Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Styl życia

Rowerowy szyk w wielkim mieście

Fotorzepa, MS Magdalena Starowieyska
Ruchliwe skrzyżowanie w centrum Kopenhagi. Na celowniku fotografa para: rower i dziewczyna. On: czarna klasyczna miejska damka, typ Velorbis, wiklinowy kosz na kierownicy. Ona: letnia sukienka w kwiaty, czerwone szpilki. Zmiana œwiateł. Błysk migawki, dokładnie w momencie gdy wysoki obcas dociska pedał. Kwintesencja cycle chic
[b][link=http://www.rp.pl/galeria/2,1,354342.html]Zobacz więcej zdjęć. Może znajdziesz na nich siebie?[/link] [/b] Fotograf miewa swoje słaboœci. Uwielbia kino francuskie, zdjęcia w sepii, muzykę Preisnera. Nic nie irytuje go bardziej niż naiwne pytanie neofity: „Jak się ubrać na rower?”. – Jak? Wystarczy otworzyć szafę! – zżyma się wtedy. – Każdy z was ma szafę wypełnionš ubraniami, prawda? Wychodzšc na miasto, w chłodne dni wkładacie ciepłe okrycia, w ciepłe dni – letnie ciuchy – tłumaczy jak dzieciom. – We wszystkim, w czym chodzi się po ulicy, można też jechać na rowerze. Więc na co czekacie? Nazwany tu fotografem człowiek, którego blog ze zdjęciami mieszkańców Kopenhagi na rowerach rozpropagował w œwiecie ruch cycle chic, to Duńczyk o brytyjskich korzeniach, Mikael Colville-Andersen. Pewnego czerwcowego dnia 2007 r. umieœcił w Internecie zdjęcia mieszkańców rowerowej stolicy œwiata, jakich dziesištki robił codziennie, pedałujšc po jej ulicach. Po co? By pokazać innym kopenhaskš rowerowš kulturę, której podstawowe przesłanie można zdefiniować jako powrót do Ÿródeł. – To niesamowite, jak ludzie umiejš skomplikować nawet najprostsze sprawy. By jeŸdzić na rowerze, wystarczy mieć rower. Tak jak 100 lat temu, kiedy jednoœlady zachwalano jako uosobienie wolnoœci przemieszczania się – zwłaszcza dla kobiet i klasy robotniczej – oraz praktyczny œrodek transportu. Niestety, w ostatnich dziesięcioleciach w wielu krajach rower przesunięto do kategorii „sport”, „rekreacja” albo „zabawka dla dzieci” – mówi Mikael. – Mieszkańcy Kopenhagi zdemistyfikowali rower, korzystajšc z niego bez specjalnych strojów i innych niepotrzebnych gadżetów. Mogš być teraz na nowo wzorem dla innych. Czym jest zatem słynny kopenhaski cycle chic, który od pierwszych dni istnienia blogu zafascynował zarówno ludzi interesujšcych się modš, jak i wielbicieli klasycznych jednoœladów? Mikael: – Żadnym nowym trendem z rodzaju tych, które nagle pojawiajš się na modowym horyzoncie znikšd, jak choćby sprane dżinsy rurki. Ten styl jest równie stary jak sam rower. To jazda na rowerze w noszonych na co dzień ubraniach. Nie można traktować jej jako ekstrawagancji, bo jest codziennoœciš.
Autor Copenhagencyclechic dorzuca: – Równie dobrze mogłem założyć blog poœwięconego odkurzaczom, bo relacje mieszkańców Kopenhagi z jednoœladami nie różniš się niczym od naszego stosunku do odkurzaczy. Ma je każdy, wszyscy ich używajš, ale przez większš częœć dnia zupełnie o nich nie myœlš, chyba że trzeba wymienić torbę na œmieci lub oponę. W tym mieœcie nie ma rowerzystów. Jest cała masa ludzi, którzy przemieszczajš się rowerami – do pracy, na zakupy, na randkę. [srodtytul]Wtopieni w krajobraz [/srodtytul] 41 lat, siwe włosy, okulary. Zawadiacki uœmiech. Choć wyglšda na nobliwego mieszczucha w pršżkowanym garniturze, Colville-Andersen to niespokojny duch. W latach 80. i 90. studiuje w London School of Journalism i American Academy of Dramatic Arts. Potem wcišga go film. Zakłada pierwszš paneuropejskš organizację zrzeszajšcš scenarzystów. Kręci debiutancki film pełnometrażowy „Zakka West”, nietypowš historię miłosnš dwójki młodych ludzi (dziœ uchodzi za sztandarowy przykład niezależnego duńskiego kina). Debiutowi, w którym pewien niepozorny rower odegrał zresztš istotnš rolę w jednej z głównych scen, Mikael zawdzięcza swój internetowy pseudonim – Zakkaliciousness. Jego strona internetowa, poœwięcona Hansowi Christianowi Andersenowi, zdobywa prestiżowš nagrodę Grand Prix Italia. W wolnych chwilach jeŸdzi rowerem po mieœcie i fotografuje. Głównie piękne dziewczyny w interesujšcych strojach, rzecz jasna na rowerach. Dokumentacja tych codziennych podróży złoży się na wystawę zatytułowanš „Rowerowa elegancja”, a kilka wykorzystanych na niej zdjęć wylšduje w sieci, dajšc poczštek historii Copenhagencyclechic zaliczonego przez „The Times” do 100 najbardziej wpływowych blogów œwiata. Jego autor trafi zaœ do Wikipedii. Choć sam twórca terminu „cycle chic” traktuje to zjawisko jako coœ naturalnego, bakcyl rozniesie się w zdumiewajšcym tempie. Już w kilka dni po starcie blogu, jego sympatycy uzbrojeni w aparaty ruszyli na łowy i zasypali Mikaela zdjęciami œwieżo upolowanej miejskiej zwierzyny z innych miast œwiata. Od Toronto po Tokio zaczęły pšczkować bliŸniacze blogi dokumentujšce niebanalnie ubranych mieszkańców metropolii. Od klasycznych blogów z modš ulicznš w rodzaju The Sartorialist różniš się tylko jednym, ale bardzo istotnym szczegółem: obecnoœciš roweru. Choć nie on jest głównym bohaterem zdjęć. – Interesuje mnie sposób, w jaki ludzie korzystajš z rowerów w przestrzeni miejskiej – mówi „Rz” Mikael. – Marka roweru nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Lubię jednoœlady z powodów estetycznych, ale rower to tylko kawałki metalu i gumy połšczone razem. Nie jestem rowerowym fetyszystš. Jak przystało na założyciela nowego ruchu, jest za to jego gorliwym propagatorem. Sam pedałuje na velorbis scrap deluxe. Gdy jedzie z dziećmi albo na zakupy – bierze bullita, wielofunkcyjny rower cargo firmy Larry vs Harry. Zawsze z aparatem: Canon IXUS75 do szybkich zdjęć lub Canon G9, gdy ma więcej czasu do namysłu. W ten sposób, gdzieœ między zakupami w warzywniaku a przejażdżkš na kawę powstajš fotografie, które póŸniej – niemal codziennie – trafiajš do blogu. Złoœliwi wytykajš Mikaelowi, że bohaterkami 90 proc. spoœród nich sš atrakcyjne kobiety, choć zdarza mu się też uwiecznić mężczyzn lub dzieci. – Najlepsze z moich zdjęć powstały z inspiracji mojej żony – odgryza się. – Zwykle, gdy jedziemy gdzieœ razem, to ona chwyta mnie za ramię: – Popatrz na tę dziewczynę, wyglšda œwietnie. Gdzie jest twój aparat? Państwo Andersen, podobnie jak 80 proc. mieszkańców Kopenhagi, nie majš samochodu. Czasem korzystajš z auta dzielonego z innymi rodzinami w ramach specjalnego miejskiego programu. [srodtytul] Wtopieni w krajobraz [/srodtytul] Copenhagencyclechic, podobnie jak bliŸniaczy blog Copenhagenize.com, prowadzony przez Mikaela i trójkę przyjaciół, równie zakręconych na punkcie miejskich jednoœladów, dziœ, po dwóch latach istnienia, to już marka. Instytucja. Teraz wspólnie propagujš Slow Bicycle Movement, którego założenia, spisane w blogach w formie manifestu, nawišzujš do spopularyzowanych wczeœniej filozofii w rodzaju Slow Food. Bo, choć zdaniem Mikaela, rower sprawia, że każdy wyglšda na nim dobrze („Nawet ci, którzy nie wyróżniajš się strojem w pieszym tłumie i chodzš niedbale, dosiadajšc jednoœladu, szlachetniejš”), to korzystajšc zeń, trzeba przestrzegać paru zasad. Zatem: skoro używasz roweru jako codziennego œrodka transportu, poruszaj się nim jak dama z XIX-wiecznych plakatów reklamowych dla cyklistów, które ostatnio robiš furorę wœród wyznawców cycle chic. Płynnie, z godnoœciš. Z gracjš. Œciganie się po rowerowych œcieżkach, poganianie innych dzwonkiem jest w równie złym guœcie jak masowo wytwarzane rowerowe wdzianka z poliestru – głosi manifest. Na Copenhagencyclechic można znaleŸć szczegółowe instrukcje, jak jeŸdzić na rowerze w spódnicy. Paradoksalnie popularnoœć ruchu opartego na antykonsumpcjonistycznych ideach sprowokowała też wielu przedsiębiorczych do wykorzystania niszy rynkowej: jak zauważa Mikael, coraz więcej sklepów oferuje produkty reklamowane jako rowerowe stroje dla regularnych miejskich cyklistów. – Cóż, to normalne, że gdy coœ się staje popularne, znajdš się ludzie, którzy zechcš na tym zarobić – wzrusza ramionami. – Prawo ekonomii. Zresztš Copenhagencyclechic też ma swój sklep internetowy, w którym można kupić koszulki, kubki i ekologiczne torby z logo rowerowego szyku. Na bazie wyrażenia cycle chic pojawiajš się jego równie zgrabne odpowiedniki, jak włoska cycloeleganza – okreœlenie ukute na potrzeby przesłanego przez włoskiego tropiciela rowerowych trendów zdjęcia tamtejszej pięknej minister ds. równego statusu Mary Carfagny preferujšcej podróże jednoœladem podczas letnich wakacji (narzucona na bikini przewiewna suknia, szal, wielka torba, sandały). Zamieszczony w blogu licznik tyka przez całš dobę, pokazujšc liczbę kilometrów przejeżdżanych dziennie rowerami przez mieszkańców Kopenhagi. Œrednio: 977 tysięcy. Pedałujš wszyscy: starsi, młodsi, z dziećmi, psami w koszykach, z torbami pełnymi zakupów, parasolami nad głowš. W mini spódniczkach, szarawarach i wygodnych szortach. – W Kopenhadze większoœć osób ma spore wyczucie mody, więc robišc zdjęcia, siłš rzeczy koncentruję się na tych, którzy wyglšdajš najciekawiej – mówi Mikael. Dla niego samego cycle chic stał się sposobem na życie. Większoœć czasu spędza, podróżujšc z wykładami na temat marketingu kultury rowerowej. Właœnie wrócił z Rygi, Tokio i Moskwy, za chwilę leci do Nowego Jorku, potem Madrytu, Pragi i Budapesztu. – W Azji zwyczaj codziennego poruszania się rowerem po mieœcie zanika. Wyjštkiem jest Japonia. Ale już w Chinach, tradycyjnie uchodzšcych za rowerowy kraj, samochód jest królem, a rower ma podrzędny status – podsumowuje swoje obserwacje z wojaży. W większoœci krajów Europy Zachodniej kultura rowerowa jest w pełnym rozkwicie: na ulicach widać klasyczne holendry z wiklinowymi koszykami na kierownicy, którymi leniwie porusza się zarówno awangardowa młodzież, jak i przedstawiciele klasy œredniej. Rower jest codziennym œrodkiem transportu. – Co innego Stany Zjednoczone i Wielka Brytania – mówi Mikael. – Dziesięciolecia promowania roweru jako wyłšcznie sportu wytworzyły tam specyficznš, zdominowanš przez mężczyzn subkulturę rowerowego macho, niedostępnš dla przeciętnego œmiertelnika – zauważa. Pomyœlnš perspektywę widzi za to przed Europš Œrodkowo-Wschodniš, gdzie jedynš przeszkodš w propagowaniu codziennego cycle chic może być ukształtowanie terenu – w wielu regionach jedynymi typami roweru nadajšcymi się do takich podróży sš rowery górskie lub trekkingowe. Na Copenhagencyclechic niedawno pojawiły się też polskie akcenty. Klip z YouTube do „Roweru” Lecha Janerki, rowerowe zdjęcia w blogach „szafiarek” – dziewczyn propagujšcych ulicznš modę. W kraju, gdzie dzieci, wyjmujšc z garażu jednoœlad, mówiš wcišż do rodziców: „wychodzę na rower”, cycle chic przyjmuje się jednak z oporami. Za mało œcieżek rowerowych w centrach miast, za niska kultura kierowców, samochód jako symbol materialnego statusu. Widok dziewczyny w sukience i butach na obcasach przemierzajšcej rowerem centrum Warszawy wcišż wzbudza przynajmniej zaciekawienie przechodniów. Ale zdarzajš się i takie sceny, jak pewnego deszczowego dnia na œcieżce rowerowej przy al. Jana Pawła. Leje jak z cebra, przemoczona długa spódnica wkręca mi się w szprychy, czarny holenderski burgers poskrzypuje przy mocniejszym naciskaniu na pedały – ma już w końcu swoje lata. Tym razem zazdroszczę stojšcym w korku kierowcom. Oni przynajmniej nie zmoknš. Ale, ale. Na skrzyżowaniu z Nowolipiem mija mnie starszy człowiek w nienagannym garniturze. Pedałuje rytmicznie, trzymajšc nad głowš wielki czarny parasol. Jak mówił Mikael? „Miasto pełne rowerów jest miastem z duszš”. Uœmiechamy się do siebie porozumiewawczo. Let's cycle chic, baby.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL