiały o różnych sankcjach ekonomicznych i politycznych, to będzie nam bardzo ciężko. Powinniśmy się martwić o nasz kraj, o umocnienie Związku Radzieckiego. To nasza główna linia".
To są rzeczywiście słowa niezwykłe, ale czy można na nich budować tezę, że ZSRR pozwoliłby na zmianę ustroju w Polsce w roku 1982?
Moim zdaniem byłoby to bardzo ryzykowne, bo reszta protokołu świadczy, że cały imperialny kanon, włącznie z doktryną Breżniewa, pozostawał w mocy. Tenże Andropow oświadczał, że wobec Polski "stoimy na stanowisku pomocy internacjonalistycznej". Był to groźny slogan ukrywający doktrynę Breżniewa o ograniczonej suwerenności państw socjalistycznych.
Nie ma w protokole słowa, które by wskazywało, że zebrani godzą się, by sprawy w Polsce załatwili Polacy między sobą. Przeciwnie, mówi Ustinow: "Gdy chodzi o nasze garnizony w Polsce, to my je umacniamy... polskiemu kierownictwu nie powinniśmy narzucać jakichś naszych rozwiązań, ale powinniśmy sami być gotowi". I na koniec Gromyko: "Mamy właściwe stanowisko; zaprowadzenie porządku w Polsce to sprawa PZPR, jej Komitetu Centralnego i jej Biura Politycznego".
A więc to nie Polacy między sobą, lecz polscy komuniści, pokonując kontrrewolucję, mają zaprowadzić porządek w prowincji imperium. Co obchodziłby "radzieckich" los PZPR, gdyby godzili się w żadnej sytuacji nie wkraczać? A obchodził ich bardzo i przemawiali władczo. "Na rozwiązanie PZPR nie należy iść", oświadczył Susłow, a Griszin mu wtórował: "Nie należy się zgodzić na rozwiązanie PZPR".
Protokół z posiedzenia KPZR 10 grudnia 1981 r., jeśli czyta się go rzetelnie, obydwoma oczami, nie jest żądnym dowodem na rzecz tezy, że w roku 1981 realne było pozbycie się komunistycznej dyktatury z Polski. I jest to również, podobnie jak zeszyt Anoszkina, wątpliwy świadek oskarżenia generała Jaruzelskiego o wolę sprowadzenia do kraju obcych wojsk.
[srodtytul]Dać generałowi spokój! [/srodtytul]
Na koniec kilka uwag ogólniejszych. Moim zdaniem można było się pozbyć komunizmu z Polski w jednym tylko wypadku; gdyby ówczesna wierchuszka radziecka nagle zwariowała. Tylko wtedy. System komunistyczny zbudowany był na strachu. Gdyby Polacy siłą swego oporu wyrwali się z niego, to po pierwsze usunęliby z sowieckiego imperium najbardziej dla niego kluczowy kraj w Europie. Po drugie wywołaliby potężny wstrząs w stabilizującej system barierze strachu i efekt domina w postaci buntów w innych prowincjach.
Imperium Breżniewa zarazem skostniałe, ale potężne i budzące strach na świecie, nigdy by na coś takiego nie pozwoliło. Miało wszystkie środki w ręku, by to zrobić, i gwarancje tolerancji ze strony świata po okresie krzyków protestu i "sankcji" do przeżycia. Musiała przyjść dopiero powtórka roku 1918, czyli głęboka zapaść ZSRR, nie wskutek wojny tym razem, lecz w wyniku próby jego reformy, by możliwe stało się wyrwanie z objęć wielkiego brata. Generał Wojciech Jaruzelski, pierwszy prezydent niepodległej ponownie Rzeczypospolitej, ma w tym istotny udział i należy wreszcie dać mu spokój!
[i]Autor jest ekonomistą i publicystą. W czasach PRL działał w demokratycznej opozycji. Na początku lat 80. był ekspertem "Solidarności" i wiceszefem "Tygodnika Solidarność". W stanie wojennym internowany, po uwolnieniu wyemigrował do Francji. Po roku 1989 – ministrem przekształceń własnościowych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego oraz doradca premierów Włodzimierza Cimoszewicza i Jerzego Buzka [/i]
[ramka][srodtytul]Pisali w „Rzeczpospolitej”[/srodtytul]
[b]Piotr Semka
[link=http://www.rp.pl/artykul/9158,403819_Piotr_Semka__Jaruzelski_nie_musial__Jaruzelski_chcial.html]Jaruzelski nie musiał. Jaruzelski chciał[/link][/b]
Zachowanie Jaruzelskiego to dowód głębokiego mentalnego i politycznego uzależnienia od sowieckiego protektora. Generał ani przez moment nie pomyślał, że niechęć Breżniewa do interwencji to szansa na choćby częściową niezależność Polski. A taką postawę należy nazwać zdradą własnego narodu.
[i] 10 grudnia 2009[/i]
[b] Grzegorz Majchrzak
[link=http://www.rp.pl/artykul/9157,403213_Majchrzak__Gry_wojenne_ludzi_honoru.html]Gry wojenne ludzi honoru[/link][/b]
Określenie Jaruzelskiego współczesnym janczarem jest szczytem delikatności. Lepiej pasowałoby inne bardziej dosadne określenie – zdrajca. Nie sposób nie zauważyć, że cieszył się on w Moskwie zdecydowanie większym zaufaniem niż przedstawiciele partyjnego betonu.
[i]8 grudnia 2009[/i][/ramka]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE