Jak Michael York grał u Lecha Majewskiego

aktualizacja: 08.12.2009, 00:00
Michael York
Michael York
Foto: AFP

W nowym filmie Lecha Majewskiego „Krzyż i młyn” występują gwiazdy światowego kina, m.in. Charlotte Rampling i Michael York. Autorka opowiadającego o tym dokumentu, Dagmara Drzazga, towarzyszyła im z kamerą na planie. Film „Lech Majewski. Świat według Bruegela” telewizyjna Dwójka pokaże w niedzielę, 6 grudnia o godz. 23.20

O ich udział w filmie, który jeszcze nie miał premiery, nie było - jak się okazuje — wcale tak trudno.
O ich udział w filmie, który jeszcze nie miał premiery, nie było - jak się okazuje — wcale tak trudno.
O ich udział w filmie, który jeszcze nie miał premiery, nie było - jak się okazuje — wcale tak trudno.
- Lech Majewski ma na świecie doskonałą opinię jako filmowiec, pisarz, artysta — mówi Michael York. — Kiedy zaproponował, żebym zagrał w jego filmie, chciałem skorzystać z okazji, by współpracować z kimś, kto cieszy się tak wielkim szacunkiem.
- Lech Majewski ma na świecie doskonałą opinię jako filmowiec, pisarz, artysta — mówi Michael York. — Kiedy zaproponował, żebym zagrał w jego filmie, chciałem skorzystać z okazji, by współpracować z kimś, kto cieszy się tak wielkim szacunkiem.
- Lech Majewski ma na świecie doskonałą opinię jako filmowiec, pisarz, artysta — mówi Michael York. — Kiedy zaproponował, żebym zagrał w jego filmie, chciałem skorzystać z okazji, by współpracować z kimś, kto cieszy się tak wielkim szacunkiem.
Film powstał na podstawie książki „Krzyż i młyn” Michaela Gibsona, wybitnego znawcy malarstwa flamandzkiego, wieloletniego krytyka sztuki w „Herald Tribune”. Jego tematem jest analiza obrazu „Droga na Kalwarię” Petera Bruegela. Scenariusz napisał autor książki razem z Lechem Majewskim. York gra Jonghelincka, bankiera i kolekcjonera obrazów, Rutger Hauer — Petera Bruegela, a Charlotte Rampling — Marię.
Film powstał na podstawie książki „Krzyż i młyn” Michaela Gibsona, wybitnego znawcy malarstwa flamandzkiego, wieloletniego krytyka sztuki w „Herald Tribune”. Jego tematem jest analiza obrazu „Droga na Kalwarię” Petera Bruegela. Scenariusz napisał autor książki razem z Lechem Majewskim. York gra Jonghelincka, bankiera i kolekcjonera obrazów, Rutger Hauer — Petera Bruegela, a Charlotte Rampling — Marię.
Film powstał na podstawie książki „Krzyż i młyn” Michaela Gibsona, wybitnego znawcy malarstwa flamandzkiego, wieloletniego krytyka sztuki w „Herald Tribune”. Jego tematem jest analiza obrazu „Droga na Kalwarię” Petera Bruegela. Scenariusz napisał autor książki razem z Lechem Majewskim. York gra Jonghelincka, bankiera i kolekcjonera obrazów, Rutger Hauer — Petera Bruegela, a Charlotte Rampling — Marię.
Autorka dokumentu odwiedziła ekipę filmową w czasie zdjęć w Olsztynie na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, gdzie powstawało wiele plenerowych scen. Rozmawiała z autorami ekranizacji „Krzyża i młyna”.
Autorka dokumentu odwiedziła ekipę filmową w czasie zdjęć w Olsztynie na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, gdzie powstawało wiele plenerowych scen. Rozmawiała z autorami ekranizacji „Krzyża i młyna”.
Autorka dokumentu odwiedziła ekipę filmową w czasie zdjęć w Olsztynie na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, gdzie powstawało wiele plenerowych scen. Rozmawiała z autorami ekranizacji „Krzyża i młyna”.
Jak tłumaczą twórcy, jest to film, w którym widz wkracza do wnętrza obrazu. Historia rozgrywa się w 1564 roku, kiedy Bruegel namalował swoje arcydzieło. Kompozycję obrazu tworzy około 500 osób. Są one widzami cierpienia Jezusa upadającego pod krzyżem, ale nie poświęcają mu uwagi, pochłaniają ich bowiem własne sprawy.
Jak tłumaczą twórcy, jest to film, w którym widz wkracza do wnętrza obrazu. Historia rozgrywa się w 1564 roku, kiedy Bruegel namalował swoje arcydzieło. Kompozycję obrazu tworzy około 500 osób. Są one widzami cierpienia Jezusa upadającego pod krzyżem, ale nie poświęcają mu uwagi, pochłaniają ich bowiem własne sprawy.
Jak tłumaczą twórcy, jest to film, w którym widz wkracza do wnętrza obrazu. Historia rozgrywa się w 1564 roku, kiedy Bruegel namalował swoje arcydzieło. Kompozycję obrazu tworzy około 500 osób. Są one widzami cierpienia Jezusa upadającego pod krzyżem, ale nie poświęcają mu uwagi, pochłaniają ich bowiem własne sprawy.
Lech Majewski zwierza się, że Bruegel jest malarzem, któremu wiele zawdzięcza. - Bardzo podoba mi się jego sposób myślenia, był największym filozofem wśród malarzy — mówi reżyser. — Film opowiada o tym, że każdy, największy nawet dramat przykryty jest przez codzienność, która toczy się dalej. Na tym polega siła życia i jego bezwzględność.
Lech Majewski zwierza się, że Bruegel jest malarzem, któremu wiele zawdzięcza. - Bardzo podoba mi się jego sposób myślenia, był największym filozofem wśród malarzy — mówi reżyser. — Film opowiada o tym, że każdy, największy nawet dramat przykryty jest przez codzienność, która toczy się dalej. Na tym polega siła życia i jego bezwzględność.
Lech Majewski zwierza się, że Bruegel jest malarzem, któremu wiele zawdzięcza. - Bardzo podoba mi się jego sposób myślenia, był największym filozofem wśród malarzy — mówi reżyser. — Film opowiada o tym, że każdy, największy nawet dramat przykryty jest przez codzienność, która toczy się dalej. Na tym polega siła życia i jego bezwzględność.
Twórczość Bruegela towarzyszy Majewskiemu od lat. Poznał ją w czasie wielokrotnych wypraw do Wenecji. Zawsze przesiadał się w Wiedniu i wtedy za każdym razem kierował kroki do Kunsthistorishesmuseum do sali nr X, w której wiszą dzieła niezwykłego malarza.
Twórczość Bruegela towarzyszy Majewskiemu od lat. Poznał ją w czasie wielokrotnych wypraw do Wenecji. Zawsze przesiadał się w Wiedniu i wtedy za każdym razem kierował kroki do Kunsthistorishesmuseum do sali nr X, w której wiszą dzieła niezwykłego malarza.
Twórczość Bruegela towarzyszy Majewskiemu od lat. Poznał ją w czasie wielokrotnych wypraw do Wenecji. Zawsze przesiadał się w Wiedniu i wtedy za każdym razem kierował kroki do Kunsthistorishesmuseum do sali nr X, w której wiszą dzieła niezwykłego malarza.
Zdjęcia do filmu Lecha Majewskiego powstawały m.in. w hali zdjęciowej w Katowicach, a także w Czechach. Niebo zostało sfilmowane w Nowej Zelandii, bo – zdaniem reżysera — ma wyjątkową dynamikę i kolorystykę. Dorota Roqueplo, kostiumograf, zdradza, że większość kostiumów została przefarbowana, by wiernie oddać brueglowskie barwy.
Zdjęcia do filmu Lecha Majewskiego powstawały m.in. w hali zdjęciowej w Katowicach, a także w Czechach. Niebo zostało sfilmowane w Nowej Zelandii, bo – zdaniem reżysera — ma wyjątkową dynamikę i kolorystykę. Dorota Roqueplo, kostiumograf, zdradza, że większość kostiumów została przefarbowana, by wiernie oddać brueglowskie barwy.
Zdjęcia do filmu Lecha Majewskiego powstawały m.in. w hali zdjęciowej w Katowicach, a także w Czechach. Niebo zostało sfilmowane w Nowej Zelandii, bo – zdaniem reżysera — ma wyjątkową dynamikę i kolorystykę. Dorota Roqueplo, kostiumograf, zdradza, że większość kostiumów została przefarbowana, by wiernie oddać brueglowskie barwy.
Operator, Adam Sikora zauważa, że realistyczny plan zdjęciowy został połączony z artystyczną wizją. Jaki będzie jej efekt? - Nie funkcjonuję w kinie na tradycyjnych zasadach, które mój profesor Wojciech Has określał jako hydraulikę: tu naciśniesz, a tam wyskoczy — przyznaje Lech Majewski. — Mnie interesuje kontemplacja obrazu. Jak ocenią film widzowie — zobaczymy.
Operator, Adam Sikora zauważa, że realistyczny plan zdjęciowy został połączony z artystyczną wizją. Jaki będzie jej efekt? - Nie funkcjonuję w kinie na tradycyjnych zasadach, które mój profesor Wojciech Has określał jako hydraulikę: tu naciśniesz, a tam wyskoczy — przyznaje Lech Majewski. — Mnie interesuje kontemplacja obrazu. Jak ocenią film widzowie — zobaczymy.
Operator, Adam Sikora zauważa, że realistyczny plan zdjęciowy został połączony z artystyczną wizją. Jaki będzie jej efekt? - Nie funkcjonuję w kinie na tradycyjnych zasadach, które mój profesor Wojciech Has określał jako hydraulikę: tu naciśniesz, a tam wyskoczy — przyznaje Lech Majewski. — Mnie interesuje kontemplacja obrazu. Jak ocenią film widzowie — zobaczymy.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita OnLine

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE